Reklama

Zeszło ze mnie powietrze

10/10/2011 00:00
Na razie jest ich kilku, chcą w Jastrowiu utworzyć ponownie izbę pamięci. Pytają, co się stało z eksponatami po poprzedniej

Dziadek od Andersa

Lech Mieleszko przypomina sobie, że jego ojciec, będąc sekretarzem gminy, za punkt honoru postawił sobie otworzenie w Jastrowiu izby pamięci. W 1968 roku, kiedy pan Lech miał dziesięć lat, taka izba powstała.

– Widziałem w ojca szafie naszywki „Poland” i medal należący do mojego dziadka, który był w armii Andersa. Wiem też, że ojciec ten medal przekazał izbie pamięci jako pierwszy eksponat. W roku 1969 mój ojciec zmarł, więc nie mógł go odebrać. Chciałbym się jednak dowiedzieć, co się dzisiaj z tymi eksponatami stało – pyta. Jak przyznaje, bulwersuje go fakt, że wszelki ślad po tej izbie zaginął. Jakieś 5-6 lat temu eksponaty były wystawione w pomieszczeniu tuż obok Urzędu Gminy, gdzie dzisiaj znajduje się sklep obuwniczy. Z tego co się dowiedział wynika, że prawdopodobnie część z nich została wywieziona do innych muzeów.

- Była tam również wspaniała rusznica przeciwpancerna, jej zdjęcie znajduje się w albumie wydanym z okazji 400–lecia Królewskiego Miasta Jastrowia w 2002 roku. Podobno została ona sprzedana jakiemuś kolekcjonerowi, który wypożycza ją odpłatnie do filmów. Dzisiaj nie można się dowiedzieć, kto był likwidatorem tej izby. Nikt nic nie wie – twierdzi Lech Mieleszko.

Jego zdaniem jeśli eksponaty zostały przekazane innym muzeom, to są do odzyskania. – Obawiam się jednak, że zostały rozgrabione. Gdzie jest księga pamiątkowa gości? Z okazji odsłonięcia tablicy pamiątkowej na domu, w którym mieszkał Kruczkowski, jego żona wpisała się do tej księgi. Wielu ludzi chętnie by takie ciekawe rzeczy obejrzało – oświadcza.

Mój ojciec był skrupulatny

Ojciec Bogdana Wętkowskiego od 1969 roku był dyrektorem Domu Kultury w Jastrowiu. W roku 1970 pan Kazimierz pracował przez rok w izbie pamięci. Pamięta tę rusznicę doskonale, ale nie był to jedyny cenny eksponat. Znajdował się w niej zabytkowy zegar należący do ówczesnego proboszcza ks. Mebla, dwie piękne szable jednego z jastrowskich milicjantów (eksponaty te były oddane tymczasowo w depozyt).

– Mój ojciec był bardzo skrupulatny, na pewno były prowadzone co roku inwentaryzacje rzeczy, które się tam znajdowały. Ojciec poszedł na emeryturę w 1972 roku i nie mam pojęcia, co się z eksponatami i z tymi księgami stało. Nawet jeśli zostały przekazane innym muzeom, to muszą być jakieś protokóły – stwierdza Bogdan Wętkowski. – Dowiedziałem się od znajomego kolekcjonera ze Szczecinka, że tę rusznicę nabył jakiś pan z Bydgoszczy, w zamian kupił dla Domu Kultury w Jastrowiu organy. Dzisiaj on robi na tym interes, na naszej wspólnej własności – dodaje.

Muzeum w garażu

Dariusz Górzny z Jastrowia interesuje się historią, zbiera wszystko co dotyczy tych stron. Po tym jak zlikwidowano izbę pamięci, w pomieszczeniach miejscowej biblioteki miał wystawę niewielkiego procenta swoich zbiorów.
[[reklama]]
– Było huczne otwarcie, entuzjazm władz i spore zainteresowanie mieszkańców. Po roku zamknięto ją i otrzymałem pismo o możliwości dalszej współpracy na przyszłość. Przyszłość nadeszła i do dzisiaj jest cicho, mimo że wokół ponownego otwarcia izby pamięci w Jastrowiu bardzo się nachodziłem. Z drobną pomocą mógłbym coś na kształt muzeum zorganizować – mówi z żalem.

Pan Dariusz w swoich zbiorach ma kilkaset eksponatów, na razie trzyma to w garażu, u znajomych, gdzie się tylko da. Wiele z nich dotyczy bezpośrednio Jastrowia, ma m.in. kilka rowerów wyprodukowanych przed wojną w miejscowej fabryce, części maszyn, pieczątki, dokumenty. Gdyby udało się to skupić w jednym miejscu, byłaby to niezła promocja miasta. Tym bardziej, że historia Jastrowia jest naprawdę fascynująca.

– Chciałem coś dobrego zrobić, ale kiedy napotykałem wszędzie na mur obojętności, powietrze ze mnie zeszło – oświadcza.

Nasi rozmówcy twierdzą, że nie są jedynymi, którzy chcieliby, aby izba pamięci powstała. Sporym zainteresowaniem cieszyłaby się zapewne wśród wielu mieszkańców Jastrowia. Na pewno też byłaby odwiedzana przez Niemców, byłych mieszkańców miasta.

Burmistrz Piotr Wojtiuk, który również pasjonuje się historią tych ziem, jest całym sercem za tym pomysłem. – Trzeba po prostu spotkać się z tymi ludźmi, porozmawiać, ustalić szczegóły i zobaczymy, co się da zrobić. Tym bardziej, że nie wymagają one wielkich nakładów pieniężnych – twierdzi.

O pasji Dariusza Górznego, o tym, co zebrał, jakie eksponaty uważa za najcenniejsze, co chciałby jeszcze pozyskać napiszemy w jednym z najbliższych numerów „Aktualności Lokalnych”.

Ryszard Mikietyński
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości