Reklama

Złotów to mój pępek świata

05/06/2012 10:10
Doskonale pamięta Złotów sprzed lat, ale mało wie o dzisiejszym Złotowie, o ludziach, którzy tu żyją. Postanowił stworzyć publikację o mieście swego beztroskiego dzieciństwa opartą na fotografii i rozmowach ze złotowianami. Z fotografem Andrzejem Świetlikiem rozmawia Mariusz Leszczyński

Dlaczego chcecie rozmawiać ze złotowianami?
Pamiętam Złotów sprzed pół wieku. Znałem wówczas wszystkie ulice, podwórka, ogrody, jeziora, ale i wielu mieszkańców. Dość często można było jeszcze usłyszeć język niemiecki, przybywali zza Buga nowi sąsiedzi, a pojawiające się z tego powodu drobne napięcia przykrywała proza życia, którą pamiętam w szczegółach. Natomiast bardzo mało wiem o dzisiejszym Złotowie, prawie nikogo już tu nie znam, a miasto przecież żyje i wciąż się zmienia, co zauważam, wpadając od czasu do czasu na chwilę do mamy. Z tego niepokoju narodził się projekt książki o dzisiejszym Złotowie, o Złotowie opisanym czy opowiedzianym przez kilkunastu mieszkańców z perspektywy ich osobistych doświadczeń. Jako fotograf powinienem, wydawałoby się, stawiać przede wszystkim na zdjęcia, w konsekwencji na album fotograficzny. Wiem jednak, że same zdjęcia nie są już dzisiaj wystarczającą atrakcją, wszak żyjemy w czasach obrazkowych, każdy z łatwością może sam sobie zrobić dowolne zdjęcie, wcale nie gorsze niż ja. Natomiast historie opowiedziane słowem, bezpośrednio przez samych bohaterów wzbogacone sensowną fotografią, mają szanse zaciekawić wymagającego odbiorcę. Samymi obrazkami chyba już się znudziliśmy.

Jedno z kryteriów doboru bohaterów brzmi: „trzeba mieć coś ciekawego do powiedzenia”? Co to dla Pana oznacza?
Każdy ma coś do powiedzenia, prawie każdy potrafi coś opowiedzieć, ale niewielu ma do powiedzenia coś naprawdę ciekawego. W tym zdaniu akcentuję przede wszystkim umiejętność dostrzegania i opisywania spraw drobnych i wielkich, z których składa się życie tu w Złotowie, snucia refleksji i budowania interesujących narracji. Przekonany jestem, że dzieją się tu historie niezwykłe, związane tylko z tym miastem, z osobami tylko stąd, rozgrywające się na styku teraźniejszość – przeszłość, a może też teraźniejszość – przyszłość. Z pewnością są miejsca, które przypominają zdarzenia ważne dla losów niejednego złotowianina. Ale istnieją też miejsca prywatne, gdzie dzieją się równie ważne sprawy, które mają swoją ekspresję, tworzą atmosferę i nadają życiu sens.

Sądzi Pan, że ludzie będą odpowiadać szczerze o tym, co czują, jak im się żyje w ich mieście? Bo przecież ich życie to nie tylko praca i codzienne przemykanie ulicami miasta, to także problemy, radości, sukcesy i porażki, także te związane z życiem osobistym.
Na to liczę, że opowieści będą szczere, osobiste, bowiem w przeciwnym razie taki pomysł nie miałby sensu. Przecież możliwość wpisania własnej historii na trwałe w historię Złotowa to szansa, która nie zdarza się co dzień. Tak na marginesie: „codzienne przemykanie ulicami miasta” to też niezły temat. Sądzę, że znajdą się chętni. Poprosiłem dwie osoby doskonale radzące sobie w prowadzeniu tego typu rozmów i wierzę, że rezultat będzie wart publikacji w książce.

Uczestniczył już Pan w podobnego rodzaju przedsięwzięciu?
W tej skali jest to pierwszy projekt, w którym będę brał udział.


Spłyną propozycje nazwisk i co dalej? Kto wybierze tych właściwych, tych najbardziej interesujących? Kto spisze ich historie?
Zakładam różnorodność bohaterów. Myślę, że ideałem będzie zebrać po jednej osobie z każdego środowiska zawodowego, kulturowego, społecznego czy grupy wiekowej. Liczymy na to, że sami złotowianie nam podpowiedzą, z kim warto rozmawiać, a tym samym wybiorą bohaterów swoimi głosami. Kto spisze ich historie? Zaproszenie do współpracy przyjęli pani Maria Ryszkiewicz z Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej w Warszawie i pan Andrzej Wadas z Uniwersytetu Jagiellońskiego w Krakowie. Są profesjonalni i sympatyczni. Cały projekt koordynuje złotowianka, pani Magda Kołodziejczyk, mieszkająca tak jak ja w Warszawie.

Pan te historie zobrazuje. Jak?
Fotografia będzie miała przede wszystkim walor dokumentalny, żadnych estetycznych zabiegów, sama prawda. Chcę sportretować naszych rozmówców, pokazać ważne dla nich miejsca zarówno z dzieciństwa, jak i obecne. Gdzie tylko to będzie możliwe zrobię zbiorowe zdjęcie grupy osób powiązanych w jakiś sposób z głównymi bohaterami.

Czy będą jacyś lokalni partnerzy projektu?
Prowadzimy zaawansowane rozmowy z Miastem, które mogłoby zostać partnerem strategicznym projektu. Liczymy też na współpracę ze złotowskimi przedsiębiorcami, gdyż chcemy, aby książka była naprawdę efektowna, by również ludzie spoza Złotowa mogli nasze miasto odkryć i docenić.

Ciągnie Pana do Złotowa. Dlaczego lubi Pan to miasto?
Złotów to mój pępek świata. Tu się urodziłem, spędziłem dość beztroskie dzieciństwo. Stąd noszę w pamięci najsilniej zapisane obrazy. Pewnie dlatego pojawiła się we mnie potrzeba zrobienia czegoś o tym magicznym niegdyś miejscu. Niech Pan tylko spojrzy przez okno, tam było jezioro Baba, całe zarosło, a w dziecistwie spędzałem na nim całe zimy, wszystkie popołudnia, niedziele i święta. Graliśmy w hokeja kijami wystruganymi z gałęzi, na łyżwach przykręcanych kluczykiem do butów. A wiosną i jesienią tu na Mokrej i na Wojska Polskiego toczyliśmy zacięte bitwy, ulica z ulicą, niekiedy lała się krew. Następnego dnia chodziliśmy razem do szkoły, jakby nic się nie stało. Tu każdy fragment jest mój, mimo że nie ma mnie tu już wiele lat.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości