Reklama

Zrobiłam wszystko, co można

17/08/2012 00:00
O likwidacji dyrektorskiego gabinetu, niekończącej się pracy, niezadowalającym efekcie i szeroko pojętej działalności Muzeum Ziemi Złotowskiej z dyrektor Zofią Korpusik-Jelonkową rozmawia Patrycja Koplin

Po raz kolejny powierzono Pani funkcję dyrektora Muzeum Ziemi Złotowskiej. Nie miała Pani kontrkandydata. Skąd Pani zdaniem bierze się małe zainteresowanie tym stanowiskiem? Praca jest mało atrakcyjna, a może nisko płatna?
Dla mnie jest to praca niezwykle pasjonująca, a także satysfakcjonująca finansowo – ludzie mojego pokolenia nie mają wielkich wymagań. Natomiast fakt braku kontrkandydata tyle mnie cieszy, co i smuci. Kilka osób pytało, czy będę ubiegać się o kolejną kadencję… Wiem też, że są zainteresowani niespełniający wymogów formalnych.

Postępowanie konkursowe wymagało umotywowania swojej kandydatury. Jakich argumentów Pani użyła?
Oczywiście najlepszym moim adwokatem jest to, co dotychczas zrobiłam. W komisji były osoby, które znają działalność muzeum z autopsji, nie z dokumentów; które wiernie towarzyszą każdemu wydarzeniu, obserwując naszą pracę na co dzień. W dokumentowaniu historii Złotowa, a to jest najważniejsza misja muzeum, ważna jest kontynuacja, upór, cierpliwość, mrówcza praca, a potem możliwie najbardziej atrakcyjna forma zaprezentowania tego odbiorcy. Wystawy, książki, spotkania, seminaria – to efekty naszej pracy, to edukacja kulturalna i historyczna, która jest oceniana na bieżąco przez mieszkańców regionu, nie tylko przy okazji postępowania konkursowego.

Wymogi formalne nakazywały również przedstawienie koncepcji funkcjonowania i rozwoju instytucji. Jaka jest Pani wizja?
Miałam pewien problem z zaplanowaniem rozwoju instytucji, bo praktycznie zrobiłam już wszystko, co można, by w naszych warunkach lokalowych poprawić zarówno przechowywanie, jak i eksponowanie zabytków, zwiększyłam powierzchnię ekspozycyjną likwidując np. swój gabinet, zmodernizowałam każdą salę wystawową, instalując nowe profesjonalne gabloty, oświetlenie itp. Oczywiście najważniejsza jest troska o zachowanie substancji zabytku, jakim jest XVIII-wieczna kamienica mieszczańska, siedziba naszego muzeum. Pod okiem konserwatora wzmocniliśmy prawie każdą ścianę, zadbaliśmy o okna, elewacje, o osuszanie piwnic, ale jest to niekończąca się praca, a efekt… niezadawalający, bo choć byśmy na głowie stanęli, to nowej sali wystaw czasowych z prawdziwego zdarzenia tu nie zorganizujemy, a to stwarza istotne bariery w planowaniu oferty muzealnej. Jednak paradoksalnie to, co nas ogranicza, jest też naszym atutem – prawie każdy turysta zachwyca się klimatem naszej kamieniczki, jej oryginalnością, niemal domową atmosferą krajniackiego domu. Ale musimy iść z duchem czasu, dziś nawet muzealnicy doceniają potęgę Internetu. Prawie sto tysięcy odwiedzin naszej strony internetowej dowodzi, że dzisiejszy odbiorca jest tyleż zainteresowany tym, co oferujemy, co leniwy lub zapracowany. Dlatego prawie wszystko można na naszej stronie znaleźć – od artykułów i dokumentów do pobrania, poprzez dźwiękowe zapisy spotkań z wybitnymi gośćmi naszych Salonów Historycznych, po relacje z otwarcia wystaw, informacje o ważnych wydarzeniach, rocznicach itp. Ostatnią nowinką w tym zakresie jest historyczna gra interaktywna, którą przygotowujemy dla wszystkich złotowian, od najmłodszych do najstarszych, z okazji 50-lecia naszej działalności. Swoisty quiz historyczny zatytułowany „50 pytań na 50-lecie” jest pierwszym z serii i zastąpi m.in. podręczniki do nauczania historii regionalnej. Od dłuższego czasu przymierzaliśmy się do opracowania takich podręczników dla szkół podstawowych i gimnazjalnych, ale dziś atrakcyjny, kolorowy podręcznik jest bardzo drogi i nie stać nas było na taki prezent dla każdego ucznia. Dostęp do Internetu ma chyba każdy i mam wrażenie, że taka gra będzie dużo bardziej atrakcyjna dla ucznia niż książka (niestety!) i nic nie kosztuje.

Kiedyś funkcję dyrektora trzeba będzie przekazać w inne ręce. Widzi Pani kogoś jako swojego następcę?
Osiem lat stażu dla muzealnika to okres przedszkolny, żeby nie powiedzieć niemowlęcy. A tak serio – daleko mi do stażu mego poprzednika, wielkiego dyrektora Jerzego Kloskowskiego lub naszego sąsiada, dyrektora muzeum w Szczecinku. Pierwszy pełnił funkcję dyrektora MZZ przez 20 lat, drugi jest dyrektorem od 40 lat! Nie śmiem porównywać się do Odrowąża-Pieniążka, ale muzealnictwa nie można się nauczyć na studiach. Ja takie skończyłam całkiem niedawno, ale to nie przygotowało mnie do rozmów z profesorami różnych dziedzin, artystami, hobbystami, regionalistami, z którymi spotykam się na co dzień. W wielkich muzeach są całe rzesze specjalistów – archeologów, etnografów, historyków, historyków sztuki, konserwatorów itd. Dyrektor, plus jego zastępcy i asystenci, odpowiada tylko za politykę wizerunkową i ogólne planowanie. Ja muszę zmierzyć się z każdym pytaniem i potrzebą, sama oprowadzić wycieczkę i przeprowadzić lekcję muzealną. To nie oznacza, że pracuję sama – załogę mam fantastyczną, bardzo oddaną, ale… nieliczną.

Jak mogłaby Pani podsumować swoją dotychczasową pracę? Które z początkowych zamierzeń udało się zrealizować?

Myślę, że udało mi się zrobić dużo więcej niż planowałam. Począwszy od spraw organizacyjnych po merytoryczne. Gdybym natychmiast nie podjęła ambitnych zadań, to dziś piękny budynek redakcji „AL” stałby obok niszczejących murów niedokończonej przybudówki muzealnej. W parę miesięcy zrobiliśmy z tego magazyn – za 30 tys. zł! – potem dziedziniec z małym lapidarium i miejscem letnich spotkań. Rozpoczęłam swoją pracę w muzeum w listopadzie i po pierwszej zimie stwierdziłam, że albo wrócę skąd przyszłam, albo rozwiążę problem niedogrzanych sal i nieprzyjemnego zapachu. Przyczyną takiego stanu rzeczy były gnijące podłogi przykryte potrójną warstwą linoleum. Wystarczyło położyć nowe podłogi, a pod nie nowe legary i izolację, by w budynku zrobiło się ciepło i przyjemnie. Pan burmistrz zauważył, że nie jestem chyba najgorszym gospodarzem, więc sfinansował remont okien i elewacji, po raz pierwszy również od podwórza, nie tylko od ulicy, i tak krok po kroku, zawsze bardzo oszczędnie i jak najwięcej własnymi siłami, zadbaliśmy o całkowitą zmianę wizerunku placówki. Stali bywalcy bardzo nam sekundowali, doradzali, pomagali, cieszyli się razem z nami i nie żałowali komplementów, a to motywuje do jeszcze większego wysiłku. Jeśli chodzi natomiast o działalność merytoryczną muzeum – Złotowski Salon Historyczny i Biblioteka Muzeum Ziemi Złotowskiej to moje dzieło, z którego jestem bardzo dumna, bo nie był to słomiany ogień, ale coś, co po nas zostanie.

A porażki?
Porażkami się nie wypada chwalić. Mogę rozliczyć się z tego, co ode mnie zależy, wyłącznie ode mnie…
[[nowa_strona]]
Jak Pani ocenia atrakcyjność muzeum w aspekcie innych instytucji tego typu?
Trudno porównywać się z muzeum okręgowym, które jest finansowane przez marszałka województwa i dotowane jeszcze dodatkowo przez miasto, bo to i powierzchnia inna, i etatów wielokrotnie więcej, i zbiory dużo bogatsze. Ja unikam porównań, bo każde muzeum jest inne, ma swoją specyfikę, konkretne warunki, w których pracuje i trzeba to zaakceptować. My cieszymy się tym, co mamy, bo nieskromnie powiem, że wartość naszych zbiorów i osiągnięć jest unikatowa, nieporównywalna. Muzeum złotowskie jest bogate ludźmi, którzy z nami współpracują, nas wspierają, dokładają swoją cząstkę – to jest nie do przecenienia. A i samorząd złotowski nigdy nie odmówił wsparcia finansowego czy organizacyjnego, kiedy coś dobrego przygotowaliśmy – myślę tu o sesjach naukowych, koncertach, spotkaniach promujących książki itp.

Dorośli to jedno, ale czy dla dzieci, dla młodzieży muzealna oferta również jest interesująca?

Bywa Pani czasem na naszych wernisażach, na Nocy Muzeów i sama może ocenić. Zapewniam, że nawet z lekcji muzealnych uczniowie nie uciekają na wagary. Natomiast najmłodsi, przedszkolaki – serce rośnie, jak dzieci chłoną to, co u nas widzą i słyszą. To najbardziej wdzięczny odbiorca. Często bywa, że dziecko przychodzi z grupą przedszkolną, a potem przyprowadza mamę lub babcię. Gdy gościliśmy prywatną kolekcję starych lalek z całego świata, odwiedziły nas chyba wszystkie maluchy – i nie tylko – z całego powiatu. Gdy remontowaliśmy archeologię wielu chłopców w wieku 8-12 lat o dziwo nie mogło doczekać się końca. A gdy pewien młody wielbiciel militariów przyszedł po raz dziesiąty na wystawę z okazji wyzwolenia Złotowa, zaczęliśmy go podejrzewać o chęć uszczuplenia naszych zbiorów. Nic bardziej mylnego, dzieci są różne, mają różne, czasem „niemodne” zainteresowania.

Ilu odwiedzających miesięcznie przewija się przez muzeum?
GUS też nas o to zapytuje, co roku wysyłamy takie statystyki. Otóż rocznie jest to od 4 do 5 tysięcy, ale bynajmniej nie są to tylko mieszkańcy miasta. Całkiem sporo jest gości z okolicznych miejscowości, a także z daleka, również z zagranicy. Prawie każda grupa obcokrajowców, także turystów indywidualnych do nas trafia, bo przecież muzeum to pierwsza wizytówka miasta, nie mam co do tego wątpliwości.

Ile kosztuje utrzymanie muzeum? Jaką część pochłaniają pensje pracowników, a jakie np. przygotowanie wystaw? Czy muzeum też zarabia, czy tylko utrzymuje się z dotacji Urzędu Miasta?
Nasz roczny budżet to trochę ponad 200 tys. zł – 1/3 tego, co otrzymuje np. biblioteka. Pensje pracowników i pochodne sięgają 60%. Przygotowanie wystaw, spotkań to wydatek spory, choć kształtuje się bardzo różnie. Dużo więcej kosztują nas wieczne naprawy i drobne remonty. Muzeum pobiera opłaty za bilety, 3 zł za bilet tzw. normalny i 2 zł za ulgowy (przeznaczony dla uczniów, studentów, emerytów, rencistów). Z mocy ustawy są grupy zwolnione od opłat i dni bezpłatnego zwiedzania. Łatwo policzyć, że dochód z biletów to nieduża kwota, ale ratuje nas nasza pracowitość, a mianowicie pisanie i wydawanie książek o regionie. Wydajemy jak najtaniej, stąd cena nie jest barierą dla potencjalnego nabywcy i tak książki uratowały niejedną pękniętą ścianę i zalany strop.

Nie pozyskujecie pieniędzy z zewnątrz?

Nieduże sumy pozyskiwaliśmy, ale one szły na organizację imprez, nie dla nas jako placówki. Teraz rysuje się pewna szansa na tzw. pieniądze resortowe, a to z powodu nowego statutu, po raz pierwszy w historii muzeum uzgodnionego z MKiDN. Jedynie taki statut pozwala ubiegać się o dotacje ministerialne, co nie znaczy jednak, że je gwarantuje. Beneficjentami są przede wszystkim wiodące placówki krajowe.

Wielkimi krokami zbliża się jubileusz 50-lecia muzeum. Jakie są plany obchodów tej rocznicy?

Zapraszamy na naszą stronę internetową, tam informujemy na bieżąco, można nawet pobrać i skompletować kalendarz muzealny, rocznicowy. Główna uroczystość odbędzie się 28 września, będzie konferencja naukowa, ale też teatr historyczny, film, konkursy dla dzieci, publikacje okolicznościowe i wiele innych niespodzianek…
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości