Reklama

Zrobimy pakę na burmistrza

13/12/2011 00:00
Kto rządzi w mieście? Jak długo będziemy się jeszcze kisić we własnym sosie? Czy kontrowersyjny radny szykuje wielki polityczny come back? Zygmunta Muzioła pyta Patrycja Koplin

Jest Pan chyba najbarwniejszym z radnych, którzy kiedykolwiek zasiadali w złotowskiej radzie miejskiej. Swego czasu było o Panu głośno, teraz, po przegranych wyborach Zygmunt Muzioł zniknął z życia publicznego i z mediów. Co u Pana słychać?
Miałem ostatnio sporo kłopotów, pojawiły się problemy natury rodzinnej, ale staram się sobie radzić.
[[reklama]]
Wyłączył się Pan z polityki całkowicie. Niech Pan tylko nie mówi, że niczego nie brakuje.

Szczerze powiem, że przerwa była mi potrzebna. Byłem radnym przez dwie kadencje, w trzecich wyborach już się specjalnie nie starałem. Co prawda kandydowałem, ale już nie odwiedzałem ludzi, nie wydałem też ani złotówki na kampanię wyborczą. Nie było żadnych zdjęć, żadnych reklam, a i tak do zdobycia mandatu zabrakło mi zaledwie parę głosów.

Myśli Pan, że to zaufanie, którym część wyborców za każdym razem Pana obdarzała miało związek z wcześniejszą demonstracją? Czyżby dał Pan ludziom nadzieję na to, że ktoś również o ich interesy będzie walczył do końca?

Przed głównym wejściem do Urzędu Miejskiego mieszkałem od września do maja. Wielokrotnie mnie stamtąd wyrzucano, zostałem okradziony i pobity przez policję, dlatego trafiłem do szpitala, czaili się na mnie strażnicy miejscy, mój dom ekologiczny wiele razy wywożono na śmietnisko, a ja i tak go stamtąd przywoziłem. Zawsze wracałem i po swojemu żyłem tam z byłą żoną i trzyletnim synkiem. Przyjmowałem gości, suszyłem pranie itd. W ciągu dnia jeździłem po mieście maluchem z transparentami. Pisałem, żeby burmistrz oddał moje mienie, a jeśli go na zakup własnego nie stać to niech idzie do opieki. Walczyłem do końca.

O co konkretnie?

Przeciw niesprawiedliwości społecznej. Sprzeciwiałem się lokalnym układom. Bo jak to możliwe, że biednym zabierano mieszkania albo wciskano najgorsze rudery, a rodzinie, znajomym dawano piękne lokale? Chciałem i chcę, żeby wszystkich traktowano równo – i biednych, i bogatych. A tu – łapka łapkę myje.

Skąd w ogóle pomysł, by stołeczną, wielkomiejską formę protestu przenieść na grunt lokalny?

Trzeba odważnych ludzi do zmian. Chciałem być zauważony i nie było innego wyjścia, bo tu w całym byłym województwie pilskim i w samym Złotowie był bastion komunizmu. Tu komuna opanowała wszystko, żadnych zmian nie było i nie ma. Był komunizm, jest postkomunizm. W Złotowie, Okonku, Lipce, Jastrowiu rządzili i żądzą postkomuniści.

I ma Pan odwagę głośnio o tym mówić?
Tu jest beton i nie boję się tego powiedzieć. Dopóki młodzi ludzie nie przejmą władzy to lepiej nie będzie.

Jest Pan przeciwnikiem komuny?
Nie, jestem przeciwnikiem braku zmian. Od czasu przewrotu w Polsce, od pierwszych wolnych wyborów w Złotowie nie zmieniło się nic. Ciągle nie ma wolności, są za to stare układy. Jak Stanisław Wełniak był pierwszym sekretarzem PZPR, naczelnikiem miasta, to do dziś rządzi i jest burmistrzem. Zaplecze burmistrza to sielanka postkomuny. Młodych się nie dopuściło do głosu, a dopóki oni nie przejmą władzy to lepiej nie będzie. Ale młodzież musi się najpierw otrząsnąć, obudzić. Byłe województwo pilskie to czerwone zagłębie, dlatego wszystkie zmiany zachodzą tutaj tak pomału.

Czy w obecnym składzie rady widzi Pan kontynuatora swoich idei? Swojego następcę?
Nie.

A jak Pan ocenia decyzje, które obecna rada podejmuje?
Ta rada to władza jednego człowieka. Jeden rządzi miastem, a reszta robi co on sobie życzy. Stanisław Wełniak to człowiek, który ma swoją wizję i wszyscy mu się podporządkowują.

Gdyby Pan miał tam swoje miejsce byłoby inaczej?

Też by było ciężko. Gnoili nas szczególnie w pierwszej kadencji. Kiedy ja lub Hieronim Gładysz zabieraliśmy głos, to reszta ziewała, drzemała, spoglądała na zegarki. Uwłaczali nam, upokarzali. W drugiej kadencji było trochę lepiej.

Będzie Pan jeszcze próbował swoich sił w polityce?
Teraz odpoczywam, ale na następną kadencję na pewno wejdę do rady. Rozmawialiśmy już, zrobimy pakę na burmistrza.

Z kim Pan się umawiał?
Z ludźmi, którzy wiedzą, o co chodzi i chcą zmian. W końcu musimy zacząć oddychać, a nie dusić się pod pokrywą postkomunizmu, nie aby się utrzymać, aby pływać, aby oczy mydlić.

Sądzi Pan, że wyborcy będą na Pana głosować?
Kto wie, miałem duże poparcie. Niektórzy mówią, że żałują, że mnie już nie ma, ponieważ zawsze miałem drzwi otwarte i wszystkich wysłuchałem. Poprawność polityczna mnie nie obowiązywała, języczkiem u wagi nie byłem. Byłem dla ludzi – chciałem, żeby im się lepiej żyło. Trzeba pamiętać, że najważniejsze to jest być dobrym człowiekiem i pamiętać, by walczyć o ludzi, a nie o władzę, bo władza się zmienia, a ludzie zostają. Świnie zawsze idą do koryta. Jedne odchodzą, drugie przychodzą, ale koryto ciągle to samo.

Więc może nie o mandat radnego a o fotel burmistrza powinien się Pan starać?
Zobaczymy. Póki co planuję zrobić mocną kampanię. Odwagi nigdy mi nie brakowało, czas pokaże, czy będą zdrowie i siły.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości