To sport dla ludzi o twardych nerwach, kochających adrenalinę. Jeśli ktoś nie ma odwagi, niech nawet nie wsiada na motocykl. Kamil Zawadzki się odważył i przez kilka miesięcy trenował jazdę na żużlu, chcąc dorównać swojemu idolowi Tomaszowi Gollobowi
Na stadionie żużlowym przy ulicy Bydgoskiej w Pile Kamil pierwszy raz pojawił się, gdy miał 3 lata. Z tamtych czasów nic nie pamięta i bardzo żałuje, bo były to czasy świetności pilskiego żużla. W barwach Polonii Piła jeździli wtedy tacy zawodnicy jak Jarosław Hampel, Rafał Dobrucki czy Tomasz Gapiński. Na stadion zabrał go ojciec, ogromny miłośnik czarnego sportu. - W naszym domu żużel to życie - Kamil mówi o tym, czym dla jego rodziny jest ten sport. Również siostry mieszkańca Płytnicy są fankami żużla - co niedziela całą rodziną wybierali się na stadion, aby dopingować pilskich żużlowców. Rodzina Zawadzkich jeździła również na zawody żużlowe do Gorzowa, Torunia, Leszna, Rawicza, Opola czy Ostrowa Wielkopolskiego.
Pierwsze kroki
- Był 2012 rok, kiedy postanowiłem spróbować swoich sił w tym sporcie - wspomina Kamil. Jego ojciec bardzo dobrze znał ówczesnego trenera pilskiego zespołu Piotra Szymko, więc nie było problemu z zapisaniem się do szkółki KŻ Victoria Piła. Sprzęt żużlowy to nie byle jaka machina - motocykl nie ma na przykład hamulców. Nie przeszkadzało to jednak 14-letniemu wówczas chłopakowi spróbować sił w tym trudnym sporcie. Co Kamil czuł, gdy pierwszy raz wyjechał na tor? - Z pewnością serce biło mi mocniej i myślałem, jak to będzie w przyszłości - wspomina, spoglądając z utęsknieniem na pilski tor. Gdy rozmawiamy na stadionie wodzi wzrokiem po trybunach i po torze, tak jakby chciał po raz kolejny wsiąść na motor i wykręcić parę kółek.
[[reklama]]
Każdy trening rozpoczynał się od sprawdzenia motocykli. Trzeba było ustawić przełożenia lub też nasmarować łańcuch. Żużel to taka dyscyplina, w której zawodnik całą karierę dąży do perfekcji i opanowania sekretów sprzętowych. Podczas jednego treningu każdy z zawodników wyjeżdżał na tor po 4 - 5 razy. - Przed wyjazdem trener Szymko mówił nam, co mamy zrobić, a po skończeniu wytykał błędy i mówił, co należy poprawić - opowiada Kamil.
Jakim chłopakiem był nasz rozmówca? - Odbył kilkanaście treningów pod moim okiem i fajnie to się zapowiadało. Widać, że cała rodzina była zaangażowana w jego karierę - opisuje treningi z młodym zawodnikiem jego trener Piotr Szymko.
Drogi i niebezpieczny sport
Aby coś osiągnąć w żużlu trzeba najpierw dużo zainwestować. Przed rozpoczęciem treningów dobrze o tym wiedziała zakochana w tym sporcie rodzina Zawadzkich. Przez kilka miesięcy wkładali trochę pieniędzy w sprzęt. - Sam kupiłem kombinezon, gogle, kask, rękawice i ochraniacze. Z klubu miałem jedynie buty i motocykl szkółkowy, z którego korzystali wszyscy adepci - wylicza chłopak.
Na torach żużlowych zdarzają się wypadki. Kamil miał kilka upadków czy uślizgów, ale obyło się bez poważniejszych kontuzji. - Pamiętam, jak trener kazał wjechać nam na pełnym gazie w wiraż. Posłuchałem go i chyba za mocno odkręciłem manetkę gazu, bo wylądowałem na bandzie – wspomina, dodając z uśmiechem na twarzy: - Tata już mnie widział w karetce i w szpitalu. Na szczęście wszystko zakończyło się bez szwanku.
Czego zabrakło?
Zima w tym sporcie to sezon ogórkowy. Przyszła wiosna 2013 roku i Kamil już nie wsiadł więcej na motocykl żużlowy. Dlaczego? Tłumaczy, że zabrakło mu czasu. - Treningi były co drugi dzień. Prosto ze szkoły musiałem jechać na trening do Piły - opowiada ze smutkiem. Zapewnia, że był bardzo zmotywowany do pracy, jednak nie umiał tego pogodzić.
Jego trener był zdziwiony takim tłumaczeniem, uważa bowiem, że gdyby Kamil miał w sobie ogromną motywację, to by się udało i mógłby zostać żużlowcem. - On ma już 16 lat i to trochę późno, aby wznowić treningi, ale wszystko jest do odrobienia. Gdyby zdał teraz licencję, to miałby jeszcze cztery lata na ściganie się w zawodach juniorskich - opisuje sytuację ze swojego punktu widzenia P. Szymko.
Pozostały wspomnienia i niedosyt
- Miałem okazję porozmawiać z wieloma zawodnikami, których na co dzień można oglądać z trybun czy w telewizji - mówi nam Kamil. Oprócz wspomnień pozostał jednak wewnętrzny żal. - Żałuję, że nie udało mi się zostać żużlowcem. Na wiosnę zdawałbym licencję i zacząłbym jeździć na zawody. Szkoda, może dzisiaj młody tarnowianin stanowiłby o sile formacji juniorskiej Victorii Piła? Tego już się nie dowiemy.
Zawsze przy sporcie
Od małego Kamil grał również w piłkę nożną. Przygoda z żużlem się skończyła, ale z piłką trwa – chłopak jest zawodnikiem Tarnovii Tarnówka, gdzie gra na prawej obronie. - Piłka to moje hobby, ale nie ukrywam, że chciałbym w przyszłości także zawodowo robić coś związanego ze sportem – kończy.
Maciej Brzeziński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze