Nikt dokładnie nie jest pewien - 1976, może 1977. Co do jednego wszyscy mają pewność - była niedziela, piękna słoneczna pogoda, wczesne popołudnie
[[reklama]] - Byliśmy z kolegą na Wielatowie, tu za Złotowem, kiedy potworny huk zgniatanej stali postawił nas na nogi. Kilka sekund później strzelające płomienie i dym wskazały miejsce tragedii – wspomina emerytowany już milicjant złotowskiej komendy. – Dotarliśmy z kolegą radiowozem jako pierwsi na wzniesienie przed Nowinami, trzy kilometry za miastem. Widok był straszny. Dwa kompletnie zniszczone autobusy, wrzask, pisk, ludzie w całkowitym szoku. Później dowiedzieliśmy się, że autobusy kursowały na linii Bydgoszcz – Koszalin, Koszalin – Bydgoszcz. To były tzw. ekspresy. Poinformowaliśmy przez radio w radiowozie o wypadku komendę w Złotowie, a oni już całą resztę. Pamiętam jak dziś, kiedy wszedłem do jednego z autobusów, a tam na jednym z przednich siedzeń kilkunastoletnia dziewczyna z zakleszczonymi nogami. Jedynym wyjściem była amputacja, ale...
To tylko fragment artykułu z AL 32/2013, s.16
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze