Reklama

Aktor zza ściany

21/11/2014 00:00
Ma niespełna sześć lat, a na koncie role Andersena, Scrooge'a i piosenki Młynarskiego. Za chwilę zagrać ma peerelowską kolejkę

Do premiery zostały około dwa miesiące. Pianino oplata melodią dzieci i dorosłych, wyrywa z ich gardeł słowa piosenki. Dorośli sprzeczają się o scenariusz, dzieci dopytują, co to saturator. Pozorny chaos. Trwa właśnie próba Amatorskiego Teatru Miejskiego. Blisko dwadzieścia osób stara się związać swoje głosy w jedną piosenkę. - Po raz pierwszy śpiewać na scenie będzie Bolek – Anna Marciniak, jedna z założycielek teatru wskazuje na Bolesława Piotrowa. - Bolek to będzie potworek, zobaczycie. Same tego chciałyście – żartuje sam zainteresowany. Przekomarzanie to świetny pomysł na teatr. Członkowie ATM spotykają się, żartują i niejako mimochodem tworzą. Albo się kłócą. Jedni pamiętają, że pierwszym przedstawieniem z udziałem dorosłych w ATM była „Opowieść wigilijna”, inni że rzecz o Andersenie. - Do tej roli został skaptowany Bolek – upiera się Kinga Trojanowska. To ona trzyma teatr w ryzach, więc obiecuje podeprzeć swą tezę dokumentami. Bolesław Piotrów i Anna Marciniak nie zamierzają ustąpić: - To była opowieść z karpiem zamiast indyka w roli głównej. Scena z trupem była... To było na bazie Dickensa... Czy w takiej atmosferze można tworzyć? Jeszcze jak.


Scenariusz z luźną ramą


- Z karpiem było tak, że podczas spotkania towarzyskiego zaczęliśmy konfabulować i doszliśmy do wniosku, że przecież można tego Dickensa spolonizować – była nauczycielka języka polskiego Anna Marciniak opisuje proces twórczy teatru miejskiego. - Zamiast indyka wzięliśmy karpia, spisałyśmy z koleżanką te ekstra pomysły na papier i tak powstała sztuka – dodaje.
Nie do końca. Tak powstają jedynie zarysy przedstawień. Tłumaczy to obecnie przygotowana premiera. Członkowie teatru spotkali się w maju. Podzielili się wizjami, z których scenariusz skleciła Alicja Mendyk. - Napisała zrąb, bo potem i tak jej się wszyscy wtrącają. Każdy ma inny pomysł na siebie i chce, by jego rola była rozbudowana – A. Marciniak opowiada sytuacje z cotygodniowych prób. - Ala mówi, że tu się nie opłaca pisać scenariusza. I tak każdy leci własnym tekstem – śmieje się Kinga Trojanowska. Mistrzem „rzeźbienia” w tekstach jest Bolesław Piotrów. Ten były nauczyciel historii lubi dodać do kwestii coś od siebie, czym wprowadza w konsternację partnerów ze sceny. - Na szczęście dostaję takich bystrych współpracowników, że się w tym łapią – mówi złotowianin, jakby chciał puścić oczko do pań siedzących z nami przy stoliku. One już go znają: - I tak to, co wydarzy się na przedstawieniu, to dziś na pewno w scenariuszu zapisane nie jest – mówią K. Trojanowska i A. Marciniak.


Saturator i kartki


W styczniu przyszłego roku Amatorski Teatr Miejski zabierze nas w zamierzchłą przeszłość. Będzie szaro, dziwnie i irracjonalnie, ale jednak śmiesznie. Odwiedzimy peerel.
B. P.: - To ma być rekonstrukcja kolejki sklepowej, w której skupiało się życie towarzyskie i nie tylko. Wtedy było tam dużo polityki, ale my chcemy tego uniknąć.
A. M.: - Bo my się przy tym świetnie bawimy...
B.P.: - Ale jest to podparte waszą solidną robotą.
A. M.: A twoją?
B. P.: Ja coś tam rzeźbię w trakcie...
Gdyby ktoś chciał w przyszłości stworzyć sztukę o ATM, to wystarczy zapisać rozmowy jego członków. Wiele z nich można wyczytać...


Wróćmy do sztuki. Nasi rozmówcy doskonale pamiętają czasy komuny i chcą podzielić się swoimi wspomnieniami i doświadczeniami z mieszkańcami Złotowa. Teraz są na etapie tłumaczenia. Z języka peerelu na język dzisiejszy. - Dla grających z nami dzieci czy młodzieży to są czasy antyczne. Na niektóre hasła robią wielkie oczy – twierdzi B. Piotrów, który od kilku lat opiekuje się Zagrodą Krajeńską i zbiera w niej cenne eksponaty. Saturatora jeszcze nie ma, ale może wkrótce... - Pamiętacie tłumaczenie dzieciom, co to był saturator? Trzeba by było im go pokazać, bo samo mówienie, że z tego była woda sodowa, to za mało – pani Anna śmieje się do koleżanek i kolegi z teatru. Tak samo reaguje na wspomnienie kartki żywnościowej. - Gdy przyniosłam skserowaną kartkę na mięso, to dziewczyny, które mają po trzydzieści lat, oglądały ją z niedowierzaniem. A jaki był problem z wyliczeniem, ile tego mięsa przysługiwało...
Wspomnienia te to dla wielu złotowian historia. Tak samo jak opowiadanie o dwóch kanałach dostępnych w telewizji czy braku telefonów komórkowych. - Przez sztukę poniekąd edukujemy młode pokolenie. Co prawda nie mamy takich założeń, może poza statutem, ale to nie jest nachalna dydaktyka. To się dzieje mimochodem – twierdzi Anna Marciniak.


Jakiego mam sąsiada?


Trzeba mieć pasję. To podstawowy warunek, by dostać się do składu Amatorskiego Teatru Miejskiego. Co prawda było kilka kastingów, ale po nich niewiele osób zdobyło angaż. Trzeba mieć w sobie to „coś”.
A. M.: - Do czego nie dostaje talentu, zdolności, to nadrabiamy dobrymi chęciami.
K. T.: - Co nie dośpiewasz, to „dowyglądasz” powiedziała do mnie Aneczka...
A. M.: - Jest publiczność, która chce zobaczyć niekoniecznie profesjonalny teatr.
Wielokrotnie słyszałam: Po co sprowadzać teatry, jak wy jesteście lepsi?
Barbara Chodera (nowy nabytek ATM): - Ludzie chodzą na gwiazdy i często potem na sztuce się męczą.
B. P. : Złotowianie tak naprawdę chcą oglądać w innej roli ludzi, których znają.
K. T.: - Często nie wiedzą, kogo mają za ścianą...


W Złotowie jest wielu aktorów. Nie każdy zagra Hamleta, ale już Kinga Trojanowska wie, co w człowieku siedzi. To pracownica Złotowskiego Centrum Aktywności Społecznej jest tu teatralnym skautem. - Szukałam ludzi, którzy pasowaliby np. do specyficznych piosenek Młynarskiego. Namawiam ich i nagabuję. Skutecznie, bo dotąd odmówiła mi jedna osoba. Ludzie trochę się krygują, ale chcą grać – mówi członkini teatru.


Winni coś miastu


Aktorzy ATM nic nie muszą. Nigdzie nie pędzą i nie pytają „za ile”. Przebierają się za postaci z bajek (stroje i scenografię wyczarowuje im Danuta Smakulska), malują twarze i „dowyglądają”, bo chcą. Tak jak kiedyś mała Basia Chodera jeździła z wiejskim teatrem po okolicznych wsiach. Aktorzy w samochodzie, scenografia na przyczepie ciągnika. Tak teatr trafiał pod strzechy.
Podobnie jest dziś w Złotowie. Sztuki wystawiają szkoły, Matysarek, fundacja Złotowianka, Amatorski Teatr Miejski. - To dzięki temu, że w Złotowie jest wielu pasjonatów. W instytucji kultury nie dałoby się tego przerobić, bo instruktor jest od do – uważa Kinga Trojanowska, a Anna Marciniak potwierdza jej spostrzeżenia: - W naszym mieście jest dużo ludzi z pasją, którzy coś robią, a nie siedzą i nie narzekają, że inni dla nich nic nie robią.


Czy to tłumaczy, dlaczego członkowie ATM poświęcają swój czas i energię, by raz w roku wystawić sztukę?
A. M.: - Ja robię to, bo kilka lat temu Kinga kazała mi napisać projekt. Powiedziała: siadaj i pisz (śmiech)
K. T.: - Porządek musi być. Trzeba pilnować pewnych rzeczy formalnie (śmiech)
B. P.: (na poważnie) - My z Anią jesteśmy coś winni temu miasteczku. Ono nas kiedyś przygarnęło pod swoje skrzydła, więc poczuwamy do jakiegoś obowiązku i chcemy mu dać coś od siebie...



Łukasz Opłatek
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama