Reklama

Ani się waż kandydować! Wywiad z Barbarą Wełniak

10/03/2013 00:00
Żona burmistrza chce mieć go już tylko dla siebie. O miłości, byciu razem i emeryturze z Barbarą Wełniak rozmawia Łukasz Opłatek

Trudno jest być żoną burmistrza?
Na pewno tak. Zawsze inaczej na człowieka ludzie patrzą. Zawsze trzeba wiedzieć, co i kiedy powiedzieć.
Poza tym ludzie myślą, że jako żona burmistrza może im Pani pomóc coś załatwić.
Tak, ale ja zawsze od razu im mówiłam i mówię, że nie pracuję w urzędzie i nie mam na nic wpływu. Od tego są tam pracownicy oraz burmistrz.

Dlatego tak trudno Panią złapać? Musiałem wykonać kilkadziesiąt telefonów i prosić o pomoc kilka osób, by się z Panią skontaktować.
Ponieważ nie odbieram telefonów z nieznanych mi numerów. Poza tym będąc na emeryturze chcę mieć spokój. Mój azyl to dom, w którym muszę mieć czas i na wspólny pobyt z mężem, i na opiekę nad wnukiem. Udzielam się też trochę w Uniwersytecie Trzeciego Wieku i właściwie nie mam dużo wolnego czasu. Bardzo aktywny mam na przykład poniedziałek: 8:15 -gimnastyka, 11:00 - nordic walking, 16:00 - nauka tańca towarzyskiego. We wtorek, środę, czwartek zajmuję się maluchem, a w piątki chodzę na basen i robię zakupy, żeby w weekend mieć czas dla męża.

[[reklama]]

Ponad dwa lata temu zostaliście Państwo dziadkami. Podobno wnuk to oczko w głowie Pani męża.
Dziadek oszalał na jego punkcie. Najchętniej spędzałby z nim każdą wolną chwilę. Wnuk to samo - przychodzi do dziadka do urzędu, on musi mu wszystko opowiedzieć, a z okna jego biura widać nie tylko jelenia, ale i dużo brum brumów...(aut). To maluchowi się podoba.
Te relacje z dziećmi zawsze takie były? Sami macie Państwo trójkę dzieci.
Kiedyś tak nie było. Jak nasze dzieci były maleńkie, to mąż bardzo dużo pracował  i niewiele był z rodziną. Owszem, cieszył się, że jest syn czy córka, ale wolał jak ja się nimi zajmowałam.

Miała Pani przez to poczucie, że jest zostawiona samej sobie?
Trochę tak, wtedy gdy dzieci były małe. Ja pracowałam do siedemnastej, a dzieci trzeba było odebrać do szesnastej i musiałam myśleć, jak to zrobić. Gdy mąż nie znajdował czasu dla rodziny, to było to ze szkodą dla nas i dla niego.
Zdarza się, że w niedzielę ktoś dzwoni, że jest potrzebna jego pomoc w mieście i mąż musi jechać. Trudno, taką ma pracę. Ja do tego przywykłam. Chociaż jak za niego wychodziłam, to nie spodziewałam się, że będziemy na przysłowiowym ,,świeczniku”.
Z czasem jednak mąż dojrzał do tego, że musi mieć czas dla rodziny. Moją rolą było takie pokierowanie nim, żeby było dla niego i dla mnie dobrze.
[[nowa_strona]]
Łatwo się nim kieruje?
Nie zawsze, bo ma swoje zdanie. Na szczęście idziemy na kompromis, ale tej umiejętności nabyliśmy z czasem. Z drugiej strony pantoflarza za męża mieć bym nie chciała.
Zbliża się Dzień Kobiet. Przy mężu zawsze czuje się Pani kobieco?
Zawsze, chociaż pamiętam czasy, gdy Dzień Kobiet świętowali mężczyźni, a o nas przypominali sobie następnego dnia (śmiech). Jednak mąż zawsze pamięta o moich urodzinach, imieninach. Stara się, aby ten dzień był dla mnie miły i zabiera mnie na obiad   lub kawkę poza dom. W ten sposób podkreśla, że to moje święto.

Czego się Pani spodziewa 8 marca?
Nie bardzo wiem jak to będzie, bo narzuciłam sobie dietę i nie bardzo na obiad może mnie zaprosić. Jeszcze o tym nie rozmawialiśmy, bo mąż jest w delegacji.

Odchudza się Pani dla męża?
Wszystko się robi dla męża. Pewnie, że chcę ładnie dla niego wyglądać. Poza tym uważam, że przytyłam, a na wiosnę fajnie jest trochę kilogramów zgubić.

[[reklama]]

Na co dzień mąż bywa romantyczny? Zaskakuje Panią?
Coraz bardziej dojrzewa do tego (śmiech). Potrafi na przykład spontanicznie kupić jakiegoś kwiatka. Ja lubię róże i storczyki i mąż jak szpera w sklepach ogrodniczych, co bardzo lubi, to pamięta o mnie i mi je kupuje.
Teraz wspólne mamy zawsze soboty i niedziele. Na dole w domu mamy pokój ćwiczeń i jak mąż idzie poćwiczyć, to ja zajmuję się swoimi sprawami, ale wiele rzeczy robimy wspólnie.
Poza tym muszę powiedzieć, że mąż często mnie wyręcza, bo potrafi i ugotować, i posprzątać. W sobotę to ja mam labę, bo śniadanko mam już gotowe.

Dlaczego bycie razem, robienie czegoś wspólnie jest dla Pani tak ważne?
Po to jesteśmy razem. Związek nie polega na tym, że kobieta ugotuje, wypierze i posprząta, a mąż pójdzie do pracy i wróci. W takim byciu razem nie widziałabym sensu.

Oprócz kwiatów mąż przynosił do domu także kłopoty, prawda?
Nigdy. Nigdy nie rozmawiamy w domu o jego pracy zawodowej. Nawet jak znajomi pytali mnie o coś związanego z działalnością miejską, to odpowiadałam, że ja w urzędzie nie pracuję. Często ludzie nie wierzą, że mąż mi się nie zwierza z pracy.
A dla mnie to jest dobre, bo nie mam tego obciążenia co on. Ja bym to bardzo przeżywała.
[[nowa_strona]]
Ale docierają do Pani różne informacje?
Ja nie czytam komentarzy, bo mnie one nie interesują. Czasem jak usłyszę coś negatywnego, to pytam męża o co chodzi, a on odpowiada: a, to taka nieważna sprawa.
I za to go cenię, bo ja, gdybym wiedziała o jego kłopotach, to byłabym kłębkiem nerwów.
Powiem panu, że ludzi nie słucham, bo wiem jaki to jest człowiek i mnie oszczerstwa rzucane pod adresem męża nie interesują. Przyznam jednak, że jak trzeba, to sama potrafię mu powiedzieć, że coś mi się nie podoba.

Na przykład?
Często opowiadam mężowi o bardzo mozolnej i trudnej pracy fizykoterapeuty w Ośrodku  Rehabilitacyjnym Dzieci Niepełnosprawnych w Złotowie. Pracy, która bardzo pomaga dzieciom przy różnych urazach. Dzięki czemu szybciej wracają do sprawności. O kierowniku, który ten ośrodek stara się utrzymać. Dlatego warto ten ośrodek wspierać i pomagać mu finansowo, również jako miasto.

[[reklama]]

Przymierza się Pani do emerytury męża?
Dla mnie to będzie piękny czas, bo będziemy razem. A dla niego? Dla mężczyzny przejście na emeryturę jest chyba trudniejsze niż dla kobiety. Ja bardzo szybko odnalazłam się na emeryturze, bo zawsze mam coś do zrobienia. Męża nie wyobrażam sobie poza pracą – on całe życie był taki aktywny.
Mimo to namawia go Pani do tego, by nie kandydował już na burmistrza.
Tak i jestem w tym uparta. To tak jak z papieżem: zrezygnował, bo czuł, że już nie podoła pewnym sprawom. Człowiek w pewnym wieku też już powinien sobie odpuścić, bo zdrowie jest tylko jedno. A mąż przez te wszystkie lata pracy bardzo ciężko pracował  i stracił zdrowie.

Posłucha Pani?
Tak do końca to nie wiem, ale cały czas go namawiam na to. Teraz już powiedziałam: ani się waż kandydować! Bo, Proszę Pana, to nie jest lekka praca, a ludzie często nie oddzielają pracy męża od jego życia prywatnego. Pamiętam jak kiedyś w szkole nauczycielka na lekcji religii opowiadała córce sytuację rodziny, której sprawę mąż załatwiał jako burmistrz. No jak tak można? Córka miała siedem czy osiem lat i wróciła do domu zapłakana. A przecież my nie mamy z urzędem nic wspólnego.

Ma Pani plan na wspólną emeryturę?
My już mieszkamy jak w sanatorium. Wychodzimy na podwóreczko, mamy piękny ogród, czasem do pierwszej w nocy siedzimy przy kominku i naprawdę niczego więcej nam nie potrzeba. Tylko zdrowia oczywiście.
Co będziemy robić na emeryturze? Myślę, że będziemy dalej zwiedzać świat, bo podróżujemy od ponad dziesięciu lat. Dodatkowo mąż ma grupę przyjaciół – samych panów, z którymi jeździ i zwiedza. Na pewno znajdzie się dla niego zajęcie.

W przyszłym roku będziecie obchodzić 40 - lecie małżeństwa. Jak wytrzymaliście Państwo razem?
Powiem, że było ciężko, ale nie narzekałam. Chciałam rodzinę, to ją mam i muszę o nią dbać. Duża w tym rola kobiety. Musi być tolerancyjna, bo nie można mężczyzny przerobić na swoje kopyto.  A że w związku są sprzeczki? Muszą być, bo jeśli ich nie ma, to znaczy że ci ludzie się sobą nie interesują.
Życzę każdej z Pań dobrych i dbających o nie mężów.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości