Reklama

Bezdomny też człowiek

23/03/2012 12:39
Pan Zbigniew najpierw stracił pracę, później rodzinę, a na końcu dach nad głową. Przez 12 lat nie miał domu, przez 9 mieszkał w złotowskiej noclegowni. Dziś, schorowany i samotny, ze wzrokiem utkwionym w ekran telewizora marzy o poznawaniu świata

Dyskiem o fotel

Pan Zbigniew, rocznik 1953, to postawny mężczyzna o silnych dłoniach i łagodnych rysach twarzy. Jego swoistą dobrotliwość oblicza raz po raz łamie grymas bólu. – Człowiek ma zwyrodnienie kręgosłupa, dwa dyski wysunięte – mówi o sobie rodowity złotowianin, z trudem obracając się w głębokim, brązowo-beżowym fotelu. Twarz przeszywa mu kolejny grymas. - Bez tabletki nie idzie ani nic zrobić, ani się schylić, nic – pokryta ciemnym włosami ręka mężczyzny przesuwa się wzdłuż kręgosłupa. - Brałem diclo, potem ketonal, teraz od 2 lat biorę 150 poltramu retardu, ale też coraz słabiej działa.

To już jest bardzo silny lek, częściowo na narkotykach chyba – po minie mężczyzny widać, że 59-letni organizm przyzwyczaił się do przyjmowanej dawki specyfiku. Ulżyć w bólu mogłaby mu operacja kręgosłupa, ale tej pan Zbigniew się boi. - Bo to strach. Nie wiadomo, czy się uda, czy nie. Jak by się nie udało, to bym wylądował na wózku, a tak to chociaż się ruszam... Listę jego chorób dopełnia dna moczanowa. – To jest za wysoki poziom kwasu moczowego we krwi, tego też się nie da wyleczyć. Do końca życia muszę brać tabletki – mieszkaniec Złotowa codziennie przyjmuje zaleconą porcję milutardu.

Codziennie też rozmyśla nad własnym życiem. Dlaczego rozpadła się jego rodzina? Po co los „obdarzył” go bezdomnością?

Flaszka na dwóch, dwie na trzech

W wieku 22 lat pan Zbigniew rozpoczął pracę w Spółdzielni Transportu Wiejskiego w Złotowie. Przez kilka lat był konwojentem – rozwoził towar po wiejskich sklepach, potem pracował w dziale kadr i płac. Przyznaje, że w tamtym czasie zawarł ściślejszą „znajomość” z mocniejszymi trunkami. - Alkohol był na kartki, ale człowiek był konwojentem i miał dostęp do tego towaru. A to kolega wziął, a to ja i po pracy się wypiło. Piwo też, ale przeważnie wódkę. Wypiło się pół litra we dwóch albo jak trzech było, to już trzeba było litra wypić. I tak od czasu do czasu się popijało. Po pracy zjeżdżało się na bazę, brało się alkohol i jak była pogoda, to się szło nad jezioro czy gdzieś i już – mężczyzna spuszcza okraszoną siwymi włosami głowę. - Ja wiem, czy miałem problem z alkoholem? Wypiłem od czasu do czasu... A że okazja do wypicia zawsze się znajdzie... – Zaczął mi alkohol smakować, o kłopotach trochę się zapominało – barczysty złotowianin odwraca wzrok w kierunku okna. Być może to spojrzenie utkwione w dal przywołuje wspomnienia, a może po prostu nasz rozmówca chce się usprawiedliwić. - W domu rodziców alkoholu nie było wcale. Ojciec w ogóle nie pił, nie palił, matka to samo. Jak było jakieś święto, to było pół litra dla wszystkich gości – wypili po kieliszku i to wszystko – wysłużony fotel skrzypi pod niespokojnym ruchem. – Mój najstarszy brat nigdy w życiu nie pił i nie palił. Średni i palił, i wypił od czasu do czasu. Ja też popijałem, ale u mnie nie było patologii w rodzinie.

Dla dziecka wszystko

W 1975 roku pan Zbigniew założył rodzinę, w następnym roku miał już syna, a po kolejnych dwóch latach urodziła mu się córka. Mężczyzna pracował, cieszył się rodziną i czekał na przydział mieszkania. - Wtedy trzeba było długo czekać, mimo że się cały wkład wpłaciło od razu. Po 10 latach, w październiku 1985 roku zamieszkaliśmy w bloku – kontynuuje. Kłopoty zaczęły się w 1994 roku, kiedy rozwiódł się z żoną, jednak rodzina nadal mieszkała pod jednym dachem. - Alkohol może też był częściowo przyczyną rozwodu, ale jak się dwoje upartych ludzi spotkało, to tak się skończyło. Ja miałem 1 pokój, była żona z dwójką dzieci 2 pokoje – mówi pan Zbigniew, zaznaczając, że rozwód odbył się bez orzekania o winie. Dwa lata później padł zakład, w którym mężczyzna przepracował 21 lat.

Chwilę później okazało się, że mieszkanie jego i byłej żony jest zadłużone. - Ja dawałem jej pieniążki na opłatę czynszu i ona miała opłacać. Potem, po 3 czy 4 latach okazało się, że ona w ogóle nie płaciła. Narosło zadłużenie około 5 tys. zł. I trzeba było coś robić, bo mieszkanie zabiorą, a dług i tak trzeba będzie spłacić – grymas bólu na twarzy 59-latka wywołuje nie tylko wspomnienie sprzed blisko 14 lat. W międzyczasie była żona naszego rozmówcy się wyprowadziła, a synowi urodziło się dziecko. Bezrobotny mężczyzna musiał podjąć jakąś decyzję. - Syn ze swoją dziewczyną miał okazję zamienić się na mniejsze mieszkanie z kimś, kto pokryje to zadłużenie. Powiedziałem: dobra, wy jesteście młodzi, to tam zostańcie, a ja jakoś sobie poradzę – grube palce przeczesują równo przystrzyżonego siwego wąsa. - Oni poszli na mniejsze mieszkanie, na dwa pokoje, a ja opuściłem to mieszkanie i się trochę tułałem...

Człowiek sięgnął bruku

Przez krótki okres pan Zbigniew mieszkał u kolegi, dłuższy przystanek zaliczył na podłodze w mieszkaniu rodziców. Była jesień 1998 roku. - W 1999 roku, w marcu tata umarł i zostałem tam z mamą. W 2000 roku, w sierpniu, umarła mama – po śmierci rodziców okazało się, że mieszkanie należy do brata naszego rozmówcy. - Po roku brat powiedział, że muszę opuścić mieszkanie, bo jego córka z dwójką dzieci jest w trudnej sytuacji mieszkaniowej i muszą się tam wprowadzić – człowiek bez pracy, bez środków do życia, z podręcznym bagażem w dłoni wyszedł na ulicę, która miała być teraz jego domem. - Przykro mi było, ale trzeba było jakoś żyć. Trudno, tak wyszło w życiu i nie można się poddać – silne dłonie mężczyzny zaciskają się na poręczach fotela. Złotowianin nie wiedział, co robić, ale był pewien, że nie chce mieszkać na ulicy i grzebać w śmieciach. Wybrał noclegownię. - Gdzie miałem iść? Pod most? Lepiej tam iść niż się tułać po śmietnikach, spać po piwnicach brudny i śmierdzący. Są tacy, którzy tak robią, bo wolą wypić niż iść do noclegowni – twierdzi człowiek, którego pierwsze wspomnienie związane z budynkiem przy ulicy 8 marca najlepsze nie jest.

Odpychający odór

- Jak się wchodziło to odór aż odrzucał – 59-latek wspomina 1 czerwca 2001 roku. - Teraz to tam jest ładnie, ale wtedy to wyglądało nieciekawie. No była łazienka, wszystko było, ale takie stare, odrapane. Po remoncie to teraz wygląda dużo lepiej – zauważa masujący bolący kręgosłup mężczyzna. Jedno się jednak nie zmieniło – ludzie. - To jest zbiorowisko różnego typu ludzi i każdy chce po swojemu rządzić. Pod koniec mojego pobytu już nerwowo nie wytrzymywałem. Człowiek dbał o to, żeby tam było czysto, żeby sam był czysty i nie chciał wąchać czyichś smrodów – pan Zbigniew poprawia pasiastą flanelową koszulę. - Jak człowiek zwracał uwagę, to tamten pyskował, do bicia się brał, to się człowiekowi nie chciało nic mówić, a mają przecież ludzie warunki odpowiednie, ciepłą wodę i żeby nie pójść się wykąpać? – mieszkaniec noclegowni do dziś nie może zrozumieć swoich współlokatorów. - Wolał taki śmierdzieć jak cap, a inny musiał to wąchać. To by nie wkurzało? – pyta retorycznie.

Poza brakiem higieny w noclegowni dochodzić miało także do kradzieży i rękoczynów. Zdaniem pana Zbigniewa bezdomni sami pracują na złe zdanie o nich. - Jeżeli bezdomny nikomu nie wchodzi w paradę, to ludzie ich tolerują. Ale jak są niektórzy natrętni i chodzą po mieszkaniach, to ludzie psioczą na nich. Mnie też by się nie podobało, gdyby ktoś co chwilę walił do drzwi i wołał: daj mi coś, bo jestem głodny. A jak dostanie kawałek chleba, to się będzie wkurzał, bo on chciał pieniądze. A pieniądze na co? Przecież nie na chleb. A potem jeszcze chodzi po trochę wody, bo musi denaturat rozcieńczyć – w ciągu lat spędzonych w noclegowni mężczyzna miał okazję dobrze poznać to środowisko. - Niech żyją między ludźmi, ale trzeba być na jakimś poziomie. Tym bardziej powinien o siebie zadbać, chociaż jest bezdomny. Trudno, każdego może spotkać coś takiego w życiu. Ale nie żeby chodzić jak łajza i śmierdzieć. Ja nigdy się nikomu nie narzucałem. Nie dawałem ludziom powodu, żeby mnie uważali za jakiegoś wyrzutka – twierdzi człowiek, który w budynku zarządzanym przez Miejski Ośrodek Pomocy Społecznej w Złotowie spędził ponad 9 lat – był w nim do listopada 2010 roku.

Świat w 18 m²

Jesienią 2010 roku złotowianin przeniósł się do mieszkania socjalnego, które przyznało mu miasto Złotów. Mógł zamieszkać w nim wcześniej, ale nie chciał wprowadzić się do zaproponowanej mu „nory”. - Drzwi na śruby były poskręcane, zlewu nie było, a grzyb na ścianach taki – mężczyzna na dwa centymetry rozchyla palce prawej dłoni. W 18-metrowym pokoju zamieszkał po jego kapitalnym remoncie. Do dyspozycji ma zlew i kilka szafek podarowanych przez kolegę. Wyposażenia dopełnia niska ława, mały telewizor, wysłużony wypoczynek i głęboki fotel. System grzewczy stanowi piec kaflowy. Ubikację jest na korytarzu niższej kondygnacji. - Tutaj mam miskę do mycia, ale codziennie się myję. A rowerem jadę raz lub dwa razy tygodniu do noclegowni się wykąpać. Mam pozwolenie od kierownika. Pralka tam jest, to jadę też tam rzeczy wyprać – ubranie byłego pracownika STW zdecydowanie potwierdza jego słowa. – Dobrze się tu żyje. Sam dla siebie tu jestem. Brat od czasu do czasu wpadnie, takie towarzystwo, które alkoholu nie pije, bo odór samego alkoholu mnie odrzuca, drażni mnie – nasz rozmówca zapewnia, że alkoholu w ustach nie miał od 6 lat.

440 i 4

Pan Zbigniew od 16 lat nie ma stałej pracy. Trochę popracował interwencyjnie, przez pewien czas zajmował się podpisywaniem z mieszkańcami powiatu umów energetycznych. Wszystkiego zebrało się może 22,5 roku pracy. Do emerytury za mało. - Jakoś człowiek sobie radził. Później z opieki się dostawało zapomogę – początkowo 50 zł, później 80. Teraz chyba dostają po 200 złotych zapomogi – pan Zbigniew jednak od 2005 roku ma stałą rentę w wysokości 444 zł. To niewiele. - Opłaty się porobi (około 200 zł), leki się wykupi i na życie prawie nic nie zostaje – złotowianin wymownie patrzy na stojącą w kącie pokoju małą lodówkę, wątku jednak nie gubi. - Jak komuś człowiek pomoże, to parę groszy wpadnie, trochę brat pomoże i jakoś się to ciągnie – mówi wciąż w trzeciej osobie. – Najważniejsze to opłacać wszystko, żeby nie mieć długów, to jest najważniejsze – zaznacza, wstając z fotela, w którym spędził pół godziny. – Trzeba zmienić pozycję, pochodzić trochę, to mniej boli...

Poza nawiasem

Bólu po zmarnowanym życiu pozbyć się dużo trudniej. – Pewnie, że żałuję, że tak się kiepsko to potoczyło. Szkoda rodziny, że się rozwaliło wszystko. Człowiek jakby drugi raz od nowa zaczynał, to może by to inaczej wyszło, może człowiek by tym inaczej pokierował... – w zmęczonych oczach mężczyzny widać cień żalu. Nie przelewa go jednak na innych. Każdy jest kowalem własnego losu i dlatego każdego może spotkać to, co pana Zbigniewa. - Noga się komuś powinie, źle pokieruje życiem i może kiepsko na tym wyjść. Mnie się akurat nie udało w życiu... - głos siwiejącego 59-latka nagle się urywa. Nie zamierza jednakże wstydzić się tego, że przez kilkanaście lat nie miał domu. - A czego tu się wstydzić? Co innego, jakbym był elementem aspołecznym, gdzieś się szlajał po brukach. Wtedy człowiek mógłby się wstydzić. Są tacy, co wyglądają jak luje jeden z drugim. A ja się nie wstydzę, wyszło jak wyszło. Nigdy nikomu nie zaszkodziłem, po więzieniach się nie czołgałem, z policją nie miałem do czynienia i nie chcę mieć. Całe życie byłem uczciwy, a nie wszyscy dobrze wychodzą na tym – zauważa już zniecierpliwiony rencista.

Dzięki mieszkaniu socjalnemu pan Zbigniew dostał od życia drugą szansę i nie chciałby jej zmarnować. - Człowiek by chciał dużo rzeczy zrobić. Chciałby sobie wyjechać na jakąś wycieczkę dookoła świata, tylko skąd tu kasę mieć? Pozostało mi popatrzeć w telewizji jak pokazują zdjęcia różne, pejzaże – 59-latek wskazuje na stojący obok okna mały odbiornik i dodaje: - W totolotka gram, ale nie mogę wygrać. Nawet trójki nie mogę trafić. A wygrywają ludzie po 34 miliony. Nawet nie chciałbym tyle, tylko te 4 chociaż. Za to już by pożył...

Łukasz Opłatek

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości