Reklama

Cenne urządzenie wyłowione z dna jeziora

30/08/2018 08:37

Aparat słuchowy trzynastoletniej Pauliny Belki wpadł do jeziora na głębokość około czterech metrów. Gdy wydawało się, że nie uda się go odzyskać, Jędrzej Kanurski znalazł go pod wodą – procesor dźwięku wart blisko… 40 tys. zł!

Dziewczyna przebywała na obozie jeździeckim. Wraz z opiekunem i innymi dziećmi przyjechała na plażę do Kujanek.

Dzieci wchodziły do wody. Początkowo opiekun trzymał ten procesor dźwięku w kieszeni. Później dzieciaki miały schodzić z plaży, ale jeszcze uprosiły go, aby ponownie wejść na chwilę do wody

– mama trzynastoletniej Pauliny, Alicja Belka, opisuje sytuację, w której doszło do tego, że cenne urządzenie wpadło do jeziora.

Gdy dzieci ponownie szły popływać, córka nie dała go już opiekunowi, tylko włożyła w czapkę, która leżała na pomoście. Do wody wchodziły na chwilę. Jedna z koleżanek nieświadomie podniosła czapkę, a procesor wpadł do wody

Reklama

– mama trzynastolatki przyznaje, że jej córka wpadła w panikę.

Paulinka mówi, ale po zdjęciu tego aparatu nic nie słyszy. Urodziła się słysząca, to nabyta wada. Kiedy miała siedem miesięcy przeszła ropne, bakteryjne zapalenie opon mózgowych. Lekarze uratowali jej życie, ale uszkodzili słuch. Coś za coś

– Alicja Belka opisuje przypadek córki.

To obustronny, głęboki niedosłuch. Paulinka potrafi trochę czytać z ruchu warg, ale generalnie bez urządzenia nic nie słyszy. Gdy była mała przeszła operację wszczepienia implantu ślimakowego, który jest niezbędny, żeby za pomocą aparatu włożonego do ucha odbierać dźwięki

Reklama

– dodaje. Aparat się zużywa, powinien wystarczyć na pięć lat. Co tyle lat rodzina może starać się o refundację zakupu tak drogiego urządzenia. Gdyby teraz nie udało się go odzyskać, to albo trzeba byłoby czekać dwa lata (ten Paulina posiada trzy lata), albo samemu wydać astronomiczne pieniądze na zakupienie nowego.

Trzeba próbować

Popłakałam się. Wiedziałam, że córka jest teraz w świecie ciszy, jaki ogromny dyskomfort odczuwa i że w tym momencie nie potrafi z nikim się porozumieć

– przyznaje matka dziewczynki zapytana o swoją reakcję na wiadomość o tym, co stało się z aparatem. Odebrali córkę z obozu i mimo wszystko pojechali na plażę.

Reklama

Nie mogłam pogodzić się z tym, że procesor leży pod wodą, a my nie próbujemy go wyciągnąć

– wspomina. Nie udało im się skontaktować z Wodnym Ochotniczym Pogotowiem Ratunkowym.

Próbowaliśmy przez Messengera. W ostateczności mąż rozmawiał z jakimś nurkiem, nawet nie wiemy, skąd. Powiedział tylko, że nie przyjedzie, bo wie, jak to wygląda: wody jezior są zanieczyszczone, na dnie i tak nie będzie nic widać i nie ma sensu próbować

– relacjonuje Alicja Belka. Wsparcia próbowali szukać w straży pożarnej.

Usłyszeliśmy, że nie mają sprzętu i nie mogą zająć się tą sprawą

Reklama

– dodaje kobieta.

Schodząc z plaży weszli do Poziomki, rodzinnej restauracji Anny i Jerzego Kanurskich.

Liczyłam na to, że mieszkając tyle lat przy jeziorze będą mieć jakieś kontakty do ludzi, którzy mogą pomóc. Okazało się, że nurkuje syn państwa Kanurskich, ale problemem było to, że nie ma napełnionej butli

– Alicja Belka miała ponownie zadzwonić na straż.

Zapytałam o możliwość napełnienia butli. Zapytano mnie, czy nurek ma uprawnienia. Nie wiedziałam. Do teraz zresztą nie wiem

– nie to było dla niej najistotniejsze. Nasza rozmówczyni, na ile pamięta przebieg rozmowy ze strażakiem, przekazywała informację, jak cenny jest aparat.

Reklama

Zadzwoniłam do pani Ani, żeby powiedzieć, że nie będzie tego tlenu. Przekonywała, żeby się nie przejmować, że jutro wspólnie zastanowimy się, jak zaradzić.

W tym urządzeniu rodzina suszyła rozkręcony na części procesor dźwięku bez którego nastolatka nic nie słyszy (zdjęcie: Piotr Steffen)


Reanimacja

Jeszcze tego samego dnia otrzymali wiadomość od Kanurskich, że udało się załatwić napełnienie butli w jednostce strażackiej poza powiatem.

Jędrzej Kanurski nie nurkował z samego rana, czekaliśmy na godziny przedpołudniowe, żeby było choćby trochę więcej światła

Reklama

– relacjonuje kobieta.

Na tej głębokości jest już ciemno, na dnie niczego nie widać

– chłopak po omacku szukał urządzenia. Wcześniej pokazano mu, jak wygląda.

W sumie dopiero na drugi dzień powiedzieliśmy państwu Kanurskim, jaka jest wartość urządzenia i co będzie, jeśli go nie odzyskamy

– przyznaje pani Alicja. Aparat w dużej części opadł w muł, ponad dno wystawała jednie plastikowa końcówka, którą zakłada się na ucho. Procesor udało się wyciągnąć po 15–20 minutach szukania.

Skontaktowaliśmy się z jedynym w Polsce dystrybutorem tych urządzeń z Wrocławia. Chcieliśmy wiedzieć, jakie są szanse na działanie aparatu. Firma miała już przypadek, że takie urządzenie zostało zamoczone, ale tylko chwilowo, dlatego bez problemu działało, natomiast w naszym przypadku było pod wodą prawie dobę

Reklama

– na wypadek różnych sytuacji Belkowie mają w domu urządzenie do osuszania aparatu i ładowania akumulatorów. Co mogli rozkręcili na części pierwsze i przez kilka godzin „reanimowali” procesor. Głęboko odetchnęli z wielką ulgą, gdy okazało się, że działa. Dziękują rodzinie Kanurskich za zaangażowanie i pomoc, dzięki którym Paulina znowu może słyszeć.

Jednostki strażackie nie mogą

Jakie możliwości w zakresie podejmowania takich akcji mają strażacy?

Komenda Powiatowa Państwowej Straży Pożarnej nie posiada w swoim wyposażeniu sprzętu do nurkowania, takie akcje nie mieszczą się w zakresie działalności naszej jednostki. Jeśli już, prywatnie dysponują takim sprzętem niektórzy ze strażaków, ale robią to wyłącznie w celach rekreacyjnych, hobbystycznych. Najbliższa grupa płetwonurków jest w Pile

Reklama

– wyjaśnia Kazimierz Wiebskowski z Komendy Powiatowej Państwowej Straży Pożarnej w Złotowie. Strażak dodaje, że grupa z Piły również nie podjęłaby działania, ponieważ nie była to sytuacja zagrażająca życiu czy mieniu – zaznacza bowiem, że we wspomnianej telefonicznej rozmowie kobieta nie powiedziała, jak wysoka jest wartość urządzenia.

Dlaczego nie było możliwości napełnienia butli w złotowskiej jednostce?

Ta pani zadzwoniła nietypowo o interwencję, ale z zapytaniem odnośnie możliwości napełniania butli. Dokonują tego autoryzowane punkty, robi się to na odpowiednich do tego urządzeniach. Butle powietrzne mają określone dopuszczenia do użytku, podlegają dozorowi technicznemu, muszą być legalizowane, podlegają przeglądom serwisowym. Osoba, która posiada sprzęt i chciała zejść pod wodę, żeby pomóc, musi mieć wiedzę i świadomość o takich rzeczach. Jednostki straży pożarnej nie mogą napełniać butli osobom trzecim, postronnym, są to urządzenia przeznaczone wyłącznie do służbowego użytku. Gdyby coś stało się osobie schodzącej pod wodę, w pierwszej kolejności dochodzono by tego, gdzie została napełniona butla

Reklama

– wyjaśnia Kazimierz Wiebskowski.

Piotr Steffen

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    gość 2018-08-30 09:52:14

    "Ta pani zadzwoniła nie typowo..." Powinno być "nietypowo". Proszę poprawić i pogratulować spostrzegawczości.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Poziomka - niezalogowany 2018-08-30 11:49:28

    Gratulacje dla nurka :)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    edi - niezalogowany 2018-08-30 13:38:43

    Piękna dziewczyna

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości