Reklama

Chorych dzieci się nie zabija

31/12/2014 00:00
W Złotowie przeszkolono osoby do walki z aborcją. Jak mają działać i dlaczego nawet dziecko z gwałtu ma prawo do życia? Na pytania te odpowiada trener pro-life Krzysztof Kasprzak

Działa Pan w Fundacji Pro-Prawo do Życia, która jest częścią ruchu antyaborcyjnego w Polsce. W Złotowie przeszkolił Pan jedenaście osób. Kogo Państwo szukacie?
To bardziej ludzie szukają nas. Nasze kampanie społeczne pokazały, że zainteresowanie społeczne tym tematem jest ogromne. To samo zaangażowanie ludzi sprawiło, że wpadliśmy na pomysł organizowania kursów pro-life. Szukamy osób do regularnego działania w naszym ruchu. Robimy to od trzech lat. Kurs w Złotowie jest 32. w tym roku.

Kto może ratować życie nienarodzonych dzieci, bo tym Państwo zajmujecie się w szczególności?
Każdy, kto ma skończone 18 lat. Przychodzą do nas osoby w różnym wieku, przedstawiciele wielu zawodów. W formularzu zgłoszeniowym pytamy o ich stosunek do aborcji, in vitro, gender. Uczymy kursantów, jak organizować pikiety, wystawy, jak edukować dzieci i młodzież w szkołach. Także jak prowadzić działania w internecie i organizować kampanię społeczną polegającą m.in. na zbieraniu podpisów pod naszymi inicjatywami. By być z nami trzeba chcieć działać w pro-life i zaakceptować proponowaną przez nas metodę.

Metodę drastyczną, bo polegającą na pokazywaniu ludziom szokujących zdjęć płodów po aborcji.
Tak, zabijanie dzieci jest szokujące i drastyczne. Aborcja jest okrutnym zabójstwem dziecka nienarodzonego i jest bardzo brutalnym zjawiskiem. Dlatego pokazujemy całej Polsce, jak ona wygląda. Nasze wystawy stoją teraz w kilkunastu miejscach w Polsce.

Czego oczekujecie Państwo od swoich kursantów?
Po kursie staramy się stworzyć w danym miejscu komórkę regionalną, żeby ona tutaj działała dalej i robiła to, co my robimy w całej Polsce: pikiety, wystawy, edukacja w szkołach.

[[reklama]]

Z kim Państwo walczycie? W końcu aborcja jest w Polsce zakazana.

Nawet lekarze aborterzy przyznają, że życie zaczyna się od momentu poczęcia i nawet oni w swoich publikacjach (np. profesor Dębski) piszą o ludziach. Moim zdaniem spór o to, od kiedy mamy do czynienia z człowiekiem, dawno został rozstrzygnięty. Ktoś próbuje narzucić swoją ideologię społeczeństwu, które tej ideologii przyjąć nie chce. Mówię o środowiskach lewicowych, feministycznych.

W naszym kraju można dokonać aborcji w wyjątkowych przypadkach. Jednym z nich jest sytuacja, gdy badania prenatalne lub inne przesłanki medyczne wskazują na duże prawdopodobieństwo ciężkiego i nieodwracalnego upośledzenia płodu albo nieuleczalnej choroby zagrażającej jego życiu.
Fakt, że dziecko jest chore, nie jest powodem, żeby je zabić. Dzieci z wadami genetycznymi mają prawo do przyjścia na ten świat. Wie pan, z tą diagnozą wad genetycznych jest tak, że u mnie w Lublinie w ruchu pro-life działają dwie dziewczyny, o których lekarze powiedzieli ich mamom, że nic z nich nie będzie. Że to będą warzywa i najlepiej je zabić. Obie dziewczyny studiują, więc nie zawsze diagnoza lekarska jest trafna. Aczkolwiek nawet jeśli dziecko jest chore, to ma prawo do życia.

Drugim dozwolonym przypadkiem jest zagrożenie życia lub zdrowia kobiety. Gdyby Pan stanął przed takim wyborem - ratować żonę czy dziecko, to co by Pan zrobił?
To nie ciąża zagraża życiu mojej żony, tylko choroba. Lekarz musi pamiętać, że ma dwoje pacjentów i ich dwoje powinien leczyć. Oczywiście zdarzają się sytuacje, w których terapia może zagrozić dziecku (np. leczenie nowotworu), ale najczęściej prewencyjnie zabija się dziecko.

A czy gdyby Pan dowiedział się że,ma mieć chore dziecko, to by je przyjął ?
Co do mnie, to rozmawiałem z żoną na ten temat, ale nie w kontekście zabić, czy nie, tylko w kontekście jak zapewnić opiekę. My byśmy się takim dzieckiem zaopiekowali. Jeśli jednak zdarzają się sytuacje że rodzic nie chce "przyjąć" takiego dziecka, nie jest to argument za tym, żeby je zabić. Bo dzieci się nie zabija, chorych i niechcianych także.

Ostatnia sytuacja, w której wolno przerwać ciążę dotyczy gwałtu. Tu chyba nie ma wątpliwości, czy można przeprowadzić aborcję?
Nie można. Nie jest winą dziecka, że ma ojca przestępcę. Dodatkowo do jednej traumy, jaką jest gwałt, dokłada się kobiecie kolejną w postaci zabicia dziecka. Dwa lata temu na zaproszenie Fundacji Pro – prawo do Życia do Polski przyjechała holenderka Irena van der Vende. Ciekawa jest historia Irene, została zgwałcona i dokonała aborcji, potem sama dowiedziała się, że jest dzieckiem z gwałtu. Ta wiedza i fakt, że zobaczyła, jak wygląda aborcja sprawiły, że zaczęła bronić życia.

Zwolennicy aborcji zadają pytanie, co z prawami matki?
Zabójstwo nigdy nie jest rozwiązaniem. Nikt nie ma do niego prawa, bo na tej samej zasadzie można uzurpować sobie prawo do zabijania dorosłych. A co z dziećmi, które ulegną wypadkowi już po urodzeniu lub zachorują czy są kalekami? Czy je też można zabić? Czy zabijać można tylko przed urodzeniem?

Tak, tylko to nie proliferzy będą całe życie opiekować się często nieuleczalnie chorym dzieckiem.
Nie ma w Polsce obowiązku wychowywania dzieci. Jeśli ktoś nie czuje się na siłach, by zaopiekować się chorym dzieckiem, to niech je urodzi i odda. W naszej fundacji działają wolontariusze, którzy udzielają się w różnych ośrodkach pomocy dzieciom niepełnosprawnych i mówią, że nie spotkali dziecka, które nie chciałoby żyć.

Zwolennicy aborcji mogą powiedzieć: łatwo wam mówić. To nie wam zawaliło się życie, rozpadł związek. To nie wy macie kłopoty finansowe.

Jest to na pewno trudna sytuacja, ale nie wolno do jednej traumy, jaką jest choroba dziecka, dołączać innej w postaci jego zabójstwa. Tak naprawdę rodzic ma do wyboru jedną rzecz – czy będzie rodzicem chorego, czy martwego dziecka.

To taki czarno - biały świat.

Tak, bo aborcja daje czarno – biały wybór. Albo dziecko będzie żyło, albo zostanie zabite. Nie widzę tutaj odcieni szarości. Albo jest życie, albo jest śmierć. Mamy wiele świadectw kobiet, które bardzo cierpią po dokonaniu aborcji i jej żałują. Aborcja niczego w ich życiu nie rozwiązała.

Jak zmienia się podejście społeczeństwa do aborcji? Państwa metoda działa?
Dane Centrum Badań Opinii Społecznej z 2013 roku są druzgocące dla strony preaborcyjnej. 75% Polaków potępia aborcję i nie znajduje dla niej żadnego uzasadnienia, a tylko 7% jest za aborcją. Jest to efekt działań wielu ruchów pro-life w Polsce.

A może Państwa presja oraz nauka Kościoła powodują, że ludzie boją się powiedzieć, że popierają aborcję, jeśli nie w całości, to w określonych przypadkach?

Tak, wywieramy presję społeczną. Jesteśmy np. w stanie zebrać 600 tys. podpisów pod projektem ustawy antyaborcyjnej, podczas gdy środowiska feministyczne są w stanie zebrać tylko 30 tys. podpisów. Ponieważ żyjemy w systemie demokratycznym, to większość decyduje o tym, jakie jest prawo. Większość społeczeństwa jest po naszej stronie. Dlatego wywieramy presję na polityków, bo oni są od tego, aby słuchać społeczeństwa.

I słowa choćby Marii Czubaszek, że nikt nie będzie decydował o jej ciele i życiu, nie przekonują Pana?
Nikt nie decyduje o ciele czy życiu pani Czubaszek. To ona zdecydowała o tym, że w wyniku aborcji jej dwójka nienarodzonych dzieci została zabita i sama się tym chwali w wywiadach. W Polsce zakazane jest zabójstwo, a mimo tego około tysiąca zabójstw rocznie się dokonuje. Jednak fakt, że coś jest nielegalne, ale jest praktykowane, nie jest argumentem za tym, żeby to zalegalizować.

Tu rodzi się pytanie, czy presja, którą Państwo wywieracie, wpływa na rozwój podziemia aborcyjnego.

W 1997 roku poparcie dla aborcji na życzenie wynosiło w Polsce ponad 50%. Wówczas była ona dostępna i wtedy Polki dokonały około 3 tys. aborcji. Twierdzenie więc środowisk lewicowych i feministycznych, że teraz podziemie aborcyjne to jest 100, 150 albo 200 tys. przypadków rocznie, jest podawaniem liczb z sufitu.

Państwo macie inne dane?
Wiemy, że policja i prokuratura nie są zainteresowane ściganiem przestępstw aborcyjnych. My bardzo często interweniujemy w tej sprawie i zgłaszają się do nas osoby, które składały zawiadomienie, że ktoś prowadzi gabinet, w którym przeprowadza aborcje. Reakcji służb nie ma.

Państwa działania ograniczają się do działań prewencyjnych czy też staracie się Państwo docierać do kobiet, które rozważają aborcję?
Nasze wystawy i pikiety ratują życie. Mamy kilkanaście relacji od kobiet, które po zobaczeniu tych zdjęć zdecydowały się nie zabijać dziecka. Nasze działania nie tylko zmieniają nastawienie społeczne, ale też ratują konkretne życia. Jednak przypadki, że osoby, które się wahają, się do nas zgłaszają są bardzo rzadkie.

Rozmawiał Łukasz Opłatek
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości