Są niemal na każdej imprezie organizowanej na terenie gminy. Wielu twierdzi, że są nie do zdarcia. Obojętnie czy jest upał, czy pada deszcz, czy śnieży, a na dworze solidnie mrozi, one zawsze wychodzą na scenę - Lipczanki
Śpiewają od ponad dziesięciu lat i nie mają zamiaru rezygnować. Zapewniają, że w zespole panuje świetna atmosfera, a jedyna niezgodność, jaka je trapi, dotyczy genezy zespołu: czy powstał przy kole emerytów, czy jednak przy ośrodku kultury? Teraźniejszość godzi – zespół działa przy GOK-u, ale nie byłoby go, gdyby nie członkinie lipkowskiego koła emerytów. To one stanowią trzon tej wyjątkowej, scenicznej ekipy. Początkowo, przez krótki okres, zespołem kierował Bogdan Jarząb, po czym rolę instruktora panie zaproponowały Marianowi Kukowskiemu. Będący na co dzień także kapelmistrzem Młodzieżowej Orkiestry Dętej zgodził się i do dzisiaj nieprzerwanie pracuje z zespołem. Pierwszym opiekunem (odpowiednik prezesa) była Barbara Górska, później Małgorzata Dunikowska, a obecnie funkcję tę pełni Helena Kukowska. [[reklama]] Za słabe serce Jakie Lipczanki były dekadę temu, a jakie są dzisiaj? Zmieniają się, czy to może jednak wciąż ten sam zespół? – Zdecydowanie rozwijamy się. Początkowo szło nam bardzo trudno, nawet rytmika była na słabym poziomie – wspomina instruktor Kukowski, przyznając, że panie o wielu rzeczach nie miały bladego pojęcia. – Od dwóch, trzech lat próbujemy wprowadzać dwugłos. Już nie mówię o śpiewie chóralnym, bo to jednak wyższy poziom, a swoje możliwości trzeba realnie oceniać – podkreśla. Panie się nie obrażają, znają swój potencjał i jego ograniczenia. Lipczanki to kilkanaście pań. Czasami ktoś dojdzie, czasami odejdzie, była też taka, która zrezygnowała, bo serce miała za słabe i zbyt stresowała się każdym wyjściem na scenę. Aż takie to emocje? – Oczywiście! – zgodnie przyznają nasze rozmówczynie. Czy mimo to trudno namówić nowe do wstąpienia w śpiewacze szeregi? – Zapytam inaczej: czy któraś chciałaby teraz odejść? – odpowiada pytaniem Urszula Skrentna. – Lubimy śpiewać, zgrana z nas grupa, my naprawdę wszystkie się lubimy i szanujemy – dodaje Zofia Lewandowska. [[nowa_strona]] Jak niedzielna msza Obecnie Lipczanek jest dwanaście: Adela Chylewska, Małgorzata Dunikowska, Jadwiga Kołtuniak, Helena Kukowska, Zofia Lewandowska, Urszula Nowicka, Krystyna Olczak, Bronisława Piotrowska, Maria Piotrowska, Urszula Skrentna, Irena Szulc i Janina Włodarczak. – Próba jest obowiązkowa jak niedzielna msza – mówi Małgorzata Dunikowska. Panie spotykają się zawsze we wtorki, ćwiczą po dwie godziny. Jest do czego się przygotowywać, bo Lipczanki wychodzą na scenę kilkanaście razy w ciągu roku, średnio wypada półtora występu miesięcznie. Panie przyznają, że kiedy ich się nie prosi... smucą się. – Przykre, gdy nie chcą nas słuchać. Na szczęście zdarza się to rzadko – zgodnie oceniają. Mało kto zapewne wie, gdzie śpiewają emerytki z gminy Lipka. Bo wcale nie są to wyłącznie gminne sceny. – Jeździmy na konkursy, przeglądy i warsztaty niemal w całym regionie – podkreśla Marian Kukowski, dodając, że niedawno zespół zajął trzecie miejsce na przeglądzie w Debrznie. Panie z dumą prezentują trofea: puchary i dyplomy, wśród których zasiadają do pamiątkowej fotografii. – Gdy śpiewamy w Pile, zjeżdża się tam cały region byłego województwa pilskiego, ponad 30 zespołów i kapel – uzmysławia Urszula Skrentna, wspominając też występy w Czarnem, a nawet w Kotlinie Kłodzkiej. [[reklama]] Obowiązkowa weryfikacja Wejść w skład zespołu łatwo nie jest. Umiejętności kandydatek są weryfikowane. – Tu nie może śpiewać ktoś, kto się nie nadaje – wspólnie przyznają nasze rozmówczynie. – Weryfikujemy zaraz przy naborze – precyzuje Marian Kukowski. Panie przyznają, że nikomu nie mówią wprost, że się nie nadaje, raczej delikatnie dają do zrozumienia. – Musimy przeprowadzać weryfikację. Inaczej nie da się zrobić nawet dwugłosu – argumentuje instruktor. – Cieszymy się, że pan Marian dużo od nas wymaga – podkreśla Urszula Skrentna. Jak Lipczanki oceniają swój poziom? Jak widzą siebie na tle innych zespołów? – Przede wszystkim czujemy się pewne. Na przeglądzie w Pile byłyśmy jednym z lepszych zespołów – ponownie zgodnie oceniają. Rzeczywiście tak jest, czy to tylko subiektywne odczucie wykonawczyń? – Najlepiej świadczyła o tym reakcja publiki – argumentują. – Jeśli już zdarzają się głosy krytyki, to raczej od młodszej publiczności. Wiadomo, że to zupełnie inny odbiorca, który ma inne oczekiwania – mówi Marian Kukowski.
Nikt nie chce być pierwszy Lipczanki szczerze przyznają, że mają jeden zasadniczy problem – chroniczny brak panów. Oczywiście nie w codziennym życiu, ale tym scenicznym. Już wielokrotnie ich namawiały, w pierwszej kolejności swoich małżonków, ale żaden póki co nie podjął rzuconej rękawicy. – Każdy mówi, że przyjdzie, gdy wstąpi ten drugi. Tylko że nikt nie chce być pierwszy – ponownie są zgodne. Przez ponad dziesięć lat nie zgłosił się żaden ochotnik, nawet instruktor Kukowski nie chce wytyczyć pionierskiego szlaku, bo, jak mówi, prowadzić zespół a śpiewać to dwie różne sprawy, a on talentu do śpiewu nie ma. Panie się nie poddają i zapewniają, że czekają. Kto będzie pierwszym odważnym? A może panów zniechęca nazwa zespołu – wszak słowo Lipczanki samo w sobie wyklucza ich przynależność...
Piotr Steffen
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze