W wyniku kilku godzin spóźnienia z opłatą za koncesję na sprzedaż alkoholu Zdzisław Nylec stracił źródło utrzymania. Świadom przeoczenia, ma jednak żal do systemu, który w wyniku jednego błędu uczynił go bezrobotnym
To nie pierwsza podobna historia w Zakrzewie z ostatnich miesięcy. Sytuacje zabrania lub wstrzymania koncesji powtarzały się, ale właśnie w przypadku Zdzisława Nylca konsekwencje są takie, że były przedsiębiorca zdecydował się publicznie zabrać głos.
Wiekowa ustawa
Pomimo świadomości przeoczenia terminu opłaty koncesji ma żal, że państwo tak bezlitośnie go potraktowało. – Gdybym wiedział, że takie będą skutki, nawet przez internet dokonałbym wpłaty. Nie wiedziałem, popełniłem błąd, ale czy to od razu powód do zabierania koncesji? – pyta. Nie kryje, że w przypadku jego małego sklepu w Drożyskach Wielkich to właśnie alkohol był największym źródłem zarobku. – A z czego ja mam na życie zarobić? Z chleba, bułek, papierosów, na których się nie zarabia? Przyznaje, że liczył na wsparcie gminy. – Wójt powiedział, że nie może nic zrobić, że takie są przepisy. Ale jakie przepisy? Ze stanu wojennego, bo to ustawa z 1982 roku – pokazuje ustawę o wychowaniu w trzeźwości i przeciwdziałaniu alkoholizmowi. – Przepis ze stanu wojennego zamyka mi dzisiaj interes. Jeśli takie ustawy rządzą gospodarką wolnorynkową to chwała... - ironizuje. – Najśmieszniejsze jest to, że ten sam dokument pozwala na sprzedaż alkoholu w nocy czy nad ranem, np. niedopitemu na stacjach benzynowych. Bo po co są przecież nocą otwarte stacje? Żeby paliwo tankować? [[reklama]] SKO podtrzymało decyzję
– W nowy rok wchodzę jako bezrobotny. Tak sam zarabiałem, przynajmniej na ZUS, a teraz muszą mi płacić 950 zł miesięcznie jako bezrobotnemu. Czy to jest normalne? – pyta zdenerwowany, przyznając, że majątku na sklepie się nie dorobił, ale jakoś wszystko się kulało. – Dlatego pytam, jaki interes ma na tym państwo i gmina, jeśli mają do utrzymania kolejnego bezrobotnego? To tak, jakbym nie zapłacił podatku od nieruchomości, a rano przyszliby i powiedzieli, że mam się wyprowadzić z domu, bo nie zapłaciłem w terminie podatku. Co ma mój haracz, bo tak trzeba go nazwać, do wychowania w trzeźwości!? Czy o tym decyduje niezapłacenie w terminie składki?
Z. Nylec napisał odwołanie do Samorządowego Kolegium Odwoławczego. Tłumaczył w nim, że sklep to w zasadzie jedyne źródło utrzymania rodziny. Liczył na pozytywną odpowiedź, tym bardziej, że jak zapewnia, dotąd nie notowano względem niego żadnych wykroczeń, łamania prawa, interwencji policji. – Odpowiedź z SKO była niestety negatywna. Mogę się odwołać do sądu administracyjnego w Poznaniu, ale gdzie tam będę po sądach się szlajał. [[nowa_strona]] Bzdury czy informacja?
Były przedsiębiorca nie kryje żalu do władz gminy, wszak to one były wykonawcą prawa – wydały decyzję o zabraniu koncesji. Żalu tym większego, że w dokumentacji prowadzonej między gminą a przedsiębiorcą znajduje się pismo wydane przez Gminną Komisję Rozwiązywania Problemów Alkoholowych, w której stwierdza się o rzekomych niepokojących sygnałach ze strony mieszkańców o łamaniu przez Zdzisława Nylca przepisów ustawy. – Wpadłem do tego pana Bindka i zapytałem wprost, co za pierdoły mi pisze. Niech mi pokaże pan Bindek te skargi. Dlaczego takie bajery mi tutaj wciska? Nie wiedział, co napisać, to takie bzdety mi tutaj stworzył? – mówi Z. Nylec, dodając, że gdyby pokusił się o stworzenie listy poparcia dla pozostawienia jego sklepu, wielu mieszkańców, nawet dwie ulice, bez wahania podpisałyby się pod dokumentem. [[reklama]] Anonimowa informacja
Zapytaliśmy Edmunda Bindka, przewodniczącego komisji, o zastrzeżenia Zdzisława Nylca. Przewodniczący przyznał, że informacje o rzekomym łamaniu przez niego przepisów otrzymał od innego członka komisji, Anety Buławy, urzędniczki Urzędu Gminy w Zakrzewie. – Dostałam taką ustną informację od jednego z mieszkańców. Prosił o anonimowość – potwierdziła.
Co o sytuacji Zdzisława Nylca mówi wójt? – Każdy, kto odczuwa krzywdę, będzie uważał, że jest traktowany niezgodnie z prawem. Ale w tym przypadku to akurat nie my, nie ja tworzę to prawo. To jest ustawa, my jesteśmy jedynie jej wykonawcami. Nie mamy na to żadnego wpływu. Nie może być tak, że ktoś, kto nie zna prawa, może być z niego zwolniony. Ja muszę je egzekwować zgodnie z przepisami. Tym bardziej, że pan Nylec odwołał się do SKO, a skarga ostała odrzucona. To też coś znaczy. Nie jest tak, że ja czegoś nie chcę bądź mam złą wolę. Jestem daleki od tego, żeby nie wspierać przedsiębiorców. Nawet nie myślę o tym, żeby komukolwiek przeszkadzać. Pan Nylec nie jest pierwszym przypadkiem w ostatnim czasie, a to znaczy, że wszystkich traktuję jednakowo – ocenił Henryk Dobrosielski.
Piotr Steffen
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze