22 maja pracownicy Zakładu Gospodarki Komunalnej i Mieszkaniowej w Okonku przyjechali do Brzozówki. Ich zamiarem było zdemontowanie, a następnie zezłomowanie trzech urządzeń z wiejskiego placu zabaw. Gdyby zrobili to co zamierzali, do dyspozycji dzieci pozostałaby tylko huśtawka. Tak się jednak nie stało, na miejscu była bowiem sołtys Alina Jurecka. Historię o tym, co wydarzało się w jej wsi, opowiedziała radnym i gościom na minionej sesji Rady Miejskiej Okonka.
Urzędnikiem, którego w dużej mierze dotyczyła opowieść był Krzysztof Suchanowski, zastępca kierownika wydziału infrastruktury technicznej, rolnictwa i środowiska. To na jego zlecenie, jak sołtys dowiedziała się od pracowników ZGKiM, przyjechali oni do Brzozówki. Aby wyjaśnić sytuację Alina Jurecka zaczęła zatem dzwonić, jednocześnie zerkając na panów, aby nie demontowali urządzeń. Gdy udało się jej porozmawiać z K. Suchanowskim okazało się, że demontaż jest niezbędny, ponieważ na trzy z czterech urządzeń nie ma dokumentacji. Sołtys zapewniała, iż jest to niemożliwe. Całe wyposażenie zakupione było z funduszu sołeckiego. Ponadto procedury, jakie muszą w związku z nim przejść sołtysi, na pewno nie pozwoliłby na to, aby tych papierów nie było. Urzędnik jednak nie dał się przekonać. Rozmowa podobno zakończyła się ostrą wymianą zdań. Sołtys, nie składając broni, po wyjaśnienia zadzwoniła do burmistrz Okonka, a także do sekretarz gminy Bronisławy Ćwikły. Gdy panie ustalały co i jak, do Brzozówki przyjechał K. Suchanowski, nadal z zamiarem zabrania zabawek.
Pokazałam mu palcem każde urządzenie. Zaznaczyłam, że były kupione z funduszu sołeckiego i że to niemożliwe, aby nie było na to papierów. On jednak nadal swoje
– relacjonuje
A. Jurecka.
Wtedy to, powiem państwu, już naprawdę nie wytrzymałam i rzeczywiście może on mówić, że pani sołtys krzyczała. Ja się wtedy wręcz wydzierałam
– wspomina. Ostatecznie historia zakończyła się tym, że dokumenty odnalazły się, a plac zabaw pozostał w nienaruszonym stanie.
Bardzo chciałabym podziękować za to pani burmistrz i sekretarz, że zajęły się tym wszystkim i wykonały tak naprawdę obowiązek ich pracownika
Reklama
– zakończyła sołtys Brzozówki. Alina Jurecka nie szczędziła uwag w kierunku wspomnianego zastępcy kierownika ITRiŚ. Rozgoryczenie zaistniałą sytuacją znalazło upust podczas majowego posiedzenia Rady Miejskiej. Jakuba Zabrockiego, wiceburmistrza Okonka, sołtys spytała:
Co się tam dzieje u Pana w wydziale?
Jakub Zabrocki postanowił, że nie ustosunkuje się do tego pytania. Przyznał jednak, że urzędnik rzeczywiście popełnił błąd. Wiceburmistrz jednocześnie przypomniał, czego nigdy nie ukrywał, że w dokumentacji jest bałagan, który jest efektem długoletnich zaniedbań.
Urzędnik pochopnie podjął decyzję i tylko tyle
– mówił J. Zabrocki, zwracając również uwagę na to, że sołtys nie miała prawa obrażać jego pracownika.
Nigdy moi pracownicy w sposób obraźliwy ani nie krzyczeli na panią, ani tak pani nie potraktowali. I nie dziwę się, że gdy pani krzyczała pracownik odłożył słuchawkę
– wyjaśnił wiceburmistrz.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Proponuję w następnych wyborach głosować na młodych i niezależnych z pomysłami na zmianę.
Pytanie : od jakiego czasu wiceburmistrz z ekipą urzędników pracuje w Okonku? Od roku, dwóch ? ?? czy od wielu lat !!! Skoro po poprzedniej ekipie nie uporządkowali papierów , w swoich mają łagodnie mówiąc bajzel to co czeka ich następców? cytuję z artykułu : ****Wiceburmistrz jednocześnie przypomniał, czego nigdy nie ukrywał, że w dokumentacji jest bałagan, który jest efektem długoletnich zaniedbań.**** LUDZIE PRZEJRZYJCIE NA OCZY I ZACZNIJCIE GŁOSOWAĆ NA WYBORACH samorządowych GŁOWĄ a nie ZNAJOMOŚCIAMI z chodnika bo ta gmina ubóstwem trąci .... od kilkudziesięciu lat
A może pod przykrywka demontażu zleconego było to usiłowanie kradzieży na zlecenie? Tej wersji nie mozna odrzucić. Dobrze wiemy, że urzednicy to wyrafinowani "złodzieje" tylko swoje przestępstwa nazywaja błędami?
Ja bym proponował pani sołtys kanydowac na burmistrz z pani charakterem zmienila by pani gmine na lepsze?
Zabrockiemu zwracamy również uwagę na to, że urzędas za to że ma burdel w papierach (petenta nie interesuje kto temu winien, ale kto aktualnie za to odpowiada) nie ma prawa obrażać suwerena tylko łaskawie go przeprosić wraz z pocałowaniem w rękę i to kilkakrotnie oraz bukietem kwiatów.
Urzędasy zamiast ,,posypać głowy popiołem"" uważają że są jak za czasów Komuny ,,rasą panów"" i zamiast przeprosić atakują, arogancja władzy na całego. PS - Zabrocki ma jakieś ,,wilcze oczy"", aż strach się bać.
Dokładnie tak! Nic dodać, nic ująć.
Arogancja władzy w pełnym rozkwicie! Rada sołecka kupuje zabawki i urządza plac zabaw, GMINA W TYM NIE UCZESTNICZY! BA, NIE KIWA PRZY TYM PALCEM! Rada sołecka twierdzi, że dokumentacja musi być (domyślnie w Gminie, bo gdzie indziej?), GMINA IDZIE W ZAPARTE I TWIERDZI, ŻE DOKUMENTÓW NIE MA. Pani sołtys wypełnia swoje obowiązki właściwie, wręcz wzorowo dbając o interes mieszkańców (aktywnie i żywiołowo protestuje przeciw idiotycznej decyzji "urzędnika", do czego ma pełne prawo), URZĘDNIK GMINY IDZIE W ZAPARTE I NADAL TRWA W UPORZE USUNIĘCIA CZEGOŚ, DO CZEGO ANI ON, ANI JEGO SZEF, ANI NAWET BURMISTRZ NIE PRZYŁOŻYLI MAŁEGO PALCA! Pani sołtys obdzwania "wszystkich świętych gminnych", żeby ukrócić w ten sposób samowolę "urzędnika", w końcu osiąga pozytywny efekt, BO ZAPEWNE PANI WICEBURMISTRZ JEST ZNACZNIE BARDZIEJ ROZGARNIĘTA OD SWOICH PODWŁADNYCH, WIĘC DOSTRZEGA SAMOWOLĘ GMINNEGO "URZĘDNIKA", A I STRACH PRZED WSTYDEM I KONSEKWENCJAMI PRAWNYMI TEJ URZĘDNICZEJ SAMOWOLI NIE JEST JEJ CHYBA OBCY. Sesja Rady Gminy, "pan kierownik" oddziału (wydziału) stara się zlekceważyć problem twierdząc, że "urzędnik" popełnił tylko zwykły błąd, więc jakoby on, jego zwierzchnik, nie musi ustosunkowywać się do pytania pani sołtys. Bardzo interesujące pojmowanie obowiązków pracowniczych i odpowiedzialności urzędnika samorządowego! BARDZO! Dwie konkluzje, pierwsza: OD KIEDY TO "URZĘDNIK" GMINNY, A NIE BURMISTRZ CZY WICEBURMISTRZ, ALBO PRZYNAJMNIEJ KIEROWNIK WYDZIAŁU WYDAJE DECYZJE ADMINISTRACYJNE? JAKIE PRAWO ZWYKŁEGO URZĘDNIKA DO TEGO UPOWAŻNIA? I druga: KTO PŁACI PANU I KIEROWNIKOWI WYDZIAŁU I PANU "URZĘDNIKOWI" ZA TAK WIELKOPAŃSKIE, BARDZO LEKCEWAŻĄCE TRAKTOWANIE OBYWATELI I ICH ŻYWOTNYCH INTERESÓW? CZY PRZYPADKIEM NIE CI OBYWATELE WŁAŚNIE? Czy to przypadkiem nie urzędnicy gminni mają prawny obowiązek służebności wobec obywateli, którzy ich czasowo zatrudniają? Czy to przypadkiem nie urzędnicy gminni są na usługach gminy, a nie odwrotnie? Pomijając fakt, że moim zdaniem ani pan kierownik, ani jego "urzędnik" absolutnie nie nadają się do pracy, za którą mieszkańcy gminy płacą im wcale nie małe pieniądze, CI PANOWIE SĄ KLINICZNYM PRZYKŁADEM BEZCZELNEJ AROGANCJI WŁADZY! Z twarzą z całej afery wychodzi tylko pani wiceburmistrz, chociaż to pewnie właśnie jej podlegają dwaj aroganccy "urzędnicy", dziwić więc może fakt, że ci panowie nie zostali jeszcze przez panią wiceburmistrz z pracy zwolnieni! Z pracy, na której się nie znają i na którą, przynajmniej w moim odczuciu, zupełnie nie zasługują.
Oni maja bałagan w papierach to za to cierpieć maja dzieci pozbawione urządzeń do zabawy .I jeszcze obrażają się że się na nich krzyczy .Ale samo widzicie gdyby nie stanowcza interwencja Pani Sołtys to zdemontowano by urządzenia i nie było by winnego -to jest ta nasza cholerna biurokracja .
Proponuję w następnych wyborach głosować na młodych i niezależnych z pomysłami na zmianę.
Pytanie : od jakiego czasu wiceburmistrz z ekipą urzędników pracuje w Okonku? Od roku, dwóch ? ?? czy od wielu lat !!! Skoro po poprzedniej ekipie nie uporządkowali papierów , w swoich mają łagodnie mówiąc bajzel to co czeka ich następców? cytuję z artykułu : ****Wiceburmistrz jednocześnie przypomniał, czego nigdy nie ukrywał, że w dokumentacji jest bałagan, który jest efektem długoletnich zaniedbań.**** LUDZIE PRZEJRZYJCIE NA OCZY I ZACZNIJCIE GŁOSOWAĆ NA WYBORACH samorządowych GŁOWĄ a nie ZNAJOMOŚCIAMI z chodnika bo ta gmina ubóstwem trąci .... od kilkudziesięciu lat
A może pod przykrywka demontażu zleconego było to usiłowanie kradzieży na zlecenie? Tej wersji nie mozna odrzucić. Dobrze wiemy, że urzednicy to wyrafinowani "złodzieje" tylko swoje przestępstwa nazywaja błędami?