Reklama

Człowiek na godziny

23/06/2013 00:00
Narozrabiali, winy odpracowują. Zza krat świata nie oglądają, za to koszą, grabią, karczują, sprzątają... Na wiejski użytek

Od początku roku do wykonania prac społecznych na terenie gminy Złotów skierowano 10 osób, w sumie jednak, jak mówi Katarzyna Grochowska, podinspektor ds. obywatelskich i wojskowych, wykonuje je obecnie 20 osób wyrokiem sądu skazanych na karę ograniczenia wolności. Pomoc zyskało 12 sołectw – Kleszczyna, Buntowo, Krzywa Wieś, Święta, Nowa Święta, Nowy Dwór, Radawnica, Rudna, Skic, Stawnica i Górzna, gdzie ostatnie godziny zostały wypracowane z końcem maja.

Chęci przede wszystkim

Zachowanie nieobyczajne, spożywanie alkoholu w miejscu publicznym, drobne kradzieże, jazda rowerem pod wpływem alkoholu – to kierunek prosto przed oblicze sądu i – jeśli ten podejmie taką decyzję – pod pieczę sołtysa, który w ramach godzin do tzw. „odróbki” wyznacza ukaranemu konkretne zadania. Praca na rzecz wsi i jej mieszkańców, wykonywana oczywiście nieodpłatnie, ma najróżniejsze oblicza i jest zależna m.in. od potrzeb danej miejscowości, umiejętności odpracowujących i przede wszystkim ich chęci, a z nimi bywa różnie. Są tacy, którzy, chcąc mieć karę jak najszybciej z głowy, sami zabiegają o przydzielanie kolejnych prac, są też tacy, którzy ociągają się niemiłosiernie. Jedni nie szanują powierzonego im sprzętu, a zamiast uczciwie pracować kombinują, jakby tu niezauważonym przesiedzieć pod sklepem kilka godzin, inni to prawdziwe złote rączki, ludzie, którzy fachowo potrafią poradzić sobie z trudnymi zadaniami. Czasu, by porządnie wykonać robotę, jest sporo – w przypadku gminy Złotów od 20 do 40 godzin miesięcznie (w zależności od wyroku), przemnożone przez minimum miesiąc i maksymalnie 14 miesięcy.

Opinii na temat pracy osób skazanych na „odróbki” jest tyle, ilu ludzi, często natomiast w trakcie mniej lub bardziej oficjalnych rozmów dało się słyszeć sporo negatywnych komentarzy. Że nie wszystkim chce się pracować, że niektórym zdarza się przychodzić „w kratkę”, innym notorycznie „na bombie”. Generalnie, mimo iż czasu na wdrożenie się w obowiązki jest aż nadto, pożytek z takich ludzi jest niewielki. Postanowiliśmy zrobić w tej kwestii rozpoznanie.
[[reklama]]
Bez bata, z podejściem

Gmina, jak wyjaśnia K. Grochowska, organizuje i kontroluje prace, ustala ich harmonogram, raz w miesiącu przekazuje też kuratorowi zawodowemu informację dotyczącą liczby godzin przepracowanych przez skazanego, rodzaju wykonywanej przez niego pracy, dnia jej rozpoczęcia i zakończenia, opuszczenia bez usprawiedliwienia bądź też jej niepodjęcia. Konkretne prace przydzielają ukaranym natomiast sołtysi, oni też bezpośrednio ją nadzorują i poświadczają jej wykonanie.

- Rodzaj robót zależny jest od pory roku – tłumaczy sołtys Świętej i radna Rady Gminy Złotów jednocześnie, Małgorzata Wójcik. - Oczyszczanie krawężników, odśnieżanie, koszenie trawy, prace w amfiteatrze... - wylicza szefowa wsi, na terenie której kary odpracowują obecnie 2 osoby. - Jest sporo drobnych spraw, którymi trzeba się zająć – mówi Sławomir Czyżyk, sołtys Skica i przewodniczący gminnej rady, mając na uwadze głównie utrzymanie zieleni. Wśród wymienionych przez niego obowiązków pojawiają się również drobne prace remontowe. - Zdarzają się fachowcy, którzy świetnie sobie radzą z tego typu sprawami – podkreśla. - Nad nikim nie trzeba stać z batem – uzupełnia, dodając, że kluczem dobrej współpracy jest określenie konkretnych zasad już na początku. - Czasami trzeba jednak stracić trochę nerwów – przyznaje. M. Wójcik również wypracowała sobie model współpracy z osobami, które trafiły do Świętej. - Nie mogę narzekać – mówi w tym kontekście. - Ludzie wiedzą, że muszą wykonać zadaną pracę, ponieważ ja, dziś czy jutro, ją skontroluję. M. Wójcik akcentuje również, że są i takie osoby, które, chcąc jak najszybciej odrobić karę, same zabiegają o przydzielenie im prac.
Nie wszyscy mają jednak tak dobrze. W Buntowie u sołtys Barbary Lisowskiej, jak wspomina jej mąż, radny Jerzy Lisowski, jeden ze skazanych, którego swego czasu wsi przydzielono, był bardzo oporny. Nie tylko migał się od pracy, a jeśli już przychodził to się do niej nie przykładał, ale także notorycznie niszczył powierzone mu narzędzia. - Teraz jesteśmy zadowoleni – mówi w kontekście aktualnej sytuacji, zwłaszcza, że roboty było i wciąż jest w Buntowie sporo. Koszenie trawy, grabienie, sprzątanie strychu świetlicy, pomoc przy porządkowych, poremontowych pracach... Zadowolony jest również Marcin Wiącek, sołtys Radawnicy. - Nie unika pracy – mówi o mężczyźnie, odpracowującym godziny pod jego okiem. Zakres prac – podobny jak wszędzie – wykaszanie, malowanie barierek. - Dbanie o estetykę wsi – podsumowuje ogólnie. - Mamy kłopoty z utrzymaniem czystości przy pojemnikach przeznaczonych na odpady segregowane – mówi z kolei Stanisław Biernikowicz, sołtys Kleszczyny, dodając, że jednym z zdań jest więc utrzymywanie porządku wokół nich. Poza tym, standardowo, koszenie, usuwanie gałęzi pozostałych po wycince drzew, krótko mówiąc – prace porządkowe. - Nie mam problemów z jakością pracy ani z systematycznością – wyjaśnia, mając na myśli ukaranego. - Wbrew ogólnej opinii wykonuje swoją pracę porządnie. Jestem zadowolony, taka osoba bardzo się we wsi przydaje – podkreśla.

Wbrew obiegowym opiniom okazuje się, że skazany nie znaczy gorszy. Owszem, czasami niesolidny, niechętny, nieużyteczny, ale równie często – po prostu sumienny.

Patrycja Koplin


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości