Reklama

Czuję się oszukany

24/07/2012 00:00
Czy można od kogoś żądać czynszu, jeśli w umowie nie ma o nim ani słowa? Czy można komuś sprzedać mieszkanie, nie będąc jego właścicielem? Czy wreszcie można żądać zapłacenia należności za mieszkanie pomimo niezawarcia umowy w formie aktu notarialnego?

Zmęczony wieloletnią walką o mieszkanie oraz procesami sądowymi Leszek Socha zwrócił się do naszej redakcji z prośbą o przyjrzenie się jego sprawie.

Złotowianin ponad 5 lat temu kupił, znajdujące się przy ul. Mickiewicza, ponad 100-metrowe mieszkanie. Zgodnie z zasadami, które określono w zawartej 22 marca 2007 roku przedwstępnej umowie kupna-sprzedaży, nasz rozmówca – choć z opóźnieniem – uiścił 50% ceny lokalu, o którym mowa, a więc dokładnie 42 tys. 500 zł. Druga część pieniędzy – zgodnie z warunkami, które precyzuje dokument – miała zostać wpłacona do 31 października 2007, trzecia (której wielkości nie określono), nazwana „ostatecznym rozliczeniem” – w dniu zawarcia umowy w formie aktu notarialnego. Do dokonania drugiej i trzeciej płatności ani wizyty u notariusza jednak nie doszło. Dlaczego? - Przestraszyłem się – wyjaśnia krótko L. Socha, mając na myśli przedłużające się regulowanie spraw własnościowych. - Sprawy spadkowe miały zostać uporządkowane w ciągu pół roku, a ciągną się do dzisiaj. Nie zapłaciłem, bo nie wiedziałem, czy wszystko skończy się pomyślnie, czy w ogóle dojdzie do podpisania aktu notarialnego – opowiada złotowianin.
[[reklama]]
Właściciela brak

Po upływie 5 lat, ponaglany wezwaniami do zapłaty, L. Socha stracił nadzieję na dogadanie się z drugą stroną sporu. 26 marca 2012 r. złożył do sądu pozew o zwrot wpłaconych wcześniej 42 tys. 500 zł wraz z ustawowymi odsetkami (od 20 marca 2012 do dnia zapłaty). „Do zawarcia umowy w formie aktu notarialnego nie doszło z winy pozwanych, którzy pomimo upływu ponad 5 lat od chwili zawarcia umowy wstępnej nie uregulowali dotychczas spraw własnościowych […]” - taka argumentacja została zawarta w pozwie (póki co sprawa nie trafiła na wokandę, ponieważ, jak mówi nasz rozmówca, nie stać go na uiszczenie wszystkich niezbędnych opłat). Wcześniej L. Socha wezwał mężczyzn, od których mieszkanie "nabył", do zapłaty należnej mu kwoty, nie doczekał się jednak żadnej reakcji z ich strony.

Nie brali kota w worku


L. Socha uczciwie przyznaje, że wiedział, jaki jest stan prawny mieszkania, które zdecydował się zakupić. Miał świadomość, że jest on skomplikowany, ufał jednak, że w ciągu obiecanych 6. miesięcy wszystkie formalności związane z tytułem prawnym zostaną załatwione. Jak wyjaśnia, nie miał przesłanek do tego, by sądzić inaczej, w umowie wstępnej pojawił się bowiem zapis, że w złotowskim sądzie rejonowym, przy udziale sprzedających oraz wszystkich pozostałych uprawnionych spadkobierców toczy się sprawa spadkowa. Na dzień zawarcia umowy przewidywalny udział w spadku plasował się na poziomie 60%. W trakcie ubiegłotygodniowej rozprawy kontrahent naszego rozmówcy udział, o którym mowa, określił na 70% ze wskazaniem na jego zwiększenie.
[[nowa_strona]]
Żądanie czynszu

Jako że złotowianin nic ponad wspomniane 42.500 zł nie zapłacił, w 2010 roku sprzedający złożyli pozew do sądu o „wydanie i opróżnienie” zajmowanego przez niego lokalu. „Pozwani zaprzestali dokonywania ustalonych terminarzem wpłat, nie podejmowali też żadnych prób wyjaśnienia przyczyn wstrzymania płatności. Powodowie podjęli korespondencję z pozwanym L. Sochą, aby uzyskać informacje co do sposobu wykonania przez pozwanych warunków umowy, w następstwie podjęli próby zdopingowania pozwanych do wywiązywania się z zapisów umowy, jak również zaproponowali sposób rozliczenia dokonanej wpłaty pierwszej raty jako rozliczenia jej za czynsz w kwocie 1500 zł miesięcznie, począwszy od marca 2007 toku” - czytamy w uzasadnieniu. L. Sochaj płaceniu czynszu był przeciwny, kontrahenci złotowianina skierowali więc do sądu pozew o wynagrodzenie z tytułu bezumownego korzystania z lokalu, żądając zasądzenia od naszego rozmówcy 36 tys. zł. „Jako właściciele możemy pobierać wynagrodzenie z tytułu bezumownego korzystania z nieruchomości, tj. zajmowania lokalu bez tytułu prawnego […] - precyzują powodowie. - Domaganie się zapłaty za czynsz za mieszkanie, za które zapłacono 50% kwoty, jest absurdem, w umowie nie ma o tym mowy – oponuje L. Socha, dodając, że o bezumownym korzystaniu nie można mówić, w mocy pozostaje bowiem umowa wstępna z 2007 roku. L. Socha zwraca również uwagę na fakt, iż dane jego kontrahentów nie figurują w księdze wieczystej, sporządzony nie został też akt notarialny, w związku z czym nie są oni właścicielami lokalu. - Jednym ze współwłaścicieli figurujących w księdze wieczystej jest człowiek nieżyjący od wielu lat, więc nawet jeśli mielibyśmy płacić czynsz, to mógłby go pobierać wyłącznie właściciel mieszkania, czyli nieżyjący. Nieboszczyk nie ma możliwości potwierdzić przyjęcia kwoty czynszu – mówi. L. Socha powołuje się też na zapis umowy wstępnej, który jasno mówi o udostępnieniu, a nie o wynajęciu kupującemu mieszkania i o tym, że kupujący zostanie obarczony jedynie kosztami poboru energii elektrycznej, wody, ścieków itp. Pełnomocnik L. Sochy przeciwko nakazowi zapłaty wystosował więc sprzeciw, w którym zwraca uwagę m.in. na to, że wynagrodzenie za bezumowne korzystanie z lokalu objęte jest 3-letnim terminem przedawnienia oraz że o część czynszu toczyło się już wcześniej postępowanie, a więc nie można go dochodzić ponownie.
[[reklama]]
Jak opowiada L. Socha, podobne roszczenie (wówczas w kwocie 15 tys. zł) wystosowano w stosunku do niego już wcześniej – ani Sąd Rejonowy w Złotowie, ani Sąd Okręgowy w Poznaniu nie uznał go jednak za zasadne. Poznański sąd wydał natomiast decyzję o przyznaniu naszemu rozmówcy lokalu zastępczego (niespełna trzy tygodnie temu taki lokal miasto wskazało), L. Socha, z uwagi na warunki oraz pieniądze włożone w remont mieszkania przy Mickiewicza odmówił jego przyjęcia. Jak wyjaśnia złotowianin, w lokalu, który jest przedmiotem sporu, m.in. wymienił okna – w sumie zgromadził rachunki na kwotę 14 tys. zł.
Mieszkanie to za dużo powiedziane
[[reklama]]
- Przebywam w mieszkaniu od 5 lat. Przebywam, bo mieszkaniem nie można tego nazwać, raczej koczowaniem. Wszystko mamy w kartonach, nie rozpakowaliśmy się – opowiada nasz rozmówca. - Wyrzucam sobie, że zdecydowałem się na to mieszkanie, ale teraz już na to za późno, trzeba walczyć o swoje. Czuję się oszukany – gorzko podsumowuje Leszek Socha.

Druga strona sporu nie zechciała wypowiedzieć się w tej sprawie na naszych łamach.

Patrycja Koplin
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    leo - niezalogowany 2015-12-15 19:39:05

    Niezłe bzdury ten człowiek wygaduje

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości