Reklama

Danuta Perłowska przerywa milczenie. Radna powiatowa z Okonka mówi, jak jest

18/11/2016 07:05
O polityce w samorządzie, zwolnieniu z pracy i planach na przyszłość z radną powiatu złotowskiego rozmawia Klaudia Siekańska

To nie pierwszy raz, gdy zostaje Pani radną w wyborach uzupełniających. W 2014 roku właśnie w ten sposób zasiadła Pani w Radzie Miejskiej Okonka. Czy jakieś porównania się nasunęły, mimo innych procedur powoływania radnych (w przypadku rady gminy muszą być rozpisane kolejne wybory, w powiecie na miejsce ustępującego radnego wchodzi osoba z kolejną, największą liczbą głosów)?

Rzeczywiście mam to szczęście, że doświadczyłam tego zarówno na poziomie gminy, jak i powiatu. Kłamstwo lustracyjne radnej Kasprzyńskiej ujawniono na przełomie 2012/2013 roku, 2 lutego 2014 roku natomiast były przeprowadzone wybory uzupełniające. 25 lutego z kolei złożyłam ślubowanie. Jeśli chodzi o radę powiatu, to ta procedura jest znacznie krótsza. Mandat Romualda Duszary wygasł 16 maja 2016 roku. Postanowienie komisarza wyborczego o objęciu jego miejsca przez mnie w Dzienniku Urzędowym Województwa Wielkopolskiego ogłoszono już 2 czerwca. Jak widać trochę to trwało, aż złożyłam ślubowanie. Spodziewałam się takiego obrotu sprawy. Już w wyborach uzupełniających do rady gminy pewne osoby próbowały ingerować w moje życie prywatne. Dlatego też na minionej sesji Rady Miejskiej Okonka pozwoliłam sobie powiedzieć do zgromadzonych: Co wy teraz ze mną zrobicie? To była taka moja pierwsza myśl, gdy w kwietniu dowiedziałam się, że zajmę miejsce śp. Romualda Duszary.

Pani pierwsze słowa po ślubowaniu były dla wielu osób zaskoczeniem. Długo się Pani zastanawiała nad tym, jakie problemy poruszyć?

Prawdę mówiąc niespecjalnie się przygotowywałam. Wiedziałam, że chcę się jednak wypowiedzieć. Chociażby dlatego, że ludzie, moi wyborcy, żyli tym. Dopytywali się, kiedy wreszcie nastąpi to ślubowanie. Dziwiła ich taka decyzja przewodniczącej rady powiatu. Nie kryli rozgoryczenia. Ja właściwie nie mam żalu do nikogo. Jestem w samorządzie od wielu lat i wiem, jak niektóre sprawy wyglądają. Wiedziałam, jak będzie, wiem, kto rządzi powiatem. Co do decyzji przewodniczącej, nie zamierzam jej komentować. Zrobiła jak uważała i muszę to uszanować. Powiat jednak nie popisał się w tej kwestii znajomością prawa. Skoro postanowienie komisarza wyborczego zostało wydane, to trzeba je wykonać. Proszę sobie wyobrazić sytuację, że starosta nie wykonuje postanowień rady. Tak przecież nie może być. Co do mojego wystąpienia na październikowej sesji, to chciałabym zauważyć, że zostałam chyba źle zrozumiana. Wspominając o Romualdzie Duszarze miałam na myśli to, że gdy umiera burmistrz, kolejny musi być wybrany w ciągu trzech miesięcy. Zatem zadziałoby się to szybciej, niż ja zostałam radną powiatową. Rzeczywiście zapadła grobowa cisza na sali, nikt tego nie sprostował. Być może źle to zinterpretowałam.

Reklama

Czemu wcześniej nie zabrała Pani głosu? Czemu zabrakło komentarza 28 września, gdy została Pani zaprzysiężona?

Chciałam uniknąć czepiania się moich słów, a następnie ich prostowania. Czekałam, jak długo będą przeciągali moje ślubowanie. Co do sesji, to byłam umówiona z przewodniczącą, że nie po ślubowaniu, jak jest to zwyczajowo, a na koniec odczytana zostanie moja skarga skierowana do rady powiatu. Wiem, że skargę na przewodniczącą pisze się do wojewody, chciałam jednak, aby to się stało. Przewodnicząca zapewniała mnie, że ją odczyta i będę mogła od siebie coś powiedzieć. Tak się nie stało. Prawdę mówiąc zupełnie mi nie chodziło nawet o odczytanie skargi, a bardziej o podziękowanie pewnym osobom. Na następnej sesji postaram się to sprostować.


W dalszej części rozmowy zadałam jeszcze m.in. takie pytania:

Jak Pani myśli, czy to ślubowanie mogło być czystą zagrywką polityczną?

Jakie zatem ma Pani plany jako radna powiatu?

Czy w związku z zawirowaniami wokół Pani osoby nie myślała Pani o tym, żeby się wycofać? Dać sobie spokój z polityką?

Subskrybuj i czytaj wszystkie artykuły bez ograniczeń[[pay]]


Poseł Romuald Ajchler to postać, która dość często wywoływana jest do tablicy przy okazji Pani sprawy.

Skarga posła rzeczywiście miała duży wpływ na przyśpieszenie mojego ślubowania. Nie było tam jednak żadnych nacisków. Poseł uznał, że było to po prostu zbyt lekceważące. Chciałam zauważyć, że ja o tych działaniach dowiedziałam się dużo później. Poza tym nikogo nie straszyłam i nie straszę posłem Ajchlerem. Napisał do wojewody skargę na przewodniczącą i sprawa została przyśpieszona. Coś go musiało wyprowadzić z równowagi.

Reklama

Jak Pani myśli, czy to ślubowanie mogło być czystą zagrywką polityczną?

Myślę, że tak, znam osoby z nazwiska. Wiem, kogo na co stać. Dziwię się tylko, że przewodnicząca nie zajęła swojego stanowiska i powiedziała: Takie jest zarządzenie i trzeba je wykonać. Ja bym tak zrobiła, kto by to nie był. Na pewno gdyby w tej sytuacji były rozpisane wybory, mieliby duże szanse na wprowadzenie swojego człowieka. Czasami kielich goryczy trzeba jednak przełknąć. To było moje ryzyko startowania do powiatu. Nawet nie zabiegałam za bardzo, dlatego też mój wynik nie był szokujący. Do rady miejskiej nie bardzo chciałam startować, bo praca w samorządzie przynosi mi satysfakcję wtedy, gdy można coś zrobić, a spodziewałam się, że po wyborach w gminie będzie tak, że to raczej się nie uda.

Czy ta polityka mogła mieć też coś wspólnego z Pani zwolnieniem?

Raczej tak. Tym bardziej, że już w lutym otrzymałam informację od niektórych rodziców moich uczniów i mieszkańców Okonka, że jest pewna lista ludzi do zwolnienia. Przykre to było, że o takich sprawach dowiedziałam się w taki sposób, że ta plotka krążyła gdzieś po mieście, a ja dowiaduję się na końcu. Gdy w maju otrzymałam wypowiedzenie, postanowiłam sprawę oddać do sądu. Byłam pewna swojej racji. Co innego gdyby rzeczywiście nie było pracy. Kiedyś każdy się będzie musiał z tym zmierzyć. Zresztą niedługo tak się stanie, PiS nie odpuści reformy oświaty. Samorządowcy będą musieli znaleźć zatrudnienie dla nauczycieli gimnazjum. To moje zwolnienie, po tylu latach pracy, w sytuacji, gdy zostały mi 3 lata do emerytury, było podłe. Moi przeciwnicy, nie tylko polityczni, rzeczywiście w ten sposób chcieli mnie upodlić i poniżyć. Postanowiłam jednak, że oddam tę sprawę do sądu. Nikt nie będzie bawił się moim kosztem. Tym bardziej, że byłam pewna swoich racji. W tym miejscu chciałam podziękować rodzicom, a także tym wszystkim, którzy wspierali mnie w tej niecodziennej sytuacji. Nie było to łatwe, ludzie czują się zastraszeni. Boją się, że gdy będą musieli załatwić jakąś swoją sprawę, spotkają się w związku z tym z nieprzyjemnością. Efekt jest jednak taki, że przywrócono mnie do pracy. Informację w sierpniu przekazała mi pani dyrektor Szkoły Podstawowej, mówiąc, że jednak utworzone zostaną 2 klasy pierwsze i 4 klasy drugie, zatem zostanie po staremu.

Reklama

Czy ten rozdział w swoim życia zamierza Pani już definitywnie zamknąć?

Na pewno nie chcę do tego wracać. Mam jednak prawo wypowiedzenia się. Poza tym to małe środowisko, wszyscy się znamy. Ja nie zamierzam palić za sobą mostów.

Jakie zatem ma Pani plany jako radna powiatu?

Powiem tak: jestem w opozycji, zatem za dużo nie będę mogła zdziałać. Wiem, jaki jest skład zarządu, prezydium, dlatego też szału nie będzie. Cieszy mnie jednak, że jest zrobiona droga do Łomczewa. Czekaliśmy na nią prawie 10 lat. Chciałoby się, aby była jednak lepiej zrobiona, ludzie to mówią. Poza tym cieszy mnie to, bo jest to jeden z punktów naszego programu wyborczego Wspólny Powiat, podobnie jak droga do Chwalimia. Zadania powiatu są oczywiście trochę inne niż gminy. W pewnym sensie rozumiem starostę, bo wiem o tym, że gmina może łatwiej pozyskać dofinansowanie ze środków zewnętrznych. Ten wkład procentowy powiatu musi być większy. Nasza gmina jest tą, gdzie tych dróg powiatowych jest najwięcej. Wiem, w jakim są stanie i chciałoby się naprawić wszystkie. Trochę niezrozumiałe jest dla mnie jednak to, że droga do Ciosańca została zepchnięta na dalszy plan. Na miejscu starosty zastanowiłabym się nad tym. Myślę, że ważniejsze są te drogi, gdzie jest niebezpiecznie, gdzie dochodziło do śmiertelnych wypadków, tak jak w przypadku Ciosańca.

Reklama

Będzie Pani zabiegać o współpracę na rzecz gminy z pozostałymi radnymi powiatowymi z Okonka?

Rozmawiać mogę, ale nic na siłę. Wydaje mi się, że będą realizować swój program wyborczy. Znam też siebie i ja prostu nie wchodzę tam, gdzie mnie nie chcą, nie będę się na siłę wpychała. Będę zwracać jednak uwagę na to, jakie stanowiska zajmują, co robią dla naszej gminy. Na razie jest plus, bo jest ta droga do Łomczewa. Na jej temat jednak jeszcze się wypowiem.

Czy w związku z zawirowaniami wokół Pani osoby nie myślała Pani o tym, żeby się wycofać? Dać sobie spokój z polityką?

Nie. Chyba to działa w drugą stronę. Sprawy społeczne zawsze były mi bliskie. To co dzieje się na terenie gminy i powiatu nie jest mi obojętne. Niektórym faktycznie na tym nie zależy. Mi się wydaję, że dla Okonka taki złoty wiek zakończył się 21 listopada 2010 roku, kiedy Duszara przegrał z Jasiłkiem. Od tamtego momentu, mam wrażenie, nie ma pomysłu na gminę w wielu kwestiach. Póki co jednak nie myślę o odejściu. Zostały dwa lata tej kadencji. Zobaczymy, co będzie w przyszłości. Czy zdrowie mi na to pozwoli.

Dziękuję za rozmowę.[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości