Reklama

Dobro powraca

15/04/2014 00:00
Trzy różne osobowości i jeden wspólny cel - pomóc tym, którzy tego potrzebują

Drobnych gestów nie da się zaplanować, nie trzeba ich wymyślać i nic postanawiać. Przechodzimy obok nich, dotykają nas. Tylko wymagają odrobiny uważności, by je dostrzec. 24-letnia Justyna Kierzk z Arkiem Tomke znają się niemalże od zawsze. – Nasi rodzice są przyjaciółmi. W każde wakacje jeździłam do Osowa i bawiliśmy się razem – mówi Justyna, ekspedientka sklepu spożywczo-przemysłowego.

Z biegiem czasu kontakt ich uległ rozmyciu. Każde z nich poszło swoją drogą. – Kiedy Justyna udostępniła na portalu społecznościowym informację o tym, że jeden z mieszkańców Lipki uległ wypadkowi i potrzebuje pomocy, zmobilizowało mnie to do pracy. Chciałem pomóc – zdradza Arek Tomke, prowadzący przydomowe gospodarstwo. Wystarczyło wykonać kilka telefonów i wysłać wiadomość.

– Napisałam do Gminnego Ośrodka Kultury w Lipce z prośbą o pomoc. Nie miałam pojęcia, z kim koresponduję, lecz odpowiedź brzmiała: ,,Oczywiście, że pomożemy. Jest to wspaniały pomysł” – relacjonuje Justyna, która już następnego dnia poznała Martę, 31-letnią pracownicę biblioteki publicznej w Lipce – to właśnie ona odpowiedziała na jej wiadomość. Każdy w życiu o coś walczy – o pozycję w firmie, stypendium, większe zarobki. Ta trójka zaprzyjaźniła się w momencie, kiedy Szymon walczył o powrót do normalnego życia.

[[reklama]]

Praca za darmo

Wiele o osób na myśl o tym krzywi się. Pomagać można rodzinie, najbliższemu przyjacielowi, ale obcej osobie? Z pewnością niejeden człowiek zadaje sobie retoryczne pytanie: ,,po co?”. – Urodziłem się z rozszczepem podniebienia. Pierwszą operację miałem mając niespełna dwa lata. Od dziecka patrzyłem na cierpienie innych osób w szpitalach. Teraz, kiedy mogę cokolwiek dać od siebie, nie chcę być obojętny na ludzką krzywdę – opowiada Arek.

W szkole nie był wytykany palcami przez to, jak wygląda. – Zawsze byłem uśmiechnięty, przepełniony energią. Wychowawczyni z podstawówki powtarzała, że koledzy z klasy powinni brać ze mnie przykład – wspomina z szerokim uśmiechem na twarzy. Dobro wywodzi się z korzeni, tego nie można się nauczyć.

– W każdym krytycznym momencie mojego życia rodzice dodawali mi otuchy. Kazali mi wierzyć w siebie. To dzięki nim podejdę po raz kolejny do egzaminu maturalnego z matematyki. Od dziecka powtarzali mi, że powinno się pomagać, bo daje to ogromną satysfakcję, której nie da się przeliczyć na żadne pieniądze – dodaje Justyna.

Dywagacje na temat nakładu sił i środków, rozmyślanie nad tym, czy jest to opłacalne, nie ma sensu. Decyzja o niesieniu pomocy powinna zapaść w sercu, a nie w głowie. – Nawet nie zastanawiałam się nad tym, czy pomóc choremu dziecku, którego nawet nie znam. W ciągu kilku sekund wiedziałam, że chcę to zrobić – mówi Marta, również doświadczona przez los. – Moja córka zachorowała na młodzieńcze zapalenie stawów, później doszło do zapalenia błony naczyniowej oka. Musiałam wziąć urlop w pracy, ponieważ Zuzia była najważniejsza. Wiedziałam jednak, że przez to nie będę miała do czego wracać. Zostałam zwolniona. Sądziłam się z pracodawcą przez rok, jednakże udało mi się wygrać tę sprawę. Dało mi to dużego kopa do dalszego działania.

Pomagając innym, tłumisz swoje problemy

- Jeśli w szkole stanąłem w obronie słabszego, czułem się lepiej. Dzięki temu nie odczuwałem, że czymkolwiek różnie się od innych – podkreśla Arek. Wielu jednak sądzi, że...

To tylko fragment artykułu Karoliny Rolbieckiej z AL 15/2014, s. 25




Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama