Reklama

Dopiero zacznie się wojna!

15/10/2014 13:29
Wzajemne oskarżenia, wyzwiska, a nawet rękoczyny. Każda ze stron twierdzi, że są szanowanymi mieszkańcami Podgaj. Sąsiedzi nie chcą sprawy komentować

Tydzień temu Bernadeta R. poszła z dziećmi na festyn w Podgajach. Kiedy po trzech godzinach wróciła do domu nie chciała wierzyć własnym oczom - dziecięce zabawki na podwórku były połamane, pocięta kanapa i ubrania, przebite opony w rowerach, porozlewana farba, poprzewracane śmietniki. Zawiadomiła policję. – Kiedy im powiedziałam, kto to zrobił, to oni stwierdzili, żeby nikogo bezpodstawnie nie oskarżać, bo jeszcze za to mogę odpowiedzieć. Kazali spisać straty i założyć sprawę cywilną. Jednak dodali, że bez gwarancji powodzenia, bo nie ma dowodów na to, iż zrobiła to sąsiadka z naprzeciwka – tłumaczy kobieta.
- Wszyscy we wsi mówią, ale po cichu, bo się jej boją, że ona powinna się leczyć. Wszystkim dokucza – dodaje matka pani Bernadety. Przypomniała sytuację sprzed kilku lat, kiedy to sąsiadka, Janina Z., przyszła do nich do domu, coś tam opowiadała i córka w pewnym momencie zaśmiała się. – Mnie nie było wtedy w mieszkaniu. Zaczęła córkę okładać pięściami. Mąż był po operacji, ale jakoś udało mu się wstać z łóżka, chwycił trzonek od miotły i pogonił ją. Takie rzeczy się tutaj działy. My w Podgajach nie mamy żadnych wrogów oprócz niej.

Chodzi wszędzie z nożem

Córka Bernadeta twierdzi, że jej koszmar zaczął się dwa lata temu. – Kiedyś pod sklepem sąsiadka wyzywała od różnych moje dziecko. Kiedy zwróciłam jej uwagę, to rzuciła się na mnie, zaczęłyśmy się szarpać. Chwyciła butelkę, uderzyła nią mnie, potem chciała mi poderżnąć nią gardło. Na szczęście byli w sklepie mężczyźni, to ją odciągnęli. Podałam ją do sądu i wygrałam sprawę. Sąsiadka ma do odrobienia 1.500 zł, ale nie pracuje, bo podobno noga ją boli. Dzisiaj widziałam, jak w Okonku dźwigała pełne torby i jakoś nie kulała –wspomina. Wyrok zapadł w kwietniu tego roku, Janina Z. odwołała się od niego do sądu drugiej instancji, ten w sierpniu podtrzymał orzeczenie złotowskiego sądu.


Ta kanapa miała trafić niedługo do pokoju. Niestety - mówi z żalem Pani Bernadeta

Kobiety twierdzą, że nie mogą spokojnie przejść obok sąsiadki, bo zaraz padają pod ich adresem wyzwiska i obelgi. – Pokazuje takie gesty, że aż wstyd na kobietę w takim wieku. Chodzi wszędzie z nożem. Gdyby podczas festynu był ktoś z nas na podwórku, to kto wie, jakby się to skończyło – tłumaczą. – My wiemy, że ona to zrobiła, bo nikt nie czuje do nas urazy. Z innymi sąsiadami żyje nam się bardzo dobrze. W tym domu mieszkają trzy rodziny i nikt przez trzydzieści lat nie powiedział drugiemu złego słowa. Jak komornik zacznie jej zabierać to, co ma odpracować, to dopiero zacznie się wojna, strach będzie wyjść – mówią przejęte.

Jaka święta teraz!

- Do gazety z tym poleciała? – tak Janina Z. skomentowała zarzuty sąsiadki pod swoim adresem. – Kto to zrobił? Sama wszystko pocięła, żeby na mnie winę zwalić. Ja przez cały festyn byłam u siostry, dzwoniłyśmy do Kanady. Ja mam świadków – dodaje. Siostra potwierdza: – Jasia była u mnie od siedemnastej do dwudziestej. Ona jeszcze ma śmiałość ją oskarżać? A kto, jak jadę z mamą na wózku inwalidzkim, to krzyczy: „weź tę k… bo nie mogę na nią patrzeć”. Takie słowa do mojej mamy? Mnie wyzywa od „posesji”, bo kupiłam taki mały, zniszczony domek tu w Podgajach. Do czego to podobne?! Ja mam dzieci starsze od niej – mówi oburzona.


Opony w rowerach też poprzecinano

– Ja z nożem ganiam? A kto mnie gonił z nożem po lesie? Ludzie przecież widzieli. Jaka święta się zrobiła! – twierdzi Janina Z.
Siostry zgodnie potwierdzają, że to Bernadeta R. jest źródłem wszystkich konfliktów. – Nas ludzie tu szanują, proszę popytać. Jej się robić nie chce i tyle. Myśli, że odszkodowanie dostanie? Z socjalnego tylko żyje – oświadczają.
Co na to inni mieszkańcy Podgaj? – Panie, daj pan spokój. Ja się nie chcę w to mieszać – mówi napotkany mężczyzna. Bardziej pojednawcza jest młoda dziewczyna. – I po co im to całe zamieszanie, nie można to w zgodzie żyć? Z tego, co wiem, to od lat włóczą się po sądach. Gorzej jak Kargul i Pawlak – tłumaczy.

Z zachowania obu zwaśnionych kobiet wynika, że raczej o pojednaniu nie ma tu mowy, sprawy zaszły za daleko. Chyba w myśl słynnego cytatu: „Sąd sądem, ale sprawiedliwość musi być po naszej stronie”. W filmie „Sami swoi” do zgody jednak doszło. Może i w Podgajach się to uda.

Ryszard Mikietyński
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości