Kilka godzin spędzonych w domu państwa Brodzicz to zdecydowanie za mało. Na zapoznanie się ze zbiorem zdjęć, map, licznych dokumentów urzędowych oraz innymi pamiątkami potrzeba raczej dni. Pan Tadeusz dowody przeszłości zaczął kolekcjonować w latach 50. ubiegłego wieku, już jako nastolatek.
Gdy byłem mały lubiłem siadać i słuchać opowieści dorosłych. Zresztą byli to pierwsi osadnicy, którzy przyjechali tutaj po wojnie. Mieli zatem wiele ciekawych historii
– wspomina. Rodzina naszego rozmówcy, podobnie jak wielu okonczan, przybyła z innych rejonów kraju. Oprócz takich jak oni pozostali tutaj również potomkowie byłych pracowników, którzy przed wojną dobrowolnie zarabiali u niemieckich gospodarzy (m.in. Kozłowscy, Fabrowscy i Konkiel), a także Niemcy (państwo Lubenow). Brodziczowie przyjechali z Bydgoszczy, ale nie wszyscy od razu. Pierwszy był senior rodu, pan Feliks.
Ojciec był młody, żądny przygód. Z kolegami zatem zmówił się i zorganizowali grupę osiedleńców i pionierów
– mówi T. Brodzicz.
Załadowali się w pociąg i pojechali na zachód. Pierwszy przystanek był w Pile, drugi na dworcu Chyże w Szczecinku. Tam na placu Wolności komendantury radzieckie poprzydzielały ich do określonych miejscowości. Na początku nie mogli sami wybierać. Ojcu trafił się Racibórz
– wspomina nasz rozmówca. Pierwsi osadnicy mieszkali w jednym budynku na rogu ulic Lipowej i Kowalskiej, dom stoi do dziś. Wspólne mieszkanie na owe czasy miało swoje zalety, w tym przede wszystkim zapewniało bezpieczeństwo. W Okonku rządzili bowiem radzieccy żołnierze, trwała wojna – można było spodziewać się wszystkiego. Na swoje przenieśli się po kilku miesiącach. Mama i bracia pana Tadeusza (on urodził się już w Raciborzu, czyli dzisiejszym Okonku) dojechali w kwietniu 1945 roku. Zakończenie wojny świętowali zatem wspólnie. Własny kąt znaleźli przy ul. Szczecińskiej 16.
Nie warto, nie nasze – Tu gdzie jest dom handlowy była poczta. O, a tutaj, ten balkon jest zresztą nadal, znajduje się nad wejściem do banku. Tu był komisariat policji – pan Tadeusz wyjaśnia, jak...
Skarby ukryte w domu – Okonek to zlepek ludzi z różnych rejonów kraju. To również jeńcy wojenni, przetrzymywani w okolicznych obozach. Ludzie z wieloma ciekawymi, nierzadko i dramatycznymi rodzinnymi historiami...
Tu gdzie jest dom handlowy była poczta. O, a tutaj, ten balkon jest zresztą nadal, znajduje się nad wejściem do banku. Tu był komisariat policji
Reklama
– pan Tadeusz wyjaśnia, jak kiedyś urządzony był Okonek.
W budynku gimnazjum zawsze była szkoła. Pierwszą administrację samorządową w 1945 roku organizował głównie pan Bojarski. Szkolnictwo z kolei, we wrześniu tego samego roku, małżeństwo Myc
– dodaje. Brodziczowie w tym czasie przy Szczecińskiej 16 mieli sklep spożywczo–przemysłowy.
Pierwszym komendantem posterunku milicji był pan Gil, były żołnierz powstania warszawskiego.
Wszyscy mężczyźni z urzędu stali się natomiast szeregowymi milicjantami, czuwającymi nad porządkiem i bezpieczeństwem w mieście. Jak zauważa pan Tadeusz, choć ludzie tutaj układali sobie życie, nie bardzo traktowali to miejsce jako własne.
Była taka propaganda, że będzie III wojna światowa. Wszyscy ciągle czekali na „Andersa na białym koniu”. Nikt się nie przywiązywał do niczego. Ten stan trwał wiele lat. Zresztą Okonek nie był przecież zniszczony w wyniku działań wojennych. Brak dbałości i odpowiedzialności pierwszych mieszkańców i władzy doprowadziły do zaniedbań. Radzieccy żołnierze tym bardziej niczego nie szanowali. Oni uważali, że skoro to niemieckie, to trzeba niszczyć. I tak to wyglądało
– tłumaczy.
Okonek to zlepek ludzi z różnych rejonów kraju. To również jeńcy wojenni, przetrzymywani w okolicznych obozach. Ludzie z wieloma ciekawymi, nierzadko i dramatycznymi rodzinnymi historiami. Jest zatem o czym opowiadać. W wielu domach do dziś znajdują się liczne pamiątki, o które młodzi często już nie dbają. Zdarza się, że lądują one na śmietnikach jako stare, niepotrzebne nikomu rzeczy. Tymczasem naocznych świadków tych najstarszych wydarzeń już nie ma. Jedyne co zostało to właśnie te zdjęcia i „papiery”. Zdaniem naszego rozmówcy to jednak całkiem sporo i trzeba zadbać, aby przetrwało to dla kolejnych pokoleń.
Dużo pamiątek otrzymałem od zmarłej Oli Tańskiej. Ona natomiast, znanymi sobie źródłami, pozyskała wiele dokumentów należących do Erwina Thiela, który był archiwistą w niemieckim ratuszu w Okonku
– mówi T. Brodzicz. Nasz rozmówca gromadził również materiały w czasie, gdy pracował w jednostce wojskowej. Zajmował się wtedy m.in. prowadzeniem kronik. Pan Tadeusz zwraca uwagę, że po zmianie ustrojowej gros interesujących dokumentów po prostu wyrzucano lub palono. Jednym z pomysłów, który zrodził się kilka lat temu w głowach pana Brodzicza i grupki podobnych jemu pasjonatów, było utworzenie izby pomięci. Miejscem, które na ten cel wymarzyli sobie inicjatorzy, jest budynek po byłym kinie. Słów do tej pory nie udało im się jednak przekuć w czyn. Dziś pan Tadeusz już nawet nie zabiega o to tak jak dawniej, teraz tylko raczej apeluje.
Może znajdzie się ktoś, kto to pociągnie. Ja już nie mam na to siły, podobnie jak moi znajomi, którzy mają taką samą siłę przebicia jak i ja. Ta osoba na pewno musi być kimś z pasją, kimś kto będzie miał do tego serce. Wtedy to się powinno udać, a warto. W końcu to nasza historia. Ludzie prędzej czy później będą się o nią dopytywać. Kto wtedy ją opowie, gdy wszyscy już powymierają? A tak zostaną chociaż te dokumenty i zdjęcia
– mówi z nadzieją Tadeusz Brodzicz.[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
No więc właśnie,stwórzmy Izbę Pamięci.najwyższa na to pora.
witam ja służyłem w okonku w jednostce w latach 2000//2001 mile wspominam to miejsce i pana brodzicza mojego szefa kompani ,szkoda ze juz nie ma śladu po tym miejscu
No więc właśnie,stwórzmy Izbę Pamięci.najwyższa na to pora.
witam ja służyłem w okonku w jednostce w latach 2000//2001 mile wspominam to miejsce i pana brodzicza mojego szefa kompani ,szkoda ze juz nie ma śladu po tym miejscu