Reklama

Drzymałów ci u nas dostatek cz.2

02/08/2016 19:00
- Ja w tej budzie, na czterech metrach, mam kurwa całe swoje życie! - mówi jeden z dziewięciu bezdomnych z gminy Zakrzewo. Trzech z nich przebywa w… wozach

Pierwszą część artykułu przeczytać możesz tutaj: Drzymałów ci u nas dostatek cz.1

Henryk, czyli Charon?

Najpierw zmarł Leon. Ten ze Starej Wiśniewki. Pan Henryk zamieszkał z nim, gdy stracił mieszkanie w bloku w Wiśniewce właśnie. Musiał się wyprowadzić, gdy zlikwidowali rejon dróg w Złotowie i przenieśli go do Piły. A pan Henryk tyle lat walcem po drogach jeździł…

Przecież ja mam już 28 lat przepracowane w warunkach szkodliwych

– mówi, zapraszając do wozu zaparkowanego na tyłach gospodarstwa w Czernicach. Kupił go jeden z „fachowców”, u których pracuje nasz sześćdziesięcioletni gospodarz. On rozsiada się na łóżku, mi wskazuje leżankę, z której odsuwa stertę ubrań. To jak to było z tym Leonem ze Starej Wiśniewki?

Reklama

Zmarł, a jego buda zaczęła się walić

– mężczyzna zastrzega, że nie chce, by gdzieś w gazecie pojawiło się jego nazwisko. W ogóle najchętniej to by za wiele nie mówił, ale o Kaziku opowiedzieć musi.

Wcześniej mieszkałem w Czernicach razem z Kazikiem. Później, jak on zmarł, mieszkałem tam, żeby się opiekować tym całym zabytkiem jego. Tam byłem w sumie pięć lat

– rodowity czerniczanin wyjaśnia, że posesję Kazika kupiła firma meblowa, a on musiał się wynieść. Znowu był bezdomny, drugi raz w tarapaty wpędziła go śmierć gospodarza. Ostatnie dwa lata przed przeprowadzką do wozu pan Henryk spędził w innym pustostanie w Czernicach.

Reklama

Mieszkałem tu naprzeciwko, bo ten gościu mieszka w Niemczech i ja tam pilnowałem, żeby nie okradli.

Wolę być sam

Pan Henryk ma trzech braci i dwie siostry, własnej rodziny nie założył, choć próbował. Sam jest od dwudziestu lat, od śmierci mamy.

W baraku przebywa od wiosny tego roku. Urządził go jak umiał: z dużej garderobianej szafy wygląda garnitur, sportowe kurtki, sweter; kredens z pięcioma pouchylanymi szufladami kryje drobny sprzęt; na nim stoi mały telewizor przypominający pierwsze komputery Atari – klik i po chwili lampy są gorące, a na ekranie pojawia się obraz; całości dopełnia kuchenka gazowa z zieloną butlą pod spodem i okna ze złotymi szprosami. Tu rodzaj ludzki ukazuje się we wszystkich przepychach nędzy.

Reklama

Dobrze się tu mieszka, tylko jak latem się nagrzeje… Duchota, ale szybko nie idę spać

– przekonuje pan Henryk.

Niech nie zmyli Państwa ta czapka – pan Jan nie jest marynarzem słodkich wód. Po prostu w takim nakryciu głowy chciał wystąpić

Od lat bezdomny mieszkaniec gminy Zakrzewo pracuje u tzw. „fachowców”. Wyrzuca gnój, oporządza zwierzęta, oni kupują mu tytoń, coś tam płacą. Do tego swoje trzy grosze dorzuci Gminny Ośrodek Pomocy Społecznej w Zakrzewie.

W sezonie zimowym dostaję na sklep, na artykuły żywnościowe. Biorę towar na 200–300 zł, a GOPS płaci

Reklama

– wyjaśnia mężczyzna, przyciskając i tak już wygładzone deszczem włosy.

W urzędzie pracy jestem zarejestrowany, ubezpieczenie mam

– podkreśla.

Bo pan Henryk plan na przyszłość ma. Na zawsze w baraku nie zostanie.

Później do domu seniora pójdę, jak będę miał emeryturę czy rentę

– planuje. O gminnej noclegowni nie myśli.

Wyraźny chłopak z kempingu

– Kto pana nasłał?
– Nikt.
– Niech mnie pan posłucha, ja wiem, co mówię i jestem wyraźny chłopak. Kto pana nasłał? Z jakiej racji pan interesuje się moją osobą?
– Bo gmina chce zrobić noclegownię…

Reklama

Jan Łajtar jest trzecim z dziewięciu mężczyzn zaliczanych przez gminę Zakrzewo w poczet bezdomnych. Spotykamy się pod sklepem w Drożyskach Wielkich, skąd wychodzi z zakupami: chleb, zupki chińskie, nogi kurczaka… A za pazuchą piwo. Podwożę go do przyczepy.

Zobacz pan, wszystko się rozlatuje. Okna nie ma, szyberdachu nie ma, wszystkie ciuchy mokre są w środku. Cieknie. Normalny człowiek by nie przeżył w tych warunkach. Tylko że ja jestem rusek, wytrzymuję

– na wstępie pan Jan zaznacza, że tu chodzi o glinę. On jest z innej gliny.

Reklama

Gdy w marcu 2013 roku miał w budzie minus 13°C i „200 stopni ciśnienia”, a chleb mógł siekierą rąbać niczym zesłańcy na Syberię, wezwał pogotowie.

Chcieli mnie do noclegowni zabrać, ale nie zgodziłem się, bo byłem nieogolony

– taki charakter.

Jedna szczerość

Pan Jan od sześciu lat wegetuje w starej przyczepie kempingowej. Kilka merów od domu, który wybudował dwadzieścia sześć lat temu.

Ładny dom, z ogrzewaniem. Tymi rękami postawiłem. Cała wioska jest świadkiem. Nie ma sprawiedliwości. Ja przepraszam, trochę się rozczulam, ale szczerość jest jedna, nie ma dwóch szczerości

Reklama

– poorane przez czas policzki mężczyzny zwilżają łzy i kapią na niebieską koszulę. Na nią mieszkaniec Drożysk Wielkich zarzucił elegancką kamizelkę. Te rzeczy zabrał z domu, który opuścił z własnej woli. Po rodzinnej kłótni, która oparła się o gminę, policję i sąd. Zakończyła się rozwodem, a teraz ma być jeszcze podział majątku.

Do tego czasu Jan Łajtar będzie w swojej budzie, jak mówi o zdezelowanej przyczepie.

Już tej zimy nie przeżyję. Widzi pan, okna nie ma, wszystko wyj… Przecież ja nie mogę całe życie marznąć

Reklama

– zawodzi, pokazując na ściany „domu” na kółkach. Jego jedynym towarzyszem jest telewizor – włącza go cicho, tak by nie zakłócił pracy dyktafonu. Rozwesela się też alkoholem.

A co z tego, że piwko sobie kupiłem? Nie mam prawa do prywatności, do wolności? Mam. Przy panu oficjalnie piję

– podnosi głos, czekając na reakcję. Zamiast tego pada pytanie, jak się ogrzewa. Nawet dziś, gdy od kilkunastu godzin leje, jest tu zimno, a wiar tańczy z firanką.

Jest tu piecyk, który nie grzeje. Tu już nie mam warunków do życia

Reklama

– podkreśla, wyciskając pięściami łzy.

A może chciałby pójść do noclegowni? Gmina podobno o tym myśli…

Przecież ja mam dom, 120 metrów…

– rzuca oburzony, choć od lat uznawany jest za bezdomnego. Nie ma znaczenia, że sam sobie wybrał taki los. Przez to nie jest w większym stopniu panem swojego życia niż pan Józef czy Henryk.

Jestem upokorzony, nie jestem wolny

– mówi na pożegnanie.

Gmina Zakrzewo poważnie rozważa możliwość stworzenia noclegowni dla bezdomnych w budynku byłej szkoły w Głomsku. Wójt Henryk Dobrosielski z kierowniczką GOPSu Iwoną Piątkowską sprawdzali, jak funkcjonuje noclegownia w Złotowie. Włodarz gminy zapewnia jednak, że zanim zapadną wiążące decyzje, gmina zapyta o zdanie mieszkańców Głomska.

Reklama

By noclegownia działała potrzebni są też chętni. Nikt żadnego bezdomnego na siłę do niej nie zaciągnie. Pan Józef, Henryk i Jan dziś pokazują, że wolą znane piekło od nieznanego nieba.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    fanka - niezalogowany 2016-08-04 09:04:05

    Mam wrażnie ze Pani Agata jest bez serca.Ja tez mam dzieci i tez wolałabym zeby byly mieszkania ale ja czy Pani mamy gdzie mieszkac,myc sie,usiasc w ciepłym mieszkaniu itd a oni nie !!!!!!!!!!!!!My mozemy sie domyslac jak im w tych barakowozach jest a zwlaszcza zima.A niech mi Pani uwierzy ze jak zrobia taka noclegownie to bezdomni potrafia sobie odmowic alkoholu po to aby poprawic sobie warunki zycia oczywiscie nie mowie tu o wszystkich ale wiekszosc napewno tak bo tak samo mowili bezdomni w Zlotowie a jednak potrafili sie zmienic i zyja sobie wszyscy razem bez alkoholu i w cieplum mieszkaniu.Takim ludziom trzeba pomagac nie wolno o nich zapominac poprostu szkoda tych ludzi

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Agata - niezalogowany 2016-08-03 13:49:32

    Nie lepiej przeznaczyć szkolę w Glomsku na mieszkania dla rodzin z dziećmi? Po co uszczęśliwiać bezdomnych na silę? Przecież to jasne, że tam nie zamieszkają z jednej prostej przyczyny-musieliby być trzeźwi, a oni raczej wolą pić. Przez picie tak sobie pościelili. Znam jednego z bohaterów-czlowiek ten jest namolny, sępi o piwo pod sklepem, często bywa spod niego przeganiany, bo się uchlewa i marmoli-takie są fakty. Nie dziwię się, że rodzina nie chce z nim mieszkać. Alkoholicy mają to do siebie, że oczekują iż otoczenie dostosuje się do nich, natomiast oni nie muszą stosować się do norm spolecznych. Nie spodziewam się, że uszanowaliby przygotowany dla nich budynek. Oni przecież nie widzą problemu w swoim piciu i nie zamierzają się leczyć. Nie mam zielonego pojęcia jak wójt sobie to wyobraża. Może jeszcze gmina zasponsoruje im pól literka dziennie? Szlag mnie trafia, kiedy slyszę o takim marnotrawstwie naszych pieniędzy. To już naprawdę na terenie gminy Zakrzewo nie ma bardziej potrzebujących ludzi, którzy czekają na pomoc i potrafią ją docenić?

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości