- Ten co bogaty, samochodem jeździł, to dostanie, a ten co biedny - nie - Jan Jegier denerwuje się na PUP, który nie zrefundował mu kosztów dojazdu na szkolenie. - Trzeba ponieść koszty, by można było je zwrócić - wyjaśnia Łucja Greczyło. Pan Jan dojeżdżał rowerem
Pan Jan, mieszkaniec Krzywej Wsi, w maju i czerwcu uczestniczył w szkoleniu brukarzy, na które skierował go Powiatowy Urząd Pracy. Zajęcia teoretyczne odbywały się w dawnym „rolniczaku”, praktyczne – w Józefowie, gdzie budowany był wcześniej chodnik, a w trakcie szkolenia, w którym uczestniczył nasz rozmówca, wjazdy na posesje. - Trzeba było dojeżdżać we własnym zakresie – opowiada pan Jan, dodając, że w jego przypadku dojazd do Złotowa nastręczał trudności. - Autobus pasował mi rano, po południu nie – tłumaczy, wyjaśniając, że choćby na kurs poranny i tak nie było go stać. - Samochodu ani motoru nie mam. Jeździłem rowerem – dodaje. Mężczyzna udał się do PUP z wnioskiem o zwrot kosztów dojazdu – otrzymał odmowną decyzję. - Według mnie to jest niesprawiedliwe. Ten co bogaty, samochodem jeździł, to dostanie, a ten co biedny – nie – irytuje się. - Zwrot powinien być przyznawany na podstawie listy obecności – uważa pan Jan.
[[reklama]]
Dyrektor Powiatowego Urzędu Pracy w Złotowie sytuację wyjaśnia – powołuje się na zapis Dziennika Ustaw z 13 czerwca 2013 roku, który mówi, że „starosta może wyrazić zgodę na finansowanie, w formie zwrotu, całości lub części poniesionych przez skierowanego bezrobotnego, kosztów z tytułu przejazdu na szkolenie”. Kluczowe są tutaj dwa sformułowania. Pierwsze: „forma zwrotu” oznacza, że finansowanie z góry, które umożliwiałoby zakup biletu osobom pozostającym bez środków nie jest możliwe, drugie natomiast: „poniesionych przez skierowanego bezrobotnego kosztów” jasno precyzuje, że owe koszty zwyczajnie muszą być – dojazd rowerem odbywa się natomiast bezkosztowo. - Nie ma podstaw prawnych do dokonania refundacji – tłumaczy Ł. Greczyło, dodając, że przed rozpoczęciem szkolenia bezrobotni zostali poinformowani o warunkach uczestnictwa w szkoleniu, w tym m.in. o zasadach zwrotu kosztów przejazdu.
Wagarowicze?
Problemów związanych z refundacją kosztów dojazdów ponoszonych przez bezrobotnych jest więcej – część z nich śmiało można określić mianem absurdalnych.
Szkolenie trwa do 17.00 – za każą godzinę zajęć uczestnicy otrzymują stypendium. Listę podpisują, dojeżdżają, skutkiem czego składają w PUP wniosek o zwrot kosztów. Pierwszy bilet: 15.33, drugi: 15.44. Pozostaje zapytać: czy bilet jest cudzy, czy ktoś się „urwał” ze szkolenia a pieniądze za cały wymiar czasu wziął? Bez znaczenia – obie formy są niezgodne z prawem. Zakupu takich biletów PUP nie refunduje – uznaje je za błędne. - Jeśli ktoś w takiej sytuacji podważa to, że urząd nie wypłacił stypendium czy refundacji, to wynika to z braku znajomości przepisów prawa. Zabieganie o nienależne środki często wskazuje na to, że nasi klienci nie mają wiedzy na temat obiegu dokumentów i zasad ich sprawdzania pod względem formalnym i merytorycznym – uważa Ł. Greczyło. - Refundację kosztów przejazdów ograniczyliśmy, bowiem było ze strony bezrobotnych zbyt dużo nieprawidłowości – na poparcie tych słów dyrektor podaje kilka przykładów.
Chytry plan
Znalazło się dwóch takich, którzy, umawiając się na wspólny dojazd, postanowili zaoszczędzić. Tydzień docierali na szkolenia samochodem jednego z nich, tydzień motorem, który należał do drugiego z panów – i tak na przemian. Wykalkulowali, że we wniosku o zwrot kosztów jako środek transportu korzystniej będzie wskazać samochód – tak też zrobili, pieniędzmi mieli się podzielić. Niestety, porozumienie – rzekomo – zawiodło i poszkodowany przyszedł do dyrektor naskarżyć na kolegę, a przy okazji zażądać zwrotu dla siebie. - Wyobraża Pani sobie, że oni liczyli na to, że my temu drugiemu też wypłacimy? - Ł. Greczyło wskazuje absurdalność tej sytuacji.
Zdarzały się też nieprzemyślane użyczenia samochodu – dwie osoby jednocześnie użytkowały ten sam samochód – takie sytuacje udało się zdemaskować dzięki czujnym sąsiadom hołdującym zasadzie „uprzejmie donoszę”. - Zdarzają się osoby, które nie akceptują nieprawidłowości i informują o nich urząd pracy – wyjaśnia dyrektor PUP.
Problemów przysparzają nie tylko kwestie dotyczące technicznej strony dojazdu – a konkretnie mówiąc – samochodu. - O zwrot kosztów zabiegali bezrobotni, którzy dysponowali pojazdem niedopuszczonym do ruchu – opowiada Ł. Greczyło mając na myśli głównie brak aktualnego przeglądu technicznego. - Czy teraz bezrobotny, deklarując, że takim pojazdem się poruszał oszukiwał urząd czy faktycznie nim podróżuje, naruszając przepisy ruchu drogowego? – pyta. Tak czy tak, działał wbrew prawu. - Urzędnicy mają stać na straży prawa – przypomina szefowa PUP.
Szefie, weź sobie kogoś innego
Jak się można zniechęcić do pracy? Szybko. Zdarzają się bezrobotni zainteresowani podjęciem zatrudnienia. Podpisują więc umowę, skierowanie, potem idą do pracy i... nic. - Nie przyznają się do tego, że nie zamierzają podjąć pracy, albo że pracują „na czarno”, tylko starają się pracodawcę przekonać, że nie są właściwymi pracownikami – opowiada dyrektor. Niektórzy podjęcia pracy odmawiają natychmiast, a jeśli zostaną pozbawieni statusu osoby bezrobotnej – odwołują się od tej decyzji. Jeden z panów pracy podjąć nie chciał ze względu na zły stan zdrowia. - W ślad za tym wysłaliśmy go do lekarza medycyny pracy, by ten wypowiedział się, czy bezrobotny rzeczywiście nie może tego zawodu wykonywać. Okazało się, że przeciwwskazań zdrowotnych nie ma. Odmowę pracy uznaliśmy więc za nieuzasadnioną – wspomina Ł. Greczyło, dodając, że bezrobotny został wcześniej poinformowany, że jeśli opinia lekarza okaże się odmienna niż jego deklaracja tak się właśnie stanie.
- Bezrobotni często też odmawiają pracy za najniższe wynagrodzenie, argumentując to tym, że ono jest zbyt niskie i nie pozwoli na życie. To ja się zastanawiam: jakie osoba bezrobotna bez prawa do zasiłku ma dochody, które są korzystniejsze od wynagrodzenia określonego przepisami prawa jako najniższe? - docieka szefowa PUP. Odpowiedzą jest często praca „na czarno”.
- Cały czas zabiegamy o to, by bezrobotni zakładali działalność gospodarczą – zmieniamy temat. Okazuje się, że mimo dobrych warunków finansowych szczególnego zainteresowania w tym temacie nie ma. Jak wynika z rankingu przygotowanego przez Ministerstwo pracy i polityki społecznej od kilku lat w powiecie złotowskim przyznaje się na ten cel więcej pieniędzy niż w Wielkopolsce. Rok 2010 to nieco ponad 18 tys. zł w skali kraju, ponad 16.700 zł w skali województwa i 17 tys. zł w powiecie złotowskim. Kolejny rok to kolejny dobry wynik - w 2011 w kraju na założenie działalności gospodarczej bezrobotni średnio otrzymali trochę ponad 16.200 tys. zł, w Wielkopolsce – ok. 14.450 zł, a u nas – nieco ponad 16 tys. zł. W 2012 trend się nie tylko utrzymał, ale i wzmocnił – w stosunku do średniej wojewódzkiej bezrobotni z terenu naszego powiatu otrzymywali ponad 2.500 zł więcej (ok. 17.800 zł), średnia kraju ukształtowała się natomiast na poziomie ok. 17.400 zł.
Zwrotowi podlega wartość faktycznie poniesionych i udokumentowanych kosztów z tytułu przejazdu najtańszym, publicznym środkiem transportu z miejsca zamieszkania do miejsca szkolenia lub odbywania stażu. W szczególnie uzasadnionych przypadkach możliwa jest refundacja kosztów z tytułu przejazdu własnym pojazdem (samochodem czy motocyklem, którego dana osoba jest właścicielem lub współwłaścicielem) – do wysokości ceny biletów komunikacji publicznej na danym odcinku. Jeśli takowa nie funkcjonuje – do rozliczenia przyjmuje się stawki cen obliczanych na zasadach biletów PKS
Patrycja Koplin
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze