Schorowanej babci, której mąż jest alkoholikiem, rodzice zostawili dwójkę dzieci. Sami żyją spokojnie w Holandii
Syn z synową wyjechali pięć lat temu do pracy do Holandii. Pani Krystyna została sama z wnuczkami. Dwa, trzy razy do roku rodzice odwiedzają dzieci, zasypują je prezentami. Po kilku dniach pobytu w Polsce ważniejsi od pociech okazują się jednak znajomi - codzienne grille, piwko, dyskoteki. Po dwóch tygodniach wracają do kraju tulipanów, a pani Krystyna zostaje z dziećmi. Jedna z dziewczynek idzie w tym roku do 6 klasy szkoły podstawowej, druga do zerówki. Oprócz nich kobieta ma na głowie dodatkowy problem – pijącego i awanturującego się męża. Przekleństwa, wyzwiska w obecności dziewczynek są na porządku dziennym. Zdarzało się również, że dziadek wykradał wnuczkom pieniądze, byle było na alkohol. Kilka razy interweniowała policja, pani Krystyna wystąpiła jakiś czas temu o rozwód. - Z mężem był problem niemal od ślubu, ale cały czas miałam nadzieję, że kiedyś się poprawi. Zresztą jak był trzeźwy to do rany przyłóż – opowiada pani Krystyna. - Potrafił w domu ugotować, posprzątać, zrobić zakupy. Jeszcze gdy syn z synową mieszkali u nas było nieco spokojniej. Bał się ich trochę. Kiedy pięć lat temu wyjechali, życie stało się koszmarem.
Obiecywali, że wrócą
Od męża już niewiele kobieta może oczekiwać, ale myślała, że na stare lata (przekroczyła już sześćdziesiątkę) będzie miała przynajmniej spokój. Kocha wnuczki, ale nie ma już sił, aby przez cały czas zastępować im matkę i ojca. – To nie tak miało być. Ciągle obiecywali, że ostatni raz jadą i za kilka miesięcy wrócą. Trwa to już pięć lat – skarży się rozgoryczona babcia.
Ale młodzi do Jastrowia wracać nie chcą. W mieszkaniu nie ma łazienki, ubikacji, trzeba palić w piecach. Warunki, jakie mają w Holandii, w porównaniu z tym co mają tutaj, to niemal luksus.
Na założenie kanalizacji i wody szkoda było pieniędzy, bo trzeba było kupić nowy komputer, play stadion, pochwalić się nowiutkimi butami ze znanej firmy. Samochód też od czasu do czasu wymienić, niech znajomi wiedzą, że na to nas stać. – Woda i ścieki kosztują, zresztą i tak kupimy kiedyś mieszkanie, to się wyprowadzimy – wmawiali matce. Ta jednak nie chce w to wierzyć, skoro od czasu do czasu przychodzą wezwania od komornika do zapłaty za to, co nabrali na raty.
Za kilka dni nowy rok szkolny, wszelkie przygotowania spadły na babcię. Na zebrania i wywiadówki nie chodzi, bo wstydzi się pokazać wśród młodych i dobrze ubranych matek. Młodzi obiecali, że we wrześniu na kilka dni przyjadą. Pewnie będzie tak jak do tej pory: kupią parę zabawek, trochę ciuchów, zabiorą dzieci do kina i McDonalda i na tym koniec. Resztę urlopu spędzą w odwiedzinach u znajomych. Potem wyjadą, a starsza kobieta zostanie z dwójką dzieci na głowie i mężem alkoholikiem…
[[reklama]]
[[nowa_strona]]
Zdjęli z nich ciężar
Zdaniem Jarosława Janusiaka, kierownika Miejsko–Gminnego Ośrodka Pomocy Społecznej w Jastrowiu, problem z dziećmi zostawionymi na wychowanie przez rodziców pracujących na zachodzie nie jest czymś nowym i z każdym rokiem narasta. Jednak większość z nich wyjeżdża latem na prace sezonowe i wraca. Przed wyjazdem muszą napisać oświadczenie, komu powierzają pod opiekę dzieci. – My potem sprawdzamy, jak one się chowają, czy opieka nad nimi jest należyta – tłumaczy kierownik. – Jeśli się jednak okaże, że opieka jest niedostateczna, a rodzice nie wracają lub jeśli wrócą i są niewydolni wychowawczo, to na podstawie wyroku sądowego dzieci są zabierane do tak zwanej „pieczy zastępczej” – dodaje. Jego zdaniem rodzice w takim przypadku sprawiają wrażenie, jakby się pozbyli problemu, są czasami bardzo szczęśliwi, że ktoś zdjął z nich ten obowiązek. Dzieci trafiają do placówek opiekuńczo–wychowawczych, nieliczni do rodzin zastępczych, co według kierownika MGOPS jest o wiele lepszym rozwiązaniem. – Udało się nam umieścić pewnego chłopca w rodzinie zastępczej. Tam okazało się, że ma on zdolności wioślarskie, a rodzic jest trenerem tej dyscypliny sportu – oświadcza.
Zdaniem Jarosława Janusiaka długie przebywanie rodziców poza domem powoduje zerwanie więzi rodzinnych, relacji pomiędzy dziećmi a rodzicami nikt już nie naprawi, nawet najlepsza opiekunka. - Zresztą mamy sygnały, co Polacy tam wyrabiają. Z czego się biorą coraz liczniejsze rozbite małżeństwa? Tam nie istnieją żadne hamulce, ludzie robią co chcą. Dojdzie do tego, że Jastrowie stanie się jedną wielką sypialnią. Coraz mniej młodych tu zostaje, po prostu brakuje pracy. Najboleśniej odczują to małe dzieci, bo kto ma je tak naprawdę wychować? Szkoła ma teraz, zgodnie z nowymi wytycznymi, tylko uczyć – mówi.
Do sporadycznych należą przypadki, że rodzice zabierają ze sobą swoje pociechy. Reszta zostaje pod opieką dziadków, cioci czy starszego rodzeństwa. Czasami na kilka lat, czasami jednak już na zawsze…
Ryszard Mikietyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze