Muszę przyznać, że drużyna się ustabilizowała. Rozegraliśmy już 5 meczów sparingowych, na które przychodziło średnio około 15 zawodników. Jak graliśmy mecz z Dziembowem było ich aż 17. Łącznie do klubu należy ich 27, to jest całkiem dobrze. Średnia wieku to z kolei 24-25 lat. Mamy też czynnego zawodnika, który gra od 35 lat w naszej drużynie. Na ostatnim meczu z Zelgniewem świętował zresztą 50. urodziny – Ireneusz Martin. Poza tym w tym roku dołączyło do nas 6 nowych zawodników. Przykre jest jednak to, że z samego Głubczyna mamy ich tylko dwóch, a gdyby tak chłopaki chcieli, to moglibyśmy mieć drużynę tylko z naszej miejscowości, tak jak lata temu. Dziś są tutaj zawodnicy z Piły, Skórki, Dolnika i Krajenki. Taka mieszanina, ale niektórzy to naprawdę dobre chłopaki.
W dzisiejszych czasach jest zupełnie inaczej. Kiedyś, jak jeszcze grałem w Głomii, w latach 60., a Piast Głubczyn był tylko drużyną przy szkole podstawowej, to naprawdę to zaangażowanie i ta współpraca były większe. Dziś to już na wstępie zawodnicy pytają: a co ja z tego będę miał? Kiedyś chodziło tylko o piłkę, o to żeby grać, dobrze się bawić. Młodzież obecnie jest bardziej roszczeniowa. Nie słuchają nauczycieli, rodziców i trenerów również. Są też i problemy na boisku, w drużynach, trudno im stanowić zespół. Kiedyś moja kuzynka, będąc na jednym z meczów jako ratownik medyczny, powiedziała do mnie: „Słuchaj, oni naprawdę dobrze grają, ale tutaj potrzeba psychologa. Oni niedługo się pozbijają, w ogóle nie grają zespołowo”. I to jest problem, bo przecież ja im zawsze tłumaczę, że na boisku jeden meczu nie wygra. Mimo wszystko nie zawsze biorą to sobie do serca. Za moich czasów to była współpraca, zresztą także i poza boiskiem.
Reklama
Pewnie, że tak. Dosyć często się nad tym zastanawiam. To już nie chodzi o samych chłopaków, bo jak oni będą chcieli, to naprawdę Piast ma jeszcze szansę na sukces. Mam takich nowych dwóch zawodników z Piły, oni obrali sobie za cel, że w tym sezonie wyjdą z B-klasy, za co trzymam kciuki i wierzę, że się im uda. Najgorsze jednak jest to, że biurokracja jest coraz większa. Okręgowy Związek Piłki Nożnej nakłada kolejne opłaty, stawia wymagania. Czasami mam wrażenie, jakby to było celowe, aby taki klub przestał istnieć. Kiedyś tego wszystkiego nie było. Zupełnie gdzieś to co najważniejsze, czyli piłka, przestała się liczyć. No ale mimo wszystko nadal nie potrafię podjąć ostatecznej decyzji. Zresztą jedni mają takie hobby, że chodzą na dziewczyny, na ryby, na grzyby, a ja mam, jak to się mówi, „jobla” na punkcie piłki nożnej.
Mówi Pan o kolejnych opłatach, wymaganiach. Piłka nożna na tym poziomie wcale nie jest taka tania…
Czyli ta rywalizacja jest nie tylko na boisku?
A co z samym Piastem? Będzie dobrze?
Gdyby nie sponsorzy, którzy też nie zawsze się pojawiają, to nie mielibyśmy nawet strojów. Gdyby nie to, że gmina wspiera lokalny sport, to na pewno Piasta już by nie było. Dostajemy rocznie około 10 tys. złotych. To i tak nie jest dużo. Wystarcza na opłacenie sędziów, przejazdów na mecze w dwóch sezonach, zakup jakiś napojów i tak naprawdę to koniec. Nie jest to tani sport, a jeszcze gdy trafi się na życzliwych, to już w ogóle. Nie raz mieliśmy np. taką sytuację, że drużyna przeciwna zadzwoniła na policję, że jedziemy w nieodpowiednim samochodzie z zawodnikami. No i mandat wpadał, trzeba było go zapłacić z własnej kieszeni. A już nie wspomnę o opłatach za żółte, czerwone kartki. W całym sezonie to niemożliwe, aby chociaż jedna nie wpadła.
Reklama

Piast na meczu w Zelgniewie. W środku z dyplomem Ireneusz Martin
Oj nie...To środowisko piłkarskie, patrząc na to, co było wstecz, moim zdaniem dość mocno się zepsuło. Teraz jeden drugiego w szklance wody by utopił. Liczy się pieniądz, a jeszcze gorsza jest ta ludzka obłuda. Daleko szukać przykładu. Dwaj zawodnicy grający w innych klubach chcieli wrócić do mnie, do Piasta. Nie mogli, chyba że bym ich odkupił. Jednego za 900 zł, a drugiego też jakoś tak, nie pamiętam już dokładnie. Ja wyznaję taką zasadę, że jak chcesz iść gdzieś indziej, to idź i spróbuj, a jak ci się nie uda, to wróć. No i też miałem taką sytuację, że chłopak poszedł, chciał wrócić, a już go za darmo nie chcieli wypuścić. Ostatecznie musiał odczekać bodajże pół roku i dopiero wtedy wrócił.
Reklama
No pewnie, że jest. Kiedyś jak były mecze, to było święto. Byliśmy grupą. Dziś to dziewczyny nawet nie chcą chłopaków na nie puszczać, a kiedyś to same przychodziły popatrzeć na kawalerów w dresach. Poza tym zawodnicy angażowali się też społecznie. Boisko w Głubczynie przecież sami własnymi rękami zrobiliśmy, tam były kiedyś ogródki działkowe. Koło Gospodyń Wiejskich nawet się włączało, przygotowywało jedzenie. Wszystko się sprzedawało. Ławki były pełne i stanąć nie było gdzie. Teraz jak się w niedzielę przejdzie po okolicy, to nawet żywej duszy nie zobaczę. Choć na ostatni mecz trochę kibiców przyszło... Taką miałem wtedy nadzieję, że może to jeszcze nie koniec i znowu będzie choć trochę tak jak kiedyś...
Wszystko zależy od zawodnika, od jego podejścia. Bo jeden siądzie na tej ławce i się nie obrazi, że nie wszedł na mecz. Miałem jednak takich zawodników, że w sytuacji, gdy nie dotrzymali słowa i nie przyjechali na ostatnie spotkanie powiedziałem im, że jako karę będą siedzieć na ławce rezerwowej. Oni na to siarczyście przeklęli, rzucili koszulki i poszli. Już nie wrócili. Wszystko zależy od zawodników, a mam takich, którzy rzeczywiście chcą. Tak więc mam nadzieje, że mimo tych wszystkich problemów będzie to szło. Zresztą ja jestem społecznikiem i z tej działalności czerpię satysfakcję. Ci co natomiast gadają za plecami i narzekają, nie mają pojęcia, jak to wszystko wygląda od środka.
Reklama
Rozmawiała Klaudia Siekańska[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze