Reklama

Goście pękają z zazdrości

03/05/2017 07:00
Miecze ze stali damasceńskiej siały postrach wśród krzyżowców. Technologia ich wytwarzania zaginęła na kilkaset lat, ale M. Kwiatkowski twierdzi, że potrafi robić ostrza tak jak dawni mistrzowie

Gdyby został w garażu, spaliłby wszystko. Przy 1600ºC nie trzeba dotyku, by wszystko wokół zamieniło się w pochodnię. Dlatego piec Mirosława Kwiatkowskiego ma kółka. Wyjeżdża on nim na podwórko i tam rozpala ogień między szamotowymi cegłami.

Jadę na koksie. W tamtym tygodniu codziennie robiłem wytop, a na jeden zużywam około 30 kg koksu, cztery wiadra w godzinę

– wyjaśnia domorosły kowal. Po miesiącach prób wreszcie może pochwalić się nożem tnącym szkło i metal.

To zapomniana technologia, tylko kilka osób w Polsce potrafi zrobić coś takiego. Na forum kowalskim ludzie piszą: dobra robota, podziwiam i pękam z zazdrości

Reklama

– mówi sołtys Drożysk Średnich, jednej z najmniejszych miejscowości w gminie Zakrzewo. Na dowód bierze jeszcze nieoprawione ostrze i słoik po keczupie. Energicznym ruchem tnie gładką powierzchnię, po czym odwraca nóż – ostrze jest nienaruszone.

Gdyby to oprawić, to można by na pieńku gwoździe ciąć

– twierdzi.

Japońska sztuka

Nie każdą miłość da się uzasadnić. Czasem coś nas atakuje ni stąd, ni zowąd i nie chce się odczepić. Tak japońskie miecze rozsiadły się w mózgu Mirosława Kwiatkowskiego.

Ta ich mistyka, tajemnica pochłonęły mnie bez reszty. Musiałem mieć coś takiego, coś takiego zrobić

Reklama

– wówczas pan Mirek mieszkał w Złotowie. Poszukiwania kowala, który zrobiłby dla niego stal dziwerową (wykutą z wielu warstw) spełzły na niczym. Wtedy złotowianin postanowił zrobić ją sam.

Kupiłem garaż koło hurtowni „Michał”, wstawiłem kowadło, mały piecyk, komin i tam ręcznie klepałem noże. Przez pół roku nie udawało mi się zgrzać nawet trzech warstw. Czasem byłem tam codziennie, ale bywało, że nie jeździłem do kuźni przez dwa tygodnie, bo taki byłem wkurzony. Aż w końcu się udało. Od razu żonę zaatakowałem moim sukcesem

Reklama

– opowiada, podrzucając w dłoni metalową „bułkę”. Za chwilę zdradzi, jak je wyrabia, ale teraz chwali się nożem Bowie. To biała broń, jaką w XIX wieku wytwarzała firma Colt. Nożami Bowie posługiwali się amerykańscy traperzy.

Mój ma 35 cm długości, dwustronny jelec, który oddziela klingę od rękojeści, rękojeść z poroża jelenia i składa się z 600 warstw stali

– dziś M. Kwiatkowski nie wierzy w mistycyzm japońskich mieczy. Twierdzi, że i europejscy kowale w średniowieczu robili miecze dziwerowe, z wielu warstw. Ale stal damasceńska lub bułatowa to co innego.

Reklama

Im więcej „fal” na ostrzu, tym lepiej. Znawcy tematu wyróżniają pięć poziomów owego falowania

Saraceni i krzyżowcy

Pewna firma w Niemczech chwali się, że wykonuje noże ze stali wysokowęglowej i lufy tygrysa. Mirosław Kwiatkowski mógłby powiedzieć, że robi je z podobnej stali i zardzewiałego płotu babci. 

Żeby zrobić bułat potrzeba jak najgorszego metalu, najlepiej zwykłego żelaza, bo są w nim niewielkie dodatki stopowe. Do tego potrzebny jest grafit albo węgiel drzewny. Najlepsza stal powstaje z najgorszego bajzlu

– sołtys śmieje się z mojego zaskoczenia, ale szybko przechodzi do rzeczy. Najpierw na wadze odmierza stal. Zwykły stalowy kątownik zawiera do 0,2% węgla (on chce uzyskać nawęglenie 1,5 – 1,8% na bułat twardy i poniżej 0,8% na miękki), więc dorzuca do niego grafit. Ten sam, który stosuje się w ołówkach. Kupuje go w kostkach przypominających węgiel do palenia w piecu. Wszystko wrzuca do grafitowego tygla. Tygiel przypomina średniowieczny kubek na wino, jest lekki niczym plastikowy i nie ma zapachu. To w nim, pod gołym niebem, topi odmierzone składniki.

Reklama

Pierwszy raz wyszło mi po dwunastu próbach, teraz częściej

– przyznaje, podając mi kilogramową kulę stali.

Ciężko mi utrzymać właściwą temperaturę. Muszę to roztopić, ale nie widzę tego w koksie. Potem wygaszam piec, na chwilę go otwieram, by temperatura spadła do około 1350 stopni, wtedy szybko przykrywam i próbuję utrzymać tę temperaturę jak najdłużej, bo w niej rosną kryształy cementytu

– okazuje się, że cały proces domorosły kowal przeprowadza na oko. I choć twierdzi, że ma tyle doświadczenia, by dobrze ocenić temperaturę i czas, to nie wszystko zależy od niego. Chodzi też o niedorobiony diament, jak nazywa kryształki cementytu.

Reklama

W trakcie wytopu z węgla powstają kryształy perlitów, a na ich krańcach dendryty cementytu. I one urosnąć muszą sferoidalnie. To takie jakby kropeczki jedna na drugiej. Jak urosną płytkowo, to na pewno ta stal będzie niekowalna

– wiedzę na temat obróbki metalu M. Kwiatkowski zdobywa z książek o stali damasceńskiej i z internetu. Liczy się też 30–letnie doświadczenie w zawodzie – jest ślusarzem narzędziowym. Jednak podstawą jest właściwe podejście do metalu.

400 lat temu kęsy tej stali przywożono do Europy z Indii, ale nasi kowale nie potrafili jej przekuć. Nie można w nią tak po prostu walić młotem, bo się rozsypie. Jest zbyt krucha, popęka. Dlatego woleli robić miecze jak Japończycy, warstwowo. Tylko potem krzyżowcy w ziemi świętej mogli się zdziwić, jak któryś z Saracenów wyjął bułatową szablę i wyszczerbił im ich miecze

Reklama

– mieszkaniec gminy Zakrzewo lubi odwołania do historii. Z dumą podkreśla, że on w swojej kuźni tworzy własną.

Tak wygląda wytopiona „bułka”, z której następnie kowal wykuwa płaskownik do zrobienia noża

Łamanie „bułki”

Butla z gazem technicznym, szamotowa cegła i nadmuch z suszarki do włosów. Do własnoręcznie skonstruowanego pieca M. Kwiatkowski wrzuca metalową „bułkę”. Wcześniej pokazuje na niej igiełki. Mówi, że są ich miliony i trzeba je złamać. Stal jest w ogniu do czasu, aż zmieni kolor na wiśniowy. Inne stale wysokowęglowe rozgrzewa się do 1100 stopni Celsjusza, ale bułatową jedynie do 700–800 stopni.

Reklama

W tej temperaturze ta stal jest prawie kowalna. Prawie, bo tę bułkę trzeba wyjąć i ostukiwać na kowadle małym młotkiem. Potem ostudzić, znowu podgrzać i oklepywać. Tak przez kilka dni. To jest praca dla cierpliwych

– podkreśla sołtys. Gdy bułka stanie się kowalna, trafia na młot mechaniczny. Tam przybiera formę płaskownika.

Brzydki, nie?

– kowal pokazuje kawałek metalu.

Zaraz go przeszlifujemy na taśmówce i będzie widać strukturę

– gotowe ostrza wyglądają jakby ktoś zaklął w nich morskie fale.

Na koniec je podgrzewam aż osiągną kolor ciemnej wiśni i hartuję w oleju.

Reklama

Wykonane przez pana Mirka noże ma większość jego rodziny i przyjaciół. Dostali je za symboliczny grosz.

Mają je okoliczni myśliwi na przykład. Za darmo ich nie oddaję, bo to przyniosłoby pecha

– twierdzi sołtys, który przy okazji zdradza swoje plany. Chciałby przekuć swoją pasję w biznes.

Zrobię sobie gazowy piec do wytopu. Chętnych na taki towar jest sporo, piszą mi w mailach, bym odsprzedał to, co zrobiłem

– mówi, że mógłby być z tego niezły interes. Tylko czy żona pana Mirka się zgodzi?

Już teraz jest na mnie trochę wkurzona, bo spędzam tutaj każdą wolną chwilę. Ciepło się robi, zrobiłbyś coś w ogrodzie, mówi, a mnie do kuźni ciągnie.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Mirosław - niezalogowany 2017-05-04 11:05:00

    http://i.imgur.com/93pfpaj.jpg

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Mirosław - niezalogowany 2017-05-04 10:58:17

    Witam. Po pierwsze chciałbym podziękować za pozytywne komentarze, które są jak paliwo dla każdego pasjonata.Po drugie stal damasceńska ,bułat czy też wootz istnieje naprawdę i jest wytwarzana z powodzeniem ,choć jest to piekielnie trudne. Zdjęcia moich noży ze stali damasceńskiej (bułatowej) można zobaczyć pod tym linkiem: Mirosław Kwiatkowski Kontakt: pulkownikmiroslaw@gmail.com

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Michał - niezalogowany 2017-05-04 10:37:14

    Też chętnie kupię taki nóż.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości