Szlag mnie trafia, jak sobie o tym pomyślę
– to już trzeci dzień! Że też on wstydu nie ma! Godzinami mu mówię: „Zrób coś, bo oczy bolą”.
A próbowała mama tak z piąchy walnąć?
Czy ja próbowałam? Czy ja próbowałam?! O, popatrz
– palec sobie wybiłam!
I myślisz, że mnie chociaż pożałował? Skąd! Powiedział, że na takie głupoty, co ja oglądam, to szkoda prądu. Jak to usłyszałam to myślałam, że nie wytrzymam. Aż takie place czerwone na szyi dostałam. A on nic. Nic!
No.
Jakie „No”! Czy ty wiesz, co to znaczy? Czy ty wiesz? Co ja będę robić?! Patrzeć na jego łysą pałę? Leon! Le–on!
Reklama
To początek sztuki „Mąż zmarł, ale już mu lepiej” Izabeli Degórskiej. Jesienią zobaczymy ją na scenie domu kultury w Lipce. Do jej wystawienia przymierza się grupa teatralna „A dlaczego nie”. Niby dorosła, ale amatorska. Wciąż cudownie świeża.
To pan Leszek tak nas zaraża sztuką
– mówi Przemysław Oszczypała, jeden z tych, co to niedawno odkryli w sobie teatr.
Miałem sen, przepiękny sen…
– mógłby zacząć tę opowieść Lech Wiśniewski, dyrektor Gminnego Ośrodka Kultury w Lipce i pomysłodawca stworzenia teatru. Od lat marzył o grupie teatralnej złożonej z dorosłych. O powrocie do czasów świetności Lipki, kiedy to na deskach domu kultury wystawiano wielkie widowiska.
Duże wrażenie zrobiła na mnie sztuka „Krakowiacy i Górale”. Zagrana została pięć razy w ciągu dwóch dni. Lipka miała wtedy największą scenę w okolicy, która nadawała się do wystawienia tej sztuki. To było wydarzenie niesamowite
– wspomina dyrektor, który niejako przejął GOK w spadku po ojcu. – Wychowałem się na Teatrze Bałtyckim, który do nas przyjeżdżał. To były piękne kostiumy, wyraziste postaci, sugestywna scenografia – resztę zrobiły poniedziałkowe Teatry Telewizji. Może nie od razu, bo w młodości uważał je za nudne, ale z czasem zaczął doceniać płynące od aktorów emocje.
Do teatru trzeba dojrzeć
– twierdzi, ściskając w dłoni scenariusz sztuki „Mąż zmarł, ale już mu lepiej”. To on jako reżyser i szef grupy wybiera dla niej sztuki.
Demokracja demokracją, ale ktoś musi decyzje podejmować
– żartuje, parząc na rozgadaną grupkę aktorów. Wśród nich Katarzyna Skrentna, która tak mówi o wyborze repertuaru:
Leszek przychodzi i mówi: zagramy to. To? Nudne. Tak było z „Chłopami”. Myśleliśmy, że nikt na to nie przyjdzie, a potem tak się w to wkręciliśmy...

Czy te oczy mogą kłamać? Małgorzata Buława i Leszek Wiśniewski na scenie czują się jak ryby w wodzie
Wiocha zabita dechami, a ja wprowadzam oświecenie. Elektryczność, telewizja, robimy wczasowisko
– Przemysław Oszczypała opowiada swoją pierwszą poważną rolę w „Wydmuchowie”. Grał tam chłopskiego syna, który wrócił do wsi z tytułem naukowym. Nawet matka z ojcem musieli do niego mówić per „panie magistrze”.
Po trzech – czterech dialogach już przy naszym wyjściu słychać było śmiech na sali, a to nas niosło. Z powerem wychodziliśmy na scenę
– opowiada pracownik zakładu drzewnego, a także strażak z Osowa. Z uśmiechem wspomina swoje pierwsze kroki na scenie. Szkoła podstawowa w Lipce. Przemek gra lekarza, który ma pomóc nieprzytomnemu. Zamiast tego woła o walerianę, ale gdy ktoś mu ją podaje, wypija ją na uspokojenie.
To był skecz sytuacyjny, którego nikt nie zrozumiał
– śmieje się niepewnie, jakby dając do zrozumienia, że wrodzona nieśmiałość jeszcze gdzieś w nim tam siedzi.
Najtrudniej jest z teściową. Ty klniesz jak szewc, na oczach kilkuset osób, a mamusia słucha. To reakcji mamy męża najbardziej obawiała się Kasia Skrentna, gdy występowała w „Chłopach”.
Grałam Ewkę, która „puściła się” z Boryną i się z nim sądziła. Dużo było tam przekleństw. Podobała mi się ta rola
– mówi jedna z najodważniejszych aktorek w „A dlaczego nie”.
Gra jest dla mnie odskocznią od codziennego życia. Na scenie mogę się wyrazić, choć nie jestem żadną gwiazdą. Nie patrzę na ludzi, po prostu gram i fajnie się bawię
– twierdzi mama dwóch córek. Pociechy miały okazję widzieć ją na scenie i bardzo im się w tej roli podobała.
Nam rodzice nie pokazywali takich rzeczy
– zauważa pani Kasia – a dzisiaj dzieci w Lipce co miesiąc mogą obejrzeć teatr, oswajają się z nim. My także go odkrywamy na własną rękę. Na przykład 1 czerwca mam zamiar jechać z córkami do Teatru Muzycznego w Gdyni.
Skoro mowa o wyjeździe, to proszę się nie dziwić, gdy zobaczą państwo kobietę prowadzącą auto, która mówi do siebie na głos, a na dodatek robi dziwne miny. Spokojnie, to tylko Małgorzata Buława. Na co dzień rolnik, a od święta aktorka, która żadnej roli się nie boi. Jej specjalnością są postaci lekko szurnięte.
W „Chłopach” grałam Kozła, takiego trochę nie tego, a w „Wydmuchowie” zacofaną kobietę, Jańcię
– opowiada z lekko drgającym policzkiem (po rozmowie przyzna, że zestresowała się bardziej niż na scenie).
Jednak w drugiej połowie sztuki Jańcia przeszła przemianę, jak cała wieś
– dodaje mieszkanka Nowych Potulic, która ról poza autem uczy się w domu, po zaśnięciu dzieci.
Przeczytam pięć – dziesięć razy i coś tam w głowie zostaje
– zapewnia. Najtrudniejszy jest dla niej język. Zarówno w „Chłopach” jak i w „Wydmuchowie” posługiwała się gwarą.
A może na widowni jest ktoś, kto tę gwarę zna?
– pytała sama siebie przed wyjściem na scenę.
Wici o montowaniu teatru rozeszły się po gminie Lipka pocztą pantoflową. Z ust do ust, od ucha do ucha. Przemka Oszczypałę do grupy ściągnęła sąsiadka, Teresa.
Najpierw pomyślałem: po co mi to? Ale jeszcze tego samego dnia się zgodziłem
– mówi mężczyzna, który poza niezrozumianym epizodem na szkolnych schodach nie miał wcześniej kontaktu z teatrem. Małgorzata Buława nie pamięta, od kogo usłyszała tę radosną wieść, ale nie zastanawiała się ani chwili.
Grałam wcześniej dla dzieci w przedszkolu. Polubiłam to
– zapewnia. Podobne doświadczenia z teatrem przedszkolnym ma Katarzyna Skrentna, choć ona dostąpiła bezpośredniego kontaktu z pomysłodawcą „A dlaczego nie”:
Dwa lata temu nasz „ojciec dyrektor” zadzwonił z pytaniem, czy nie chcę tutaj pograć. Zgoda.
Jednomyślność w grupie dotyczy też koncepcji teatru, który robią mieszkańcy gminy Lipka. Przede wszystkim wystawiają klasykę, do tego z humorem. Aktorom towarzyszyć muszą sugestywne stroje i oddająca charakter miejsca akcji scenografia.
Artyści dzisiaj często nadużywają filozofii teatru, mówiąc, że widz jest inteligentny i wyobrazi sobie pokój, drzewa itd. A dla mnie teatr to jest klimat. Jak ma być dom, to widz musi go na scenie mieć
– uważa dyrektor GOKu. Na szczęście zaplecze grupy teatralnej stanowią pracownicy domu kultury. Panie Małgorzata i Ania na przykład dbają o stroje. Jak mówią aktorzy, są niezastąpione (nie tylko za sceną, ale też na niej). Aktorskiego bakcyla połknął też Tomasz Kordos, także podwładny Lecha Wiśniewskiego.
Ja ich wszystkich tutaj zaprosiłem, bo teatr w Lipce ma historyczne podwaliny. W latach pięćdziesiątych działała tutaj „Ksenia”, później był tu teatr oparty o uczniów szkoły podstawowej i średniej, a w latach 70–tych montaże poetyckie w wykonaniu dorosłych
– wspomina dyrektor Wiśniewski, który wspólnie z lokalnym stolarzem przygotowuje stałe elementy scenografii. Będą one wykorzystywane przy kolejnych przedstawieniach. Bo że robić teatr w Lipce warto to pewne.
Przemysław Oszczypała:
Byłem osobą wstydliwą i wyjście na scenę było dla mnie trudne. Ale mam z grania wielką satysfakcję, bo wiem, że robię coś, co cieszy innych.
Katarzyna Skrentna:
Gdy widzę pełną salę, to wiem, że warto robić teatr. Widzowie nas chwalą i proszą, byśmy robili tych spektakli więcej.
Małgorzata Buława:
Nie wiem, czy mówią tak z grzeczności, czy naprawdę im się podoba. W każdym razie moja córka mówi: mama, ty jesteś najlepsza.
A wiecie Państwo, co jest w tym najlepsze? Że „A dlaczego nie” z grupy nieco przypadkowych osób przerodziło się w prawdziwą trupę teatralną. A przy tym w grono przyjaciół, niemal rodzinę. I to jest prawdziwa sztuka.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
...Brawo! Wielki szacun dla ludzi, którym się chce! Można ? Można... Gratulacje i powodzenia!
...Brawo! Wielki szacun dla ludzi, którym się chce! Można ? Można... Gratulacje i powodzenia!