Miał być mały żółty kundelek - Kuba. Jest duży, rozbrykany husky - Misio. Puszysta kupka nieszczęścia, która wdarła się w życie swoich właścicieli przebojem
Głośne szczekanie słychać z daleka. Dziesiątki pysków reagują na każdy warkot silnika, który rozlega się w rejonie schroniska. Cyk - otwiera się brama, parkujemy nieopodal boksów. W psich oczach nadzieja zmieszana ze smutkiem – przynajmniej nam, ludziom, tak się właśnie wydaje. Żałosne piski zza kutych krat zdają się mówić: „spójrz na mnie”. Procedura zawsze ta sama: wybór, smycz, „wyprowadzka” na zewnątrz, zdjęcie. Pstryk, błyska flesz, następny proszę.
Kącik adopcyjny w „AL” co tydzień mieści 3 pyski. Psy rasowe, kundelki, małe, duże, krótko- i długowłose. O spokojnym usposobieniu i te, które nieustannie kręcą się w kółko. Buda, bramka, buda, bramka. Za bramką ludzie. Chodzą, patrzą, dyskutują, może zabiorą ze sobą?
Wzdłuż boksów maszeruje trójka złotowian. Wiedzą, po co, a raczej po kogo przyszli. Po Kubę. Małego żółtego kundelka, który pani Angelice wpadł w oko. Wtem radosny pisk, 6-letnia Klaudia natrafia wzrokiem na psa rasy siberian husky. Małe serduszko zakochuje się bez pamięci.
Zachwyt dziewczynki popiera narzeczony Angeliki Filipiuk, ta nie ma zatem wyboru – do domu wraca z nimi rozszalała, około dwuletnia kupka nieszczęścia. Misio – pies natychmiast zyskuje tożsamość. Misio? - Bardzo lubię to imię – tłumaczy Klaudia. - Na początku był taki chudziutki, że wstyd z nim było wychodzić na ulicę – wspomina pani Angelika. Spoglądam na Miśka. - Teraz musimy go odchudzić – śmieje się moja rozmówczyni. [[reklama]] Mordki do pokochania
Deszcz coraz śmielej zacina. Przechodnie chyłkiem przemykają ulicami skryci pod wielkimi parasolami lub z kapturami na głowach – Misio jest w swoim żywiole, uwielbia chłód. Niespokojnie kręci się na smyczy, razem z nim dokazuje sześciolatka. - Dlaczego właśnie ten? – dostrzegając niespokojną, pewnie niełatwą do ułożenia naturę psa pytam dziewczynkę. - Jak przyszliśmy do schroniska to on tak skakał – dla Klaudii sprawa jest prosta. Skacze do dziś.
Energia Misia rozpiera, wychować go zatem rzeczywiście nie było łatwo. - Przez pierwsze dwa miesiące miałam go dość – szczerze przyznaje pani Angelika, wyjaśniając, że kłopotliwą przede wszystkim była kwestia czystości. - Ale za nic bym go nie oddała – dodaje z uśmiechem, przyznając, że kwestia żółtego kundelka wciąż jest otwarta. Niewykluczone, że Misiek będzie miał towarzysza – również ze schroniska. - Takie psy chyba bardziej potrzebują miłości – głośno zastanawia się właścicielka Miśka.
Patrycja Koplin
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze