Reklama

Ja Misia kocham!

19/01/2013 00:00
Miał być mały żółty kundelek - Kuba. Jest duży, rozbrykany husky - Misio. Puszysta kupka nieszczęścia, która wdarła się w życie swoich właścicieli przebojem

Głośne szczekanie słychać z daleka. Dziesiątki pysków reagują na każdy warkot silnika, który rozlega się w rejonie schroniska. Cyk - otwiera się brama, parkujemy nieopodal boksów. W psich oczach nadzieja zmieszana ze smutkiem – przynajmniej nam, ludziom, tak się właśnie wydaje. Żałosne piski zza kutych krat zdają się mówić: „spójrz na mnie”. Procedura zawsze ta sama: wybór, smycz, „wyprowadzka” na zewnątrz, zdjęcie. Pstryk, błyska flesz, następny proszę.

Kącik adopcyjny w „AL” co tydzień mieści 3 pyski. Psy rasowe, kundelki, małe, duże, krótko- i długowłose. O spokojnym usposobieniu i te, które nieustannie kręcą się w kółko. Buda, bramka, buda, bramka. Za bramką ludzie. Chodzą, patrzą, dyskutują, może zabiorą ze sobą?

Wzdłuż boksów maszeruje trójka złotowian. Wiedzą, po co, a raczej po kogo przyszli. Po Kubę. Małego żółtego kundelka, który pani Angelice wpadł w oko. Wtem radosny pisk, 6-letnia Klaudia natrafia wzrokiem na psa rasy siberian husky. Małe serduszko zakochuje się bez pamięci.

Zachwyt dziewczynki popiera narzeczony Angeliki Filipiuk, ta nie ma zatem wyboru – do domu wraca z nimi rozszalała, około dwuletnia kupka nieszczęścia. Misio – pies natychmiast zyskuje tożsamość. Misio? - Bardzo lubię to imię – tłumaczy Klaudia. - Na początku był taki chudziutki, że wstyd z nim było wychodzić na ulicę – wspomina pani Angelika. Spoglądam na Miśka. - Teraz musimy go odchudzić – śmieje się moja rozmówczyni.
[[reklama]]
Mordki do pokochania

Deszcz coraz śmielej zacina. Przechodnie chyłkiem przemykają ulicami skryci pod wielkimi parasolami lub z kapturami na głowach – Misio jest w swoim żywiole, uwielbia chłód. Niespokojnie kręci się na smyczy, razem z nim dokazuje sześciolatka. - Dlaczego właśnie ten? – dostrzegając niespokojną, pewnie niełatwą do ułożenia naturę psa pytam dziewczynkę. - Jak przyszliśmy do schroniska to on tak skakał – dla Klaudii sprawa jest prosta. Skacze do dziś.

Energia Misia rozpiera, wychować go zatem rzeczywiście nie było łatwo. - Przez pierwsze dwa miesiące miałam go dość – szczerze przyznaje pani Angelika, wyjaśniając, że kłopotliwą przede wszystkim była kwestia czystości. - Ale za nic bym go nie oddała – dodaje z uśmiechem, przyznając, że kwestia żółtego kundelka wciąż jest otwarta. Niewykluczone, że Misiek będzie miał towarzysza – również ze schroniska. - Takie psy chyba bardziej potrzebują miłości – głośno zastanawia się właścicielka Miśka.

Patrycja Koplin
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości