Reklama

Jak zbite psy

18/11/2012 00:00
Były sekretarz i pełniąca od lat funkcję skarbnika w zakrzewskim kole emerytów odnoszą się do ubiegłotygodniowej rozmowy z byłym przewodniczącym. Z Januszem Okońskim i Józefą Jaros Polak rozmawia Piotr Steffen

W ubiegłą środę, z samego rana, kiedy ukazał się wywiad ze Stanisławem Justyną zadzwonił Pan oburzony treścią rozmowy z byłym przewodniczącym koła emerytów. Dlaczego?
J.O. Ponieważ wypowiedzi pana Justyny w dużej części są kłamliwe. Pan Stanisław oczerniając moją osobę oraz poprzedni zarząd koła, nie potrafił odejść z klasą. Moja godność i honor nie pozwalają mi przejść obok tego zdarzenia do porządku dziennego. Pan Stanisław wspominając w trakcie tej rozmowy o mnie i o ówczesnym wydarzeniu dotyczącym byłej członkini zarządu przyznał, że tamte wydarzenia nie miały wpływu na jego decyzję rezygnacji z kandydowania do zarządu, a jednak nie wiedzieć dlaczego, powrócił do zdarzeń sprzed trzech lat.

[[reklama]]
Powrócił, ponieważ ja o te wydarzenia zapytałem.
J.O.
Dobrze, ale problem w tym, że w tej wypowiedzi ukazały się nieprawdziwe informacje. Otóż do Warszawy, do zarządu głównego, nie pisałem na koło emerytów, a jedynie zasięgałem opinii w kwestiach prawnych. Kłamstwem jest też, że zwróciłem się do pana Justyny z pismem na wspomnianą członkinię zarządu. W wywiadzie pan Stanisław powiedział, że miał rzekomo zająć się sprawą po powrocie z letniego wypoczynku, podczas gdy cała sprawa rozgrywała się w miesiącach jesiennych i zimowych, a więc po jego powrocie z jednego z letnich wyjazdów i dużo przed kolejnym wyjazdem. Rzeczywiście doszło do spotkania przewodniczącego ze mną i panią skarbnik, ale tak się składa, że to pan Justyna krytykował działalność wspomnianej pani w zarządzie, zachęcając do napisania zaadresowanego do siebie samego stosownego pisma w tej sprawie. Ten dokument faktycznie wtedy powstał, ale to sam pan Stanisław dyktował jego treść, a pisała je pani Józefa Jaros-Polak. Na podstawie tego pisma, jako przewodniczący koła, uruchomił dalsze działania w tej sprawie. Reasumując, to nieprawda, że wyłącznie ja miałem zastrzeżenia do pracy w zarządzie tej pani i że ja byłem inicjatorem tych działań. To było działanie grupy osób reprezentujących zarząd koła. Natomiast co do przeprosin, także moich, w tej sprawie... Na posiedzeniu zarządu przewodnicząca oddziału okręgowego przeprosiła wspomnianą członkinię zarządu za nieprawidłowe działania podjęte wobec niej przez niektórych członków zarządu koła oraz zarządu oddziału rejonowego w Złotowie. Ja rzeczywiście również przeprosiłem członków zarządu oraz członków komisji socjalno-bytowej, ale nie za to, że nie miałem w tej sprawie racji – bo miałem, ale za to, że w dochodzeniu do sprawiedliwości spowodowałem zawirowania, w wyniku czego wiele osób naraziłem na stresy.
J.J.P. Nie ma zresztą co dzisiaj tego szczegółowo roztrząsać, bo to zbyt odległa i zagmatwana historia. To była wspólna decyzja grupy członków zarządu, zresztą merytorycznie uzasadniona. Na tym poprzestańmy. Ważniejszą kwestią jest to, że w wywiadzie z panem Justyną poruszono kwestie wycieczek i paczek. Na to z kolei ja nie mogę się zgodzić, bo to dotyczy przede wszystkim mojej pracy w zarządzie.

Oprócz najwyższej szeroko omówionej wyżej kwestii związanej z panem Januszem Okońskim, pan Stanisław nikogo więcej personalnie w wywiadzie nie wskazał.
J.J.P.
Panie Piotrze, to są podteksty, a ludzie wiedzą, a przynajmniej domyślają się o kogo może chodzić, bo od lat to ja zajmuję się w kole tymi sprawami. Dlatego czuję się tym osobiście dotknięta. Co to w ogóle za słowa padły w tym wywiadzie o pazerności? Należałoby chyba zapytać, kto tu jest pazerny? Bo jeżeli ja cokolwiek załatwiałam, to robiłam to dla koła, a nie dla siebie. Niech pan Stanisław udowodni mi, że wzięłam grosz z koła dla siebie. Bo ja właśnie tak odebrałam te słowa. Stąd tak bardzo wzburzyło mnie zdanie o rzekomym samoczynnym przyznawaniu paczek.

[[nowa_strona]]
O co zatem chodziło z tymi paczkami?
J.J.P.
Napisaliśmy swego czasu pismo o wsparcie finansowe działalności koła do pana Stokłosy. Nie otrzymaliśmy pieniędzy, ale zaproponowano nam paczki żywnościowe. Przyjęliśmy podarek, łącznie paczek było 60. Były one dzielone wspólnie przez zarząd i komisję socjalno-bytową naszego koła. W pracach zarządu rzeczywiście nie uczestniczył wtedy pan Stanisław, który był na jednym z corocznych letnich wyjazdów, ale miał zastępstwo w osobie ówczesnej sekretarz Bogusławy Wojciechowskiej. Zarząd i komisja podjęły decyzję, że paczki dostaną wszyscy najubożsi członkowie koła, a także członkowie zarządu i wspomnianej komisji socjalno-bytowej.

Rodzi się pytanie, czy w zarządzie i komisji są najubożsi.
J.J.P.
Oczywiście, że nie. Członkowie zarządu i komisji otrzymali paczki w podziękowaniu za wieloletnią, społeczną działalność na rzecz koła. Zresztą to nie były paczki o jakiejś wielkiej wartości, każda wyceniona była na około 30 zł. Zaledwie kilkanaście paczek trafiło do członków zarządu i komisji, reszta do wskazanych, najuboższych osób z naszego koła. Pana Justyny nie było w tym czasie i dlatego jemu tej paczki nie przyznaliśmy. Mam wrażenie, że właśnie o to chodzi byłemu przewodniczącemu, że nie otrzymał tej paczki. Zresztą, nie muszę gdybać, ja to wiem, bo później osobiście mi to wypomniał.
J.O. Dlatego wyciągnąłem wniosek, że nie chodziło o pazerność niektórych członków zarządu koła, jak powiedział to w wywiadzie były przewodniczący, a o pazerność właśnie ze strony pana Justyny.
J.J.P. Bo pazerność to na pewno nie moja domena, pracuję dla członków koła, a nie dla siebie.
[[reklama]]
Jak z kolei było z tymi wycieczkami, o których były przewodniczący również wspominał?
J.J.P.
Na pewno nie było tak, że ktoś sam decydował o tym, kto pojedzie. Od 2007 roku otrzymywaliśmy na wycieczki dotacje z Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie, przy czym nie co roku, bo nie zawsze te pieniądze w PCPR mieli. Przepisy były i są przez nas przestrzegane i PCPR nigdy nie miało w tej materii żadnych zastrzeżeń. Osoby z orzeczeniem komisji lekarskiej korzystały z dofinansowania na te wyjazdy. Mało tego, to zarząd koła podjął swego czasu inicjatywę, żeby jak największa grupa członków koła miała takie orzeczenia. Po to, żeby jak największa ilość osób mogła korzystać z dofinansowania na wycieczki. Dzięki inicjatywie zarządu, kilkanaście osób z naszego koła emerytów zyskało taki dokument. A że pan Justyna i jego małżonka nie posiadają tych uprawnień, niech nie roszczą pretensji. Pan Stanisław chciał, żeby dotację z PCPR dać wszystkim, kiedy przepisy wyraźnie mówią, kto może, a kto nie może skorzystać z dofinansowania. Kto mógł, ten jechał. W pierwszej kolejności zawsze jechały osoby z orzeczeniem i takich było z reguły najwięcej, w drugiej kolejności inni członkowie koła, a jeśli nie było ich na taki wyjazd stać i nie było kompletu w autokarze, dopiero wtedy z wyjazdów korzystały osoby spoza koła, które oczywiście w 100% płaciły za swój wyjazd. W praktyce przekładało się to w ten sposób, że ¾ wycieczki z reguły stanowili członkowie koła, a pozostałą część osoby spoza. Ja wielokrotnie tłumaczyłam to panu Justynie, wyjaśniał też pan Wiesław Depta z zarządu rejonowego, mówiła również Sieglinda Szymańska, ale on najwyraźniej tego nie rozumie, albo nie chce zrozumieć.

Czyli teoria pana Justyny, iż pieniądze z PCPR można tak rozdzielić, żeby na wycieczkę pojechała większa ilość członków koła, jest błędna?
J.O.
To nie jest możliwe.
[[nowa_strona]]
Ale w rozmowie sprzed tygodnia były przewodniczący stwierdził, że od pracownika PCPR otrzymał inną informację.
J.J.P.
Rozmawiałam z tym panem, twierdzi, że tłumaczył panu Justynie wszystko tak samo jak mnie, ale były przewodniczący najwyraźniej nie zrozumiał tych wyjaśnień. Pracownik PCPR podkreślił, że wycieczki od lat załatwiamy w naszym kole należycie, że jest to dobrze organizowane i rozliczane.
J.O. Zresztą każdy papier jest akceptowany przez radcę prawnego PCPR.
J.J.P. I nigdy nie było zgłaszanych żadnych zastrzeżeń. Gdyby tak było, już dawno mielibyśmy na głowie kontrolę.

Skoro tak ubodły Panią uwagi dotyczące organizacji wycieczek, dlaczego nie wyjaśniła Pani tego od razu na niedawnym zebraniu wyborczym? Przecież ustępujący przewodniczący już wtedy poruszył ten temat.
J.J.P.
Nie chciałam o tym mówić wyłącznie dlatego, że rozwiązałaby się niepotrzebna dyskusja. Po co było to wtedy wyciągać?

Za sprawą ostatniego wywiadu sprawa i tak wyszła. Nie obawiacie się Państwo, że zepsuje to atmosferę w kole?
J.O.
Jestem spokojny o koło.
J.J.P. Ja również. Wierzę, że sytuacja, do jakiej teraz doszło, nie wpłynie negatywnie na jego działalność. Nie jestem pamiętliwa, chcę jedynie odnieść się do słów z minionego tygodnia, bo bardzo mnie zabolały. Po dzisiejszej rozmowie nie zamierzam dłużej z panem Justyną polemizować na łamach prasy. Będę uważała sprawę za zamkniętą, tym bardziej, że szczególnie w naszym wieku powinniśmy być chyba bardziej wobec siebie tolerancyjni. Nie wspomnę o tym, że jesteśmy swatami.

Sądzicie Państwo, że gdyby w ostatnich wyborach były przewodniczący jednak startował do zarządu, zostałby do niego ponownie wybrany?
J.J.P.
Trudno mi powiedzieć.
J.O. Mnie też trudno to ocenić, ale trzeba w tym miejscu powiedzieć jasno, że właśnie dlatego chcieliśmy tajnego głosowania, żeby nikt nie krępował się wybierać członków zarządu zgodnie ze swoim sumieniem.
J.J.P. Sądziliśmy, że mogą być takie osoby, którym niezręcznie będzie zagłosować w jawnym głosowaniu w sytuacji, gdy nie poprą którejś z kandydatur, np. ustępującego przewodniczącego. Zresztą pan Stanisław sam na ostatnim zarządzie zaproponował, żeby wybory były tajne.
J.O. Odnosząc się jeszcze do ostatniego przed wyborami posiedzenia starego zarządu, trzeba też powiedzieć wprost, że właśnie na nim sytuacja zaogniła się jeszcze bardziej. Doszło wtedy do nieprzyjemnej wymiany zdań między byłym przewodniczącym a członkami zarządu.
[[reklama]]
Co było powodem takiej sytuacji?
J.J.P.
Mniejsza o szczegóły. Prawda jest natomiast taka, że pan Stanisław bardzo często narzucał swoje zdanie zarządowi, nie był zadowolony, kiedy cokolwiek działo się inaczej, niż on to sobie wyobrażał.
J.O. Tymczasem w statucie jest wyraźny zapis, że to zarząd kieruje działalnością koła i jest za tę pracę odpowiedzialny przed walnym zebraniem członków koła i zarządem oddziału rejonowego lub okręgowego. Podkreślam, zarząd, a nie jednoosobowo przewodniczący. Niestety pan Stanisław Justyna często nie liczył się z odmiennymi poglądami innych członków zarządu uważając, że tylko on ma monopol na prawdę. Na ostatnim posiedzeniu zarządu, które odbyło się 4 października pan Stanisław wywołał konflikt z zarządem, nawet nie podziękował za współpracę ani zarządowi, ani komisji socjalno-bytowej, za wieloletnią przecież aktywną pracę społeczną dla dobra naszego koła. Ja na jego miejscu powiedziałbym tak: jak było tak było, ale serdecznie dziękuję wam za wieloletnią współpracę. Tymczasem nie padły żadne słowa. Wie Pan jak się czuliśmy?
J.J.P. Jak zbite psy.
J.O. Dokładnie.
J.J.P. Dlatego ja wiem jedno – gdyby pan Stanisław podczas ostatnich wyborów dalej ubiegał się o miejsce w zarządzie, ja na pewno bym nie kandydowała. Bo nie potrafię z nim pracować.

Trzeba było aż kilku lat, żeby się o tym przekonać?
J.J.P.
Widocznie tak.
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości