Słodko się uśmiechali, czarowali, omotali mnie jak chłopca. - Ja, głupi artysta, jestem bardzo naiwny. Wierząc ludziom na słowo dałem się nabrać oszustom z Lipki - wyrzuca sobie Bazyli Miałszygrosz
-Ja, głupi artysta, jestem bardzo naiwny. Wierząc ludziom na słowo dałem się nabrać oszustom z Lipki – wyrzuca sobie Bazyli Miałszygrosz. - Na skutek dwóch większych niepowodzeń popadłem w długi – nasz rozmówca wraca pamięcią do wydarzeń sprzed lat. - Najpierw pół miliona złotych wymokło mi na polu, wygniła pszenica, więc nie było mnie stać na spłatę należności za nawozy, środki ochrony roślin, które mi pewna firma skredytowała. Rok po tej klęsce pogrążyła mnie gorzelnia. Sprzedałem 80 tysięcy litrów spirytusu do Raciborza [równowartość pieniężna na tamten czas to ok. 160 tys. zł – przyp. red]. Polmosy były wtedy pełne, więc cieszyłem się, że mam zbyt. Przysłali mi pismo z prośbą o odroczenie płatności na 60 dni, za to i za własny transport mieli mi dołożyć po 20 groszy na litrze. Zgodziłem się. Uwierzyłem. Do dziś nie mam pieniędzy – B. Miałszygrosz naświetla sprawę, dodając, że co prawda składał monity, procesował się o zapłatę, okazało się jednak, że firma jest w upadłości. Pieniędzy nikt miał mu nie wrócić. - W ślad za tymi wydarzeniami rozpoczęły się moje kłopoty – wzdycha mężczyzna. Odezwali się wierzyciele. Pan Bazyli nie miał pieniędzy, by ich spłacić, w sprawę został więc zaangażowany komornik, który zajął jego majątek. - Dom, gorzelnię, warsztat, budynki gospodarcze, ziemię… – wylicza nasz rozmówca. - Wpadłem w tarapaty. [[reklama]] Znikający klient Rok 2004. Rzeczoznawca działający na zlecenie komornika wycenia majątek naszego rozmówcy na 1 milion 100 tys. zł. Pierwsza licytacja i nic. Druga licytacja – komornik obniża cenę o 1/3. Pojawia się kupiec i rezygnuje. Sprawa trafia „do poczekalni” na 5 lat. W tzw. międzyczasie pojawia się warszawianin, który chce uruchomić niszczejącą gorzelnię. Rozpoczynają się rozmowy, pada propozycja, by zakładem kierował B. Miałszygrosz. Rezygnacja – potencjalny nabywca znajduje podobny obiekt bliżej stolicy. Jak z nieba spada przedsiębiorca z Lipki – tak pojawienie się kolejnego potencjalnego kupca postrzega nasz rozmówca. - Chciał uruchomić gorzelnię – precyzuje, dodając, że już później dowiedział się, że mężczyzną kierowała chęć zarobku. Lipczanin, jeszcze przed kupnem, miał mu zaproponować, by ten wystąpił o powtórną wycenę, a jeśli cena rzeczywiście zostanie obniżona, kupi nieruchomość i w związku z mniejszym wydatkiem nieodpłatnie przekaże naszemu rozmówcy dom. Pan Bazyli przystał na ten pomysł – rezultat okazał się zaskakujący – w 2008 roku wartość majątku rzeczoznawca oszacował na 330 tys. zł. Pierwotna wartość budynku mieszkalnego, na który został zaadaptowany biurowiec po PGR, z ok. 180 tys. zł została obniżona do blisko 77 tys. zł. „Panie, kochany jesteś” – miał wówczas powiedzieć zainteresowany kupnem mężczyzna. [[nowa_strona]] Koniaczki, babeczki... - Zaprzyjaźniliśmy się z nimi – B. Miałszygrosz tak określa relację z lipkowskim przedsiębiorcą i jego żoną. - Przywozili koniaczki, babeczki i po prostu nas „kupili” - wspomina. - Słodko się uśmiechali, czarowali, omotali mnie jak chłopca – dodaje gorzko. Niska cena z jednej strony miała lipczanina ucieszyć, z drugiej natomiast zmartwić, wszak za jej sprawą zapewne obiektem zainteresowaliby się pewnie inni potencjalni kupcy. W związku z tą kwestią miała paść kolejna prośba, tym razem o złożenie wniosku o sprzedaż nieruchomości z wolnej ręki, która skutkowała pominięciem konkurencji. - Bałem się utraty domu, więc godziłem się na wszystkie warunki – opowiada pan Bazyli. – Złożyłem taki wniosek i został on przyjęty. W 2008 roku lipczanin wraz z małżonką kupili pieczyński majątek i, jak przypomina nasz rozmówca, wskutek wysokości drugiej wyceny już na starcie zyskali ok. 700 tys. zł. Do umówionej ustnie darowizny domu jednak nie doszło. Przedsiębiorca podobno nie chciał się pakować w koszty i zaproponował, by przepisać dom córce pieczynian, wówczas 13-letniej Karolinie, po osiągnięciu przez nią pełnoletniości. „Ja Ciebie z domu nie wyrzucę” - miał uspokajać Miałszygroszów kupiec. - Uwierzyliśmy na słowo, na honor... [[reklama]] Lawina pretensji Na kilka lat sprawa ucichła – państwo Miałszygroszowie spokojnie mieszkali w nieswoim już budynku, a relacje z nabywcą nieruchomości miały się układać po przyjacielsku. Problemy zaczęły się, kiedy B. Miałszygrosz zaczął wyprzedawać złom. - Niczego nie ukradłem, to był złom pozyskany z maszyn, ruchomości, a te ciągle były moje – zapewnia nasz rozmówca, dodając, że lipczanin miał sądzić inaczej – tj. że wszelkie sprzęty i narzędzia, znajdujące się m.in. w warsztacie, kupił wraz z nieruchomością. Rozpoczął się konflikt. Po pewnym czasie rozgorzał na tyle, że przedsiębiorca podobno wraz z synem i zięciem zdecydował się przyjechać i wywieźć pozostałe rzeczy. - Zwyczajnie mnie okradli. Przywłaszczony przez nich sprzęt nie był przedmiotem sprzedaży komorniczej, zatem do dzisiaj stanowi moją własność – wyjaśnia nasz rozmówca, dodając, że w styczniu br. złożył w tej kwestii doniesienie do prokuratury. - Wygonił mnie za bramę gorzelni i warsztatu – opowiada o wydarzeniach z 2012 roku Dlaczego dopiero teraz zdecydował się powiadomić odpowiednie organy? - Nie chciałem zadzierać, bałem się, że stracę dach nad głową. Teraz czeka mnie eksmisja, nie mam nic do stracenia. B. Miałszygrosz oszacował wartość rzekomo zawłaszczonego sprzętu na ponad 108 tys. zł. - Pani by takie pieniądze odpuściła? - pyta. - Czuję się oszukany. Małżonka prosiła, żeby podpisać oświadczenie, że nie wyrzucą nas z domu. Powiedzieli, że są ludźmi honorowymi i nikomu krzywdy nie zrobią, że możemy tu mieszkać, że są zbyt poważni, by bawić się w podpisywanie takich papierów. Zawierzyliśmy... [[nowa_strona]] Czekając na koniec - Trzy miesiące temu córka przestała chodzić do szkoły, bo jest wyszydzana – mówi pan Bazyli. - Śmieją mi się w oczy: „I tak was z domu wyprowadzi” - dodaje Karolina. - Dostaliśmy obłędu, my się leczymy – wskazując na trzęsące się ręce o sobie i małżonce mówi mężczyzna. - Miałem myśli samobójcze... - dodaje. – Powiedziano nam, że do 30 stycznia mamy opuścić dom. Dom, który na pewno będzie chciał sprzedać, wtedy całkowicie zwrócą mu się koszty zakupu majątku. W lutym 1940 roku całą moją rodzinę Moskale wywieźli na Syberię, a dziś mnie chcą wywieźć na mróz. Po moim trupie – nasz rozmówca nie zamierza dobrowolnie opuścić lokalu. - Skrzywdził moją rodzinę, omotał mnie, dałem się wykiwać. Kim on jest, Bogiem?! – gorzko pyta B. Miałszygrosz. - Nie wyrzuca się ludzi ot tak, można negocjować, dać więcej czasu... - mężczyzna jest pewien, że sytuację można było rozwiązać inaczej. - Darek, mój pasierb, cierpi na porażenie mózgowe, gdzie mamy się z nim podziać? - pyta. [[reklama]] Honoru nie odbierzesz - Myśmy mu drzwi otworzyli, a on nam je zamyka – w oczach pani Małgorzaty pojawiają się łzy. - To ludzie wyzbyci wszelkich uczuć – ocenia jej małżonek. - Może mi zabrać wiele – dodaje w kontekście lipczanina – ale nie zabierze mi honoru i godności ani miłości do zwierząt, których nienawidzi. Raz chciał je wypłoszyć z bud petardami – wspomina mężczyzna. - Kto nie kocha zwierząt, ten nie kocha ludzi – podsumowuje pani Małgorzata. - Tonący brzytwy się chwyta, chcę poruszyć opinię publiczną – pan Bazyli wyraża swoje nadzieje. *** Stanowiska przedsiębiorcy w przedmiotowej sprawie nie udało nam się poznać – mężczyzna odmówił komentarza.
Patrycja Koplin
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze