Nie chciała należeć do OSP Złotów, bo tam nie wyjeżdża się do akcji. Chciała działać, na dźwięk strażackiej syreny zrywać się na równe nogi i biec do strażnicy. Biec, cokolwiek by się nie działo. Krew? - Nie boję się krwi - mówi Karolina Tyborska. Nie przerażają jej ogień, trudne warunki, ciężka praca. - Boję się tylko owadów - uśmiecha się
- Jak zawyła w Blękwicie syrena, wszystkie dzieciaki wybiegały na ulicę, siadały na chodnik i patrzyły, w którą stronę pojedzie wóz – dziewiętnastolatka wspomina swoje dzieciństwo. Wśród zaciekawionych maluchów, które odprowadzały do akcji wzrokiem dzielnych strażaków, była też Karolina. Dziewczynka – równie zaintrygowana – patrzyła jednak na wszystko nieco uważniej. Tata był zawodowym strażakiem, wiedziała więc, jak wygląda jego praca „od kuchni”. Nie raz miała okazję usiąść za kierownicą bojowego wozu, nie raz zaglądała we wszystkie zakamarki jednostki. Połknęła bakcyla. - Wszystkie dzieci chciały być strażakami – śmieje się Karolina. Większość, zwłaszcza dziewczynek, jednak z tego marzenia wyrosła, w naszej rozmówczyni tylko się ono umocniło.
Piotr Muller, prezes OSP Blękwit
Karolina jest bardzo aktywna, bierze udział w prawie każdej akcji. Świetnie dogaduje się z chłopakami, sprawdza się, więc jesteśmy z niej bardzo zadowoleni
[[reklama]] Trochę z mamy, trochę z taty
- Lubię pomagać ludziom – mówi dziewiętnastolatka, śmiejąc się, że być może to banał, ale w jej przypadku bardzo prawdziwy. Dowody na to są co najmniej dwa: sposób na życie i nauka. Karolina nie dość, że trzy lata temu wstąpiła w szeregi Ochotniczej Straży Pożarnej w Blękwicie, to jeszcze rozpoczęła studia na kierunku ratownictwo medyczne. Rodzice mogą być z niej dumni – tata strażak dał córce cząstkę siebie, mama pielęgniarka również. Obdarowali Karolinę po połowie, sprawiedliwie.
Ciężar znika
Karolina nie daje sobie w kaszę dmuchać, w niczym nie ustępuje kolegom z OSP. Tak jak oni błyskawicznie dociera do jednostki, migiem „wskakuje” w swój strój i pakuje się do wozu. Emocje i rozterki zostawia w domu. - Zastępuje je zdrowy rozsądek – wyjaśnia, dodając jednak, że w żadnym wypadku nie kalkulacja. - Dobry strażak nie może kalkulować, czy coś mu się opłaca, czy nie – mówi. „Bogu na chwałę, ludziom na ratunek” - sprawa jest jasna. Karolina zdaje się o tym pamiętać. W pierwszym kwartale 2012 roku na liście liczby wyjazdów jej nazwisko pojawiło się na drugim miejscu. - Jak syrena wyje to znaczy, że komuś dzieje się krzywda i trzeba się spieszyć – przypomina. - To ciężka praca, ale jak już wracamy z akcji to czuję się zadowolona – dodaje. Ciężar, o którym mowa, w jednej kwestii ma bardzo konkretną wagę. Ile waży strój strażacki plus hełm, butla, aparat tlenowy? - Jak się siedzi to dużo, jak się jest w akcji to nic – Karolina odpowiada bez zastanowienia. Owo „nic” na wadze wskazuje ok. 20-25 kilogramów. [[nowa_strona]] Dwie lewe ręce
- Lubię fizyczną pracę – opowiada nasza rozmówczyni – nie wyobrażam sobie siebie za biurkiem, nie mogłabym usiedzieć na miejscu. A prace typowo kobiece? - Do kuchni mam dwie lewe ręce – śmieje się Karolina.
W straży nie ma taryfy ulgowej. Kobieta pracuje na równi z mężczyznami – nikt się więc z Karoliną nie cacka. - Zresztą to by było bez sensu – wyjaśnia strażaczka. – Chłopaki muszą traktować mnie na równi, po partnersku. Musimy sobie ufać. Czasami mi dokuczają, ale to wyłącznie dla żartu – Karolina usprawiedliwia kolegów. – Nie narzekam, jest super.
Michał Krawczyk, naczelnik OSP Blękwit
Karolina sprawdza się wzorowo, sumiennie wykonuje swoje obowiązki. Zawsze na miejscu, zawsze gotowa do akcji, zawsze możemy na nią liczyć. Pracuje na równi z chłopakami, nie ma taryfy ulgowej [[reklama]] Na wszystko jest czas
Straż strażą, szkoła szkołą, a koledzy, koleżanki, zabawa? Zanim na dobre wkroczy się w dorosłość trzeba dać przecież kolor wspomnieniom. - Nie rezygnuję z życia – zapewnia K. Tyborska – wszystko spokojnie można pogodzić. W porządku, ale czy po uczestnictwie w akcji, w trakcie której widziało się śmierć jest się jednak człowiek w stanie bawić, zapomnieć? - Na pewno to jest ogromne przeżycie, do głowy przychodzą różne myśli, pojawiają się stres i adrenalina. Ale kiedy wracamy z akcji, czyścimy sprzęt i życie toczy się dalej – zamartwianie się i tak niczego już nie zmieni.
Czy rodzice się o Karolinę nie boją? Boją, ale niczego jej zabronić nie mogą. Tej pasji, nawet tacie strażakowi nie uda się bowiem ugasić.
Patrycja Koplin
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze