Reklama

Koniec z półbogami

29/05/2015 08:21
Żona pacjenta, który zmarł po tym, jak nie przyjęto go do szpitala w Złotowie dostała 90 tys. zł zadośćuczynienia. Przypadków skarżenia szpitali i lekarzy jest coraz więcej. O tym i o działalności stowarzyszenia pacjentów Primum Non Nocere opowiada Jadwiga Kopczyk

W Złotowie oddział Primum Non Nocere działa od 2000 roku. Co Państwo oferujecie pacjentom i ich rodzinom?
Ludzie po śmierci ukochanej osoby są załamani. Jedni chcą coś w takiej sytuacji zrobić, inni nie. My jesteśmy po to, by tym pierwszym podpowiedzieć, jakie kroki mogą podjąć, jak dochodzić swoich praw względem lekarzy czy szpitali. My z mężem, po śmierci naszej córki, też nie wiedzieliśmy, co robić. Pomógł nam pan Adam Sandauer z Primum Non Nocere i lekarka została skazana za błąd w sztuce, w wyniku którego zmarła nasza córka.

W ubiegłym roku trafiło do Pani 27 spraw, z których 24 skierowano do prokuratury. Wygląda to poważnie.

Pierwsze co trzeba zrobić w przypadku podejrzenia błędu czy zaniechania ze strony lekarza to zgłosić to do prokuratury. Nigdy nie można mówić wprost o błędzie, bo tego nie możemy potwierdzić. Ludzie zgłaszają sprawy do prokuratury, bo to nic nie kosztuje, a nie każdego stać na sprawę cywilną. Dlatego czasem ludzie przychodzą do nas z pierdołami, choć z góry wiadomo, że nie mają racji. Zgłoszeń mamy bardzo dużo, ale nie wszystkie dotyczą naszego terenu.
Jeśli ktoś potrzebuje naszej pomocy, to warto, by miał wyniki sekcji zwłok (by uniknąć ekshumacji), dokumentację leczenia i pełną historię choroby. Trzeba to mieć, bo lekarze zawsze udowadniają, że to pacjent jest winny.

W jakich przypadkach najczęściej zgłaszają się pacjenci bądź ich rodziny?

Wiele zgłoszeń dotyczy błędów po operacjach. Mieliśmy przypadek pacjenta z Konina, który miał podejrzenie nowotworu. Gdy wycięto „guz” okazało się, że była to otorbiona chusta zostawiona w jego ciele po operacji przeprowadzonej jedenaście lat wcześniej. Często też chodzi o porody. Ciężarna źle się czuje, lekarz klepie ją po ramieniu, mówi, że wszystko będzie dobrze, a następnego dnia dziecko nie żyje. To jest tragedia. W Złotowie niedawno zakończyła się sprawa mężczyzny, który źle się czuł, miał problemy z sercem, zgłosił się do szpitala, ale go nie przyjęto. Mężczyzna zmarł. Jego żona dostała właśnie 90 tys. zł zadośćuczynienia. To nie jest wcale dużo.

Słyszycie Państwo zarzuty, że rodziny idą do prokuratury, a potem wytaczają sprawy cywilne, bo chodzi im właśnie o pieniądze?

Na śmierci bliskiej osoby nie można się wzbogacić. Wie Pan, dlaczego warto z błędami lekarskimi iść do sądu? By zapobiec kolejnym. Czasem ludzie mówią, że sprawa w sądzie czy izbie lekarskiej nie wróci życia ich mamie czy dziecku, ale nie myślą, że może pomóc innym.

Lekarz to jednak jeden z najbardziej szanowanych zawodów w Polsce i na świecie. Jak podważyć jego decyzje czy kompetencje?
Ksiądz, nauczyciel i lekarz to są ludzie uważani za półbogów. Dlatego ludzie boją się poskarżyć na lekarza. Czasem dzwonią do mnie, żalą się, płaczą, ale proszą, by nie podawać ich nazwisk. Bo mają dzieci, ojca, matkę, którzy mogą trafić do danego szpitala. Poza tym w ludziach starszych został nawyk odwdzięczania się. Wiem o przypadkach noszenia całych świń lekarzom. Ludzie sami to robią, bo może następnym razem będą lepiej przyjęci. To podtrzymuje mit półboga. W naszym szpitalu takich przypadków jednak nie znam.

[[reklama]]

Wie Pani jednak, że istnieje cichy konflikt między lekarzami rodzinnymi a tymi w szpitalu.

Odpowiem przykładem. Doktor Guzik skierował moją mamę do szpitala z podejrzeniem zapalenia płuc. Były komentarze lekarza na oddziale: co ten Guzik wymyślił. W końcu przyjęli mamusię, ale leczyli ją na... kręgosłup. Trzy czy cztery dni była w szpitalu. Po powrocie jednak w domu spędziła ledwie dzień. Następnego trafiła tam z powrotem z temperaturą ponad 40 stopni Celsjusza i strasznym zapaleniem płuc. Powiedziałam im to, co myślę, a potem ordynator zachował się cudownie – zrobił wszystkie badania jakie było można. Szkoda tylko, że tak późno i po informacji, że reprezentuję stowarzyszenie praw pacjentów. Teraz już moja mama nie boi się iść do szpitala.

A inni się boją?
Tak, szczególnie osoby starsze. To wynika z tego, że lekarze nie chcą ich tam przyjmować. A zdarza się, że po kilku dniach ktoś umiera. Podkreślam: nie twierdzę, że ten człowiek nie umarłby w szpitalu, ale według mnie czy lekarzy rodzinnych człowieka ze skierowaniem trzeba przyjąć.
Może nie wszyscy muszą trafiać na oddział, bo dane leczenie może prowadzić lekarz rodzinny?
Sytuacje mogą być różne, ale dziś nie ma już w szpitalu przechowalni, bo ktoś jedzie na wczasy i oddaje tam mamusię. Dziś wystawiane są skierowania czysto medyczne. Kolejny przykład. Znajoma dwa tygodnie temu pochowała mamę. Pani miała dziewięćdziesiąt lat i z bardzo silną biegunką i wymiotami miała trafić do szpitala w Złotowie. Nie przyjęto jej, bo ordynator miał powiedzieć, że pani dobrze wygląda i nie widzi powodu do hospitalizacji. W nocy było wezwane pogotowie i pani zmarła. Może i tak by zmarła, ale mottem lekarzy jest primum non nocere (przede wszystkim nie szkodzić), a uważam, że nie przyjmując tej kobiety zaszkodzili jej.

Wie Pani, że leczenie kosztuje, stąd sugestie Narodowego Funduszu Zdrowia, by przeprowadzać selekcję chorych przed ich przyjęciem na oddział.
Tak, tyle że lekarze w szpitalu mówią: niech rodzinny leczy i np. podaje kroplówki, a rodzinny: niech to zrobią w szpitalu.

A gdzie w tym pacjent?

I tu jest problem, bo choć być może obie strony mają rację, to co to obchodzi pacjenta? A jego rodzinę? Gdy tata czy mama umiera, to można samemu z żalu się zabić. Czasem ludzie mówią mi, że ordynator nie lubi i nie przyjmuje starszych ludzi. A przecież po to jest się lekarzem, by starać się człowiekowi pomóc do końca. Wiek nie ma tu nic do rzeczy, bo ci starsi ludzie z odmową przyjęcia czują się fatalnie.

Zdaniem Państwa stowarzyszenia prawo w Polsce nie chroni pacjentów i ich rodzin, i nie ułatwia im dochodzenia swych praw przed sądem.
Lekarze jeden za drugiego skoczyliby w ogień. Stoją za sobą murem, przez który pacjent się nie przebije. Choć nie chcę mówić o lekarzach tylko źle - są, również w szpitalu w Złotowie, wspaniali lekarze. Niech Pan zwróci uwagę na oddział paliatywny. Przecież on funkcjonuje wspaniale. Lekarze, pielęgniarki, wszyscy są cudowni.

Rozmawiał Łukasz Opłatek
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości