Reklama

Kryminał albo głód

24/01/2014 00:00
Mówią, że to Korea. Nic podobnego - to czysty Meksyk

Mieszkańcy Korei, jak wszyscy nazywają Sypniewko Folwark, osadę leżącą pośrodku niczego, wyjątkowo mocno uczepili się życia. Bieda od lat trzyma tam nóż na gardle – ci, którzy nie chcą stać się jej łatwym łupem, chwytają się brzytwy. Niejeden się zaciął.
- Tu wszystko jest po kryminałach – uogólniając trochę Grzegorz Werner, mieszkaniec Korei, nie waha się mówić prawdy. - Wyłudzenia, kradzieże – to ma być chleb powszedni ludzi, na których nie czeka lepsza przyszłość. - Złodziej siedzi na złodzieju – mężczyzna nie boi się użyć mocnych słów. W sercu lasu co rusz rozbłyskuje zatem niebieski kogut. Policja. Interwencje w Korei to standard. Tu nie ma świętości. Nie ma też poszanowania dla majątku sąsiada. Wszystko, co można spieniężyć albo samemu wykorzystać, może zniknąć w mgnieniu oka. Wystarczą chwila nieuwagi, niezakluczone drzwi. - Na każdym kroku trzeba je zamykać – instruuje mój rozmówca, tłumacząc, że kiedyś tak nie było.
Sprzymierzeńcem jest noc. - Jak ktoś sobie opału nie wyrobi, to weźmie drugiemu z szopki. W zeszłym roku zginęła mi gdzieś przyczepa drewna – opowiada pan Grzegorz. Zgłosił sprawę na policję? A gdzie tam! - Po co? - pytanie goni pytanie. I tak nie znajdą.

[[reklama]]

Komuno, wróć!
Nazwa Sypniewko Folwark to spadek po poprzednim ustroju – kiedyś osada budowała PGR Sypniewo. Czasy komunistycznej świetności dawno już jednak minęły – dziś jakieś cztery kilometry od Sypniewa rozpościera się nieciekawy widok. Przybyszów wita przydrożny krzyż i jest to chyba najładniejszy element krajobrazu. Dalej w kątach czai się bieda.
Wzdłuż lewej strony drogi ciągną się w większości zdemolowane szopki. Z wielu z nich bez większych przeszkód można podziwiać niebo. Zapadnięte dachy, zgniłe drzwi, sypiące się cegły. Puste otwory po oknach. Z części kratki, dzielące dawniej szyby, zniknęły. Zasiliły jeden z transportów złomu. Mało kto decyduje się tutaj coś naprawić – większość szopek należy do spółdzielni, a w nie swoje nikt pieniędzy ładować nie zamierza.
Po prawej stronie zabudowania – cztery dwurodzinne domy. Na progu ostatniego z nich czeka mój rozmówca. Pyta o drogę. „Jedzie się tu jak na koniec świata” - żartuję. - Gorzej jak na koniec świata – odpowiada zupełnie poważnie. Bez przesady... Jest chyba jakaś przyszłość. - Ja jej nie widzę – rzeczowo odpowiada pan Grzegorz. Mężczyzna, zarabiając najniższą krajową, siłuje się z życiem jak może. - Jak rachunki zapłacę to nie ma na życie. Jak zrobię zakupy – odwrotnie – opowiada. Pracuje jako jedyny z trójki domowników. Mieszka z żoną i synem, troje dzieci już się usamodzielniło. Lżej jednak nie jest. - Kupa nędzy i brak pieniędzy – mimo nieciekawej sytuacji życie mieszkańców Sypniewka stara się komentować na wesoło. Sam pracy trzyma się mocno, wie, że o inną byłoby bardzo trudno. Zresztą, jak mówi, tylko trzy osoby z całej Korei mają zatrudnienie. Trzy osoby na siedem rodzin. Na osiemnastu dorosłych.
Dlatego codziennie, bez względu na pogodę i samopoczucie, pokonuje rowerem cztery kilometry, by dotrzeć do pracy. – Czasami, jak nasypie śniegu, to trzeba iść pieszo – opowiada. - A noga sztywna – dodaje. To „pamiątka” po „rakietówce” z Brzeźnicy Kolonii. - Wpadłem kiedyś do bunkra, z jakichś ośmiu metrów walnąłem na beton. Złamałem nogę. Pisaliście o tym w „Aktualnościach” - przypomina.
Dzisiejsza sytuacja na rynku pracy kompletnie panu Grzegorzowi nie w smak, dlatego tęskni za komuną. Wówczas lepiej mu się powodziło. - Kto miał wtedy dług w sklepie? - pyta. - Nikt. A dzisiaj ledwo oddasz jedno i już drugie bierzesz na zeszyt […]. Teraz Jaruzelskiego chcą sądzić, a powinni go na rękach nosić – uważa. Jakie wyjście dziś ma bezrobotny człowiek? - Iść do opieki albo kraść – pan Grzegorz nie ma złudzeń. W kapitalizmie przyszło mu żyć bez prądu.

Powód: ciągle ten sam
Nie tylko drewno ma w Korei zdolność dematerializowania się. Bywa, że wykazują ją również zwierzęta, konkretnie psy. Panu Grzegorzowi „zginął” pies, długowłosy owczarek niemiecki. Zmienił właściciela – bynajmniej nie za jego przyzwoleniem. – Wiem, kto to – wyjaśnia G. Werner. - Nabluzgałem, ale co to dało... Sprzedali.
Lepiej jest latem, kiedy działalność rozpoczynają skupy runa leśnego – jeśli pogoda sprzyja, każdego dnia można zarobić na zakupy. Poza tym czas inaczej płynie, można zagospodarować kawałek ogródka. Tylko dzieciaki wciąż nie mają co robić. - Plac zabaw miał być... - wspomina pan Grzegorz – ale nie ma. Jak to jest? Lepiej niech dzieci kamienie biorą i szyby wybijają? - zastanawia się.

Przedszkole
Pan Grzegorz w więzieniu nigdy nie siedział, siedział natomiast jego syn. Kilku sąsiadów również – w tym także kobiety. Jak słyszę – zawsze za przewinienia związane z finansami.
Potwierdza to jeden z sąsiadów. O życiu w Korei za wiele nie chce mówić, bo nie jest na bieżąco. - Dopiero wyszedłem – przyznaje. - W kryminale byłem, cztery lata siedziałem.
Jak tam jest? - Jak w przedszkolu. Masz karę, musisz odsiedzieć.

Patrycja Koplin
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości