Do czego bieda może pchnąć ludzi? Jedni kradną, inni odbierają sobie życie. Zrozpaczone kobiety handlują swoim ciałem. Pani Krystyna zarabiała w ten sposób przez rok
O tym, co robiła kilka lat temu, nie chce mówić. – Było, minęło – twierdzi. Stara się nie patrzeć w oczy. Rozgląda się speszona po mieszkaniu. Pewnie dlatego, że jest zmuszona przyjmować gości w takich warunkach. Bieda, bieda i jeszcze raz bieda. Kiedyś było lepiej, przynajmniej przez rok. Wtedy zarabiała bardzo dobrze. Po kilkunastominutowej luźnej rozmowie coś w niej pęka. W oczach pojawiają się łzy. – Musiałam z tego zrezygnować, bo ludzie nie dawali mi spokoju. Kto nie zaznał biedy tego nie zrozumie. Pan pewnie też mnie potępia – mówi z rozpaczą w głosie.
Nie, nie potępiam. Kiedy zobaczyłem ją pierwszy raz w kwietniu osiem lat temu, tam, na szosie przy lesie, zastanawiałem się, co o tej porze tam robi: na handel grzybami czy jagodami było o wiele za wcześnie. Dziwił mnie ogromny przeciwsłoneczny parasol i turystyczne krzesełko, na którym siedziała. Przejeżdżając któregoś dnia zauważyłem w tym miejscu zaparkowany samochód. Domyśliłem się, chociaż pewności jeszcze nie miałem. Z czasem wieść o tym rozeszła się po okolicy. Mniej może dziwiło ludzi to, że w ten sposób się zarabia, ile że robiła to „miejscowa”, zbytnio się z tym nie kryjąc. – Niech będzie, opowiem, jak to było, ale bez nazwisk – zastrzega.
[[reklama]]
Osiem lat temu została bez pracy, podobnie jak jej mąż. Na utrzymaniu mieli syna. Bez wykształcenia nie miała szans na zatrudnienie gdziekolwiek. Zresztą na stałą pracę nie mogła się zdecydować, bo syn wymagał opieki. Niezapłacone rachunki, do garnka nie było co włożyć, stroić się nie musiała, bo z domu rzadko wychodziła. W telewizji leciał program o Bułgarkach, które zarabiają przy szosie. Nie dawało jej to spokoju, zaczęła myśleć, czy ona się do tego nadaje. Zaryzykowała.
Pierwszy klient, kierowca ciężarówki, trafił się dopiero po trzech dniach. Wydawać by się mogło, że pierwszy raz jest najtrudniejszy. Nic bardziej mylnego - była satysfakcja, chociaż okupiona nocnym płaczem, że zarobiło się tak wielkie pieniądze. [[nowa_strona]] Potem już było tylko lepiej. Średnio miała trzech klientów dziennie, potrafiła zarobić dwieście złotych. Może „dziennie” to za dużo powiedziane, przy drodze spędzała kilka godzin, w domu czekał syn i mąż. Mąż, który o wszystkim wiedział... Nigdy się na ten temat nie odezwał. Z czasem miała swoich stałych klientów, którzy, jadąc krajową drogą 22, zatrzymywali się. Ci byli najlepsi, przynajmniej wiedziała, czego po którym się spodziewać. Bardzo rzadko zatrzymywały się osobowe samochody, najczęściej zwalniały i jechały dalej. Nowy klient zawsze napawał ją niepokojem. Nie zdarzyło się jednak, żeby ktoś ją pobił czy wymagał perwersyjnych zachowań. To nie ta klientela. Kierowcy chcą szybko i w dalszą trasę. Nikt jej nie pobił, ale zdarzyło się kilkakrotnie, że nie dostała pieniędzy. Wtedy czuła się najpodlej.
Trwało to niemal rok. Zimą raczej nie stała przy drodze, więc kierowcy podawali sobie jej numer telefonu. Dzwonili, a ona wychodziła wówczas z domu.
Sporo mieszkańców jej miejscowości wiedziało o tym, co robi, w jaki sposób zarabia na życie. Wierzyła, że z czasem, po pierwszym szoku, przestaną ją pokazywać palcami i dogadywać. Niestety było coraz gorzej. Zrezygnowała, bo nie mogła już tego znieść. Bała się, że informacja o tym, czym się zajmuje, dotrze do jej matki. Pewnie schorowana starsza kobieta by tego nie przeżyła. No i syn dorastał, z czasem ktoś mógłby mu powiedzieć. Kilka razy policjanci pytali, co robi przy drodze, ale udowodnić niczego nie mogli…
[[reklama]]
Pani Krystyna wie, że nie tak powinno się zarabiać na życie, nawet w sytuacjach beznadziejnych. Ale łatwo powiedzieć… Mąż ma 700 złotych renty, musi starczyć na ich dwoje. Mężczyzna jest po dwóch zawałach, ma jeszcze kilka innych poważnych chorób, w tym raka prostaty. Do żadnej pracy się nie nadaje. Od trzech miesięcy nie wykupuje leków, bo nie ma za co. Przez ten czas jego stan bardzo się pogorszył.
Dziś poszłaby na drogę ponownie, ale ma świadomość, że lata już nie te. Ta trzydziestokilkuletnia kobieta wygląda teraz na pięćdziesiąt. Bieda robi swoje, bieda odcisnęła swoje piętno. Pani Krystyna przestała o siebie dbać, bo i po co? Nikomu się nie musi podobać. A godność? O tym mogą pogadać sobie panienki czekające w kolejce do fryzjera. Ponoć pieniądze szczęścia nie dają. – Może i nie dają, ale chociaż lekarstwa można za nie kupić - mówi na zakończenie.
Ryszard Mikietyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze