Reklama

Kto skrzywdził 9-miesięcznego Filipa?

03/09/2017 18:30
Odbyła się pierwsza rozprawa w sprawie dziecka, które w listopadzie trafiło do szpitala z urazami głowy, konsekwencją czego była ślepota. Na ławie oskarżonych zasiadł ojciec chłopca

26 listopada 9–miesięczny wówczas Filip z Jastrowia trafił do szpitala w Złotowie, a następnie do Piły. Stwierdzono u niego poważne obrażenia głowy, w wyniku których malec utracił wzrok. Sprawą zajęła się prokuratura, która, po ciągnącym się (ze względu na konieczność sporządzenia opinii przez biegłych z zakresu medycyny) postępowaniu, postawiła zarzuty ojcu dziecka, Romanowi G. Został on oskarżony o spowodowanie ciężkiego uszczerbku na zdrowiu chłopczyka, za co grozi od roku do dziesięciu lat pozbawienia wolności. Miał on pozbawić syna wzroku poprzez potrząsanie nim. Po prawie 9 miesiącach od feralnego wieczoru, odbyła się pierwsza rozprawa w sądzie.

Co się stało 26 listopada?

W poniedziałek w Sądzie Rejonowym w Złotowie przesłuchano dziesięciu świadków. Oprócz oskarżonego przed sędzią Jerzym Hławiczką zeznawały: siostry matki Filipa, ratownik medyczny, który przywiózł dziecko do szpitala w Złotowie, a także lekarz i pielęgniarki, które tam się nim zajmowały, zanim zostało ono przewiezione do Piły oraz sąsiad. Z prawa do odmowy zeznań ze względu na pozostawanie w bliskich stosunkach z oskarżonym skorzystała natomiast mama dziecka. Jak przedstawiają się wydarzenia z soboty 26 listopada w świetle złożonych w sądzie zeznań?

Reklama

Roman G. opowiedział, iż wrócił po południu z pracy i nie zauważył wówczas nic niepokojącego w zachowaniu lub wyglądzie dwójki dzieci, którymi opiekowała się w tym czasie ich matka, a jego partnerka. Położył się więc odpocząć i obudził dopiero, gdy konkubina wyszła na zakupy. Przez większą część czasu miał dzieci na oku i widział m.in., że Filip przebywa w łóżeczku ze swoją starszą, 2,5–letnią siostrą. Nim konkubina wróciła z zakupów ojciec dzieci zdążył przygotować córce herbatę i wyjść na papierosa. Według zeznań dwójki sióstr matki dziecka po powrocie ze wspólnych zakupów zastały Romana G. z chłopczykiem na rękach. Młodsza z ciotek, chcąc przywitać się z siostrzeńcem, zauważyła, że jest z nim coś nie tak. Zarówno kobiety jak i jeden z ratowników medycznych przybyłych później na miejsce niepokojący stan dziecka opisywały w taki sposób, że było ono „lejące się” i „wiotkie”. Ojciec twierdzi, że podejrzany stan dziecka zauważył tuż przed przybyciem kobiet. Podczas gdy jedna z kobiet zajmowała się chłopcem zgodnie z zaleceniami dyspozytorki pogotowia ratunkowego, na które zadzwoniły, rodzice mieli panikować, a według sióstr matki oskarżony nie potrafił wyjaśnić, co się stało z dzieckiem: był chaotyczny i miał pretensje, że jego partnerka tak długo była na zakupach. Choć wersje poszczególnych świadków są dość spójne, to jednak z takiego obrazu przebiegu wydarzeń nie dowiadujemy się co, w jaki sposób ani kiedy stało się poszkodowanemu chłopcu. Zeznania ani nie wskazują Romana G. jako winnego, ani nie wykluczają, że to on doprowadził dziecko do takiego stanu. Z kolei sam oskarżony podsuwa hipotezę, że krzywdę młodszemu bratu mogła wyrządzić siostrzyczka, a siniaki na jego ciele widywał już wcześniej, podobnie jak kłopoty ze wzrokiem nie były nowością, gdyż niemowlę czasami zezowało. Idąc tym tropem broniąca mężczyzny mecenas wniosła o przyjęcie jako dowodu nagrania, które ukaże, jak rodzeństwo zachowywało się w swojej obecności. Wniosek został przyjęty, ale nie był rozpatrywany na tej rozprawie. O siniakach zauważonych na główce chłopca dwa dni wcześniej mówiła także najstarsza z sióstr, która opiekowała się wtedy siostrzeńcem. Mama miała wyjaśnić wtedy, że Filip próbuje wstawać, ale ma jeszcze problemy z równowagą i zdarza mu się uderzyć. To jednak nie wszystkie wersje mające tłumaczyć obrażenia chłopca, gdyż istnieje jeszcze inna możliwość, na którą wskazać stara się obrona.


To dopiero 30% artykułu. W dalszej części przeczytasz m.in.:

Stracił wzrok w szpitalu? – Gdy po raz pierwszy pisaliśmy o tragedii, która spotkała Filipa, jego matka sugerowała, że do obrażeń nie musiało dojść w mieszkaniu. Była wówczas...

Reklama

Milczenie matki – Zeznania świadków wniosły niewiele nowego do sprawy, która wciąż wydaje się mocno poszlakowa. Z pewnością nieco więcej światła na to, co przytrafiło się...

Co dalej? – W tej chwili rysuje się więc kilka hipotez tego, co mogło być powodem okaleczenia dziecka. Z jednej strony mogła więc to być agresja ze strony ojca. Niewiadoma jest rola, jaką...

Subskrybuj i czytaj wszystkie artykuły bez ograniczeń[[pay]]


Stracił wzrok w szpitalu?

Gdy po raz pierwszy pisaliśmy o tragedii, która spotkała Filipa, jego matka sugerowała, że do obrażeń nie musiało dojść w mieszkaniu. Była wówczas zdziwiona tym, że w szpitalu w Pile stwierdzono złamanie kości czaszki, bo w Złotowie niczego takiego nie zauważono. Podobnie zastanawiała się, skąd lekarze wzięli informację o siniakach na ciele jej syna, skoro była przy badaniu i takowych nie zauważyła. Wskazywała więc, że do tych obrażeń mogło dojść w drodze do albo już w samym szpitalu w Pile. Wobec tego reprezentująca oskarżonego mecenas, zadając pytania lekarzowi, który przyjmował dziecko na dyżurze i potem przekazał je do Piły, oraz pielęgniarkom starała się ustalić, jaki był w tamtej chwili stan chłopca. Zarówno ratownik medyczny, lekarz jak i pielęgniarki mające styczność z dzieckiem w czasie jego pobytu w złotowskim szpitalu przyznali, że nie zauważyli u dziecka poważniejszych obrażeń ciała. Doktor Andrzej Jarosz wyjaśniał, że początkowo podejrzewał rozstrój żołądkowo–jelitowy, ale gdy nawadnianie organizmu nie przyniosło poprawy stanu zdrowia pacjenta, następnego dnia zaczął się niepokoić. Pojawiły się też podejrzenia, że Filip może mieć problemy ze wzrokiem, gdyż nie reagował oczami na bliskość lekarza. Pytany jednak przez broniącą Romana G. adwokat, czy może powiedzieć z pewnością, że już w Złotowie było wiadomo, iż chłopak ma problemy ze wzrokiem, odpowiedział, że takiej pewności nie ma, gdyż nie przeprowadzono odpowiednich badań. Mecenas wskazała także na zapis w karcie pacjenta o prawidłowej reakcji źrenic na światło, ale lekarz wyjaśnił, że tego typu badanie nie jest w stanie wykazać utraty wzroku i jest przeprowadzane po to, aby sprawdzić możliwość wystąpienia krwiaka mózgu. Z drugiej jednak strony w innym momencie przyznał, że podczas przyjęcia dziecko sprawiało wrażenie rozglądającego się i skupiającego wzrok na punktach. Świadkowie byli także pytani o to, czy wiedzą coś o tym, aby dziecko uderzyło się w główkę w szpitalu. Zgodnie odpowiadali, że nie. Twierdzili natomiast, że wypytywana o prawdopodobieństwo wystąpienia u chłopca urazu matka stanowczo wykluczała taką możliwość. Dopiero później, gdy jego stan zaczął się pogarszać, stwierdziła, że mogło dojść do urazu, gdy przebywał w łóżeczku razem ze starszą siostrą.

Reklama

Milczenie matki

Zeznania świadków wniosły niewiele nowego do sprawy, która wciąż wydaje się mocno poszlakowa. Z pewnością nieco więcej światła na to, co przytrafiło się chłopcu mogłaby rzucić wypowiedź matki, ale ta skorzystała z prawa odmowy zeznań. Milczenie matki w obliczu tragedii własnego dziecka jest mocno zastanawiające. Ma coś na sumieniu? Chroni konkubenta? Jest przez niego zastraszona? Takie pytania nasuwają się same. Z kolei Roman G. nie wstrzymywał się od krytykowania partnerki. Według jego wersji 22–letnia konkubina miała być mamą surowo karzącą dzieci, podczas gdy on nigdy tego nie robił. Po samym zdarzeniu podobno śmiała się z niego i odgrażała, że teraz mężczyzna pożałuje. Konkubina podobno nie stroniła od alkoholu, nawet w okresie ciąży. Milczącą kobietę w obronę niejako wzięły siostry. Starsza z nich, która zeznawała jako pierwsza, przyznała, że nie utrzymywała z siostrą głębszego kontaktu, gdyż nie akceptowała jej związku z Romanem G. Jest przekonana, że ten ją bije, choć nigdy nie była świadkiem takiej sytuacji ani nie usłyszała tego od samej rzekomo pokrzywdzonej. Takie wieści dochodziły ją natomiast od matki i siostry. Wobec takich opinii o przemoc wobec partnerki oskarżonego sędzia zapytał także drugą z sióstr. Potwierdziła ona te obawy, choć również nie widziała nigdy ani nie słyszała od siostry, aby jej konkubent ją bił. Była natomiast świadkiem agresji słownej z jego strony, a dwa tygodnie temu zauważyła u siostry ślad jakby po uderzeniu w głowę, ale ta próbowała ukrywać to pod kapturem. Żadna z sióstr nie zauważyła natomiast, aby którekolwiek z rodziców stosowało przemoc wobec dzieci. Po ich przesłuchaniu sędzia zarządził przerwę w rozprawie, ale jeszcze zanim wyszedł z sali został zaczepiony przez młodszą z sióstr, która, prawdopodobnie po rozmowie z drugą, poprosiła o możliwość dopowiedzenia czegoś do swoich zeznań. Po przerwie stanęła więc ponownie na miejscu dla świadka i opowiedziała o sytuacji, gdy oskarżony pewnego dnia zaatakował ją na ulicy. Po słownych obelgach miał ją uderzyć w głowę szklaną butelką. Sprawę zgłosiła policji, ale ze względu na koszty postępowania nie zdecydowała się wnieść wówczas sprawy do sądu.

Mówię o tym dlatego, że jestem pewna, iż stosuje przemoc wobec siostry. Romek pod wpływem alkoholu jest zdolny do wszystkiego

Reklama

– stwierdziła 24–latka. Z zeznań świadków wynikało jednak, że 26 listopada oskarżony był trzeźwy. Takie zarzuty ze strony sióstr spowodowały reakcję oskarżonego, który zwrócił uwagę, że jego partnerka również miała do czynienia z policją. Raz, gdy zostawiła dziecko bez opieki i poszła pić alkohol, a drugi raz, gdy na ulicy zachowywała się agresywnie względem niego. O agresywnym usposobieniu matki zeznał także sąsiad pary, który nie raz słyszał, jak krzyczy na dzieci, używając wulgarnych zwrotów, zwracając się np. do płaczącego dziecka „zamknij mordę!”. Niemniej podczas przerw w rozprawie rodzice dziecka trzymali się razem, rozmawiali ze sobą i wychodzili wspólnie na papierosa. Przypomnijmy, że poszkodowany syn oraz starsza siostra zostały odebrane rodzicom, ale pod ich opieką pozostaje najmłodsze dziecko, które urodziło się po opisywanym zdarzeniu.

Co dalej?

W tej chwili rysuje się więc kilka hipotez tego, co mogło być powodem okaleczenia dziecka. Z jednej strony mogła więc to być agresja ze strony ojca. Niewiadoma jest rola, jaką odegrała matka, a pamiętać należy, że z zeznań wynika, iż oboje rodziców przejawiało skłonności do zachowań patologicznych. Zarówno ojciec jak i matka jako możliwe wskazują wystąpienie urazu w wyniku przebywania ze starszą siostrą czy też prób wstawania, a nie wykluczają również, że do sytuacji uderzenia w główkę mogło dojść w szpitalu. Z kolei mecenas Romana G. chce sprawdzić, czy np. utrata wzroku nie mogła być spowodowana wcześniejszymi schorzeniami dziecka i nie wyklucza powołania w tym celu biegłego neonatologa. W pierwszej kolejności przesłuchani zostaną jednak kolejni świadkowie oraz biegli, którzy sporządzili już opinię w sprawie. Przypomnijmy, że w trakcie postępowania prokuratura wskazywała na ich kluczowe znaczenie, więc być może to właśnie biegli rzucą więcej światła na to, jak doszło do tej tragedii.[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Kawa - niezalogowany 2017-09-14 17:08:44

    Już niedługo romka dupka pęka. Pdw

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Aga - niezalogowany 2017-09-09 23:08:00

    Dobrze jest komentowac wiec podpisujcie sie wlasnymi imionami i nazwiskami a nie jakimis szyframi albo prosto w oczy powiedzcie. Pisac jest latwo ale bzdury bo nic nie wiecie. Duzo piszecie !! Tylko szkoda ze to co piszecie to jedna wielka sciema!!! Inteligentni to wy nie jestescie. Smiac sie mozna z tych klamstw.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Kotka - niezalogowany 2017-09-07 21:33:35

    Ha ha ha to dawaj

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości