Reklama

Kurator albo więzienie

05/03/2013 09:16
Odbierają dzieci rodzicom, kontrolują skazanych i ufają, że wyjdą na prostą. Nie zawsze się udaje. - Niektórzy wolą zostać w więzieniu niż trafić pod dozór - mówią kuratorzy sądowi

Dżin pachnie jałowcem, wino owocami lub kwiatami. A denaturat? Kobieta nie potrafi go opisać. Wie, że cuchnie. Z puszki po sardynkach tym bardziej. Pij! – krzyczy mężczyzna, który wyskoczył zza sterty śmieci zgromadzonej na środku pokoju. Pij! – ponawia zaproszenie do wspólnej biesiady.

Pana Kowalskiego Julia Fruzińska zna od dawna. Mówi do niego: Panie Janie. Skrócenie dystansu pomaga w pracy. Ludzie chętniej się otwierają. Pij! – denaturat wdziera się w nozdrza.
– Panie Janie, jak Pan przejdzie na literatki, to być może wtedy się zdecyduję i wypiję – za drzwiami skazanego kurator może liczyć tylko na siebie. - Bałam się, bo nie wiedziałam czy wzbudzę w nim agresję – przyznaje szefowa kuratorów działających przy Sądzie w Złotowie.
Amator denaturatu rezygnuje.

Podobnych sytuacji jedenastu zawodowych kuratorów działających na terenie powiatu ma w dorobku więcej. Kuratelą dla dorosłych objętych jest blisko osiemset osób z naszego regionu. Kryminaliści po odsiadce, ludzie z wyrokami w zawieszeniu, skazani na pracę. Kuratorzy odwiedzają ich w domach, wierzą w ich poprawę. – Ufam, że ci ludzie mnie nie oszukują. Życie czasem to weryfikuje, ale każdemu trzeba dać szansę – J. Fruzińska od osiemnastu lat utrzymuje kontakty z osobami, które inni omijają.

- Zanim wydam opinię o człowieku muszę go wysłuchać. Ludzie mają potrzebę mówienia o swoich problemach, a nie mają wokół siebie kogoś, kto chciałby ich wysłuchać – dodaje złotowianka. „Nie znalazł uszu, w które przelałby słowa” – napisał w „Komedii Ludzkiej” Honoriusz Balzac

Cena strachu
Czyny więcej mówią niż słowa. Mężczyzna zaprasza do piwnicy. Chwali się, że zrywa z dotychczasowym życiem. - Schodziłam do brudnej, ciemnej piwnicy, w połowie schodów zapaliła mi się czerwona lampka. Co ja tu robię? – wycofać się już nie może. Strach często towarzyszy pracy. 

W ciemnicy odpoczywają narzędzia. Podopieczny kuratora chwali się warsztatem. Praca ma mu pomóc w zerwaniu z przeszłością.

[[reklama]]

Osoby trafiające pod dozór kuratora zawsze mają obowiązki: podjęcie pracy, nie nadużywanie alkoholu, podjęcie leczenia odwykowego, czasami kontynuowanie nauki. Jeśli to robią i współpracują z kuratorem, pobyt za kratami im nie grozi.
Chyba, że ktoś lubi ciszę więziennych murów. – Są tacy, którzy nie chcą wychodzić np. na warunkowe zwolnienie, bo  nie chcą mieć kuratora. Nikt nie lubi jak się go kontroluje – J. Fruzińska zna to z doświadczenia. Wielu kryminalistów „woli znane piekło od nieznanego nieba” jak pisał Wojciech Eichelberger.

Nieświadomy krat
Kuratorzy wysyłają za kraty – tak uważa wielu osadzonych. Na szkoleniu z wychowawcami z zakładów karnych szefowa złotowskich kuratorów podaje swoje nazwisko i wzbudza zainteresowanie: to pani jest ta Fruzińska? – Wychowawca z Zakładu Karnego w Czarnem nasłuchał się o mnie od skazanych. Na pewno nie były ty pochlebstwa – gorzki uśmiech kobieta szybko łagodzi zapewnieniem, że się tym nie przejmuje. Wykonuje swoje obowiązki.

Kurator występuje do sądu o zarządzenie wykonania zawieszonej kary, gdy podopieczny uporczywie uchyla się od wypełniania obowiązków i kontaktu z kuratorem. - Dla mnie to jest porażka jeżeli ktoś ma trafić do zakładu karnego tylko dlatego, że nie potrafi utrzymać ze mną kontaktu – twierdzi Julia Fruzińska. Zdarza się, że złotowianin wyjeżdża za granicę do pracy, często zakłada rodzinę, a po powrocie dowiaduje się, że ma odbyć karę.
- Rocznie to jeden lub dwa przypadki, ale dla mnie to są aż dwie osoby – po kilkunastu latach pracy urzędniczka nadal przejmuje się ludzkim losem.
- Bardzo niewielu ludzi chce zmienić swoje życie, ale jeśli w swojej pracy spotkam człowieka, który to zrobił i wyszedł z nałogu, założył rodzinę, to mam z tego satysfakcję. Nie dlatego, że mu pomogłam, ale dlatego, że był taki moment i mogłam mu wskazać właściwą drogę.
[[nowa_strona]]
Na ratunek dzieciom
Wszy biegają po pokoju w poszukiwaniu czwórki dzieci ze świerzbem. Mamę znajdą przed telewizorem – ogląda bajki. Czasem przypomni sobie o lekach. Choroba psychiczna wymaga systematyczności. - Uczę ją jak posprzątać, jak wykąpać, jak zajmować się dziećmi – Karolina Jankowska od pięciu lat zajmuje się sprawami rodzin i nieletnich.
Przestrzega matkę by nie zamiatała śmieci do dziury w podłodze i dbała o higienę. – Jak wskazuję, że toaleta jest zanieczyszczona, to ona mówi, że to dzieci pobrudziły i ona nie będzie sprzątać – K. Jankowska wykracza poza swoją rolę. Niepokoi się o los dzieci. Rodzice mają ograniczoną władzę rodzicielską. Ojciec pracuje i wraca do domu na noc. Próba ustanowienia rodziny zastępczej się nie udaje. – Rodzice nie chcą z nami współpracować, twierdzą że u nich jest wszystko w porządku – być może wkrótce rodzinę wesprze asystent rodziny. Osoby takie zatrudniać mają ośrodki pomocy społecznej.

Kurator ma rozpoznać problemy rodziny i pomóc je rozwiązać. Przeprowadza wywiad i wnioskuje do sądu o podjęcie najwłaściwszych działań. Kuratorzy ds. rodzinnych sprawują nadzory nad nieletnimi, którzy przejawiają oznaki demoralizacji lub popełnili czyn karalny, wobec osób zobowiązanych do podjęcia leczenia przeciwalkoholowego oraz nad osobami, którym sąd ograniczył władzę rodzicielską.
K. Jankowska: - Ludzie mają w sobie poczucie, że ktoś przyjdzie, ich odwiedzi i chcą pokazać, że nie jest u nich tak źle. Niejednokrotnie spotykam moich podopiecznych na ulicy i oni pytają mnie: kiedy Pani nas odwiedzi? Bo kurator często jest jedyną osobą, która ich odwiedza, która wskaże prawidłową drogę, zdyscyplinuje, pouczy, wesprze…

Dzieci, wychodzimy
Miniony wtorek. Auto na złotowskich numerach przebija się przez śniegi. Karolina Jankowska zmierza do domu na skraju wsi, pod lasem. Jest czterdzieści kilometrów od Złotowa. Po drodze zbiera nieszczęścia rozsypywane przez los.
Nie wie kto ją przywita. Rozwścieczony pies, a może pijany ojciec. Chroni się za legitymacją. Zawód kuratora wzbudza respekt. – Na początku obaw miałam więcej, z czasem człowiek uodparnia się na pewne sytuacje – kobieta poprawia długie blond włosy.

[[reklama]]

Na krzywdę dziecka uodpornić się nie można. Trzeba je zabrać.
– Miałam pięć odbiorów. W dwóch przypadkach dzieci samodzielnie się ubrały i bez pożegnania z matką, wyszły. W innym, siostra przyjechała i zabrała dziecko, obecnie stanowi rodzinę zastępczą. Rodzice dopiero po trzech dniach zorientowali się, że dziecka nie ma, ponieważ cały czas byli w stanie upojenia alkoholowego – w takich przypadkach kurator nie ma wątpliwości, że odebranie pociech było konieczne. Jedno jest w pogotowiu rodzinnym, troje w rodzinnych domach dziecka, jedno w placówce opiekuńczo – wychowawczej, a pięcioro w rodzinie zastępczej.
- Rodzice dotąd się tymi dziećmi nie interesują. My robimy wszystko, by te dzieci zostały w środowisku naturalnym jakim jest rodzina, ale jeżeli ich zdrowie i życie jest zagrożone, to musimy interweniować – uzasadnia K. Jankowska.

I choć praca kuratora daje też satysfakcję, to pytania o to dlaczego świat urządzony jest tak, że cierpieć muszą najmłodsi pojawiają się często.
Karolina Jankowska: - Często jak wracam do domu, widzę moje dziecko bawiące się z tatą i pomyślę o swoich podopiecznych, to pojawiają się łzy. Dlaczego tak jest?

Łukasz Opłatek

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości