Reklama

Ludzi poznaliśmy w nieszczęściu

31/05/2018 11:00
Kilka miesięcy temu ich dom zamienił się w pogorzelisko. Zostały jedynie ściany. Rodzina w ostatniej chwili uszła z życiem. Dzięki pomocy wielu osób niebawem wrócą do odbudowanego domu

Czytasz tekst premium udostępniony specjalnie dla Ciebie.
Zostań stałym Czytelnikiem portalu


Bliscy, przyjaciele, znajomi nie dali Godlejewskim rozpaczać po stracie. Jeszcze tego samego dnia rozpoczęli akcję pomocy, najpierw przy porządkowaniu pozostałości po spalonym domu, a później postępującej z miesiąca na miesiąc odbudowie.

Mieszkańcy wioski, którzy jako jedni z pierwszych przyszli z pomocą, całkowicie nas zaskoczyli. Tym bardziej, że przez pierwsze dwa dni my naprawdę nie wiedzieliśmy, co się dzieje. Nie spaliśmy wtedy przez noc, w której doszło do pożaru, nie spaliśmy cały kolejny dzień

Reklama

– Agnieszka Godlejewska przypomina wydarzenia z 13 listopada ubiegłego roku.

Nowy, dużo większy

Dzisiaj budynek, zarówno z zewnątrz jak i w środku, to nie ten dom. Nowy, większy. Jeszcze przed pożarem Godlejewscy przymierzali się do remontu. Życie nie pozostawiło wyboru i przyspieszyło plany, które jednak trzeba było zrealizować w znacznie większym zakresie. Ze spalonego domu zostały tylko mury. Zewnętrzne ściany, bo wewnętrzne też trzeba było zburzyć.

Jak przy rozbiórce ruszyli komin, tak ściany automatycznie same ledwo się trzymały

Reklama

– opowiada pani Agnieszka. Niemal dokładnie pół roku po zdarzeniu są coraz bliżej końca odbudowy. Marzy im się wprowadzenie z początkiem lipca.

Posadzki były wylane ponad miesiąc temu, niektóre tynki jeszcze schną. Przebudowaliśmy wnętrze, przy okazji zrobiliśmy górę, która wcześniej nie była zamieszkana

– wylicza, że powierzchnia domu zwiększyła się z 55 do około 90 metrów kwadratowych. Doszły pomieszczenia, dzięki czemu dwie starsze córki będą mogły mieć oddzielne pokoje. W pomieszczeniu, w którym będzie łazienka stoi już wstępnie przymierzona wanna, część płytek też jest już kupiona.

Reklama

Jak mąż wróci za kilka dni z delegacji będzie miał dwa tygodnie urlopu i dalej wszystko sobie porobi. Jak kilka lat temu kupiliśmy ten dom, też tu wszystko sam remontował

– wspomina małżonka.

Bierz dzieci i uciekaj

Pożar to wspomnienie, ale wciąż świeże. Do dzisiaj jednoznacznie nie określono jego przyczyny.

Zaczął się na strychu, ale od czego się wziął? 

– pani Agnieszka mało pamięta z tej feralnej nocy.

Mąż ma twardy sen, ale wyjątkowo się obudził. W pewnym momencie słychać było duży huk. Dachówki spadały już na strop. Tutaj był prześwit na górę, wypełniony materacem. Sama gąbka. Jak to się zajęło, wszystko już poszło

Reklama

– pani Agnieszka wyjaśnia, że stąd zapewne to pomieszczenie było najbardziej okopcone. Stała w nim jeszcze suszarka z rzeczami.

Nie wiem, co by było, gdyśmy nie obudzili się w tym momencie. Najważniejsze, że nam nic się nie stało

– kobieta przytula Zosię, najmłodszą z trzech córek. Jej mąż, gdy ocknął się i zobaczył, co się dzieje, zdążył tylko zawołać: bierz dzieci i uciekaj. Najstarsza z dziewcząt zdołała jeszcze wydostać się z domu przez drzwi. W momencie gdy do nich dobiegała z sufitu spadł palący się materac. Chwilę później nie było już możliwości, żeby tędy uciekać. Dlatego pozostali opuszczali palący się dom przez balkonowe drzwi.

Reklama

Najstarsza córka dzwoniła po straż, ale w ogóle tego nie pamięta

– mówi pani Agnieszka.

Zosia też pewnie niewiele z tego będzie miała w pamięci

– ponownie bierze dziewczynkę na ręce.

Mieszkać tu jeszcze nie można, ale zakończenie prac jest coraz bliżej

Armia wsparcia

Jest jeszcze trochę roboty, czekamy na kuchnię, którą kuzyn ma nam zrobić pod zabudowę. Zadeklarował, że w połowie czerwca będzie gotowa, dlatego do tego czasu musi być położona podłoga

– mówi Agnieszka Godlejewska. Całość kosztów poniesionych wskutek odbudowy po pożarze szacuje na około 170 tys. zł. Niemałą część musieli sami sfinansować, ale dzięki ubezpieczeniu i ludzkiej pomocy, a także wsparciu gminy budżet powinno udać się dopiąć.

Reklama

Chociaż wiadomo, pieniądze szły jak woda.

Pani Agnieszka nie potrafi wskazać wszystkich ludzi, którym dzisiaj rodzina jest tak wdzięczna. Wielu w ogóle osobiście nie znają.

To prawdziwa armia. Niektórzy nie wspierali nas finansowo, ale konkretną rzeczową pomocą. To wsparcie było bardzo różne. Od rodziny, przez sąsiadów i parafię, po firmę Precon, w której pracuje mąż. Całą elektrykę zrobił nam pan Darek Leszczyński z Ptuszy, a dachem i stawianiem ścian działowych zajął się pan Daniel Błaszkiewicz. Jak już się wprowadzimy, chcielibyśmy zrobić jakąś małą uroczystość, żeby chociaż w taki sposób wszystkim podziękować. To prawda, że to, jacy są ludzie, poznaje się dopiero w nieszczęściu. Nam pomogli, za co raz jeszcze bardzo dziękujemy.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    mariusz - niezalogowany 2018-05-31 17:49:09

    Trzeba pomagać innym nigdy nie wiemy co nam się przytrafi.Życzę państwu szybkiego powrotu do swojego domu :)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości