Reklama

Ludzie, zejdźcie z drogi. Wywiad z radną-listonoszem

29/04/2017 14:00
Pogada, doradzi i ruszy dalej. Barbara Pikulik opowiada o pracy listonosza. - A nikt mnie tu nie chciał, bo za stara byłam - mówi radna z Zakrzewa

Czego Pani nie wie o mieszkańcach Zakrzewa?

Mogę powiedzieć co wiem, znam wszystkie adresy, ludzi z Zakrzewa, a właściwie całej gminy. Obecnie jestem jedynym listonoszem, który zna rejon w gminie Zakrzewo i przydałby się młody zwinny zmiennik, bo za 3 lata odchodzę na emeryturę.

Przed podjęciem pracy w Poczcie Polskiej zajmowała się Pani różnymi rzeczami.

Ja to jestem jak ta Kwiatkowska z filmu ,,Czterdziestolatek” – kobieta pracująca, żadnej pracy się nie boję. Przed laty pracowałam w ZNTK w Pile, bo tam się uczyłam i miałam szansę na otrzymanie mieszkania. Później zajmowałam się chałupnictwem, sprzedawałam też pasze i koncentraty dla rolników, skupowałam runo leśne i owoce. Szyłam w domu rękawiczki. Trochę tego było.

Reklama

W jaki sposób trafiła Pani na pocztę?

Zawsze chciałam być agronomem, bo praca w terenie z ludźmi mnie pociągała. Zazdrościłam mojej listonoszce Zosi, że tak sobie fajnie chodzi beztrosko, od domu do domu. I mnie namówiła. Przyjęli mnie na pocztę, na zastępstwo urlopowe. Okazało się, że jeden listonosz poważnie zachorował, a drugi miał wypadek, więc potrzebny był listonosz na stałe. Nie chcieli mnie za bardzo, bo miałam 46 lat, ale że ludzi brakowało, to się udało. I tak sobie chodzę od 11 lat, ale wcale nie tak beztrosko jak mi się wcześniej wydawało.

Co Panią denerwuje w tej pracy?

Mam spory rejon, bo Drożyska, Śmiardowo, Kujan, Kujanki i jeszcze teraz doszło mi osiedle domków jedno rodzinnych w Zakrzewie oraz ulica Kujańska. Osiedle rozbudowuje się i tam jest co robić. Najgorsze, że większość ludzi nie ma skrzynek pocztowych. A jak ma, to na drzwiach wejściowych do domu, wtedy muszę nadkładać drogi, zakluczać auto, otwierać bramki, a to kradnie czas. Najmniej dbają o swoją pocztę ludzie w Kujankach, bo prawie w ogóle nie mają skrzynek.

Reklama

Przed oczami mam obraz listonosza, który przyniósł ojcu rentę. Zawsze znalazł czas, by pogadać, wypić kawkę…

To chyba był zaprzyjaźniony listonosz, bo ile można wypić kaw? Ale ja mam też zaprzyjaźnionych ludzi - zadzwonię i zanim dojadę to stoi przestudzona kawka. Łykam i znikam.

A psy Pani nie denerwują? Praca listonosza kojarzy się z walką z psami i z poszarpanymi przez nie nogawkami.

Jest taki jeden groźny. Zwykle jest zamknięty, ale raz wiatr chyba furtkę uchylił i on wyleciał. Właściciel pieska mówił, że jego pupilek mnie nie ugryzie, a on pierwsze co zrobił, to doskoczył do mnie i użarł mnie w łydkę. Ślad mam do dzisiaj.

To jak to jest z tymi pogaduszkami. Ludzie nadal zwierzają się listonoszom?

Gdy zaczynałam pracę 11 lat temu, to nie znałam ludzi i terenu, to też leciałam na złamanie karku, bo poczty było dużo. Do 15 - 16 się chodziło. Ale jak poznałam teren to każdy chciał pogadać. A teraz to rejon chodu jest zwiększony i znowu czuję się jak przed laty – uprawiam bieg po zdrowie z listami. I w locie pogadam, bo inaczej nie wypada.

Reklama

Podobno listonosze płaczą, gdy widzą swoje wypłaty. Jakiś czas temu Pani grupa zawodowa protestowała przeciwko nędznym uposażeniom.

Nędzna ta pensja rzeczywiście jest. Mamy najniższą krajową, a do tego musimy mieć swoje auta. Dlatego nie ma ludzi chętnych do pracy jako listonosz. Jak przychodzi tutaj młody, to musi być taki, który lubi ludzi, bo tylko wtedy się tu utrzyma. Bo ktoś, kto myśli, że w tej pracy się dorobi, to tu długo nie wytrwa. Plusem na poczcie w Złotowie jest fakt, że każdy pracownik ma umowę o pracę, a firma płaci nadgodziny za wszelkie prace dodatkowe jak rozbiórka rejonu (roznoszenie poczty za nieobecnego listonosza). A wie pan, że 15 lat temu nie byłoby mnie stać na bycie listonoszem?

Jak to?

Prawda jest taka, że trzeba wyłożyć pieniądze na paliwo, a po miesiącu przepracowanym poczta zwraca kilometrówkę i to był dla mnie poważny problem, bo dzieci dojeżdżały do szkoły, a pieniędzy nie było. No chyba żebym poszła na rejon rowerowy, wówczas te koszty by mnie ominęły.

Reklama

Oprócz pracy zawodowej udziela się Pani społecznie. Drugą kadencję zasiada Pani w Radzie Gminy Zakrzewo

Kandydowałam z okręgu Jerzego Massla. Jerzy obdarzył mnie zaufaniem, a ja go wspierałam. To było 6 lat temu, gdy byłam już listonoszką, choć nie w moim okręgu wyborczym. Niektórzy nie wiedzieli, że pracuję na poczcie. Byłam jednak wybierana z osiedla, gdzie wszyscy się znamy, bo razem budowaliśmy swoje domy 35 lat temu. Kandydatów było dużo, wybory wygrałam jednym głosem.

Widać, że się to Pani spodobało, bo w Radzie Gminy Zakrzewo zasiada Pani drugą kadencję.

Owszem, poznałam pracę Urzędu Gminy w Zakrzewie z innej perspektywy. Bardzo się wahałam, bo trudno było mi pogodzić pracę na poczcie z byciem radną. Nieraz, gdy był nawał pracy na poczcie, żałowałam, że jestem w radzie. Biegałam po rejonie, by zdążyć na obrady, a raz zdarzyło się, że na sesję poszłam w stroju listonosza. A drugi wybór? Gdy wójt Henryk Dobrosielski kompletował swój komitet, to przekonał mnie do startu, a ja znowu dostałam poparcie ludzi z osiedla. Jestem mu za to wdzięczna, bo w międzyczasie przenieśli mnie na pocztę w Złotowie, gdzie godziny otwarcia są dłuższe, więc mogę pełnić te obowiązki.

Reklama

Bycie listonoszką pewnie pomogło Pani w relacji, bo ludzie już Panią znali.

Odwrotnie. To bycie radną przeszkadzało mi w wykonywani pracy listonoszki. Ludzie ciągle zgłaszali problemy: a to lampa nie świeci, a to droga dziurawa, a przecież ja to wszystko widziałam i reagowałam. Pierwszy rok pierwszej kadencji to było dla mnie coś strasznego. Z biegiem czasu wszyscy się oswoili, że radna listonoszka jeździ, a każda wioska ma swojego sołtysa i radnego.

Gdyby Pani pracowała w biurze mogłaby się Pani zwolnić na sesję czy posiedzenie komisji rady i już, a na poczcie, bez względu na wszystko, musi Pani swoją pracę wykonać.

Rzeczywiście nikogo nie obchodzi, że ja jestem radną. Nie ma taryfy ulgowej. Robię tak, że najpierw obskakuję firmy i odległe tereny, potem robię sobie przerwę na sesję czy komisję, a po południu robię osiedle. Na szczęście ja lubię tę pracę. Spokój, który mam w terenie. Jadę swoją drogą i nikt nie stoi mi nad głową. Zrobię co mam zrobić i już. A obecnie, jak wspomniałam, godziny pracy mogę wydłużyć i spokojnie iść na sesję. Za biurkiem raczej bym nie wytrzymała.

Reklama

Rozmawiał Łukasz Opłatek.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Gość - niezalogowany 2017-04-30 02:54:27

    Pani Basia to bardzo pozytywna osoba, mimo ciężkiej pracy zawsze uśmiechnięta za to trzeba podziwiac:)

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości