Reklama

Maestro kościelnej ceremonii

30/04/2017 19:00
Nieśpiewający wierni, wymyślający cuda nowożeńcy i niewierzący księża – nie tylko o nich mówią złotowscy organiści

Zliczenie wszystkich organistów, którzy w ostatnich dziesięcioleciach grali w złotowskich kościołach jest zadaniem dość karkołomnym. Sami organiści mają z tym problem.

Przez wiele lat grał Marceli Rumanowski, który później wyprowadził się do Bydgoszczy i tam zmarł

– wspomina Konrad Fąs.

Ja zacząłem po Rumanowskim. Przed nim był bodajże pan Domek. Innych z przeszłości sobie nie przypominam

– uzupełnia Tadeusz Dobek. Ostatnie lata są w tym względzie bardzo obfite.

Kościelny próbował kiedyś zliczyć wszystkich organistów, którzy grali w naszej parafii. Doliczył się jedenastu czy dwunastu

Reklama

– mówi Szymon Kobierzyński, który od września 2016 roku jest organistą w parafii Piotra i Pawła.

Nie ma się co dziwić. To trudny zawód

– twierdzi Tadeusz Dobek.

Po sąsiedzku wychowywaliśmy się z profesorem Andrzejem Tatarskim, a że mieszkaliśmy blisko kościoła, od młodości mieliśmy kontakt z kościelną muzyką. Jako mniej więcej piętnastolatkowie chodziliśmy z Andrzejem do kościoła szkolnego. Gdy kościelny był chory, śp. ksiądz Stanisław Brzęczek sporadycznie nas angażował. Była tam wtedy jeszcze fisharmonia. Ja śpiewałem, a Andrzej grał. Zresztą w ciągu minionych dziesięcioleci Andrzej Tatarski również okazyjnie grał w kościołach mariackiej parafii, często występował wspólnie z chórem św. Cecyli

Reklama

– wspomina.

Po sąsiedzku z proboszczami

Były dyrektor złotowskiej szkoły muzycznej studiował, a później pracował przez kilkanaście lat w Poznaniu. W 1976 roku wrócił do Złotowa i od końca lat 70–tych, przez ćwierć wieku grał w parafii Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny. W niedziele jednak wyłącznie podczas sumy o godzinie 11.00. Również na pogrzebach i ślubach.

Nie było wtedy organisty na stałe. Powszechne nie były też telefony. Ponieważ mieszkałem blisko parafii, proboszczowie przychodzili przez lata i angażowali w razie potrzeby

Reklama

– mówi Tadeusz Dobek, ze szczególnym sentymentem wspominając współpracę z księdzem Janem Kotowskim. Niedzielną sumę sam sobie wybrał.

Nie była to zbyt późna godzina, ale też nie trzeba było za wcześnie wstać

– argumentuje z uśmiechem. Były to lata, gdy granie nie było jeszcze etatowe i nieliczni w okolicy organiści dość często zmieniali się między kościołami i parafiami.

W tamtych czasach granie w kościołach było formą dorabiania. Dzisiaj można na tym naprawdę przyzwoicie zarobić

– porównuje Tadeusz Dobek. Po latach stałym akompaniatorem liturgii u świętego Rocha został Stanisław Ogorzałek, a u Panny Marii Konrad Fąs.

Reklama

Rodzina Konrada przez lata była blisko związana z kościelnym środowiskiem Złotowa. W pewnym sensie był on „skazany” na pracę organisty

– ocenia Tadeusz Dobek, który prywatnie przyjaźni się z Konradem Fąsem i jego małżonką.

Spośród niedzielnych mszy Tadeusz Dobek grał jedynie na sumach, ale dla wielu to wciąż ikona kościelnego akompaniamentu na organach. W parafialnym kościele emerytowany dyrektor szkoły muzycznej grał przez ćwierć wieku

Jest taki chłopak

Organista z kościoła parafialnego z dużym szacunkiem wypowiada się o Tadeuszu Dobku. Nie kryje, że słuchanie go przez lata podczas niedzielnych sum także wpłynęło na jego wybór pracy organisty.

Reklama

Jako chłopak chodziłem do ogniska muzycznego, później była szkoła muzyczna

– wspomina, wskazując na mandolinę i akordeon jako te, na których uczył się grać.

To że gram jest dużą zasługą Tadeusza Dobka. Lubiłem słuchać jego gry w kościele, pięknie harmonizował. Bo Rumanowski grał raczej głównie w tonacjach durowych

– porównuje.

Ale Fąsa wcale nie wyłapał do kościoła Dobek.

Wskazał go ksiądz Czarny, jednak nie Stanisław, tylko Jan, który był w Złotowie wcześniej. Przyszedł do mnie pewnego dnia i powiedział, że jest tutaj ciekawy chłopak. Konrad miał kilkanaście lat, był jeszcze przed wojskiem. I chciał grać

Reklama

– wspomina Tadeusz Dobek.

Ksiądz Jan założył w tamtym czasie i prowadził scholę młodzieżową, do której też się załapałem

– potwierdza Konrad Fąs, który przez kilkanaście lat grał w kościele wspólnie z Tadeuszem Dobkiem. Ten zaprzestał po roku 2000, gdy proboszczem był ksiądz Marian Jaśkiewicz.

Samouki

Od ponad dwudziestu lat Konrad Fąs, z zawodu stolarz, jest etatowym organistą.

Jeden z proboszczów zliczył mi kiedyś wszystko: próby, msze, nabożeństwa. Przeliczył to na dzień i wyszło więcej godzin niż na ośmiogodzinny dzień pracy. Sam się zdziwiłem

Reklama

– mówi o obowiązkach, które wypełnia siedem dni w tygodniu, z kulminacją w niedzielę.

Nie jest łatwo wziąć w tym zawodzie pełny urlop

– przekonuje. Czy po tylu latach grania próby są jeszcze potrzebne, cokolwiek wnoszą?

Cały czas trzeba nad sobą pracować. To jak ze sportem. Nie ma tak, że czegoś się nauczyłeś raz i wystarczy

– przekonuje.

Konrad od początku był bardzo pracowity. Ćwiczył w kościele, w domu, godzinami. Uważam, że wciąż się rozwija. Tym bardziej, że pamiętam jego początki, a bywało nieudolnie. Nie skończył szkoły organistowskiej, a ma jednak warsztat. Jest klasycznym samoukiem. Zresztą tak jak Stanisław Ogorzałek. Obaj skończyli kursy organistowskie

Reklama

– mówi Tadeusz Dobek. Podkreśla, że Stanisław Ogorzałek ma do dyspozycji lepsze organy, bo instrument w parafii Rocha jest wyższej jakości niż w kościele Wniebowzięcia Najświętszej Marii Panny. Czy Ogorzałek i Fąs są lepszymi od niego organistami? 

Nie odważyłbym się porównać. Dlatego, że ja nigdy organistą nie byłem. Po prostu wykonywałem taką pracę

– odpowiada emeryt.


To dopiero 30% artykułu. W dalszej części przeczytasz m.in.:

Ślub, nie koncert – Po latach gry, obecności w kościele, Konrad Fąs doskonale widzi, jak zmieniają się mieszkańcy Złotowa, ich nawyki i zachowania. Najdobitniej widać to...

Reklama

Potrójna modlitwa – Ile duchowości jest w obowiązkach organisty, a ile zwykłej pracy? Wszyscy nasi rozmówcy są w tym zgodni: nie da się modlić podczas...

Organiści bezbożnicy i niewierzący księża – Wiara jest w ogóle niezbędna do tego, żeby być lepszym organistą? – Część na pewno podchodzi do tego jak do rzemiosła. Przychodzą, zagrają, idą do domu, tymczasem...

Muzyka mówi do słuchających – Drogi księży i organistów nie zawsze są spójne. Takiego poróżnienia doświadczył Marcin Hryńczuk. – Często napotykałem opór, a nawet przykre sytuacje. Jeden z księży...

Reklama

Wietrzenie – Owszem, jest dużo nowych pieśni, ale nie wszystkie nadają się do grania podczas mszy – uważa Konrad Fąs. Przyznaje, że najczęściej problematyczne sytuacje powstają przy...

Orkiestra pod palcami – Wierni często komentują grę organistów. – Jestem do tego przyzwyczajony – mówi Szymon Kobierzyński, podkreślając, że organy to jeden z trudniejszych instrumentów, a sama gra na nim wymaga...

Organowa uczta – Niemniej studium wiele mi dało. To były cztery lata intensywnej nauki, w zakresie budowy organów i techniki grania. Tam poznałem też zasady...

Milczące kościoły – Za sprawą wiernych ma też kolejną. Tablice z wyświetlanymi tekstami pieśni są niemal we wszystkich kościołach, ale paradoksalnie ze śpiewem jest u Złotowian coraz gorzej...

Subskrybuj i czytaj wszystkie artykuły bez ograniczeń[[pay]]


Ślub, nie koncert

Po latach gry, obecności w kościele, Konrad Fąs doskonale widzi, jak zmieniają się mieszkańcy Złotowa, ich nawyki i zachowania. Najdobitniej widać to na przykładzie ślubów.

Kiedyś to były skromne, standardowe uroczystości. Bez szaleństw. Dzisiaj ich oprawa coraz częściej przypomina koncert życzeń. Wiele można oczywiście zrozumieć, ale czasami młodzi przesadzają. Kościół to nie jest miejsce na muzykę jak podczas zabawy czy domowej imprezy

– organista przyznaje, że zdarzało się, iż musiał ingerować.

Małżonkowie stwierdzili kiedyś, że nie chcą „Hymnu do Ducha Świętego”, bo jest taki smutny. Powiedziałem, że jak się proboszcz zgodzi, nie ma problemu. Oczywiście wiedziałem, że nie wyrazi zgody

– opowiada.

Śluby niestety coraz bardziej są uroczystościami na pokaz

– zdradza odczucie.

Takie „koncerty” to również techniczny kłopot. Jak to zorganizować, gdy ma zagrać organista, flecista, gitarzysta, skrzypek, a do tego jeszcze zaśpiewać chór? Tym bardziej, że gdy jest dodatkowy wykonawca, chciałby od razu zagrać cały koncert, gdy ślubna msza to w zasadzie tylko utwory: na wejście, ofiarowanie, komunię i marsz na wyjście. Zaledwie cztery kompozycje. No, może pięć, gdy grane są dwa podczas udzielania Komunii Świętej, jeśli przystępuje do niej więcej osób. Ale przeważnie do Komunii idzie bardzo mało ludzi.

Potrójna modlitwa

Ile duchowości jest w obowiązkach organisty, a ile zwykłej pracy? Wszyscy nasi rozmówcy są w tym zgodni: nie da się modlić podczas kilku mszy w ciągu niedzieli.

Nie da się tym bardziej, że człowiek musi być skupiony również na tym, co robi. Wiadomo, że szczególnie traktuje się tę pierwszą niedzielną mszę

– mówi Konrad Fąs.

Nie jest realnym, żeby w niedzielę koncentrować się na modlitwie podczas wszystkich. Jak w każdym zawodzie, tutaj również wkrada się rutyna. Po tylu niedzielnych mszach zdarza mi się, że zastanawiam się, czy aby na pewno zagrałem „Ojcze Nasz”

– potwierdza Szymon Kobierzyński.

Trzeba oczywiście starać się robić wszystko, żeby to nie spowszedniało za bardzo i te starania to indywidualna sprawa każdego organisty

– dodaje.

Gdy przez lata grałem na sumie, nie chodziłem na inną niedzielną mszę. Łączyłem granie z modlitwą. Zawsze uważałem, że ten, kto śpiewa, modli się dwa razy, więc ten kto jeszcze gra, może nawet trzykrotnie

– odpowiada z uśmiechem Tadeusz Dobek.

Czy opowieści o organistach, którzy na pierwszej mszy mierzą czas kazania, a na kolejnych idą na piwo, wiedząc, że tej niedzieli mają blisko dwadzieścia minut, są prawdziwe?

Ja nie znam nikogo takiego, być może jest to trochę przesadzone. Ale zdarzało mi się, że gdy była piękna pogoda, podczas kazania wychodziłem przejść się w pobliżu kościoła. Jak jest długie kazanie, a do tego są również chrzty, trochę czasu się uzbiera. W rezerwie zawsze jest jeszcze jakaś książka

– uśmiecha się również Konrad Fąs.

Organiści bezbożnicy i niewierzący księża

Wiara jest w ogóle niezbędna do tego, żeby być lepszym organistą?

Część na pewno podchodzi do tego jak do rzemiosła. Przychodzą, zagrają, idą do domu, tymczasem powinni to traktować jako pewnego rodzaju święte czynności

– uważa Szymon Kobierzyński.

Po skończeniu studiów teologicznych moja świadomość sakralności, świętości, które dzieją się w kościele, na pewno bardziej mobilizują do przykładania się do pracy

– stwierdza organista z parafii Piotra i Pawła.

Jest to służba Panu Bogu przez służbę dla ludzi

– dodaje i wspomina rozmowę sprzed lat z pewnym starszym kapłanem.

Powiedział mi, żartując: najwięcej pracowników kościelnych–bezbożników to organiści. Nie wiem jednak, skąd wyciągnął takie wnioski.

Tadeusz Dobek jest skłonny zgodzić się ze stwierdzeniem, że wnoszenie elementu wewnętrznej duchowości do grania może wpływać na jego jakość. Nie przywiązywałby jednak do tego szczególnej wagi.

Nie tylko organiści, ale i księża są zarówno wierzący, jak i niewierzący. Oczywiście żaden się do tego nie przyzna, ale doskonale wiem, że są księża, którzy wykonują tylko swój zawód. Tak samo jest z niektórymi organistami

– porównuje.

Na ludzki aspekt zwraca uwagę mówiąc również o tym, jak zakończyła się jego współpraca z parafią WNMP.

To nie do końca była wyłącznie moja decyzja. Proboszcz Marian Jaśkiewicz dał mi do wyboru granie na mszy o godzinie 11.00 bądź o 14.00. Powiedziałem, że 14.00 odpada, że albo zostaje 11.00, albo w ogóle. On najczęściej odprawiał sumę, a pamiętamy przecież, jaki był: bardzo zasadniczy i lubił robić w kościele trochę teatru. Takie miał zwyczaje, obowiązkowe były przecież oklaski, a mnie się to nie podobało. Powiedziałem mu o tym przez telefon, stwierdziłem, że w takim razie nie będę mu przeszkadzał w teatrze, jaki odstawia w kościele i tak się rozstaliśmy

– wspomina Tadeusz Dobek.

Ale nie mieliśmy do siebie pretensji

– zastrzega.

Muzyka mówi do słuchających

Drogi księży i organistów nie zawsze są spójne. Takiego poróżnienia doświadczył Marcin Hryńczuk.

Często napotykałem opór, a nawet przykre sytuacje. Jeden z księży stanął na środku kościoła, spojrzał w moją stronę, unosząc oczy ku górze i rzekł: to nie jest koncert, proszę grać tradycyjne pieśni. Wykonywałem wtedy popularną pieśń „Pewnej nocy łzy z oczu mych” i używałem brzmienia pianina, a nie organów. Ręce mi opadają, gdy spotykam takich zatwardziałych dziwolągów, zamkniętych na nowe formy muzyczne. Cieszę się, że Papież Franciszek jakiś czas temu wstrząsnął kapłanami i zaznaczył, że trzeba promować nowoczesne trendy muzyczne oraz iść z duchem czasu. Nie mam sobie nic do zarzucenia jeśli chodzi o repertuar. Gdy grałem w kościele, wielokrotnie miałem bardzo pozytywny odbiór i często słyszałem miłe słowa od ludzi, którzy wzruszali się moim wykonaniem. Czasem tak jest, że samo słuchanie więcej wniesie w serce człowieka niż odśpiewanie tradycyjnej pieśni. Życzyłbym sobie, aby czasem kapłani także słuchali, a nie tylko mówili. Zbyt często zapominają, że „muzyka mówi do tych, co słuchać potrafią”. Obecnie obsługuję uroczystości ślubne oraz pogrzebowe na terenie kraju. Zanim jednak zagram, upewniam się, czy ksiądz, który będzie odprawiał mszę, jest „normalny”, czy też może zatrzymał się na XIX wieku

– mówi Marcin Hryńczuk.

Marcin Hryńczuk od lat nie jest organistą w złotowskich kościołach, choć wielu do dzisiaj mile wspomina jego grę i śpiew podczas mszy

Wietrzenie

Owszem, jest dużo nowych pieśni, ale nie wszystkie nadają się do grania podczas mszy

– uważa Konrad Fąs. Przyznaje, że najczęściej problematyczne sytuacje powstają przy wspomnianych ślubach.

Ludzie usłyszą coś w radiu i chcą, żeby zagrać, ale nie wszystkie utwory oddają powagę miejsca, jakim jest kościół. Nie wszystkie są też zatwierdzone przez Kościół. Byłem w wielu świątyniach, na wielu mszach i właściwie wszędzie dominuje klasyczny styl

– podkreśla.

Nie wszyscy zresztą lubią zmiany. Gdy zagram „Chwała na wysokości Bogu” z inną melodią, już pojawiają się komentarze, że to dziwne wykonanie.


Sporo nowych utworów wprowadził do mszy odprawianych u Piotra i Pawła Szymon Kobierzyński.

Zasadniczo komentarze są pozytywne, choć zdaję sobie sprawę, że nie każdemu to odpowiada.  To takie otwarcie okna w nieprzewietrzonym pomieszczeniu. Staram się, żeby mój repertuar nie był statyczny, a dynamiczny. Jestem raczej tradycjonalistą, ale też otwartym na nowości, jakie się pojawiają. Nie każda pieśń, nawet religijna, nadaje się do wykonania w kościele. Jeśli pieśń jest wartościowa pod względem tekstu i melodii chętnie wykorzystam ją podczas liturgii

– stwierdza.

Dzisiaj i tak jest znacznie łatwiej pod kątem dostępności repertuaru, internet to prawdziwa skarbnica. Inna sprawa, że zawsze były, są i będą w środowisku stereotypy o tym zawodzie i tych, którzy go wykonują

– dodaje Tadeusz Dobek.

Orkiestra pod palcami

Wierni często komentują grę organistów.

Jestem do tego przyzwyczajony

– mówi Szymon Kobierzyński, podkreślając, że organy to jeden z trudniejszych instrumentów, a sama gra na nim wymaga wiele wysiłku od grającego.

To bardziej wymagający instrument niż fortepian. Na organach gra się zdecydowanie trudniej. Organy posiadają często dwa lub więcej manuałów–klawiatur, a dodatkowo posiadają klawiaturę nożną. Szerszy jest też zapis nutowy, który uwzględnia melodię graną nogami

– wskazuje różnice.

Szymon Kobierzyński już nie może się doczekać organów, które mają stanąć w kościele Piotra i Pawła

Organy nie bez powodu nazywane są królem wszystkich instrumentów. Jako jedyne na świecie potrafią zagrać jak potężna orkiestra, imitują inne instrumenty

– zauważa.

I na takie właśnie czekamy, zbierając fundusze w naszej parafii

– dodaje Szymon Kobierzyński. W jego przypadku to nie tylko przeczytana teoria, ale też wieloletnia, pomimo młodego wieku, praktyka.

Na początku maja minie dwadzieścia lat, jak nieustannie gram w kościołach

– podkreśla. Przez ten czas grał w kilku parafiach, a zaczynał w rodzinnym Starogardzie Gdańskim. Według dyplomu to przede wszystkim katecheta (pracuje w „Dwójce”), ale również absolwent dwóch szkół muzycznych (fortepian, trąbka) oraz studium organistowskiego. Zatem wedle papierów to najbardziej wykwalifikowany organista w tym gronie.

Nie czuję się jednak lepszym organistą od innych. Znam organistów, wyłącznie samouków, którzy nie mają żadnej szkoły, a są lepsi niż ja

– podkreśla.

Organowa uczta

Niemniej studium wiele mi dało. To były cztery lata intensywnej nauki, w zakresie budowy organów i techniki grania. Tam poznałem też zasady dyrygentury i tworzenia muzyki chóralnej, a nawet koncertowej. Mam dyplom, który uprawnia mnie do bycia dyrygentem

– zauważa. W tym zakresie również ma za sobą praktykę, bo w każdej parafii, w której dotychczas pracował, prowadził chór.

Złotów jest pierwszym miejscem, gdzie chóru nie prowadzę. Mam jednak nadzieję, że coś w tym względzie już kiełkuje

– tajemniczo stwierdza.

Podoba mi się w Złotowie, daj Boże, że tutaj zostanę. Taki mam przynajmniej plan

– przyznaje. Szymon Kobierzyński jest dowodem tego, że wszystko zaczyna się od pasji.

Ale też ciężkiej pracy. Ćwiczę każdego dnia. W kościele, w domu, gdzie również mam instrument. Od kilkunastu minut do półtorej godziny

– mówi o zajęciach.

Ja również, mimo tylu lat grania, wciąż ćwiczę

– dodaje Konrad Fąs. Przyznaje, że w domu słucha niemal wyłącznie muzyki organowej.

Wydaje mi się, że trzeba żyć tym, co się robi. Jak tylko żona pracuje na nocce, spokojnie mogę urządzić sobie w domu taką muzyczną ucztę

– zdradza.

Oczywiście najlepiej doświadczyć takiej na żywo. Kilka miesięcy temu byłem na koncercie organowym w Poznaniu. To było coś niesamowitego

– kiwa głową na wspomnienie wydarzenia. Gdy tylko jest w innym kościele, zwraca uwagę na grę organisty.

Takie zawodowe zboczenie jest chyba normalne

– uważa.

Niestety, przeważnie stwierdzam, że są lepsi ode mnie

– kusi się o refleksję.

Milczące kościoły

Za sprawą wiernych ma też kolejną. Tablice z wyświetlanymi tekstami pieśni są niemal we wszystkich kościołach, ale paradoksalnie ze śpiewem jest u Złotowian coraz gorzej.

Każda kolejna niedzielna msza wypada pod tym względem słabiej

– mówi Konrad Fąs.

Nawet o 15.00 ludzie w zasadzie już siedzą, nie mówiąc o wieczornych godzinach. Wtedy jest już wyłącznie koncert organisty

– wtóruje Szymon Kobierzyński.

Słyszałem wprawdzie opinie, że ludzie nie chcą śpiewać nowych pieśni, bo wolą ich posłuchać, ale chyba nie tędy droga

– mówi organista od Piotra i Pawła.

Nawet okres świąt i kolędowania wypada blado. Kiedyś kościół huczał od śpiewu. Czasami specjalnie przestaję śpiewać, prowokuję, a w kościele cisza

– dodaje Konrad Fąs.

Niektórzy twierdzą, że po to jest organista, żeby śpiewać. Otóż nie. Jest po to, żeby prowadzić śpiew

– wyjaśnia, przyznając, że irytujący bywa widok wiernych, którzy przychodzą do kościoła, zakładają ręce, siedzą i słuchają.

Dochodzi do tego, że nie tylko nie śpiewają, ale coraz częściej nawet nie odpowiadają księdzu podczas modlitw. Zdarza się, że amen nie chce się im powiedzieć

– Konrad Fąs przyznaje, że kapłani także dzielą się z nim takimi spostrzeżeniami.

To wszystko wynosi się z domów. Kiedyś śpiewało się w nich kolędy, dzisiaj włącza się telewizor czy słucha płyt.

Rzeczywiście pamiętam czasy, kiedy ludzie w kościołach naprawdę śpiewali. Gdy ostatnio poszedłem na 11.00 zdziwiłem się, bo zobaczyłem puste miejsca w ławkach. Kiedyś na sumie było to nie do pomyślenia. Na tę mszę kościół parafialny zawsze był pełny, nie mówiąc już o śpiewaniu, co czyni chyba jedynie starsze pokolenie

– dodaje Tadeusz Dobek.

No ale co zrobić? Takie czasy. Ludzie powinni jednak przypomnieć sobie, po co przychodzą do kościoła i od czego jest w nim organista.

[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    Janusz - niezalogowany 2017-05-08 07:26:01

    W Lipce też organista do bani każda msza inna na inną nutę jakby zapomniał melodia ,nie ma tradycyjnych pieśni na przykład takich co wszyscy znają jest ekran który wyświetla słowa ale czasami są takie dziwne te nowości jak na Eurowizji,a najlepiej jak przyjdzie schola i zaczyna się wyścig kto lepiej ci nie mogą skończyć ostatniej zwrotki przez 10 minut a ten zaczyna koncert

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    mąż - niezalogowany 2017-05-01 18:05:38

    Darku ,mnie też nie dziwi bo ta Katechetka (Gocha) zawsze takie bzdety wypisuje.Sama nawet tego nie rozumie co pisze.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Darek - niezalogowany 2017-05-01 10:33:08

    Nie masz pojęcia, o czym piszesz, ale jakoś mnie to nie dziwi. Pozdrawiam.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości