Rafał Piątek uratował pięć żyć. Po tym, jak 26 czerwca o 10.55 komisja lekarska stwierdziła śmierć mózgu 19–latka, jego rodzice wyrazili zgodę na oddanie organów. Komu?
Nie wiemy. Nie powiedzieli
– wyjaśnia Krystyna Piątek. Tym większym zdziwieniem dla niej i dla męża był więc telefon, który po raz pierwszy w grudniu ubiegłego roku odebrał ojciec zmarłego.
Zadzwonił jakiś mężczyzna, przedstawił się jako Mariusz G. i podał się za osobę, której przeszczepiono organ naszego syna
– wspomina pan Zbigniew, dodając, że nieznajomy, rzekomo pochodzący z Katowic poprosił o spotkanie.
Pojechałem. A serce tak mi waliło, jakby chciało z piersi wyskoczyć. Przez całą drogę miałem nadzieję, że zobaczę cząstkę syna...
Niestety, mimo że nasz rozmówca, wciąż pozostający w kontakcie z rzekomym biorcą przez kilka godzin czekał w Katowicach pod wskazanym adresem, do spotkania nie doszło.
Nie zjawił się, a kiedy już wsiadłem do samochodu by wrócić do Okonka, to przyszedł sms. „Jestem dziennikarzem TVP 2, chciałem zrobić o was reportasz” (pisownia oryginalna).
Chory żart, bo trudno nazwać to inaczej, na tym się nie skończył.
Jeszcze długo byłem nękany telefonami i sms–ami przychodzącymi z numeru tego mężczyzny. Gdy odbierałem, ciągle wypytywał mnie o syna...
– kiedy w naszych rozmówcach gniew, wywołany igraniem z ich uczuciami, osiągnął poziom maksimum, zdecydowali się zgłosić sprawę do prokuratury.
„Ciągłe rozbudzanie wspomnień o naszym synu oraz oferowanie spotkań z biorcami jego organów doprowadza nas do życia w stałym napięciu oraz negatywnie odbija się na naszych przeżyciach psychicznych i emocjonalnych. […] Zachowanie to uniemożliwia nam przeżycie żałoby w spokoju i ciągle wystawia na szwank nasze uczucia”
– małżonkowie w ten sposób uzasadnili zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia czynu zabronionego, które skierowali do Prokuratury Rejonowej Katowice–Północ. Zrobili to, licząc na to, że uda się ustalić prawdziwe dane osoby, która ich niepokoi, a następnie pociągnąć ją do odpowiedzialności. Na rozstrzygnięcie tej sprawy trzeba poczekać[[pay]].
Po czterech posiedzeniach 17 grudnia 2015 roku w złotowskim sądzie rejonowym zakończyło się postępowanie w sprawie wypadku, do jakiego doszło w czerwcu ubiegłego roku.
Sąd pierwszej instancji uznał, że nieletni popełnił czyn karalny z artykułu 177 paragraf 2 Kodeksu Karnego i zastosował wobec niego środek wychowawczy w postaci nadzoru kuratora oraz orzekł zakaz prowadzenia pojazdów mechanicznych. Postanowienie jest już prawomocne
– poinformował nas sędzia Sądu Okręgowego w Poznaniu Aleksander Brzozowski.
Zbigniew Piątek złożył wniosek o sporządzenie uzasadnienia postanowienia, ale, jak informuje sędzia, uzyskał odpowiedź odmowną, ponieważ, jak orzekł sąd, nie jest on osobą do tego uprawnioną. Nasi rozmówcy złożyli zażalenie na tę decyzję, złożyli też apelację od wspomnianego postanowienia, która – z tego samego powodu co zapisany powyżej – została odrzucona. Na tę decyzję państwo Piątek również złożyli zażalenie.
Oba zażalenia zostaną rozpoznane przez sąd okręgowy. 24 marca wpłynęły do nas akta sprawy. Jeszcze nie wyznaczono terminu posiedzenia, w trakcie którego zostaną one rozpatrzone
– wyjaśnia Aleksander Brzozowski.
Dlaczego nasi rozmówcy złożyli apelację? Nie dlatego, że chcieliby, aby sprawca wypadku poniósł wyższą karę.
Orzeczenie nas nie satysfakcjonuje, ponieważ wciąż nie wiemy, co się wydarzyło 18 czerwca. Ciągle nie wiemy, jak nasz syn zginął, a podczas rozpraw nikomu nie zależało na dojściu do prawdy, bo chłopak się przyznał. Nie przeprowadzono żadnej symulacji, a my chcielibyśmy wiedzieć, jaki był tor jazdy, a potem dachowania samochodu, jak to się stało, że nasz syn, wysoki mężczyzna, wypadł przez małe, boczne okienko i leżał kilkanaście metrów od miejsca, w którym na dachu zatrzymało się auto...
Reklama
– nasi rozmówcy podczas rozmowy trzymają fason. Przyznają jednak, że nie ma dnia, w którym po ich policzkach nie toczyłyby się łzy.
Nim zasnę, zawszę patrzę na zdjęcie syna. Ostatnie, jakie wykonano mu przed śmiercią. – Rafał był kibicem Lecha Poznań. Zrobił sobie to zdjęcie do karty kibica, miał je też mieć na prawie jazdy. Był w trakcie kursu...
– urywa mama 19–latka. Czas nie ukoił jej bólu. A przeprosiny? 10 września na sali sądowej Piotr A. przeprosił państwa Piątków. Pan Zbigniew przeprosin nie przyjął, bo – jak powiedział – po osiemdziesięciu czterech dniach od zdarzenia nic one dla niego nie znaczą.
Nasi rozmówcy mają żal do rodziców chłopaka, że po tragedii nie próbowali się z nimi skontaktować. W sądzie młody kierowca suzuki mówił inaczej – twierdził, że ojciec i matka próbowali się skontaktować z naszymi rozmówcami, ale ci nie odbierali telefonu. Tę wersję potwierdził jego ojciec. Mężczyzna dodał też, że nie znali z żoną dobrze państwa Piątków i nie wiedzieli, gdzie mieszkają.
Okonek to małe miasteczko. Jeśli komuś zależy to nie problem, by kogoś znaleźć. Pani też do nas dotarła, mimo że się przeprowadziliśmy.
Reklama
Państwo Piątek nie byli w stanie zostać w mieszkaniu przy Leśnej.
Syn mieszkał tam z nami niemal od urodzenia, od kiedy skończył siedem miesięcy. Na każdym kroku go tam widziałam...
– wyjaśnia pani Krystyna.
Ja nie byłem w stanie wejść do jego pokoju...
– pan Zbigniew przeżywał podobne emocje.
Mi do dziś się czasami wydaje, że Rafał tylko na chwilę gdzieś wyszedł i zaraz wróci...
– mamie chłopca łamie się głos.
Straciliśmy to, co najcenniejszego mieliśmy w życiu. Naszego jedynego syna. Dlatego, dopóki będę żyć, będę dociekać prawdy, bo inaczej sumienie mnie zadręczy
Reklama
– przyznaje pan Zbigniew.
Ktoś powie: chłopak przyznał się do winy, czego chcieć więcej. Nie. Dla nas świat się zawalił, a sędzia, prokurator i policjanci w moim odczucie nie chcieli wyjaśnić jak do tego doszło, nie chcieli dotrzeć do sedna sprawy. Wszystkim, którzy brali udział w rozprawie chciałem przypomnieć, że rozmawiamy o konkretnym człowieku, o moim synu. Dlatego zawsze miałem ze sobą jego zdjęcie. Każdorazowo kazano mi je chować, by nie zakłócać przebiegu procesu. Na ostatnią rozprawę przyszedłem więc w koszulce ze zdjęciem Rafała.
Reklama
Wiele fotografii z okresu dzieciństwa i młodzieńczych lat ustawiono w pokoju, w którym rozmawiamy. Nad największym z nich wiszą szaliki Kolejorza.
Uwielbialiśmy mecze
– pan Zbigniew pogrąża się we wspomnieniach. Nie chcąc rejestrować tych dla każdego rodzica najtragiczniejszych: ciała dziecka w trumnie, państwo Piątek podjęli decyzję o skremowaniu zwłok.
Dzięki temu naszym ostatnim wspomnieniem jest to ze szpitala...
Cała sprawa w moim odczuciu rozeszła się po kościach, ale my nie odpuścimy
– zaznaczają małżonkowie.
Mamy prawo wiedzieć, jak zginął nasz syn i będziemy tego dociekać. Nawet, jeśli trzeba będzie sprawą zainteresować ogólnopolskie media
– państwo Piątek myślą o programie Państwo w Państwie.
Nie zamierzają przestać szukać odpowiedzi na dręczące ich pytania, nie zamierzają słuchać tych, którzy mówią, by zapomnieli i żyli jak przedtem. Bo tak żyć się już nie da.
Pan Jarosław Kaczyński prawdy na temat śmierci swojego brata szuka w Rosji, a ja prawdy o moim synu nie mogę znaleźć w Polsce
– kończy. [[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Boże drogi...czy niektorzy ludzie nie moga juz za siebie! W obliczu takiej tragedii-straty syna:( i gdzie rodzice zdecydowali sie na oddanie organów syna zeby innym ratowac zycie to wzamian dostaja takie podziekowanie ...ci ktorzy im to robia to będą za to rozliczeni a ,, zla karma wraca podwojnie,,...
to ci pieroński hanys.Takie kłopoty za dobre serce?
Boże drogi...czy niektorzy ludzie nie moga juz za siebie! W obliczu takiej tragedii-straty syna:( i gdzie rodzice zdecydowali sie na oddanie organów syna zeby innym ratowac zycie to wzamian dostaja takie podziekowanie ...ci ktorzy im to robia to będą za to rozliczeni a ,, zla karma wraca podwojnie,,...
to ci pieroński hanys.Takie kłopoty za dobre serce?