Reklama

Mściwość za wdzięczność

17/02/2013 00:00
- Co, ku**a, cwaniaczku, mam Ci przyj**ać? Nie ma tu dla Ciebie miejsca - Robert Wasilewski stara się nie reagować na zaczepki. - Boję się, że w końcu nie wytrzymam, uderzę kogoś i pójdę siedzieć

Robert Wasilewski drogę z Grodna do Złotowa przemierza kilka razy w tygodniu. Nigdy autobusem, zazwyczaj ze znajomymi, na tzw. „okazję”, czasami pieszo. - „Cześć ziomek” - krzyczą do mnie na wioskach z kilometra – opowiada mężczyzna. - Lubię dzieci, lubię młodzież, więc mam z nimi dobry kontakt – dodaje, chwaląc się swoją ksywką – sołtys.
[[reklama]]
Społecznik

- Teraz będę przenosić skalniak, o tutaj – pan Robert wskazuje na miejsce przy „głównej” drodze w Grodnie. - Na plac przyjdzie ślizgawka, wszystko razem się nie zmieści – tłumaczy. - Mam jeszcze kosz do koszykówki i słupki do siatkówki, chce pani zobaczyć? - pyta. Idziemy na tyły jednego z budynków, odprowadzani kilkoma parami oczu. Za blokiem, koło szopki leży cały sprzęt. Mój rozmówca, prezentując, trąca go stopą. - Chyba wkopię go tam, w dole koło oczyszczalni – dłonią wskazuje kierunek. Patrzę. Patrzą też inni. - Opiekuję się tą oczyszczalnią, chodzę, zaglądam, czy wszystko jest w porządku. Wszystko mam na oku – opowiada R. Wasilewski. - Kiedyś w Grodnie nie było prądu. Energetyka przyjeżdżała, sprawdzała słupy i nie mogli znaleźć awarii. Dopiero ja poszedłem w pole i znalazłem zerwane druty. Wtedy naprawili – nasz rozmówca chwali się swoim zaangażowaniem w sprawy wsi. - Kiedyś Grodno było pogrążone w ciemności. Chodziłem do gminy, chodziłem i w końcu się udało, mamy lampy. Teraz muszę jeszcze jedną lampę załatwić, bo jednej pani rzucają kamieniami w okno i ona nie widzi kto. Już wszystko mam załatwione, jedną lampę tu obrócimy – wskazuje na ulicę – drugą założymy i skierujemy w drugą stronę, będzie w porządku – pan Robert jest tego pewien. - Dużo mi w gminie pomagają – nasz rozmówca jest ze współpracy z samorządem bardzo zadowolony. - Co ja poproszę, to mi dają. Mam paliwo, dlatego całą wiosnę i lato koszę trawę, zimą przywożą mi piach. Sypię drogę, żeby autobus mógł dzieci przywieźć, teraz podjeżdża tu na mały przystanek, nie trzeba już chodzić do drogi. O, przystanek też odnowiłem – przypomina sobie pan Robert. Razem z koleżanką go pomalowaliśmy, postawiliśmy kosz. Spalili go – tu zaczynają się kłopoty. - Zerwali karmnik dla ptaków, kopią mi w drzwi, wyzywają – lista nieprzyjemności jest dłuższa.

Siła prawa? Prawo siły?

Rozmawiamy pod blokiem z grupką mieszkańców wsi. Czy oni też mają problemy z młodzieżą? Cisza. Na początku mężczyźni nie są zbyt rozmowni, kilka rzeczy udaje się nam jednak dowiedzieć. - W naszym bloku jest spokój – mówią zgodnie, wyraźnie widać jednak, że taki stan rzeczy osiągnięto inaczej niż przez grzeczne prośby. - Mnie nikt nie zaczepia – pewnie mówi jeden z rozmówców. Najwyraźniej nie wszyscy mają tu równy autorytet. Z buntownikami radzi sobie również kobieta, która dołącza do naszej grupki dyskusyjnej, znaczące uśmiechy każą jednak przypuszczać, że również nie przez kurtuazję.
[[nowa_strona]]
- Na początku ganiałem ich, bo palili na klatce – R. Wasilewski ma na myśli grupkę czworga nastolatków. - Ja nie palę, sąsiedzi nie palą, a w mieszkaniach mieliśmy siwy dym. Normalnie oddechu nie szło złapać, a przecież to nie palarnia. I tak się zaczęło – wspomina mężczyzna. - Zaczęli mi dokuczać, wyzywać, popychają mnie – skarży się mężczyzna. – Co, ku*wa, cwaniaczku, mam Ci przyje*ać? Nie ma tu dla Ciebie miejsca – pod jego adresem mają padać takie inwektywy. - W ciągu dnia nie mogę spokojnie wejść na klatkę. Dopóki do domu nie wróci wieczorem brat, z którym mieszkam, jestem u mamy, bo nie chcę się wdawać w awantury. Ostatnio dzieciaki obrzuciły jej drzwi i okna kamieniami. Mnie na początku roku podpalili drzwi – idziemy zobaczyć. Przy zamku widać smużkę po podpaleniu. - Tu mi podpalili kabel telefoniczny. Telefonu już nie mam, ale ten kabel jest mój – tłumaczy, wskazując na przewód. - Pomalowałem klatkę, ale na razie daję sobie z tym spokój – oglądamy różowe ściany, teraz już brudne. - Nie reaguję na zaczepki, bo boję się, że w końcu nie wytrzymam, uderzę kogoś i pójdę siedzieć. Rodzice młodych nie interweniują? - Nie, niektórzy jeszcze w domu powiedzą: „ale mu dowaliliście”.
[[reklama]]
W ramach wdzięczności: mściwość

- Powiedzieli mi: „to nie koniec, to dopiero początek” - R. Wasilewski, chcąc położyć kres dokuczaniu, które rozpoczęło się w grudniu ubiegłego roku, zgłosił się do naszej redakcji. Liczy, że jego głos zostanie usłyszany. Może ktoś się za nim ujmie? - Boję się o tym mówić głośno, ale nie mam wyjścia. Chcę sprawę załatwić raz na zawsze, otwarcie, nie pozwolę, żeby mi mieszkanie dewastowali. Albo się poprawi, albo będzie jeszcze gorzej – podsumowuje.
Jak w takiej sytuacji wykrzesać w sobie chęć do społecznej pracy? Jak mówi – bardzo łatwo. - Mam takie hobby. Podoba mi się pomaganie. Będę to robić dopóki będę mieć siłę. A wdzięczność? - Wdzięczność nie od wszystkich jest, niektórzy dają w zamian mściwość. Ale ja taki jestem, że i tak pomogę. Dzisiaj jestem zły, ale jak widzę, że się komuś krzywda dzieje, to ubieram kurtkę i idę. Jak ktoś przyjdzie, powie „pomóż” - pomogę.

Patrycja Koplin


Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości