Ciepło, trzy posiłki dziennie, opieka lekarska. Niektórzy mogą o tym tylko pomarzyć. I nie chodzi tu o ośrodek wypoczynkowy czy sanatorium, tylko więzienie
Pijany rowerzysta dostał mandat w kwocie 50 zł, nie pierwszy zresztą. Nie zapłacił za niego, trafił więc do więzienia. Odsiedział kilkadziesiąt dni, na wyjście otrzymał „wypiskę” w wysokości…50 zł. Na dodatek nową kurtkę.
To wydarzyło się naprawdę gdzieś w Polsce. Takich przypadków jest kilkadziesiąt tysięcy rocznie.
Tolek (tak wszyscy w Okonku na niego wołają) do więzienia trafił za jazdę rowerem po pijanemu. Oczywiście, nie był to jedyny przypadek. Nie zapłacił nałożonych na niego mandatów, trochę się tego uzbierało, więc sąd wydał wyrok o aresztowaniu.
Zabrali go we wrześniu z mieszkania kolegi, w którym od kilku tygodni mieszkał. Góra domu, w którym do tej pory przebywał, w lutym ubiegłego roku spaliła się. Dół został zalany wodą, w całym budynku odcięto prąd. Żona z wnukami dostała z gminy mieszkanie zastępcze, on sam miał zakaz zbliżania się do nich, za znęcanie się nad rodziną. Mimo to, do sierpnia ubiegłego roku, wbrew zakazom, mieszkał w zalanym, zdewastowanym mieszkaniu. Dopiero po interwencji policji i straży miejskiej poszukał sobie kwatery. Stamtąd go zabrali.
- Było nas ośmiu w celi: murarze, tynkarze, stolarze, nawet kucharz. Chciałem zgłosić się do pracy, bo potrzebowali mechanika samochodowego, ale jak zobaczyli moje poparzone nogi, odrzucili mnie. Oddział otwarty, można było sobie wyjść do kantyny, świetlicy, na dwór, oczywiście w obrębie więzienia.
- Zawieźli mnie do okulisty, dostałem nowe okulary. Była też wizyta u dentysty. Co trzy dni musiałem chodzić na zmianę opatrunku (pozostałość po poparzeniach w czasie pożaru). W porównaniu z tym, co tu miałem, to więzienne warunki mogę uznać za luksusowe. Co mnie jedynie wkurzało, to stawanie na baczność o wpół do szóstej rano w mundurze na apelu – twierdzi. [[reklama]] Nowe, nawet z metkami
Trzy porządne posiłki dziennie. Ci, co nie pracowali, narzekali na nadmiar wolnego czasu. W każdej sali telewizor, można było oglądać program do 23.20. Z piątku na sobotę do 3.30, z soboty na niedzielę do 2.30. Oczywiście, jeśli oddziałowy nie zauważył (lub nie chciał zauważyć), można było oglądać do woli. Do dyspozycji była również świetlica, biblioteka, całymi godzinami grało się w warcaby lub karty. W celach ciepło, czasami aż za gorąco.
Chętni mogli chodzić również na mszę, która dobywała się w sąsiednim budynku więziennym. – Żebym nie poszedł na mszę, to bym nawet nie wiedział, że w tym samym więzieniu siedzi kolega z Okonka, Franek. Jedzenia było dosyć, kucharz przynosił do sali, to co w kuchni zostawało. Mieliśmy w celi takiego grubasa, co tylko jadł. Żarcia miał tyle, że niektóre aż spleśniało – przyznaje. [[nowa_strona]] Jak się wychodziło na wolność każdy więzień dostawał ubranie: spodnie, koszule, sweter, kurtkę; wszystko nowe, jeszcze z metkami. Jeśli któryś otrzymywał z domu pieniądze, 30 procent z tego pozostawało w depozycie. Jak wyszedł na wolność dostał z tego na odchodne około 1.700 złotych. Emerytura, przekazywana była dalej na jego konto. Po pięciu miesiącach odsiadki miał na nim w ten sposób zaoszczędzone około 5 tysięcy złotych. Nigdy wcześniej takich pieniędzy na oczy nie widział.
Na zimę chcą wracać
Jeśli ktoś miał pieniądze, to mógł mieć w więzieniu wszystko. Pomysłowości więźniom nie brakowało. - Papierosy były na „wypiskę”, kupiłem sobie taki automat i sam robiłem, bo taniej wychodziło.
Na wolności jest zaledwie kilka dni, wynajmuje pokój u kolegi, ale chce się stąd wyprowadzić, bo mieszkają na czwartym piętrze, a ma problemy z chodzeniem. Jak wyremontują spalony dom, to i tak chyba tam nie wróci, bo w międzyczasie żona wniosła o rozwód.
- Więzienie jest więzieniem, ale przynajmniej przez zimę miałem gdzie mieszkać. Dostałem jeść, było ciepło, telewizor, lekarz na miejscu. Nie dziwię się niektórym bezdomnym, że chcą tam na zimę wracać –wyznaje szczerze. [[reklama]] Nie więzienie, ale areszt
W tej chwili za jazdę po pijanemu na rowerze w polskich więzieniach przebywa ponad 2 tysiące osób, 15 tysięcy czeka w kolejce.
Jak podają media rocznie państwo wydaje za pobyt w więzieniach osób karanych za jazdę po pijanemu około 300 mln zł. - Ci drobni pijaczkowie z całym szacunkiem dla nich, którzy sobie gdzieś tam po tych wiejskich dróżkach jeżdżą na rowerach do budki z piwem, oni powinni rowy kopać albo zajmować się innymi pożytecznymi działaniami, a nie kosztować każdego z nas 2,5 tys. miesięcznie. Bo tyle kosztuje utrzymanie skazanego w więzieniu - powiedział na antenie TVN24 minister sprawiedliwości Jarosław Gowin.
Dlatego też zaproponował nowelizację prawa karnego. Przewiduje ona karę za jazdę pod wpływem alkoholu na rowerze do 30 dni aresztu i grzywnę nie mniejszą niż 50 zł, ale nie wyższą niż 5 tysięcy (obecnie to nawet 700 tys. zł ). Zmienia się też kwalifikacja czynu: z przestępstwa na wykroczenie, więc pijany rowerzysta nie zostanie wpisany do rejestru osób karanych, jak dotychczas. Obecnie taki wpis zamyka drogę do określonych zawodów (np. policji) czy znalezienia pracy w urzędzie państwowym. Nowy kodeks ma wejść w życie w styczniu 2014 roku.
Ryszard Mikietyński
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze