W ramach wakacyjnego relaksu przypominamy Wam najlepsze teksty tego roku - tym razem w wersji otwartej!

Kolejki do gabinetów przypominają te z czasów komuny. Bo lekarzy brakuje. O sposobie i jakości prowadzenia niektórych badań krążą już legendy…
Kolejki do lekarzy medycyny pracy stały się już niemal stałym obrazkiem złotowskiej rzeczywistości. W ostatnich tygodniach szczególnie rzucały się w oczy. Mieszkańcy sygnalizowali nam to zresztą w ostatnich miesiącach kilkakrotnie. Były dni, że przed gabinetem lekarza Janusza Karpowicza stało po kilkudziesięciu oczekujących. Przez ostatni okres było tak niemal dzień w dzień.
– Akurat na to złożyło się kilka przyczyn – wyjaśnia Janusz Karpowicz.
– Na to, jak sytuacja wyglądała w pierwszej połowie lipca ,wpłynęło to, że w drugiej połowie czerwca miałem urlop i zrobiło się trochę zaległości. Poza tym uczniowie, którzy idą do szkół ponadpodstawowych, technicznych i zawodowych, teraz też muszą być badani przez lekarza medycyny pracy – podkreśla, że pojawiło się wielu uczniów w związku z zakończeniem roku szkolnego.
– W tej chwili do szkół ponadpodstawowych, zarówno techników, jak i szkół zawodowych, wymagane jest takie badanie. Żeby nie dochodziło np. do sytuacji, że ktoś uczy się trzy lata na cukiernika, a później nie będzie dopuszczony do zawodu, bo ma astmę oskrzelową. Pył mączny jest uczulający, bardzo mocno alergizujący. Takiej osoby nie można później dopuścić do takiej pracy. Nieprzyjemności miałby i zakład, i lekarz – argumentuje J. Karpowicz.
– Ci uczniowie muszą być w towarzystwie dorosłego, opiekuna, bo podpis niepełnoletniej osoby nie ma jeszcze mocy prawnej – jak zaznacza, to też powoduje, że kolejki przed gabinetem są dłuższe.
– Zdaje się jednak, że kulminacyjny moment już minął, przez ostatnie dwa dni kolejki były mniejsze. Jest dziesiąta, a pacjentów nie ma – mówił nam w piątek rano.
Choć lekarz, który w Złotowie działa w medycynie pracy już ponad 20 lat przyznaje, że sytuacja z lekarzami tej branży jest dramatyczna, co wpływa na ograniczony dostęp do ich gabinetów. Lekarzy brakuje nie tylko w Złotowie.
– Przynajmniej raz na dwa tygodnie mam propozycję pracy z Piły, żeby przyjmować tam pacjentów chociaż przez dwie godziny dziennie – podkreśla, że podobne propozycje otrzymuje ze Szczecinka, Wałcza czy Więcborka. Doktor Karpowicz i tak pracuje poza Złotowem, od piętnastu lat, jeden dzień w tygodniu przyjmuje w Sępólnie Krajeńskim.
– Nie chcę zostawiać ich w potrzebie po tylu latach współpracy – przyznaje.
Ile trwa badanie w jego gabinecie? – Zależy. Czasami, gdy formalność dotyczy pracownika, który jest u mnie od lat, w dokumentach jest pełen przegląd jego stanu zdrowia, wizyta trwa 5–7 minut. Czasami jednak, gdy to nowa osoba w moim gabinecie, kiedy trzeba zebrać wywiad dotyczący dotychczasowego zatrudnienia, czynników szkodliwych, na jakie osoba była dotychczas narażona oraz należy zbadać aktualny stan zdrowia, taka wizyta może trwać nawet powyżej 20 minut – porównuje.
Maria Janiak mówi, że u niej takich kolejek nie ma.

Lekarz Janusz Karpowicz podkreśla, że w tej branży trzeba znać nie tylko medycynę, ale też przemysł
– Z tego względu, że praktycznie wszystkie wizyty umawiam na telefon – przyznaje jednak, że obsługuje znacznie mniejszą ilość pracowników niż J. Karpowicz. Ma podpisane umowy z kilkoma złotowskimi zakładami, obsługuje tylko ich pracowników.
– Doktor Karpowicz zajmuje się wyłącznie medycyną pracy, ja mam jeszcze gabinet dermatologiczny – porównuje lekarka.
– Nie byłabym w stanie przyjąć większej ilości osób – przyznaje, że telefon niejednokrotnie się urywa, ale jest zmuszona odmawiać. Zaznacza też, że teraz w ogóle przyjmuje mniej osób niż przed pandemią.
– Obecnie okres pandemii jest zniesiony, ale wciąż jesteśmy w czasie zagrożenia epidemiologicznego popandemicznego. W związku z tym nie ma obowiązku robienia okresowych badań pracowników. Musimy realizować jedynie badania kontrolne i wstępne – i w taki sposób od pewnego czasu odbywają się przyjęcia u lekarki w ramach medycyny pracy.
Przyjmujący w Złotowie lekarze medycyny pracy są w wieku emerytalnym. Jednym z nich jest Andrzej Kosiba. Skontaktowaliśmy się również z jego gabinetem, ale usłyszeliśmy, że doktor nie będzie wypowiadał się do artykułu.
– Lekarze medycyny pracy to generalnie ludzie starsi i stale ich ubywa – nie kryje J. Karpowicz. Dlaczego na horyzoncie nie widać młodych?
– Przyczyn jest kilka – ocenia.
– Medycyna pracy to specjalizacja. Jak chirurgia, interna czy neurologia. To nie jest proste – odnosi. Sam jest też specjalistą chorób wewnętrznych.
– Niemal całe życie pracowałem na pierwszej linii frontu, byłem też lekarzem rodzinnym, pracowałem w podstawowej opiece zdrowotnej – dodaje. I mówi o kolejnym, bardzo istotnym aspekcie, który prawdopodobnie zniechęca lekarzy do wejścia w medycynę pracy.
– Tutaj trzeba znać również przemysł. Muszę wiedzieć, czym np. różni się frezarka dolnowrzecionowa od górnowrzecionowej czy bobiniarka od maszyny fleksograficznej. Trzeba też wiedzieć, jakie są typy różnych maszyn i jakie zagrożenia niosą dla pracowników – mówi, że przykładów jest ogrom.

- Jest nas mało i niewielu robi tę specjalizację. Ja pociągnę może jeszcze ze dwa lata. Co będzie później...? Będzie ciężko - nie ma wątpliwości Maria Janiak
– Dlatego znam technikę, zakłady pracy, a także sposób wykonywania pracy na poszczególnych stanowiskach i będące za tym zagrożenia – podkreśla.
Jest przekonany, że lekarzy medycyny pracy nie będzie przybywać, lepiej nie będzie.
– Jeśli już, to gorzej – nie ma wątpliwości.
J. Karpowicz odróżnia też, że medycyna pracy nie ma nic wspólnego z Narodowym Funduszem Zdrowia. W niej wszystko odbywa się wyłącznie między zakładem, pracownikiem a lekarzem. Można przyjąć, że również dlatego lekarze nie chcą wchodzić w tę branżę.
Jak zaznacza nasz rozmówca, wyobrażenie przeciętnej osoby, że idzie do gabinetu medycyny pracy, jest przebadana, płaci i otrzymuje orzeczenie oraz rachunek, na podstawie której zakład zwraca wydane pieniądze, jest absolutnym uproszczeniem tego, na czym polega ta praca – dobrze wykonywana.
Doktor Karpowicz zwraca uwagę na inną kwestię, która nie zachęca potencjalnych kandydatów. Na występującą niejednokrotnie rozbieżność interesów pracodawców i pracowników.
– Często te interesy się nie pokrywają. Języczkiem u wagi jest wtedy lekarz medycyny pracy – przyznaje, że zdarza się, iż finał jest w sądzie.
– Jako świadek w sądzie pracy byłem wiele razy – przywołuje, podkreślając, że dla pracowników sąd pracy jest za darmo i tym chętniej występują oni na drogę sądową.
– Pracownicy próbują wiele rzeczy wygrać z zakładami pracy, z kolei zakłady, ograniczając koszty, próbują narzucać im pewne rzeczy, niekoniecznie zgodne z warunkami, z jakimi ci ludzie się zatrudniali – wskazuje.
J. Karpowicz ma umowę podpisaną m.in. z Powiatowym Urzędem Pracy.
– Wśród zarejestrowanych są osoby, które nie chcą pracować, dostają jednak nakaz pójścia do pracy i kiedy do mnie przychodzą, próbują wymóc, żebym napisał, że ich stan zdrowia nie pozwala na wykonywanie pracy. Chcieliby otrzymywać świadczenie od państwa, ale nie pracować. Na mnie próbują wywrzeć nacisk – takie sytuacje też z pewnością nie zachęcają do podjęcia się zajęcia lekarza medycyny pracy.
Więc sytuację, jak mówi, nie tylko w Złotowie, ale w skali kraju, ratują emeryci.
– Mam skończone 76 lat. Od trzynastu jestem na emeryturze. Nie widzę jednak powodu, żebym miał przestać przyjmować. Zwłaszcza, że czuję się potrzebny – czy złotowski lekarz rzeczywiście ma poczucie, że ratuje sytuację w naszym mieście, ale też powiecie, a nawet dalej, bo przecież przyjeżdżają tuta osoby z wielu okolicznych miast i wiosek?
– Tak mi się wydaje. Skoro tego młodego narybku nie ma…
Maria Janiak przyznaje, że słyszała o propozycji, aby medycyną pracy zajęli się lekarze rodzinni, ale nie sądzi, żeby taki pomysł rozwiązania sytuacji był możliwy.
– Fakt jest taki, że jest nas mało i niewielu robi tę specjalizację. Ja pociągnę może jeszcze ze dwa lata. Ale co będzie później? Też tego nie widzę. Będzie ciężko… – stwierdza bez ogródek w perspektywie przyszłości.
Co będzie za pięć lat? – Nie mam pojęcia – J. Karpowicz porównuje, że skoro problemy w tej materii ma Piła, która jako dawny wojewódzki ośrodek medycyny pracy wcześniej nigdy ich nie miała, jest to najlepszy dowód tragizmu sytuacji.
– Brakuje zachęt dla potencjalnych lekarzy – podsumowuje.
Jak mówi lekarz, o dziwo stojące w kolejkach osoby nie narzekają, przynajmniej w jego obecności, w gabinecie.
– Nie tylko nikt się nie skarży, ale nie ma też kłótni wśród oczekujących. Jestem tym zaskoczony – przyznaje doktor Karpowicz. Potwierdza i nasze obserwacje, że niektórzy, chcąc uniknąć stania w kolejkach, ustawiają się przed gabinetem już po szóstej rano.
Kontaktujący się z nami w ostatnich miesiącach czytelnicy zwracali uwagę nie tylko na kwestię dostępności i długich kolejek do lekarzy medycyny pracy, ale też na sposób, jakość niektórych świadczonych usług.
– Lekarz nie wstaje zza biurka, bada przez biurko, słuchawek nie ma w uszach, tylko na szyi – opisuje jeden z naszych rozmówców. Pod wątpliwość poddaje jakość takich badań, podkreślając, że niektóre z tych osób pracują przecież na wysokościach czy są kierowcami.
– Jak opowiadają, to włos się jeży na głowie, jak wygląda takie badanie… – mówi z kolei jedna z dzwoniących do nas kobiet, apelując, aby zareagować na sytuację.
– Bywa nawet tak, że za lekarza wszystko robi pielęgniarka. Lekarz bierze stetoskop do ręki, przykłada, żeby słuchać, ale zdarza się, że słuchawek nie ma w uszach… Z jednej strony to zakrawa na parodię, z drugiej z tego robi się już horror – mówi nasza rozmówczyni.
Dodając, że w ten sposób może przecież dojść do błędu, zgodę na określoną pracę może otrzymać ktoś, kto nigdy nie powinien jej otrzymać.
– Może dojść do tragedii, jeśli wydane będzie zaświadczenie człowiekowi, który nie powinien wykonywać danej czynności – kobieta zastanawiała się nad interwencją w NFZ, ale uznała, że lepiej będzie zgłosić to gazecie, w której jej zdaniem, ta kwestia powinna być poruszona.
Organem, który jest nad lekarzami pracy, który m.in. ma kontrolować poprawność funkcjonowania takich gabinetów, jest Wojewódzkie Centrum Medycyny Pracy.
W ubiegłym tygodniu rozmawialiśmy z dyrektorem WCMP w Poznaniu, lekarzem Markiem Andrzejewskim. Zgodnie z jego prośbą, drogą mailową przesłaliśmy pytania odnoszące się m.in. do kontroli złotowskich gabinetów przez WCMP.
W przesłanej odpowiedzi dyrektor WCMP przyznaje, że nic nie wskazuje niestety na to, aby w najbliższych latach miało dojść do otwarcia w Złotowie nowych jednostek medycyny pracy.
– Wśród lekarzy specjalizujących się w medycynie pracy nie ma lekarzy ze Złotowa, ani nawet z terenu byłego województwa pilskiego – uświadamia, że z problemem niedoboru lekarzy, starzenia się tych jeszcze działających, zmagają się także inne miasta.
– Następstwem tego jest utrudniona dostępność do świadczeń z zakresu medycyny pracy – dodaje Marek Andrzejewski, zaznaczając, że obecnej sytuacji nie poprawia trwający od ponad dwóch lat stan epidemii SARS–COV2.
Jak wypada kwestia kontroli złotowskich gabinetów? – Kontrole planowe podmiotów planowane i prowadzone są w miarę możliwości co kilka lat, średnio co 3–5 lat. W ostatnich pięciu latach nie było kontroli interwencyjnych – Marek Andrzejewski zaznacza, że w pierwszym okresie stanu epidemii SARS–COV2 kontrole były zawieszone.
– W okresie ostatnich pięciu lat przeprowadziliśmy trzy kontrole trzech jednostek podstawowych medycyny pracy na podstawie art.18 ustawy o służbie medycyny pracy. Dotyczyły oceny prawidłowości przeprowadzania badań profilaktycznych pracowników, dokumentowania tychże badań oraz wydawania orzeczeń lekarskich do celów przewidzianych w kodeksie pracy – dyrektor dodaje, że przeprowadzono też trzy kontrole tych samych jednostek z upoważnienia Marszałka Województwa Wielkopolskiego, na podstawie art. 80 ustawy o kierujących pojazdami w zakresie wykonywania, dokumentowania badań lekarskich kierowców i wydawania orzeczeń lekarskich z tytułu ustawy o kierujących pojazdami. Jak dodaje dyrektor WCMP, kontrole te miały miejsce w czerwcu 2019, sierpniu 2019 oraz we wrześniu 2020.
– Jedna z jednostek skontrolowanych otrzymała zalecenia pokontrolne w związku ze stwierdzonymi w czasie kontroli nieprawidłowościami w dokumentowaniu badań profilaktycznych pracowników oraz nieprawidłowym ich zakresem. Zalecenia dotyczyły zakresu badań profilaktycznych, konieczności wykonywania obligatoryjnych konsultacji specjalistycznych i badań dodatkowych oraz właściwego prowadzenia dokumentacji medycznej. Ponadto podmiot kontrolowany został zobowiązany do pisemnego powiadomienia o wykonaniu zaleceń lub o przyczynach ich niewypełnienia, co uczynił we wskazanym terminie – mówi dyrektor, wyjaśniając, że w trakcie pozostałych kontroli nie stwierdzono nieprawidłowości w zakresie trybu, zakresu, jakości przeprowadzonych badań profilaktycznych pracowników i badań kierowców, które skutkowałyby wydaniem pokontrolnych zaleceń.
Piotr Steffen

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Cyrk przynieść pacjentów w kurniku bez poczekalni kasę za badanie tak ale stój na ulicy i czekaj
Za komuny takich kolejek do lekarza nie było. Do dentysty chodziłem za darmo teraz tylko prywatna płatna usługa. Postęp jest, ale to we wszystkich dziedzinach. Aparatura medyczna pracowała ile była wydolna, teraz za ile usług NFZ zapłaci. Kiedy szedłem do pracy w hucie nie przeszedłem badań. Musiałem się leczyć ze schorzeń, o których nie wiedziałem.Wyleczono mnie za darmo i potem po powtórnych badaniach przyjęto mnie do pracy. Teraz do lekarza idzie się po zaświadczenie lekarz ma za to kasę ale żadnej profilaktyki nie ma.
To dlaczego to upadło , skoro było tak dobre ?
Ja tam nie mam nic do naszych lekarzy ,wykonują swoja robotę .Jedni są zadowoleni inni nie z ich usług .Spójrzcie na nasz Sejm i Senat ,tam to maja lekarzy medycyny pracy.Wiec nie narzekajcie.
A co redaktor Stefen może wiedzieć o kolejkach za komuny. Te kolejki były z innych powodów co nie oznacza że pyły przyczyną stresu, nerwów czy nienawiści do ludzi. Teraz to tylko zdjęcia, durne memy i porównywania wydoroślałych dzieci okresu komuny. Co ta kolejka ma wspólnego z Komuną kiedy naczelnik, komisarz, umieli zorganizować medycynę pracy tak jak trzeba. I w tym miejscu zasadne jest pytanie; po co absolwentowi na dalszą naukę badanie pracy. Przecież ma lekarza rodzinnego i po problemie. Ale cóż takie czasy że młodzi mieszają a starzy nawet się nie dziwią, choć wiedzą jak było a jak jest.
A ja lubię Pana doktora Karpowicza. Lekarz miły pomocny porozmawiać można . No i DOBRY lekarz.
Pan Karpowicz to super lekarz oczywiście z medycyny pracy i bardzo dobry człowiek. Kto go zna ten wie, kto nie, niech żałuje. Co do zdjęcia, to widzę na poprzedzsjacym budynku Nr.15. No tak niby wszystko ok. ale jak do tego budynku wejść, skoro tam nie ma drzwi? Czyżby atrakcja turystyczna?
Tak tak, ATRAKCJA !!!
Każdy powinien na swoją odpowiedzialność składać oświadczenie że jest zdolny do pracy i tyle w temacie.Biorokracja i traktowanie człowieka jak idioty..Pieczatka od konowała kiedy chce kupić antybiotyk za który i tak place 100%Chory system
A żeby dostać się na medycynę,znowu podnieśli kryteria...nawet jakby ktoś chciał zostać lekarzem i miał predyspozycje i chęci to musi iść na ekonomię lub informatykę bo wezmą...
Bo najlepsi lekarze robią za euro!!!
Nie za euro tylko jak pójdziesz, prywatnie do niego
no ale prawde mowiac to nie wina lekarzy tylko systemu ,ktory u nas od lat nie funkcjonuje,trzeba by naprawde madry rzad zeby temu podolal,
Nie widzę najmniejszego problemu aby takie zaświadczenie wystawił lekarz POZ po konsultacji jeżeli uzna za konieczne z laryngologiem czy okulistą ,każdy kto był u takiego specjalisty to wie jak wygląda takie badanie , sztuka dla sztuki a lekarz rodzinny zna nas najlepiej,ale tu rządzi samorząd lekarski i liczy się tylko kasa.
Temat do opisania jak cholera. Połowa z komentujacych powinna szkołę podstawową rozpocząć.
,,Zycie" Czy dziennikarz też ,, powinien " ją rozpocząć. Nie ma ważniejszych tematów.
No Morda ale ty masz te ,, mordę ".
Kiedy w ubiegłym roku doktor, który nie wypowiadał się do gazety, trzy razy zapytał mnie czym się zajmuje i faktycznie "badał" stetoskopem niepodłączonym do uszu, to wymiękłem. Nie pracuję w warunkach niebezpiecznych, nie obsługuję maszyn, urządzeń itp., więc nie jest źle. A co będzie, gdy kierowca ciężarówki, który z uwagi na stan zdrowia nie powinien nim być, po takim "badaniu" spowoduje wypadek?
Byłem ostatnio u tego samego lekarza i śmiem twierdzić ,że on już nie kontaktuje kim jest, ani co robi . Pielęgniarka musi podnosić głos żeby z nim się porozumieć.
No i widzisz saperze Stefen. W Złotowie i Powiecie bezrobocie ponad 20% a w PUP spokój jak by wszyscy bezrobotni mieli wolne. A może ich tam nie chcą bo sami już nie wiedzą co mają mówić bezrobotnym od dwóch kadencji. Kadencji w których w Gminach powstało kilka prywatnych zakładów ale miasto Złotów nic i nic, pod względem inwestycji gospodarczych to tylko Witacz zapraszający na tereny pod inwestycje. Jakoś nikt z niewiadomych przyczyn nie chce wchodzić z władzami miasta w współpracę , może dlatego że widzą co się przez te ostatnie lata dzieje a może co się nie dzieje z miastem. To się nazywa jak w tytule.
Lekarz Karpowicz to niedocenione dobro miasta. To człowiek który zawsze, przez wszystkie lata jest z pracownikami. On to nie to co Władza, która myśli tylko o sobie, to człowiek, który bez względu na system polityczny jest lekarzem pracowników wszelkich zawodów. Takich ludzi nam potrzeba i mieli szczęście ci, którzy go poznali w czasach trudnych także wtedy, gdy na każdej ulicy w mieście był jakiś zakład pracy. Cóż to prawda że był wtedy Naczelnik Urzędu Miasta ale nikt się go nie obawiał nawet wtedy, gdy musiał do niego iść kilka razy. To nie to co teraz gdy mamy Burmistrza z Wolnych wyborów, który swoim prostackim, cwaniackim zachowaniem zniechęcił wszystkich do Urzędu Miasta, który ponoć, miał być po to by pomagać mieszkańcom pracować a co najważniejsze ,, ŻYĆ ". To z czym obecnie mamy do czynienia można nazwać Debilizmem a nie Demokracją. Można nazwać Debilizmem , który ponoć zgodnie z prawem pozwala robić z mieszkańców wrogów a z wyborców idiotów. Idiotów, którzy poszli do wyborów i nic nie wygrali a pan na urzędzie, wszystko. Wszystko dzięki tym którzy go tam wsadzili a on nadal myśli że rządzi, choć bez Wotum Zaufania i Absolutorium. Co na to mówią nowe młode pokolenia absolwentów, czy tak jak inni też wyjadą. Może pan Stefen wie, lekarz Karpowicz napewno na to pytanie, mu nie odpowie. Jeśli chodzi o uznanie i zaufanie dla Burmistrza i do Lekarza Pana Karłowicza to właśnie te ogromne kolejki mówią same za siebie. Mówią za siebie, mimo ze pan Karpowicz ma konkurencję lekarzy medycyny pracy, natomiast burmistrz nie ma żadnej konkurencji a jak już jest na horyzoncie, to ją zaraz wykosi.
Super wizytówka miasta powiatowego, jak zobaczyłam to pierwszy raz myślałam, że stoją za zapomogą, ale jak następnego dnia zobaczyłam tłum niczym z latach 80, to się dowiedziałam, że tam stoi się do lekarza, który dopuszcza ich do pracy to jakiś Bóg. Ludzie w deszczu jak zwierzęta od Świtu, a Pan lekarz podobno pieczątkę jak na poczcie stawia. Cofamy się w rozwoju społecznym tak było 40 lat teamu, ale patrząc na Złotów to 40 lat temu nic się nie zmieniło. Więc kolejka jak najabrdziej pasuje do wizytówki wjazdu do tej wsi.
Te kolejki świadczą i sytuacji rynku pracy w mieście i powiecie. Aż dziw bierze że tylu ludzi ma takie zaufanie do lekarza, który przecież też jest człowiekiem. Człowiekiem z sercem i sumieniem, czego nie można powiedzieć o tych, którzy decydują o rozwoju gospodarczym miasta. Oni są dla siebie, lekarz jako nieliczny w tym zawodzie dla ludzi jest niekwestionowanym przykładem.
Wystarczy udać się do Wielkopolskiego Centrum Medycyny Pracy w Pile przy Alei Wojska Polskiego 49A i wszystkie potrzebne badania załatwia się "od ręki"...
Stefan, masz kryminał. To poważne oskarżenie. Pan Karpowicz to nie osoba publiczna. Naraziłem jego dobra jak i godność osobistą. Postępowanie wobec ciebie powinno nastąpić z urzędu.
Grubo poszedłeś...
Cyrk przynieść pacjentów w kurniku bez poczekalni kasę za badanie tak ale stój na ulicy i czekaj
Za komuny takich kolejek do lekarza nie było. Do dentysty chodziłem za darmo teraz tylko prywatna płatna usługa. Postęp jest, ale to we wszystkich dziedzinach. Aparatura medyczna pracowała ile była wydolna, teraz za ile usług NFZ zapłaci. Kiedy szedłem do pracy w hucie nie przeszedłem badań. Musiałem się leczyć ze schorzeń, o których nie wiedziałem.Wyleczono mnie za darmo i potem po powtórnych badaniach przyjęto mnie do pracy. Teraz do lekarza idzie się po zaświadczenie lekarz ma za to kasę ale żadnej profilaktyki nie ma.
To dlaczego to upadło , skoro było tak dobre ?