Reklama

Najdłuższa kolejka w mieście? Do lekarza pracy!

26/07/2023 11:30

W ramach wakacyjnego relaksu przypominamy Wam najlepsze teksty tego roku - tym razem w wersji otwartej!

Kolejki do gabinetów przypominają te z czasów komuny. Bo lekarzy brakuje. O sposobie i jakości prowadzenia niektórych badań krążą już legendy…

Kolejki do lekarzy medycyny pracy stały się już niemal stałym obrazkiem złotowskiej rzeczywistości. W ostatnich tygodniach szczególnie rzucały się w oczy. Mieszkańcy sygnalizowali nam to zresztą w ostatnich miesiącach kilkakrotnie. Były dni, że przed gabinetem lekarza Janusza Karpowicza stało po kilkudziesięciu oczekujących. Przez ostatni okres było tak niemal dzień w dzień.

Reklama

– Akurat na to złożyło się kilka przyczyn – wyjaśnia Janusz Karpowicz.

– Na to, jak sytuacja wyglądała w pierwszej połowie lipca ,wpłynęło to, że w drugiej połowie czerwca miałem urlop i zrobiło się trochę zaległości. Poza tym uczniowie, którzy idą do szkół ponadpodstawowych, technicznych i zawodowych, teraz też muszą być badani przez lekarza medycyny pracy – podkreśla, że pojawiło się wielu uczniów w związku z zakończeniem roku szkolnego.

– W tej chwili do szkół ponadpodstawowych, zarówno techników, jak i szkół zawodowych, wymagane jest takie badanie. Żeby nie dochodziło np. do sytuacji, że ktoś uczy się trzy lata na cukiernika, a później nie będzie dopuszczony do zawodu, bo ma astmę oskrzelową. Pył mączny jest uczulający, bardzo mocno alergizujący. Takiej osoby nie można później dopuścić do takiej pracy. Nieprzyjemności miałby i zakład, i lekarz – argumentuje J. Karpowicz.

Reklama

– Ci uczniowie muszą być w towarzystwie dorosłego, opiekuna, bo podpis niepełnoletniej osoby nie ma jeszcze mocy prawnej – jak zaznacza, to też powoduje, że kolejki przed gabinetem są dłuższe.

– Zdaje się jednak, że kulminacyjny moment już minął, przez ostatnie dwa dni kolejki były mniejsze. Jest dziesiąta, a pacjentów nie ma – mówił nam w piątek rano.

Telefon się urywa

Choć lekarz, który w Złotowie działa w medycynie pracy już ponad 20 lat przyznaje, że sytuacja z lekarzami tej branży jest dramatyczna, co wpływa na ograniczony dostęp do ich gabinetów. Lekarzy brakuje nie tylko w Złotowie.

Reklama

– Przynajmniej raz na dwa tygodnie mam propozycję pracy z Piły, żeby przyjmować tam pacjentów chociaż przez dwie godziny dziennie – podkreśla, że podobne propozycje otrzymuje ze Szczecinka, Wałcza czy Więcborka. Doktor Karpowicz i tak pracuje poza Złotowem, od piętnastu lat, jeden dzień w tygodniu przyjmuje w Sępólnie Krajeńskim.

– Nie chcę zostawiać ich w potrzebie po tylu latach współpracy – przyznaje.
Ile trwa badanie w jego gabinecie? – Zależy. Czasami, gdy formalność dotyczy pracownika, który jest u mnie od lat, w dokumentach jest pełen przegląd jego stanu zdrowia, wizyta trwa 5–7 minut. Czasami jednak, gdy to nowa osoba w moim gabinecie, kiedy trzeba zebrać wywiad dotyczący dotychczasowego zatrudnienia, czynników szkodliwych, na jakie osoba była dotychczas narażona oraz należy zbadać aktualny stan zdrowia, taka wizyta może trwać nawet powyżej 20 minut – porównuje.
Maria Janiak mówi, że u niej takich kolejek nie ma.

Reklama

Lekarz Janusz Karpowicz podkreśla, że w tej branży trzeba znać nie tylko medycynę, ale też przemysł


– Z tego względu, że praktycznie wszystkie wizyty umawiam na telefon – przyznaje jednak, że obsługuje znacznie mniejszą ilość pracowników niż J. Karpowicz. Ma podpisane umowy z kilkoma złotowskimi zakładami, obsługuje tylko ich pracowników.

– Doktor Karpowicz zajmuje się wyłącznie medycyną pracy, ja mam jeszcze gabinet dermatologiczny – porównuje lekarka.

– Nie byłabym w stanie przyjąć większej ilości osób – przyznaje, że telefon niejednokrotnie się urywa, ale jest zmuszona odmawiać. Zaznacza też, że teraz w ogóle przyjmuje mniej osób niż przed pandemią.

Reklama

– Obecnie okres pandemii jest zniesiony, ale wciąż jesteśmy w czasie zagrożenia epidemiologicznego popandemicznego. W związku z tym nie ma obowiązku robienia okresowych badań pracowników. Musimy realizować jedynie badania kontrolne i wstępne – i w taki sposób od pewnego czasu odbywają się przyjęcia u lekarki w ramach medycyny pracy.

Specjaliści na wielu frontach

Przyjmujący w Złotowie lekarze medycyny pracy są w wieku emerytalnym. Jednym z nich jest Andrzej Kosiba. Skontaktowaliśmy się również z jego gabinetem, ale usłyszeliśmy, że doktor nie będzie wypowiadał się do artykułu.

Reklama

– Lekarze medycyny pracy to generalnie ludzie starsi i stale ich ubywa – nie kryje J. Karpowicz. Dlaczego na horyzoncie nie widać młodych?

– Przyczyn jest kilka – ocenia.

– Medycyna pracy to specjalizacja. Jak chirurgia, interna czy neurologia. To nie jest proste – odnosi. Sam jest też specjalistą chorób wewnętrznych.

– Niemal całe życie pracowałem na pierwszej linii frontu, byłem też lekarzem rodzinnym, pracowałem w podstawowej opiece zdrowotnej – dodaje. I mówi o kolejnym, bardzo istotnym aspekcie, który prawdopodobnie zniechęca lekarzy do wejścia w medycynę pracy.

Reklama

– Tutaj trzeba znać również przemysł. Muszę wiedzieć, czym np. różni się frezarka dolnowrzecionowa od górnowrzecionowej czy bobiniarka od maszyny fleksograficznej. Trzeba też wiedzieć, jakie są typy różnych maszyn i jakie zagrożenia niosą dla pracowników – mówi, że przykładów jest ogrom.

- Jest nas mało i niewielu robi tę specjalizację. Ja pociągnę może jeszcze ze dwa lata. Co będzie później...? Będzie ciężko - nie ma wątpliwości Maria Janiak


– Dlatego znam technikę, zakłady pracy, a także sposób wykonywania pracy na poszczególnych stanowiskach i będące za tym zagrożenia – podkreśla.

Reklama

Jest przekonany, że lekarzy medycyny pracy nie będzie przybywać, lepiej nie będzie.

– Jeśli już, to gorzej – nie ma wątpliwości.

J. Karpowicz odróżnia też, że medycyna pracy nie ma nic wspólnego z Narodowym Funduszem Zdrowia. W niej wszystko odbywa się wyłącznie między zakładem, pracownikiem a lekarzem. Można przyjąć, że również dlatego lekarze nie chcą wchodzić w tę branżę.
Jak zaznacza nasz rozmówca, wyobrażenie przeciętnej osoby, że idzie do gabinetu medycyny pracy, jest przebadana, płaci i otrzymuje orzeczenie oraz rachunek, na podstawie której zakład zwraca wydane pieniądze, jest absolutnym uproszczeniem tego, na czym polega ta praca – dobrze wykonywana.

Reklama

Świadek w sądzie

Doktor Karpowicz zwraca uwagę na inną kwestię, która nie zachęca potencjalnych kandydatów. Na występującą niejednokrotnie rozbieżność interesów pracodawców i pracowników.

– Często te interesy się nie pokrywają. Języczkiem u wagi jest wtedy lekarz medycyny pracy – przyznaje, że zdarza się, iż finał jest w sądzie.

– Jako świadek w sądzie pracy byłem wiele razy – przywołuje, podkreślając, że dla pracowników sąd pracy jest za darmo i tym chętniej występują oni na drogę sądową.

– Pracownicy próbują wiele rzeczy wygrać z zakładami pracy, z kolei zakłady, ograniczając koszty, próbują narzucać im pewne rzeczy, niekoniecznie zgodne z warunkami, z jakimi ci ludzie się zatrudniali – wskazuje.

Reklama

J. Karpowicz ma umowę podpisaną m.in. z Powiatowym Urzędem Pracy.

– Wśród zarejestrowanych są osoby, które nie chcą pracować, dostają jednak nakaz pójścia do pracy i kiedy do mnie przychodzą, próbują wymóc, żebym napisał, że ich stan zdrowia nie pozwala na wykonywanie pracy. Chcieliby otrzymywać świadczenie od państwa, ale nie pracować. Na mnie próbują wywrzeć nacisk – takie sytuacje też z pewnością nie zachęcają do podjęcia się zajęcia lekarza medycyny pracy.
Więc sytuację, jak mówi, nie tylko w Złotowie, ale w skali kraju, ratują emeryci.

– Mam skończone 76 lat. Od trzynastu jestem na emeryturze. Nie widzę jednak powodu, żebym miał przestać przyjmować. Zwłaszcza, że czuję się potrzebny – czy złotowski lekarz rzeczywiście ma poczucie, że ratuje sytuację w naszym mieście, ale też powiecie, a nawet dalej, bo przecież przyjeżdżają tuta osoby z wielu okolicznych miast i wiosek?

– Tak mi się wydaje. Skoro tego młodego narybku nie ma…

Maria Janiak przyznaje, że słyszała o propozycji, aby medycyną pracy zajęli się lekarze rodzinni, ale nie sądzi, żeby taki pomysł rozwiązania sytuacji był możliwy.

– Fakt jest taki, że jest nas mało i niewielu robi tę specjalizację. Ja pociągnę może jeszcze ze dwa lata. Ale co będzie później? Też tego nie widzę. Będzie ciężko… – stwierdza bez ogródek w perspektywie przyszłości.

Co będzie za pięć lat? – Nie mam pojęcia – J. Karpowicz porównuje, że skoro problemy w tej materii ma Piła, która jako dawny wojewódzki ośrodek medycyny pracy wcześniej nigdy ich nie miała, jest to najlepszy dowód tragizmu sytuacji.

– Brakuje zachęt dla potencjalnych lekarzy – podsumowuje.

Jak mówi lekarz, o dziwo stojące w kolejkach osoby nie narzekają, przynajmniej w jego obecności, w gabinecie.

– Nie tylko nikt się nie skarży, ale nie ma też kłótni wśród oczekujących. Jestem tym zaskoczony – przyznaje doktor Karpowicz. Potwierdza i nasze obserwacje, że niektórzy, chcąc uniknąć stania w kolejkach, ustawiają się przed gabinetem już po szóstej rano.

Kto to kontroluje?

Kontaktujący się z nami w ostatnich miesiącach czytelnicy zwracali uwagę nie tylko na kwestię dostępności i długich kolejek do lekarzy medycyny pracy, ale też na sposób, jakość niektórych świadczonych usług.

– Lekarz nie wstaje zza biurka, bada przez biurko, słuchawek nie ma w uszach, tylko na szyi – opisuje jeden z naszych rozmówców. Pod wątpliwość poddaje jakość takich badań, podkreślając, że niektóre z tych osób pracują przecież na wysokościach czy są kierowcami.

– Jak opowiadają, to włos się jeży na głowie, jak wygląda takie badanie… – mówi z kolei jedna z dzwoniących do nas kobiet, apelując, aby zareagować na sytuację.

– Bywa nawet tak, że za lekarza wszystko robi pielęgniarka. Lekarz bierze stetoskop do ręki, przykłada, żeby słuchać, ale zdarza się, że słuchawek nie ma w uszach… Z jednej strony to zakrawa na parodię, z drugiej z tego robi się już horror – mówi nasza rozmówczyni.

Dodając, że w ten sposób może przecież dojść do błędu, zgodę na określoną pracę może otrzymać ktoś, kto nigdy nie powinien jej otrzymać.

– Może dojść do tragedii, jeśli wydane będzie zaświadczenie człowiekowi, który nie powinien wykonywać danej czynności – kobieta zastanawiała się nad interwencją w NFZ, ale uznała, że lepiej będzie zgłosić to gazecie, w której jej zdaniem, ta kwestia powinna być poruszona.

Organem, który jest nad lekarzami pracy, który m.in. ma kontrolować poprawność funkcjonowania takich gabinetów, jest Wojewódzkie Centrum Medycyny Pracy.

W ubiegłym tygodniu rozmawialiśmy z dyrektorem WCMP w Poznaniu, lekarzem Markiem Andrzejewskim. Zgodnie z jego prośbą, drogą mailową przesłaliśmy pytania odnoszące się m.in. do kontroli złotowskich gabinetów przez WCMP.

Problem większej skali

W przesłanej odpowiedzi dyrektor WCMP przyznaje, że nic nie wskazuje niestety na to, aby w najbliższych latach miało dojść do otwarcia w Złotowie nowych jednostek medycyny pracy.

– Wśród lekarzy specjalizujących się w medycynie pracy nie ma lekarzy ze Złotowa, ani nawet z terenu byłego województwa pilskiego – uświadamia, że z problemem niedoboru lekarzy, starzenia się tych jeszcze działających, zmagają się także inne miasta.

– Następstwem tego jest utrudniona dostępność do świadczeń z zakresu medycyny pracy – dodaje Marek Andrzejewski, zaznaczając, że obecnej sytuacji nie poprawia trwający od ponad dwóch lat stan epidemii SARS–COV2. 

Jak wypada kwestia kontroli złotowskich gabinetów? – Kontrole planowe podmiotów planowane i prowadzone są w miarę możliwości co kilka lat, średnio co 3–5 lat. W ostatnich pięciu latach nie było kontroli interwencyjnych – Marek Andrzejewski zaznacza, że w pierwszym okresie stanu epidemii SARS–COV2 kontrole były zawieszone.

Stwierdzone nieprawidłowości

– W okresie ostatnich pięciu lat przeprowadziliśmy trzy kontrole trzech jednostek podstawowych medycyny pracy na podstawie art.18 ustawy o służbie medycyny pracy. Dotyczyły oceny prawidłowości przeprowadzania badań profilaktycznych pracowników, dokumentowania tychże badań oraz wydawania orzeczeń lekarskich do celów przewidzianych w kodeksie pracy – dyrektor dodaje, że przeprowadzono też trzy kontrole tych samych jednostek z upoważnienia Marszałka Województwa Wielkopolskiego, na podstawie art. 80 ustawy o kierujących pojazdami w zakresie wykonywania, dokumentowania badań lekarskich kierowców i wydawania orzeczeń lekarskich z tytułu ustawy o kierujących pojazdami. Jak dodaje dyrektor WCMP, kontrole te miały miejsce w czerwcu 2019, sierpniu 2019 oraz we wrześniu 2020.

– Jedna z jednostek skontrolowanych otrzymała zalecenia pokontrolne w związku ze stwierdzonymi w czasie kontroli nieprawidłowościami w dokumentowaniu badań profilaktycznych pracowników oraz nieprawidłowym ich zakresem. Zalecenia dotyczyły zakresu badań profilaktycznych, konieczności wykonywania obligatoryjnych konsultacji specjalistycznych i badań dodatkowych oraz właściwego prowadzenia dokumentacji medycznej. Ponadto podmiot kontrolowany został zobowiązany do pisemnego powiadomienia o wykonaniu zaleceń lub o przyczynach ich niewypełnienia, co uczynił we wskazanym terminie – mówi dyrektor, wyjaśniając, że w trakcie pozostałych kontroli nie stwierdzono nieprawidłowości w zakresie trybu, zakresu, jakości przeprowadzonych badań profilaktycznych pracowników i badań kierowców, które skutkowałyby wydaniem pokontrolnych zaleceń.

Piotr Steffen

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    0 - niezalogowany 2022-07-21 16:54:54

    Cyrk przynieść pacjentów w kurniku bez poczekalni kasę za badanie tak ale stój na ulicy i czekaj

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Awatar użytkownika
    Sceptyk - niezalogowany 2022-07-21 17:36:56

    Za komuny takich kolejek do lekarza nie było. Do dentysty chodziłem za darmo teraz tylko prywatna płatna usługa. Postęp jest, ale to we wszystkich dziedzinach. Aparatura medyczna pracowała ile była wydolna, teraz za ile usług NFZ zapłaci. Kiedy szedłem do pracy w hucie nie przeszedłem badań. Musiałem się leczyć ze schorzeń, o których nie wiedziałem.Wyleczono mnie za darmo i potem po powtórnych badaniach przyjęto mnie do pracy. Teraz do lekarza idzie się po zaświadczenie lekarz ma za to kasę ale żadnej profilaktyki nie ma.

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis
  • Patryk Niewic - niezalogowany 2022-08-29 22:31:28

    To dlaczego to upadło , skoro było tak dobre ?

    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama