Wojtek Kuich jest mieszkańcem Buntowa. Ma 18 lat, a od pięciu jest organistą w parafii pod wezwaniem św. Jakuba Apostoła w Sławianowie. Mieszkańcy wsi znajdujących się w obrębie parafii cieszą się, że doczekali się swojego organisty. I to organisty z prawdziwego zdarzenia, gdyż od tego roku Wojtek może pochwalić się dyplomem ukończenia diecezjalnej szkoły organistowskiej w Bydgoszczy. Droga do tego tytułu nie była lekka.
W spadku po wykształconym muzycznie dziadku Wojtek otrzymał stare, dmuchane organy. Jako dziecko próbował na nich grać i całkiem nieźle mu to wychodziło, jak na samouka. Rodzice postanowili więc poprosić o konsultację organistę, który przyjeżdżał do sławianowskiego kościoła.
Gdy spotkał się z synem, to przekonał się, że potrafi on ze słuchu niemal dokładnie powtórzyć melodie przez niego grane
– wspomina ojciec Wojtka, Piotr Kuich. Nie było wątpliwości, że chłopak ma dobry słuch muzyczny, więc podjęto decyzję, aby organista Krzysztof przyjeżdżał częściej i udzielał nastolatkowi lekcji. Konieczna okazała się jednak wymiana organów. Niedługo trwało jak Wojtkiem zainteresował się ówczesny proboszcz Janusz Konysz.
Zapytał mnie czy nie chciałbym spróbować zagrać w kościele i pożyczył mi nawet pianinko, abym mógł ćwiczyć
Reklama
– wspomina początki Wojtek. Nie trzeba było go długo przekonywać, do grania na mszach namawiała go także babcia Ania, która kupiła mu pierwsze nowe organy.
Wojtek miał wówczas 13 lat. W tamtym czasie świątynia w Sławianowie, ze względu na gruntowny remont, była na dłuższy czas wyłączona z użytkowania. Młody organista nie został więc rzucony od razu na głęboką wodę i zaczął od przygrywania do mszy, które odbywały się w małej salce obok kościoła. Na początku tylko grał.
Wstydziłem się śpiewać przed ludźmi
Reklama
– tłumaczy. Śpiewała więc jego mama Balbina. Z czasem Wojtek zaczął uczestniczyć aktywnie także w mszach niedzielnych, które odbywały się wtedy w budynku szkoły, wymieniając się z dotychczasowym organistą. Długo nie trwało, jak przełamał swój wstyd przed śpiewaniem i zaczął sobie radzić bez akompaniamentu mamy. Na początku jednak ludzie nie dowierzali, że to Wojtek gra i śpiewa.
Po mszy zdarzało się, że gratulowano mi ładnego śpiewu, podczas gdy wcale nie śpiewałam albo nawet nie byłam na chórze
– mówi pani Balbina. Spowodowane było to tym, że młody chłopak był wówczas jeszcze przed mutacją i rzeczywiście miał głos podobny do mamy. Ksiądz Janusz Konysz cieszył się, że ma najmłodszego organistę w całej diecezji.
Wojtek cały czas się uczył i doskonalił oraz nabierał pewności siebie grając także w Kleszczynie i Skicu. Punktem przełomowym było jednak pewne Boże Narodzenie. Miał wówczas obsłużyć ze swoimi organami msze w Kleszczynie i Skicu. Samo to, że były to tak ważne msze, na których kościoły zapełniały się po brzegi parafianami, mogło być stresujące. Piotr Kuich wspomina, że był wtedy solidny mróz, więc ubrał się grubo, ale z przejęcia w kościele było mu tak gorąco, że bez problemu mógłby zrzucić kurtkę.
Przez pierwsze lata rodzice przejmowali się nawet bardziej niż ja
Reklama
– potwierdza Wojtek. Jednak i jego nerwy zostały wtedy wystawione na próbę. Na dwie godziny przed mszą w Sławianowie, ksiądz poinformował Wojtka, że ma zagrać także i tam. Sytuacja była o tyle problemowa, że była to pierwsza msza w tym kościele po remoncie i znajdowały się tam nowe organy, na których chłopak nie miał jeszcze okazji ćwiczyć, a każdy sprzęt jest jednak nieco inny.
W stresie tamta msza przemknęła mi bardzo szybko, ale chyba dałem radę
– przypomina sobie organista.
Chcąc ćwiczyć się i doskonalić w swoim rzemiośle Wojtek przez cztery lata uczęszczał do szkoły muzycznej Casio w Złotowie, gdzie uczył się pod okiem Antoniego Karwowskiego.
Tam wreszcie nauczyłem się grać z nut. Wcześniej pieśni uczyłem się wyłącznie ze słuchu. Mama mi śpiewała, a ja odtwarzałem melodię na organach. Zresztą nawet dzisiaj często korzystam z tej wygodniejszej metody
– opowiada Wojtek. Z czasem ksiądz Janusz, o którym chłopak mówi, że wiele mu zawdzięcza, namówił młodego muzyka, aby zapisał się do szkoły organistowskiej w Bydgoszczy. Po wstępnych przesłuchaniach dostał się tam i przez cztery lata uczył się teorii i praktyki. Ze względu na dojazdy nie miał lekko. W piątek po powrocie ze szkoły ledwo zdążył zjeść obiad i już musiał jechać do Bydgoszczy. Początkowo wozili go rodzice.
W pierwszym roku nauki udało się tak ułożyć plan zajęć, że wszystkie odbywały się w piątek, ale za to prawie do 23. Dzięki temu nie musieliśmy zostawać na noc
– wspominają rodzice. Na kolejnych latach Wojtek mógł już nocować u siostry, która studiowała w Bydgoszczy i uczył się wtedy w piątki i soboty. Nie było łatwo łączyć tego z normalnymi zajęciami w szkole, ale w tym roku zdał egzaminy praktyczne i teoretyczne i uzyskał dyplom.
Egzamin praktyczny nie był łatwy. Musieliśmy grać na mszy w Bydgoszczy, a ksiądz specjalnie zmieniał tonację śpiewu, aby sprawdzić, czy to wychwycimy i się dostosujemy
Reklama
– opowiada Wojtek. Teraz jest już w pełni profesjonalnym organistą.
Służba organisty oznacza pracowite weekendy i święta.
Chcesz wkurzyć organistę, to życz mu wesołych świąt
– żartuje Wojtek. Najpierw trzeba przygotować pieśni.
W tej kwestii posiłkuję się Internetem, a pomagają także mama z babcią
– tłumaczy. W niedzielę ma do zagrania trzy msze.
Gdy syn nie miał jeszcze prawa jazdy, to umawialiśmy się w ten sposób, że jedno z nas jechało z nim na dwie msze, a drugie na trzecią do Sławianowa, a za tydzień odwrotnie
Reklama
– o logistyce opowiadają rodzice. Podobnie jest w święta, np. w wigilię oznacza to pracę od 21.00 do 1.00 w nocy. Do tego dochodzą zwykłe msze w tygodniu, kiedy jakaś rodzina poprosi Wojtka o granie.
W planach Wojtek ma dalszą naukę w szkole muzycznej.
Chciałbym spróbować gry na innych instrumentach. Gitara a może saksofon?
Rodzice przypominają jednak, że gitarę już miał, ale sprzedał, a w domu gra ponadto na akordeonie. W tej chwili chce się jednak skupić przede wszystkim na nauce w technikum, gdzie kształci się na kierunku technik–elektryk. Zależy mu, aby zdać maturę. Wracając do muzyki, to ciągnie go także do tej rozrywkowej. Zdarza mu się zagrać na rodzinnych spotkaniach albo imprezach ze znajomymi, a w niedalekiej przyszłości marzy mu się własny zespół.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze