Większość spośród osób, z którymi rozmawiałem, traktuje taką sezonową sprzedaż grzybów i jagód jako możliwość dorobienia. Jedni w ten sposób starają się zarobić na wakacyjny wyjazd, inni dorabiają do emerytury, aby móc odłożyć dodatkowe pieniądze na resztę roku.
Jak się ma 1500 złotych emerytury to trzeba szukać sposobów na dodatkowy zarobek, żeby starczyło na wszystkie wydatki
– mówi starszy pan stacjonujący na wjeździe do Okonka. Z kolei pani Justyna z Podgaj odkłada na wakacje, a jej syn zbiera na nowy komputer. Są jednak i tacy, dla których grzyby i jagody to coś więcej. Pani Iwona z Okonka zwraca uwagę, że trudno tu o pracę i dla niektórych taka sezonowa forma zarobku stanowi główne źródło dochodu. Polacy nie lubią jednak rozmawiać o pieniądzach, więc nikt nie chciał zdradzić, ile średnio można zarobić w dzień, tydzień czy też przez całe wakacje. Gdy jednak weźmie się pod uwagę ceny i inne uzyskane informacje, to można wyrobić sobie jakiś obraz w tej kwestii. Niezbyt duża torebka kurek kosztuje od 12 do 15 zł. Pani Iwona, z którą rozmawiałem w piątek w godzinach popołudniowych miała w tym dniu sprzedanych 11 torebek, ale w poprzednim w tym samym czasie sprzedała 30. Nie sprzedaje jednak codziennie, piątek był dopiero drugim dniem w tygodniu. Z kolei jagody można kupić w cenie 10–13 zł za litrowy słoik. Sprzedaż do skupu, według moich rozmówców, kompletnie się nie opłaca. Za kilogram jagód (2,5 słoika) płaci się około 5 zł, zaś za kilogram kurek – 12 zł, a w woreczkach, w których są sprzedawane przy drodze, mieści się ich zdecydowanie mniej niż kilogram.

Grzyby w tym roku obrodziły, ale sezon na jagody dobiega powoli końca
Na zbieranie trzeba wyruszyć wcześnie rano. Niektórzy wstają już o 5, a inni dopiero o 7 wychodzą z domu. Grzybów i jagód jest raczej pod dostatkiem, ale i tak zebranie słoika jagód może trwać do 40 minut. Pani Iwona opowiada, iż grzybów jest wprawdzie więcej niż w zeszłym roku, ale problemem są wycinki lasu. Każdy grzybiarz ma swoje miejsca, w których zbiera i gdy wytnie się tam drzewa to razem z nimi znikają i grzyby. Dokuczliwe potrafią być też kleszcze. Choć wszyscy podkreślają, że w tym roku jest ich wyjątkowo dużo, to są takie osoby, które w jeden dzień potrafią „złapać” ich nawet 7, a inni całe życie chodzą po lasach i nigdy kleszcza nie mieli. Mimo to zbieranie to najprzyjemniejszy moment.
Chodzenie po lesie to takie trochę oderwanie się i relaks. Zielony uspokaja
– przekonuje z uśmiechem na ustach pani Justyna z Podgaj. Podobnie wypowiadają się także pozostali. Po zbieraniu przeważnie wraca się do pracy i po obiedzie idzie sprzedawać. I choć wszyscy twierdzą, że wśród sprzedawców panuje zgoda i nie ma rywalizacji, to są miejsca, gdzie trzeba przyjść już o 5 rano, aby zająć dobry punkt przy drodze, zgodnie z zasadą: kto pierwszy, ten lepszy. Tak się dzieje np. na licznie obsadzonym wjeździe do Okonka od strony Podgaj. Gdy już zasiądą na swoich stołeczkach, co niektórzy pod parasolami chroniącymi przede wszystkim przed piekącym słońcem, to zdarza się, że w dwie godziny uda się wszystko sprzedać i można iść do domu, a czasami przez cały dzień sprzeda się ledwie dwa słoiki jagód. Największy ruch jest w weekendy, a poza tym nie ma reguły, czasami więcej osób zatrzymuje się w deszcz niż przy ładnej pogodzie. Przeważnie ludzie kupują małe ilości, ale trafiają się i większe zamówienia, np. gdy po jagody przyjedzie ktoś z cukierni.
Ludzie teraz kupują wszystko gotowe w marketach i co raz mniej się u nas zatrzymują
– komentował sprzedaż mieszkaniec Okonka, od lat sprzedający grzyby i jagody. Bo przecież takie kurki to trzeba jeszcze oporządzić i np. ulepić z nimi pierogi, a mało komu się chce. Zdarza się też i tak, że potencjalny klient odjedzie, narzekając na zbyt wysoką według niego cenę.
Na sprzedaż nie mają raczej wpływu co jakiś czas pojawiające się w mediach doniesienia o bąblowicy, czyli chorobie pasożytniczej, której można nabawić się jedząc np. nieumyte jagody. Nikt ze zbieraczy o niej nie słyszał, a i klienci ponoć o nią się nie pytają. Nie zaraził się nią także piszący ten tekst, który jest wielkim fanem jagód. Siedzenie długi czas na stanowisku bywa męczące. Czasami przyjdzie wprawdzie ktoś znajomy i umili czas rozmową, ale godziny i tak się dłużą.
Męczący jest też ciągły szum przejeżdżających samochodów
– zwraca uwagę pani Maria. Hałas rzeczywiście jest duży, a ruch nieustający.
Sezon na jagody dobiega końca, ale przy drogach pozostaną jeszcze grzybiarze. Będą sprzedawać skarby naszych lasów przejezdnym wracającym znad morza, którzy nie raz dziwią się obfitości kurek w naszym regionie.
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Łosiu jeden, właśnie żeś babola strzelił. Erudyta znad klawiatury hehehe.
każdy orze jak może żałujecie ludzią siedzenia w lesie na kucka zbieranie jagód to zapraszam was i zobaczycie jaka to ciężka praca tak uzbierać ten słoik
W całej Polsce tak jest,że przy drogach od wielu,wielu lat ktos sprzeda sobie grzybka.jeśli miałby dostatek usmażyłby sobie na kolacje lub zawekował w occie. Ale wytykać na portalu,te nędzne parę groszy to nieładnie. Pamiętaj dziennikarzu,że kwota wolna od podatku to 600zł i wolno im sprzedawać,w ramach prawa.Tak samo na Targowisku.Odczepcie sie od nich.
A piszący tekst, to nie wie, jak należy odmieniać Podgaje? Chyba Podgajów, nie Podgaj, co mądralo? Wstyd!
Łosiu jeden, właśnie żeś babola strzelił. Erudyta znad klawiatury hehehe.
każdy orze jak może żałujecie ludzią siedzenia w lesie na kucka zbieranie jagód to zapraszam was i zobaczycie jaka to ciężka praca tak uzbierać ten słoik
W całej Polsce tak jest,że przy drogach od wielu,wielu lat ktos sprzeda sobie grzybka.jeśli miałby dostatek usmażyłby sobie na kolacje lub zawekował w occie. Ale wytykać na portalu,te nędzne parę groszy to nieładnie. Pamiętaj dziennikarzu,że kwota wolna od podatku to 600zł i wolno im sprzedawać,w ramach prawa.Tak samo na Targowisku.Odczepcie sie od nich.