Reklama

Największy bubel w mieście

25/10/2014 00:00
Mieszkańców zalewa, samochody wiszą na "krawężnikach", a drzewa ograniczają kierowcom widoczność. Przebudowana Chojnicka to najdroższa fuszerka w mieście. I nikt nie chce się do niej przyznać

-Mam na piśmie, że Stefankiewicz to zrobi, tylko szuka pieniędzy. Ale on pieniądze już za to wziął i to spier ... - Mieczysław Trojanowicz jest wściekły. Stoi na podwórku z wiadrem w dłoni i na głos przeklina wszystkich, którzy byli zaangażowani w przebudowę ulicy Chojnickiej. To przez ich zaniechania złotowianin budzi się w nocy. Nie budzą go koszmary, tylko deszcze.
- Jak mały deszczyk, to wsiąknie, ale jak idzie ulewa, to wstaję w nocy, pilnuję i wynoszę tę wodę wiaderkami – opowiada mężczyzna, który przy Chojnickiej mieszka od ponad dwudziestu lat. Wcześniej musiał walczyć tylko ze „swoją” wodą, dziś zalewa go także deszczówka wojewódzka. - Obok sąsiedzi mają ten sam problem. Jak ulewa przyjdzie, to woda tu płynie jak w Głomi – obrazuje problem. Podobnie jest w kilku innych miejscach przy Chojnickiej. - Ja mam w szopie poukładane worki z piaskiem, bo przecież przy przebudowie podnieśli ulicę o dobre trzydzieści centymetrów i woda leje się na posesję – skarży się Kazimierz Wiebskowski. Tyle, że on nic z tym nie robi, a Mieczysław Trojanowicz zapowiada, że dziadostwa nie popuści.

Oni temu winni

- Ja chcę tylko spokojnie spać – mówi mężczyzna i pokazuje pisma kierowane przez niego do Rejonu Dróg Wojewódzkich i Urzędu Miejskiego w Złotowie.


Mieczysław Trojanowicz ma dość nocnego wylewania wody. - To tak trudno zrobić?! - irytuje się złotowianin

5 maja tego roku M. Trojanowicz dowiedział się z RDW, że pretensje powinien mieć do miasta, bo „teren jest poza zakresem działań WZDW”. - No kłamie! Kłamie... - nasz rozmówca nie może spokojnie wysiedzieć w fotelu. Czytamy kolejne pismo (z 5 czerwca), tym razem z magistratu. „Inwestycja prowadzona była przez WZDW Poznań. Opracowana dokumentacja przebudowy obejmowała, oprócz drogi wojewódzkiej, grunty, na których zlokalizowane zostały m.in. parkingi oraz drogi zbiorcze stanowiące dojazd do posesji. GM Złotów zgodnie z podpisaną umową z 8 lipca 2010 roku z woj. wielkopolskim zobowiązała się udzielić pomocy w wysokości 1,88 mln zł. Do ewentualnych uwag odnieść się powinien zarządca drogi – inwestor przebudowy”. Stwierdzenie burmistrza Stanisława Wełniaka zdaje się jasne. Pan Mieczysław siedzi spokojnie i podsuwa odpowiedź drogowców. „Dokumentacja była opracowana na zlecenie GM Złotów. Zarządca drogi, sprawdzając dokumentację i projekt budowlany Chojnickiej i Domańskiego, sprawdzał poprawność projektowanych rozwiązań w zakresie pasa drogowego drogi nr 188. Natomiast poprawność rozwiązań technicznych, m.in. odwodnienia terenu będącego własnością GM Złotów, leżało po stronie właściciela gruntów, tj. GM Złotów. Mając powyższe na uwadze informujemy, że RDW Złotów wykona odwodnienie problematycznego miejsca, jednak po zaprojektowaniu rozwiązań na koszt GM Złotów. Zaprojektowane odwodnienie należy uzgodnić z zarządcą drogi wojewódzkiej”. Tyle na dziś obiecał Benedykt Stefankiewicz – kierownik Rejonu Dróg Wojewódzkich w Złotowie.

[[reklama]]

Mieczysław Trojanowicz rozkłada na to bezradnie ręce. Urzędnicy się przepychają, winnego nie ma, a go woda jak zalewała, tak zalewa. Zresztą nie tylko ona. - Jak ja stawiam budynek i nie postawię ściany, bo coś mi będzie przeszkadzać, to pieniądze wezmę za całą chałupę? - w budowlańcu z zawodu burzy się krew. - To nie idzie przewidzieć, że woda zaleje ludzi? To tak ciężko zrozumieć, że jak się nie zrobiło jak należy od razu, to trzeba teraz zrobić?! To jest brak wyobraźni, najbardziej projektanta.


Przy większych opadach te dwie kratki nie są w stanie odprowadzić wody z jezdni. B. Stefankiewicz obiecuje, że zarząd dróg będzie czyścić je częściej

Przebudowę drogi 188 na odcinku ulic Domańskiego i Chojnickiej prowadził Wielkopolski Zarząd Dróg Wojewódzkich, ale miasto wsparło te inicjatywę pieniędzmi i projektem. Po kilku latach widać, jaka to jest spółka. - Napisaliśmy do miasta w tym temacie i reakcji nie było. My możemy zbudować tam kratkę liniową, ale gdzieś tę wodę trzeba odprowadzić. Tam na końcu trzeba by wybudować studnię. To są duże koszty, a my ze swoich pieniędzy nie jesteśmy w stanie tego zrobić – twierdzi B. Stefankiewicz. Zastępca burmistrza Jerzy Kołodziejczyk odbija piłeczkę i wskazuje, że inwestycja była WZDW i on musi problem rozwiązać.
A co z mieszkańcami? Walczą sami. Pan Mieczysław podniósł polbruk na podwórku, by woda nie zalewała mu piwnicy (przy większych opadach niewiele to pomaga), wypompowuje deszczówkę pompami, a czasem po prostu wylewa wiadrem. I przygotowuje się do walki w urzędnikami. - Ja swoje wywalczę. Pójdę do sądu i jeszcze odszkodowania za rozstrój nerwowy zażądam – zapowiada mieszkaniec Chojnickiej.

Błędy wychodzą czasem

Zalewanie mieszkańców to nie jedyny efekt przebudowy Chojnickiej. Koło zakładu kamieniarskiego „Bartosz” na kierowców czeka pułapka. - No niech pan cofa. I co pan widzi? - pyta Piotr Bartosz, stojący przy wjeździe do swojej firmy.

- Mały krawężniczek – odpowiadam. - I tak kierowcy wieszają tutaj auta – mężczyzna pokazuje mi zdjęcia aut unieruchomionych na kilkudziesięciocentymetrowym betonowym progu. Takich przypadków miało być tutaj kilkanaście. - Podnosimy je widlakiem albo w kilka osób – opowiada przedsiębiorca. Nie może się nadziwić, jak można było zrobić taki bubel. Zwłaszcza, że w projekcie w tym miejscu jest dojazd do posesji.


Piotr Bartosz nie raz zdejmował auta z tego dziwnego zakończenia parkingu. - To trzeba nie mieć wyobraźni, że coś takiego zbudować - mówi przedsiębiorca

- Ten fragment drogi został wyłączony. Urząd Miejski nie życzył sobie dalej tego ciągnąć, bo tam [kilkadziesiąt metrów dalej, w nasypie – przypis red.] jest gaz i kabel wysokiego napięcia. To by były dodatkowe koszty – twierdzi B. Stefankiewicz i głośno zastanawia się, czy przed wpadnięciem w pułapkę kierowców ochroniłaby barierka. Podobnie myśli J. Kołodziejczyk, ale deklaracji z żadnej stron nie uzyskujemy.

[[reklama]]

Co jeszcze „dolega” Chojnickiej? Kałuża. Na łuku drogi przy wyjeździe z Domańskiego w Chojnicką przy silnych opadach studzienki nie nadążają z odbiorem wody.
- Tam robi się jezioro łabędzie. Woda przelewa się górą przez chodniki i dopiero spływa do rzeki – Kazimierz Wiebskowski wskazuje kolejny problem. Tutaj B. Stefankiewicz nie ma do kogo się odwołać, więc deklaruje, że RDW będzie częściej czyścić kratki, które teraz zapychane są przez liście.

To samo dotyczy barierek na wspomnianym łuku drogi. Cztery z nich kilka miesięcy temu zostały zniszczone przez jakiś samochód. „Jakiś”, ponieważ sprawcy tej kolizji policja nie ustaliła, a na to liczą drogowcy. - To by było pokryte z OC sprawcy. Czekamy już długo – mówi nieco zrezygnowany kierownik RDW w Złotowie. Okazuje się, że poręcze te zostały już zamówione i mogłyby zostać wymienione. Nadal jednak kierowców straszy pogięty metal powiązany biało-czerwoną taśmą. - Jeśli policja nie znajdzie sprawcy, to będziemy musieli wyłożyć te pieniądze z własnej kieszeni. To będzie kosztowało około 2 tys. złotych – podaje B. Stefankiewicz.

Dobry burmistrz, zły burmistrz

Przy okazji rozmowy na temat błędów popełnionych przy przebudowie Chojnickiej okazuje się, że relacje opisywanych stron nie są najlepsze. - Jak będzie nowy burmistrz, to może będzie bardziej podatny na nasze sugestie. Z tym burmistrzem my się nie dogadujemy ostatnio. Sprawa drzewek nasadzonych wzdłuż Chojnickiej to jest jakiś obłęd. Przecież jak się wyjeżdża z bocznych ulic, to się nic nie widzi. Pnie się rozrastają, korony też i niedługo z tego zrobi się ściana – skarży się B. Stefankiewicz. A błędy zarządcy drogi? - Po jakimś czasie wychodzą mankamenty inwestycji – kwituje problem kierownik.

Łukasz Opłatek
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości