Reklama

Nie dla nas była niepodległość - wspomnienia Stanisława Guza

30/11/2016 19:00
11 listopada świętowaliśmy odzyskanie przez Polskę niepodległości, ale Złotowszczyzna wtedy nie znalazła się w jej granicach. Tak tamte czasy uwiecznił w pamiętniku Stanisław Guz

Powrót z frontu

Stanisław Guz ze Sławianowa w czasie I wojny światowej, jako mieszkaniec zaboru pruskiego, został powołany w szeregi armii niemieckiej. Szczęśliwie doczekał roku 1918 cały i zdrów. Wieść o zakończeniu wojny zastała go na froncie we Francji.

„W pierwszych rowach były jeszcze słychać strzały, a artyleria chciała swą amunicję jeszcze wystrzelać i armaty jeszcze nie ucichły do samej 11 godziny i niejeden jeszcze musiał swe życie dać w ostatniej godzinie wojny, która trwała przeszło cztery lata”

– pisał o ostatnich godzinach wojny. Potem rozpoczęła się długa droga do domu, w dużej mierze przebyta pieszo.

Reklama

„Gdyśmy przechodzili przez francuskie wioski i miasteczka, ludność wybiegała na ulice bardzo się ciesząc, że się wojna skończyła. Ja, szedłszy w grupie, zawołałem do nich po francusku „lagier finy, Viwa la France a Polone”, co znaczy „Koniec wojny niech żyje Francja i Polska”. Cywile słysząc polone złapali mnie za mundur i nie chcieli mnie dalej puścić, miałem koniecznie u nich zostać”

– o życzliwym stosunku Francuzów do Polaków Stanisław pisał także we wcześniejszych fragmentach pamiętnika. W końcu dotarł do Piły.

Reklama

„W Pile na dworcu spotkawszy znajomego z Sławianowa pytałem, co słychać w domu i czy są wszyscy zdrowi, bo przez ten okres marszu poczty nie dostalim. Ten człowiek mi wtenczas opowiadał, że w listopadzie zmarła moja siostra Antonina na grypę w Szczecinku. Moja wielka radość znikła na tę smutną wiadomość i aż się popłakałem z żalu, bo była ojcu w tej wojnie jedyną pomocą, bośmy chłopcy wszyscy byli na wojnie i miała robotę do nas listy pisywać przez całą wojnę, tośmy ją jako dobrą siostrę bardzo kochali”

– z tą smutną myślą Stanisław szedł pieszo z dworca w Krajence do rodzinnego domu w Sławianowie. Po północy w drzwiach domu, ze łzami w oczach przywitał go ojciec.

Reklama

W dalszej części artkułu przeczytasz:

Lata kawalerki - Zaraz po powrocie trzeba było wziąć się do pracy na zaniedbanej przez wojnę gospodarce...

Wesela i niepewność - Polacy z terenu Złotowszczyzny wciąż jednak żyli w niepewności swojego losu. Niemcy niechętnie opuszczali Wielkopolskę, więc...

Dostać się do komisji - Szczęście rodzinne nie szło w parze z wydarzeniami politycznymi. Trwała wojna Polski z Rosją bolszewicką, a granica...

Związek Polaków - Ostatecznie jednak granicę ustalono tak, że Złotowszczyzna pozostała w Niemczech. Polacy mieszkający na tych terenach nie poddali się...

Reklama

Subskrybuj i czytaj wszystkie artykuły bez ograniczeń[[pay]]


Lata kawalerki

Stanisław Guz przeżył także II wojną światową i doczekał upragnionego przyłączenia do Polski

Zaraz po powrocie trzeba było wziąć się do pracy na zaniedbanej przez wojnę gospodarce.

„Na drugi dzień szło się zaraz do pracy, bo w polu jeszcze orki zimowe nie były zakończone, a tu już koniec listopada, więc dalej do dzieła dźwignąć gospodarkę na nogi. Mając 23 lata byłem silny, a robota nie przyszła mi ciężko.”

Na nic z powodu inflacji zdały się natomiast oszczędności z wojny.

„Będąc na wojnie, oszczędzałem pieniądze i posyłałem do domu ojcu, by mi zaniósł na Bank Ludowy do Łobżenicy. Miałem tych pieniędzy 1500 marek, za które mógłbym sobie przed wojną dużo ubrań i obuwia kupić. Dobre ubranie kosztowało 80 marek, a buty na niedziele krótkie Salamandry 12 marek. Niestety przyszła dewaluacja marek niemieckich i co dzień marki spadały. Szło w miliony i biliony, aż nie miały już żadnej wartości i nie mogłem za te otrzymane pieniądze z Banku nic kupić i musiałem chodzić na co dzień w żołnierskim ubraniu, a w niedzielę przez tę wojnę w zniszczonych ubraniach. (...) Jednakże się każdy cieszył, kto zdrowy pozostał, bo dziewcząt było dosyć do wyboru, a każdy żądał się po tej długiej wojnie bawić i tańczyć”

Reklama

– tak Stanisław opisywał powojenną sytuację.

Wesela i niepewność

Polacy z terenu Złotowszczyzny wciąż jednak żyli w niepewności swojego losu. Niemcy niechętnie opuszczali Wielkopolskę, więc musiano walczyć w powstaniu, a na wschodzie groziła nam nawała bolszewicka. Niemcy wciąż przysyłali mieszkającym na naszych ziemiach Polakom wezwania do wojska, ale te były ignorowane.

„Jednak Niemcy już nie używali siły i dali nam spokój i każdy żył jeszcze w niepewności, co jeszcze może zajść, bo nikt nie wiedział, do kogo my tu będziem przydzieleni: czy do Polski, czy tesz zostaniem przy Niemczech”

Reklama

– tak zapamiętał ówczesne nastroje mieszkaniec Sławianowa. Pisał także o tym, że wielu młodszych chłopaków przedostawało się do Polski, aby tam zaciągnąć się do wojska. Granicę przekroczyli także dwaj bracia Stanisława: Wojciech i Jan, który powrócił z angielskiej niewoli. W Polsce otrzymali stanowiska w urzędzie celnym. Pozostałego w domu syna rodzice zaczęli namawiać do żeniaczki.

„I nie trwało wcale długo jak ją sobie upatrzyłem w sąsiedniej wiosce Buntowie, gdzie jej rodzice posiadali 50 ha gospodarstwo wzorowe, które kupili od jednego Niemca przed 10–ciu latami sprzedając swoje mniejsze gospodarstwo jednemu krewniakowi. (...) Mój przyszły teść nazywał się Andrzej Łosoś, a rodzina składała się z rodziców i 8–miorga dzieci. Moja wybrana panna Józia miała wtenczas 17 lat więc była jeszcze młoda, a ja taką szukałem bo miała być niewinną, a na taką która już raz miała kawalera nie patrzałem”

Reklama

– tak Stanisław wspominał poszukiwania żony. Panna Józia odwzajemniła jego uczucia, ale trudniej przekonać było teścia. Wahał się, bo budynki w gospodarstwie Guzów były przestarzałe i przykryte słomą, ale młodym wsparcia udzieliła matka dziewczyny. Trzeba było tylko poczekać dwa lata, aż panna dorośnie do ożenku.

„Więc byłem zadowolony i miałem okazję iść co niedzielę do tej rodziny, która była na całą parafię wzorowa”

– pisał zadowolony młodzian, który potem dodawał, że po długiej wojnie wesela odbywały się jedno po drugim.

Reklama

Dostać się do komisji

Szczęście rodzinne nie szło w parze z wydarzeniami politycznymi. Trwała wojna Polski z Rosją bolszewicką, a granica polsko–niemiecka wciąż nie była ustalona. Według pierwotnych ustaleń mieliśmy należeć do Polski, ale potem granicę przesunięto na wschód, pozostawiając większą część Złotowszczyzny poza ojczyzną.

„Przyszło to do tego z tej przyczyny, że Prinz Leopold von Preusen miał na naszych obszarach, gdzie były polskie wioski, swoje dobra, majątki i lasy i był spokrewniony z królewską rodziną Anglii i się starał u Aliantów o zmianę granicy i uzyskał ten obszar ziemi dla Niemiec. Na różne protesty ze strony polskich dyplomatów obiecano granice wyprostować i ustalić według życzeń ludności przygranicznej”

Reklama

– Stanisław z uwagą śledził wszystkie wieści dotyczące ustalenia granicy. Ostatecznie miała zająć się tym specjalna komisja międzynarodowa. Miała za zadanie zbadać sytuację na tych terenach i w tym celu odwiedziła najpierw Łobżenicę, a potem Krajenkę i Złotów.

„Niemcy ze swej strony robili wielką propagandę i granice obstawili wojskiem i policją, żeby nikt się nie ważył do tej komisji przejść. Wtenczas nam tutejszy ks. proboszcz Paszki zrobił taką prośbę na papierze z podpisami tutejszych Polaków, z którą się odważy dwojga mężczyzn nocą przejść granice. Więc zgłosilim się ja i mój kolega Wiktor Dzioba. Umówilim się z pobliską wioską Buntowem, którą przewodził Mikołaj Jach, by nas rybacy z Buntowa o północy przewieźli przez tutejsze jezioro do Polski. Wieczorem udalim się oboje do Buntowa i czekalim w chlewie na północ, a tu wjeżdża przed północą wojsko na koniach na podwórze rybaka i wprowadzają konie do chlewa, gdzieśmy na słomie siedzieli. Umówilim się już przedtem, że gdy nas chwycą, będziem udawać pijaków, a petycję włożylim w cholewę od buta. I tak się tesz stało. Zaraz nas aresztowali i wyprowadzili na podwórek a myśmy się potaczali jak pijacy i po przesłuchaniu nas, wierząc nam, żeśmy się upili przy grze w karty puścili nas na wolność. Będąc na wolności uciekliśmy z kolegą nocą z powrotem do Sławianowa i czekalim aż się trochę rozjaśni i wtenczas ruszylim we mgle przez pola do Sławianówka, omijając majątek tak się przeczołgalim przez granice. Będąc na polskiej stronie zaśpiewalim sobie „Jeszcze Polska nie zginęła” ażeby nas polska straż nie trzymała za Niemców”

Reklama

– w ten sposób ryzykowano byleby przekazać komisji, że tu mieszkają Polacy, którzy chcą żyć w Polsce. Potem, mimo wypisanej przez Polaków przepustki, dwaj mężczyźni wracali do Sławianowa nocą łódką przez jezioro.

„Na drugi dzień przyjechała ta komisja do Krajenki i Niemcy znów drogi wojskiem obsadzili, a którzy z Buntowa się przez las pojedynczo puszczali zostali ostrzeliwani. Więc zebrało się mało ludności polskiej. Aż na trzeci dzień do Złotowa zakazano Niemcom zatrzymywać ludność polską, wtenczas zebrało się dużo ludności polskiej i zrobiono pochód a na placu przemawiał redaktor z gazety Grudziąckiej p. Kulerski Wiktor”

– tak Stanisław wspominał trudności w dostaniu się do komisji.

Związek Polaków

Ostatecznie jednak granicę ustalono tak, że Złotowszczyzna pozostała w Niemczech. Polacy mieszkający na tych terenach nie poddali się. Wciąż myśleli o ojczyźnie i organizowali się, aby bronić swojej tożsamości narodowej.

„Przyszedł czas w roku 1923, kiedy organizowano Związek Polaków w Niemczech, któremu przewodniczył ks. Bolesław Domański z Zakrzewa. W wioskach tesz robiono zebrania i przystąpiono do wyboru zarządu, po przystąpieniu prawie wszystkich Polaków do tego związku. Pierwszym mężem zaufania został u nas w Sławianowie wybrany Rochus Gracz, a ja zostałem sekretarzem. Członków było około 60ciu. Związek starał się bym nie opuszczali naszych ziem rodzinnych i żył tą nadzieją, że raz wrócim tesz jeszcze do Polski”

– nadzieja i wiara przekładała się na działania, ale na powrót do Polski trzeba było czekać do zakończenia drugiej wojny światowej.

Fragmenty pamiętnika Stanisława Guza[[/pay]]

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

  • Awatar użytkownika
    donbik - niezalogowany 2016-11-30 22:15:45

    Nigdy żadnych wojen !!!

    odpowiedz
    • Zgłoś wpis

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości