Nie lubię oceniać siebie. Wiem dokładnie, co należy do moich obowiązków i realizuję to w miarę możliwości. A czy emanuje ze mnie spokój? W większości przypadków tak, a czasem nie – to wszystko zależy od sytuacji. Zgodzę się z tym, że jestem wymagający, bo zawsze dużo wymagałem od siebie i z doświadczenia wiem, że to przynosi efekty. Konkretny? Ci, którzy mnie znają, wiedzą, że zawsze mówię to co myślę, bez ogródek. To pozwala uniknąć nieporozumień, niedomówień, spekulacji. Ja też nie muszę się obawiać, że ktoś zarzuci mi, że przywdziewam maski. Zawsze jestem taki sam. Zawsze jestem sobą.
Prowadzenie spółdzielni jest zdecydowanie trudniejsze, bo już u XIX–wiecznych podstaw spółdzielczości leży, że jej głównym celem nie jest praca tylko na zysk. Ma ona przede wszystkim zrzeszać grupę osób, które w pojedynkę byłyby zbyt słabe, za biedne, by móc konkurować na rynku. Biedny sobie sam nie poradzi. Ta idea jest aktualna do dzisiaj. Podejmując decyzje w zarządzie spółdzielni musimy ich ostateczny kształt wypracowywać tak, żeby wszystko było zrównoważone: interes producentów – rolników, załogi oraz klientów. Reguluje to nawet kodeks etyczny spółdzielczości, którego próżno szukać w prywatnych firmach.
Reklama
Zaryzykowałbym nawet stwierdzenie, że wyróżniamy się na tle całego kraju. Spółdzielnia Usług Rolniczych, czyli dawny SKR, Okręgowa Spółdzielnia Mleczarska w Łobżenicy, Gminna Spółdzielnia „Samopomoc Chłopska Rolnik” w Łobżenicy, Bank Spółdzielczy w Łobżenicy czy filia bydgoskiej spółdzielni Filofarm. Mamy tego naprawdę sporo, wszystko to działa, ludzie – mieszkańcy tej gminy i okolic mają pracę. Dlaczego inni nie przetrwali, a my tak? Przyczyn jest kilka, ale te najważniejsze wiążą się z dwiema przemianami w naszym kraju. Pierwsza to przełom lat 80–90–tych. Przejście z gospodarki centralnie planowanej na wolnorynkową. Jeśli ktoś mentalnie tkwił w starym systemie, nie potrafił się przystosować, był skazany na porażkę. Druga to wejście Polski do Unii Europejskiej – nowe możliwości, ale też sporo wymagań, gdzie często potrzebne było podejmowanie ryzykownych decyzji i inwestycji. Według mojej oceny, a muszę dodać, że opieram ją na podstawie ekonomii i jej najtrudniejszego działu, czyli rachunku kosztów, 90–95% spółdzielni upadło przez złe zarządzanie. Sukces organizacji to ludzie, a nie budynki, samochody, maszyny, urządzenia itd. Reasumując to człowiek tym wszystkim kieruje i nadzoruje. Na zarządzaniu opiera się funkcjonowanie firmy. Dobry księgowy nie musi schodzić na produkcję, żeby mieć rozeznanie, jaka jest sytuacja firmy – odczyta to z cyfr. Ekonomia, rachunek kosztów, analizy – ta wiedza pozwala decydować, planować, przewidywać, zapobiegać kryzysom. Przykłady z okolicy dobitnie wskazują na to, że gdy, tak jak w przysłowiu, „konie ciągną w różną stronę” nic dobrego z tego wyjść nie może.
Okręgowa Spółdzielnia Mleczarska też bywała w sytuacji podbramkowej?
Może więc dojść do sytuacji, że zabraknie Wam miejsca? W zakładzie przy ul. Wyrzyskiej powoli zaczyna się robić ciasno.
Otrzymuje Pan sporo podań o pracę w OSM?
Po godzinach Andrzej Gliszewski potrafi oderwać się od spraw mleczarni?
Tak bym tego nie nazwał. Obecny i poprzednie zarządy sprawiły, że jesteśmy, że nikt nas nie wchłonął. Owszem, był moment, gdy jeszcze w latach dziewięćdziesiątych byliśmy łakomym kąskiem dla OSM w Złotowie. Do konsolidacji jednak nigdy nie doszło i dobrze. Ta spółdzielnia, jak wiadomo, jest w upadłości, więc pewnie podzielilibyśmy jej los. Podobnie było, gdy współpracowaliśmy z OSM w Stargardzie, niegdyś Szczecińskim. Tamtą spółdzielnię wykupił prywatny inwestor i właściwie już zamknął jej główny oddział. Współpracowaliśmy też z OSM w Czarnkowie, która to spółdzielnia nadal trwa, jednak i w tym przypadku oparliśmy się konsolidacji. Nie dopuszczę do upadku tej mleczarni. Gdyby kiedykolwiek miało dojść do jakiegoś mariażu, to tylko na zasadach prawa spółdzielczego, jednak na tę chwilę o niczym takim nie myślimy. Stawiamy na zrównoważony rozwój, chcemy być samodzielni, nie przesadzać z gamą asortymentu. Uważam, że na rynku jest miejsce dla każdego, trzeba tylko się w czymś wyspecjalizować, znaleźć niszę.
Reklama
To jest właśnie przykład tej specjalizacji. Niegdyś głównym produktem tej mleczarni były sery żółte – dojrzewające. Jednak na przełomie wieków konkurencja na rynku wymusiła zmianę strategii. Trzeba było opracować asortyment, w którym mieliśmy szansę stać się liderami. Asortyment, który zbuduje nam markę. Twarogi – ich cała gama to była ryzykowna, ale opłacająca się decyzja, co potwierdzają nagrody, opinie konsumentów, zawodowych szefów kuchni. Dzisiaj ponad 70% produkcji OSM w Łobżenicy to właśnie ten produkt. A dowodem na to, że po 125 latach na rynku mamy się dobrze, jest porównanie. W 2004 roku, kiedy zostałem prezesem przerabialiśmy 16 milionów litrów mleka, w 2016 roku były to już 32 miliony litrów i ta wartość rośnie.
Tak jak już wspomniałem nasz rozwój jest zrównoważony. Planujemy nowe inwestycje i zakupy. Ulepszamy i rozszerzamy gamę produktów, ale w którymś momencie dojdziemy do granicy możliwości. Nie mamy ambicji, żeby rozrastać się w nieskończoność. Małą łyżką można się najeść, a chochlą udławić – działamy według tej zasady.
Reklama
Tak, bardzo dużo. Trochę się do tego jako redakcja przyczyniliście, kiedy w informacji z zeszłorocznego zebrania walnego pojawiła się kwota średnich zarobków u nas. Warto dodać, że to średnia bez wynagrodzenia etatowych członków zarządu. Znów wrócę do tego, że jako spółdzielnia swoje cele kierujemy nie tylko na zysk, lecz również na sytuację naszych producentów i załogi. Idzie nam dobrze, więc dzielimy profity. Jednak bierze się to też z obserwacji samych zainteresowanych. Nie wiem, czy w regionie jest wiele firm, spółdzielni, gdzie ludzie, przychodząc do pracy, żegnają się z nią wraz z emeryturą. Sam jestem przykładem, bo to moja pierwsza i jedyna praca. Przeszedłem tu wszystkie etapy. Zaczynałem 33 lata temu jako instruktor służby surowcowo–skupowej, już wtedy mając bezpośredni kontakt z rolnikami. Później byłem pracownikiem punktu skupu mleka, a następnie kierownikiem produkcji na wszystkich trzech wówczas funkcjonujących oddziałach produkcyjnych tj. Białośliwie, Wysoka i ostatecznie Łobżenica. Od 1995 roku działałem w zarządzie jako wiceprezes ds. produkcji, od września 2004 roku p.o. prezesa, a jako prezes od maja 2005 roku.
Branża rolnicza to całe moje życie. Z dziada–pradziada jesteśmy rolnikami – to siedzi we krwi bardziej niż się wydaje. Skończyłem technikum hodowlane w Samostrzelu, później policealną szkołę mleczarską we Wrześni. Tytuł inżyniera na wydziale rolnictwa uzyskałem na Akademii Techniczno–Rolniczej, dzisiejszym UTP w Bydgoszczy. Pracę magisterską z zarządzania obroniłem tam na stopień celujący, co się rzadko zdarza. Do dzisiaj wspominają mnie m.in. z tego powodu na tej uczelni. Tam też zakochałem się w ekonomii i agrobiznesie. Gospodarstwa bym raczej prowadzić nie chciał, ale w branży rolniczej jest tyle możliwości, że gdzieś znalazłbym dla siebie miejsce. Może jakaś rządowa agencja? (śmiech)
Reklama
Praca nie zajmuje w pełni mojego życia. Musi być w nim miejsce na rodzinę, czas dla siebie i Boga, bo zawsze deklarowałem i deklarował będę swoją wiarę i maksymę, „jeśli Pan Bóg jest na pierwszym miejscu wszystko jest na właściwym miejscu”. Matka Boska Nieustającej Pomocy z łobżenickiej fary i Matka Boska Górecka są moimi powierniczkami w trudnych chwilach. Żyję teraźniejszością, nie myślę na zapas, bo nigdy nie wiadomo, co przyniesie przyszłość. Jeśli chodzi o hobby, to piętnaście lat temu wciągnęła mnie filatelistyka i numizmatyka. Klasery przeglądam i uzupełniam przy każdej możliwej okazji. Żadna z podróży nie kończy się bez zakupu miejscowych znaczków. Lubię też dobrą książkę, a od jakiegoś czasu sport. Dzięki ćwiczeniom i diecie dość mocno schudłem. Wiele osób obawiało się nawet, że choruję. Nic z tych rzeczy, wszystko odbyło się naturalnie, przy wsparciu wiary i siły woli, a ja czuję się świetnie.
Rozmawiał Sz. Chwaliszewski[[/pay]]
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Tam gdzie jest ład i porządek to jakość produktów jest bezpieczna i wysoka. Są to produkty NASZE Polskie. Też je kupuje.
dodam jeszcze, że jeśli kupuje nabiał to tylko ten z Łobżenicy innego nie kupuje, zależy mi na tym aby kasa została w okolicy, wśród swoich a nie w mleczarni z drugiego końca oby Polski:)
brakuje na patriotyzmu a najbardziej lokalnego a ten ujemnie odbija się na nas samych
Możecie też uruchomić linię "mleko w proszku" tak jak w Złotowie. Nabiał w różnej postaci jest potrzebny.
Tam gdzie jest ład i porządek to jakość produktów jest bezpieczna i wysoka. Są to produkty NASZE Polskie. Też je kupuje.
dodam jeszcze, że jeśli kupuje nabiał to tylko ten z Łobżenicy innego nie kupuje, zależy mi na tym aby kasa została w okolicy, wśród swoich a nie w mleczarni z drugiego końca oby Polski:)
brakuje na patriotyzmu a najbardziej lokalnego a ten ujemnie odbija się na nas samych