Reklama

Nie przesadzam z optymizmem

11/02/2013 00:00
Janusz Mliczak wraca. Nie ma jednak satysfakcji, że okazał się niezastąpiony. Szkoda mu tylko tego, co wcześniej zbudował, a co zostało zburzone

Gdy został Pan kierownikiem Warsztatów Terapii Zajęciowej zastrzegał Pan, że nigdy już nie wróci do pracy w urzędzie. Jakie argumenty przeważyły, że zmienił Pan zdanie?
Żal mi było tego, że to, co przez te lata budowałem, zostało zburzone: zaufanie do urzędu, do wydziału finansowego, do pracowników. Poza tym część pracowników wydziału finansowego prosiła mnie o to, żeby przyjść. Tłumaczyli, że jeżeli w najbliższym czasie nie pojawi się skarbnik, to oni zrezygnują z pracy. Nie są w stanie jednocześnie zarządzać budżetem i księgować na bieżąco. Do tego dochodzi jeszcze naprawa tego, co zostało zepsute.

Długo dojrzewał Pan do tej decyzji?
To nie była łatwa decyzja, tym bardziej, że zdaję sobie sprawę, ile jest do uporządkowania i wyprostowania. To jest ciężka praca.

Dużo jest do prostowania?
Bardzo dużo.

Jak mogło do tego dojść? Finanse to chyba dział ze wszystkich stron kontrolowany.
Tak to jest jak nie ma kontroli w wydziale i nie ma odpowiedzialnych osób, które by na te niedociągnięcia zwracały uwagę. Pomyłki zawsze się mogą zdarzyć, ale nigdy na taką skalę.

Odczuwa Pan satysfakcję, że „jak trwoga to do Mliczaka”?
Nie traktuję tego w ten sposób. Nie jestem przekonany do końca, czy pokładane we mnie nadzieje uda się zrealizować. Mam świadomość, że to jest trudne zadanie i czasami sam mam wątpliwości. Z jednej strony trzeba pilnować dyscypliny budżetowej, z drugiej strony korygować błędy.

Bierze Pan pod uwagę ewentualność, że jak nie da rady to Pan odejdzie?
Oczywiście.

Ale na kierownika Warsztatów Terapii Zajęciowej jest ogłoszony konkurs. Nie będzie gdzie wracać.
Trudno, takie jest życie. Nie może być tak, że ja będę asekurował się w ten sposób, że poproszę o udzielnie bezpłatnego urlopu, bo jak się nie uda, to spokojnie sobie wrócę. Albo podchodzę do funkcji skarbnika poważnie, albo powinienem dać sobie z tym spokój. Mam świadomość, że być może za pół roku powiem sobie – dość.

Jak się Panu pracowało w WTZ?
Było to zaledwie kilka miesięcy, ale czułem się tam bardzo dobrze. Żałuję, że odszedłem. Ta praca nauczyła mnie innego spojrzenia na niepełnosprawnych, okazało się, że od nich się można wiele nauczyć. Przede wszystkim szczerości, okazywania uczuć, emocji. To bardzo ważne doświadczenie. Mam nadzieję, że przyda mi się to w tej pracy.

Zespół, z którym przyszło Panu pracować, chyba jest dobry? Nowa główna księgowa, nowi pracownicy finansowi…
Właśnie na prośbę tego zespołu wróciłem, to głównie przeważyło. Nie chciałem tych dziewcząt zostawić samych sobie. Z tego co wiem, to bardzo szybko by się on wykruszył. To są tak cenne osoby, że nie da się ich zastąpić innymi z dnia na dzień. One tu przez ostatnie miesiące zostawiły kawałek swojego życia, szkoda byłoby to zmarnować.

Ale jest Pan optymistą?
Z tym optymizmem bym nie przesadzał, ale zrobię wszystko, żeby tak było.

Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości