Napastnicy powalili Bartosza Kasprowskiego na ziemię i dotkliwie pobili. Wezwano policję. Młody mieszkaniec Pieczynka jest pracą funkcjonariuszy mocno rozczarowany
Sobotę 27 grudnia pan Bartosz zapamięta na długo. Wciąż jeszcze przypomina mu o niej opuchnięta i posiniaczona twarz. Maluje się na niej złość, która to zaprowadziła mężczyznę do redakcji ""Aktualności"". Jest też rozgoryczenie policyjną interwencją, a dokładniej – jak opowiada Bartosz Kasprowski – rzekomą biernością funkcjonariuszy. Zacznijmy jednak od początku.
Bark, kolana, głowa
Sobota wieczór. Pan Bartosz, który wraz z braćmi odwiedził rodziców mieszkających w Złotowie tuż przy tzw. ""rampie"", wychodzi przed blok, by się przewietrzyć. W ręku trzyma butelkę – mówi, że chce wrzucić ją do śmietnika. Naprzeciw niego pięciu mężczyzn. - W żaden sposób ich nie sprowokowałem – zaznacza. - Byłbym głupi, gdybym to zrobił – dodaje w kontekście ""układu sił"". Mijając grupkę z jednym z mężczyzn trąca się barkiem. - Niechcący. No chyba, że specjalnie to zrobił, żeby mieć powód do bójki – zastanawia się nasz rozmówca. Tak czy inaczej na szturchnięciu się nie kończy. - Odszedłem, nawet się nie obejrzałem – kontynuuje młody mieszkaniec Pieczynka. Mijani mężczyźni – jak słyszymy – nie odpuścili. Bartosz Kasprowski: - Podbiegli od tyłu, uderzyli mnie w nogi. Przewróciłem się i zaczęli mnie kopać. Głównie w głowę – zaznacza. Wezwano policję. - Przyjechali po pół godzinie – nasz rozmówca zastanawia się, jak to możliwe, że dotarcie w miejsce oddalone od komisariatu o kilkaset metrów zajęło funkcjonariuszom tyle czasu. To jedno. Druga sprawa – policjanci przybyli na interwencję nie mieli jej poprowadzić właściwie. - Nawet nie sprawdzili, czy ci ludzie byli pijani, a może naćpani mimo że podałem policji nazwisko jednego z nich. Brat, który widział wszystko z balkonu, rozpoznał jednego z chłopaków – wyjaśnia pan Bartosz. - Jeszcze policjant zapytał mnie o jego dokładny adres – dodaje nasz rozmówca. - A skąd mam wiedzieć? W końcu to oni są od tego, by takie rzeczy ustalać.
Rzecznik złotowskiej KPP Maciej Forecki nie potwierdza, by w notatce z interwencji pojawiło się nazwisko jakiegokolwiek mężczyzny. Podaje też inny czas dojazdu funkcjonariuszy: 5 minut. Ponadto, odnosząc się do zarzucanego policjantom braku działania w sprawie poszkodowanego, zaznacza, że ci feralnego wieczoru udali się do szpitala, gdzie lekarz badał pana Bartosza, by dowiedzieć się jakie ten odniósł obrażenia. Usłyszawszy, że nie będą one rzutować na zdrowie naszego rozmówcy w czasie dłuższym niż siedem dni, poinstruowali go o możliwości wszczęcia postępowania z powództwa prywatnoskargowego. Maciej Forecki podaje jeszcze jeden szczegół: pan Bartosz był w stanie nietrzeźwości. Nasz rozmówca potwierdza, jednak zauważa, że nie jest to powód by go bić i lekceważyć Dodaje też, że jeśli ten jest niezadowolony z działań policji może złożyć w komendzie skargę na obsługę interwencji.
Na własną rękę
W poniedziałek 29 grudnia Bartosz Kasprowski stawił się na policję. - Nawet mnie nie przesłuchali, spisali tylko dane przy okienku – opowiada. Dodaje przy tym, że na miejscu ponownie poinformowano go, że skoro obrażenia, jakie odniósł, nie skutkowały rozstrojem zdrowia powyżej siedmiu dni postępowanie w jego sprawie nie zostanie wszczęte. - To co, mieli na mnie z nożem wyjść, żeby ktoś się zajął tą sprawą? - pyta pan Bartosz. Przepisy prawa rozumie, nie może się jednak pogodzić z tym, że człowiek zaatakowany w taki sposób jak on w żaden sposób nie jest chroniony. Przynajmniej praktycznie, bo teoretycznie może wnieść do sądu prywatny akt oskarżenia. Tu pojawia się problem. - Nie stać mnie na to – uzasadnia (koszty procesu, które musi ponieść oskarżyciel prywatny kształtują się na poziomie 300 złotych. Co ważne – jeśli zapadnie wyrok skazujący, skazany ma obowiązek zwrócić skarżącemu poniesione koszty). Maciej Forecki wskazuje inną ścieżkę. - Poszkodowany może wystąpić do sądu z wnioskiem o rozłożenie na raty bądź zwolnienie z kosztów postępowania – wskazuje. Zgodnie z artykułem 623 Kodeksu Postępowania Karnego sąd może w całości bądź części zwolnić daną osobę od wyłożenia kosztów podlegających uiszczeniu przy wnoszeniu pisma procesowego, jeżeli wykazała ona, że ze względu na jej sytuację rodzinną, majątkową i wysokość dochodów wyłożenie ich byłoby zbyt uciążliwe.Pan Bartosz zastanawia się nad wytoczeniem prywatnego powództwa.
Patrycja Kajewska
[[reklama]]
Obserwuj nas na Google News
Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!
Komentarze