Reklama

Nie wracajmy do przeszłości

10/12/2012 09:38
Emocji, lęków i obaw związanych z jego otwarciem było co niemiara. Jak dziś funkcjonuje Młodzieżowy Ośrodek Socjoterapii w Krajence? Z dyrektorem Janem Waberskim rozmawia Ryszard Mikietyński

Pamiętam zamieszanie, jaki wywołało otwarcie Młodzieżowego Ośrodka Wychowawczego w Krajence. Emocje opadły, ośrodek istnieje i nikomu krzywda się nie dzieje. Tak jest?
Nie wracajmy do przeszłości. Od stycznia 2012 roku zmieniła się ustawa i przepisy mówiące o kierowaniu do MOS-ów. Zostały one wyjęte z ustawy o postępowaniu nieletnich i jest tylko jedna droga kierowania do ośrodka socjoterapii – tylko na wniosek rodzica, a nie postanowieniem sądu. Od razu też nastawienie się zmieniło, bo nie będą tu przymuszani kierowani nakazem sądowym.
W tym momencie decyduje rodzic. Stajemy się bardziej otwarci na chłopaków z bliższego otoczenia, a nie jak do tej pory z całej Polski. Socjoterapia nie może polegać na przymusie, dlatego cieszę się, że ktoś wreszcie poszedł po rozum do głowy.

Nie obawiacie się, że gimnazja będą się chciały pozbyć co bardziej krnąbrnych uczniów i kierować ich do was?
Nie obawiamy się, bo za każdym uczniem idą pieniądze. Dlaczego na przykład do pierwszej klasy przychodzą do nas uczniowie mający po szesnaście, siedemnaście lat? Bo po dwóch, trzech latach niepowodzeń w gimnazjum wreszcie odpuszczano sobie.
Dyrektorzy uczniom z problemami, trzymając ich u siebie w gimnazjach, robią krzywdę, bo po ukończeniu takiej szkoły czeka ich już tylko OHP. A to całkiem co innego. U nas są uczniowie w normie intelektualnej, ale z zaburzeniem zachowania. Sądy często bez zastanowienia kierowały do MOSu, a niektórzy chłopcy nadawali się do Młodzieżowych Ośrodków Wychowawczych. Nasz MOS jest ośrodkiem otwartym. To, że jest tu płot, o niczym nie świadczy. Jeśli ktoś będzie chciał stąd uciec, to ucieknie. Nie ma żadnego problemu.
My niemal budujemy od nowa ten ośrodek, ma on być jednym z elementów pomocy młodym, co nie oznacza, że zawsze będzie postrzegany jako forma kary, bo taki ma być.
[[reklama]]
Trochę tych ośrodków powstaje, jest MOS w Radawnicy i Krajence. W Jastrowiu jest MOW dla dziewcząt, od nowego roku będzie też dla chłopców. Mamy aż taką niedobrą młodzież?
A może my z nimi sobie nie radzimy? Dlatego właśnie potrzebne są takie placówki jak MOS. Forma nauki jest jednak inna, mamy klasy dwunastoosobowe, tak się lepiej pracuje. Obowiązek wychowania spoczywa na rodzinie, my jesteśmy jednym z elementów. Dla dzisiejszej młodzieży kolega jest autorytetem, a nie dorośli. Czas idzie do przodu, a niektórzy rodzice nie mają czasu dla swoich dzieci. Ale nie chcemy być też przechowalnią. Dzisiaj w rodzicach mamy partnera do rozmów, kiedyś decydował sąd i koniec. Przywieźli młodego człowieka to go teraz macie.
My tym chłopakom tłumaczymy, że jak się u nas nie sprawdzą, to następnym etapem jest MOW.

Były takie przypadki, że nie mogliście sobie dać z kimś rady i odesłano go do MOW-u?

Tak, były.

Uważa Pan, że chwalenie i nagradzanie pozytywnie wpływa na wychowanków?
Bezsprzecznie. Oni to czują. Teraz na przykład dziesięciu z nich w nagrodę pojechało na kilka dni na wycieczkę do Warszawy. Poza tym są dodatkowe wyjścia, ogniska, spływy kajakowe. Nie może być tylko tak, że szkoła i internat. Niektórzy z nich nie doświadczyli nigdy dobra. Mamy tu chłopaków z różnych rodzin, z placówek wychowawczych, z rodzin zastępczych. Życie już ich raz skrzywdziło. Jeśli dostają więcej tego dobrego, to oddają tym samym.

Da się odróżnić chłopaka z rodziny „normalnej” od takiego z placówki?

Myślę, że tak. Ci drudzy są już wyszkoleni, przyzwyczajeni do życia placówkowego. I są bardziej roszczeniowi, jak na przykład klienci pomocy społecznej. Uważają, że im się wszystko należy. Ale to jest normalne, bo oni niektórych rzeczy nie doświadczyli w życiu.
[[nowa_strona]]
Nie wychodzą stąd z piętnem, że skończyli jakąś specjalną szkołę?
Nie. Bo oni nie skończyli ośrodka socjoterapii tylko gimnazjum. Na świadectwie nie jest nigdzie napisane, że jest to specjalny ośrodek. Ośrodek socjoterapii to jest gimnazjum i internat. Nie są u nas „naznaczani” w jakikolwiek sposób.

Spotykacie się z ich strony z jakimiś przejawami sympatii gdy stąd wyjadą?

Nie bardzo, ale myślę, że to się teraz zmieni. Mieliśmy chłopców z całej Polski z nakazu sądowego. Przyjazd do nas to była dla nich kara, nie oszukujmy się. Teraz będziemy mieli z okolic, więc i te relacje będą inne. Będziemy mieli większy kontakt z ich rodzicami. I tak to ma wglądać.
[[reklama]]
A zatem nie taki diabeł straszny jak go malują?
Tak bym to w skrócie ujął.

Foto: www.sxc.hu
Aplikacja na Androida

Obserwuj nas na Obserwuje nas na Google NewsGoogle News

Chcesz być na bieżąco z wieściami z naszego portalu? Obserwuj nas na Google News!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.



Reklama

Wideo zlotowskie.pl




Reklama
Najnowsze wiadomości